czwartek, 03 październik 2019 11:29

Pierwsza rzecz zakupiona przez Internet? Marihuana!

Napisane przez Radosław Konieczny
Pierwsza rzecz zakupiona przez Internet? Marihuana! Pixabay

Raport podsumowujący ankietę Global Drugs Survey z 2013 roku przyniósł niepokojące wieści o rosnącej skali handlu narkotykami w Internecie, co zaintrygowało wielu komentatorów. Co ciekawe - okazuje się, że pierwszą rzeczą kupioną oraz sprzedaną online była saszetka marihuany, a transakcja miała miejsce ponad 40 lat temu.

W książce Johna Markoffa z 2005 roku pt. "What the Dormouse Said: How the Sixties Counterculture Shaped the Personal Computer Industry" wyjawił, że pierwszą na świecie transakcją online była transakcja narkotykowa:

"W 1971 lub 1972 roku studenci Stanford korzystający z kont Arpanet w Laboratorium Sztucznej Inteligencji Uniwersytetu Stanford przeprowadzili transakcję handlową ze studentami z Massachussetts Institute of Technology. Przed erą Amazona, przed eBayem, przełomowym aktem handlu elektronicznego została transakcja narkotykowa. Młodzi ludzie skorzystali z sieci, aby po cichu zorganizować sprzedaż nieokreślonej ilości marihuany".

Od tamtej chwili rozpoczęła się długa i dziwna podróż (jak ujęliby to muzycy grupy Grateful Dead), a narkomani, dzięki chemii, neurofarmakologii i telekomunikacji byli o kilka kroków przed stróżami prawa.

W latach 70., 80. i 90. wszelkiego rodzaju narkotyki, zarówno legalne, jak i nielegalne, były sprzedawane online. W 2013 roku niektórzy zadawali sobie pytanie: po co łamać prawo, skoro można po prostu zlecić chińskiemu laboratorium stworzenie syntetycznej substancji marihuany (fachowo: agonisty receptora kannabinoidowego), która w warunkach laboratoryjnych wykazuje takie same efekty jak marihuana? Prawo nadal stara się nadążyć za tym problemem.

Pytanie to zadają także pozbawieni skrupułów dealerzy, którzy chętnie importują i sprzedają te niesprawdzone, rzadkie związki o nieznanej czystości, rozpuszczają je w acetonie i rozpylają na obojętny ziołowy materiał nośnikowy, który sprzedają online każdemu, kto ma kartę kredytową. Mają niewielki szacunek dla konsumentów tych nieprzetestowanych leków, które przecież nie zostały zaprojektowane by odgrywać rolę narkotyków. Mogą prowadzić do chorób, nadciśnienia, a nawet uszkodzenia nerek.

Poprzez zwyczajny przegląd praw narkotykowych dziecinnie prostym jest, aby obejść te ograniczenia i stworzyć legalny narkotyk: taki, który jest chemicznie podobny do zakazanej substancji, ale sam w sobie zakazany nie jest. Jeszcze łatwiejsze jest zbadanie opublikowanych prac medycznych pod kątem wszystkiego, co wykazuje zwiększoną aktywność ruchową lub aktywność receptorów serotoninowych lub dopaminowych, ponieważ będą one prawdopodobnie działać w taki czy inny sposób jak narkotyki.

A jeśli testowano je tylko na szczurach to kogo to obchodzi? Młodzi ludzie ustawiają się w kolejce, by zostać królikami doświadczalnymi.

Spośród 73 nowych chemikaliów odkrytych w 2012 roku 50 to agoniści receptorów kannabinoidowych, często opracowane do stosowania w legalnych badaniach farmaceutycznych znanych jako testy „zależności struktura-aktywność”. Endogenny system kannabinoidowy ma ogromny wpływ na nastrój, apetyt, ciśnienie krwi i wiele innych istotnych funkcji życiowych. Firmy takie jak Stirling Winthrop i laboratoria Johna Williama Huffmana z Clemson University w USA wyprodukowały setki takich "leków" w swoich uzasadnionych poszukiwaniach niesteroidowych środków przeciwzapalnych. Ale uciekli oni na szary rynek w 2008 roku i rozpoczęła się moralna panika - gwarantująca zwiększony popyt.

Pierwsza partia przepisów zakazujących nowych agonistów receptora kannabinoidowego pojawiła się w 2010 roku, kiedy szaleństwo dotyczące mefedronu (znane również jako M-cat lub meow meow) działało w najlepsze. Około 170 receptorów zostało zakazanych w skomplikowanym ustawodawstwie. Nawet najnowsze przepisy z lutego 2013 roku nie zapobiegły innowacjom, a nawet sprzyjały im rozwojowi. Gdy tylko jedna partia została zakazana, dziesiątki kolejnych były w sprzedaży - jeszcze tego samego dnia.

Obecnie liczba dostępnych nowych leków rośnie w takim tempie, że policja i toksykolodzy nie są w stanie nawet zidentyfikować ich zawartości, ponieważ nie mają dostępnych próbek referencyjnych do porównania. W całej sieci odbywają się miliony transakcji narkotykowych.

Cytując Williama Gibsona: „Przyszłość już jest - po prostu nie jest równomiernie rozłożona”.

Źródło: The Guardian

Czytany 287 razy

Skomentuj

Free Joomla! template by L.THEME