Wydrukuj tę stronę
piątek, 12 lipiec 2019 09:32

Korea Południowa: Rodzice wynajmują zbirów do walki ze szkolnymi prześladowcami

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)
Korea Południowa: Rodzice wynajmują zbirów do walki ze szkolnymi prześladowcami Pixabay

Rodzice z Korei Południowej wynajmują umięśnionych mężczyzn pokrytych tatuażami, aby odgrywali rolę "fałszywych wujków" i chronili ich dzieci przed szkolnymi prześladowcami.

Lokalne media informują, że kilka firm oferuje zróżnicowane pakiety, za które trzeba zapłacić od 450 do 1790 dolarów dziennie. Oferta jest skierowana do zdesperowanych rodziców, którzy chcą zapewnić swoim pociechom ochronę przed agresywnymi rówieśnikami.

W ramach klasycznego "pakietu wujkowego", 30- lub 40-letni mężczyzna będzie odprowadzał dziecko do szkoły i przychodził je odebrać po zakończonych lekcjach, odstraszając przy tym potencjalnych prześladowców.

Z kolei tzw. "pakiet dowodowy" oferuje pewne udoskonalenie - "wujek" uwieczni kamerą działania prześladowców i przedstawi nagranie pracownikom placówki. W ramach tego pakietu będzie on również groził, że opublikuje film w Internecie jeśli nie dojdzie do zdecydowanych kroków w kierunku zaprzestania takich zjawisk.

Natomiast "pakiet-przyzwoitka" wprowadza nieco bardziej wyrafinowaną taktykę odwiedzania rodziców prześladowców w ich miejscach pracy i narażenie ich na publiczne upokorzenie.

Ta nietypowa usługa, która pod względem prawnym funkcjonuje w szarej strefie i może być powiązana z siecią podziemnych gangów, zdaje się mieć swoje korzenie w nasilających się obawach, że prześladowanie w szkołach niepohamowanie rośnie i prowadzi niektóre dzieciaki do skłonności samobójczych.

Samobójstwo jest najczęstszą przyczyną śmierci młodych Koreańczyków (w wieku 15-24 lat). Zdaniem Chicago Policy Review, naukowcy doszli do wniosku, że ma to związek z bardzo konkurencyjnym środowiskiem akademickim i zachowaniami mobbingowymi w szkole.

Noh Yoon-ho, prawniczka z Seulu specjalizująca się w sprawach związanych ze szkolną przemocą, oznajmiła, że od czasu, gdy zaczęła praktykować w tej dziedzinie w 2012 roku, nastąpił gwałtowny wzrost postępowań prawnych wobec przypadków prześladowań.

- Tak naprawdę nie mogę porównywać się bezpośrednio z innymi krajami (...) ale problem polega na tym, że dorośli mają tendencję do ignorowania tego, po prostu traktują to jak nieporozumienia pomiędzy dzieciakami, a większe problemy pojawiają się później (...) gdy dzieci popełniają samobójstwo”, oświadczyła Noh w rozmowie z "The Telegraph".

Jednak niektórzy rodzice korzystali z nowej usługi przeciw tyranizowaniu, bez proszenia prawników o ich opinię.

- Media donoszą o przemocy w szkole, coraz więcej rodziców popada w zaniepokojenie - oznajmiła Noh. - Dawniej, jeśli ktoś poszukiwał takich usług w Internecie, nigdy by ich nie znalazł, ale teraz można się na nie natknąć, co oznacza, że musi rosnąć zapotrzebowanie.

Statystyki zatrudniania "fałszywych wujków” są niemożliwe do ustalenia z powodu piętnowania zatrudniania zbirów i strachu przed ewentualnymi pozwami.

Pani Noh wyjawiła, że obecnie reprezentuje klientów, których nastoletnich synów atakowano przy pomocy mężczyzn, uważanych za "wujków", po tym jak ci pobili kolegę z klasy za doniesienie nauczycielowi, że posiadają papierosy.

Jeden z domniemanych prześladowców, w wieku 15 lat, uczył się na wieczornej lekcji matematyki, kiedy pobity chłopiec zadzwonił i powiedział mu, żeby natychmiast przyszedł do parku.

- Kiedy przyjechał, napotkał groźnie wyglądających ludzi, o masywnej budowie i z tatuażami na całym ciele. Ci zmusili go, by przeprosił nękanego dzieciaka (...) Powiedzieli mu: "powiedz swoim przyjaciołom, że jutro ich zobaczymy" - stwierdziła Noh.

- Kazali im uklęknąć przed dzieciakiem, który został zastraszony i go przeprosić, a potem odwozili wszystkich prześladowców do ich domów.

Rodzice rzekomo próbują pozwać opiekunów prawnych domniemanych prześladowców na sumę 330 tys. dolarów.

Ekstremalny środek w postaci zatrudniania umięśnionych mężczyzn, by zastraszali nastolatków, narodził się po latach publicznego zaniepokojenia znęcaniem się nad słabszymi w placówkach oświaty.

Według sondażu przeprowadzonego w 2013 roku przez Ministerstwo Edukacji, Nauki i Technologii, prawie co dziesiąty uczeń koreańskich szkół podstawowych i średnich cierpiał z powodu różnych form przemocy ze strony rówieśników.

Kwestia ta wywołała pierwszą publiczną burzę w 2011 roku, kiedy Kwon Seung-min, 13-letni uczeń, wyskoczył z bloku mieszkalnego po tym, jak pozostawił za sobą notatkę opisującą, w jaki sposób został poddany brutalnemu zastraszaniu.

Tragedia ta zwiększyła świadomość problemu, ale ostatnie dane sugerują, że nadal nie został on odpowiednio rozwiązany.

Liczba uczniów w Seulu, którzy zgłosili jakąś formę znęcania się, wzrosła o 25,4% - wynika z corocznego badania przeprowadzonego przez Seoul Metropolitan Office of Education (SMOE), opublikowanego w listopadzie 2018 roku.

W badaniu wzięło udział ponad 646 tys. uczniów, począwszy od szkół podstawowych po uczniów ostatnich klas szkół średnich - wykazano, że 11 425 osób doświadczyło znęcania się. W poprzednim badaniu taką deklarację wyraziło 9105 nastolatków, poinformowała gazeta "Korea Times".

Intensywna konkurencja między kolegami z klasy i presja o wyniki edukacyjne są często opisywane jako winowajcy takiego niewłaściwego zachowania.

Jednak pewna matka, której 15-letni syn został ostatnio terroryzowany przez kolegów z klasy, powiedziała dziennikarzom "The Telegraph", że obwinia głównie szkoły za brak działania z ich strony, gdyż nie chcą one psuć swojego publicznego wizerunku.

Park Ji-woo oznajmiła, że była wstrząśnięta bierną postawą ze strony szkoły jej syna, kiedy ten był kilkakrotnie atakowany.

- Szkoła tak naprawdę nawet nie starała się zbadać sprawy, chociaż mogli posiadać nazwiska dzieci, które tam wówczas były - powiedziała.

- Żaden nauczyciel nie chce się angażować, ponieważ nie chce stracić pracy lub być uwikłany w procesy sądowe- dodała pani Park.

- Nie rozważałabym korzystania z usług wujków, ponieważ jestem religijna i mam bardzo wysokie standardy moralne, ale całkowicie rozumiem, dlaczego inni rodzice z nich korzystają. Wszak czują się przyparci do muru i są zdesperowani.

Źródło: The Telegraph

Artykuły powiązane

1 komentarz