piątek, 04 październik 2019 09:36

Dimetylortęć - bezlitostna trucizna bez antidotum

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Dimetylortęć - bezlitostna trucizna bez antidotum Pixabay

Kiedy pipeta wylała jedną lub dwie krople na jej lewą rękawiczkę, profesor chemii Karen Wetterhahn nie była szczególnie zaniepokojona. W końcu przestrzegała przepisów bezpieczeństwa dotyczących dimetylortęci. Miała na sobie fartuch laboratoryjny, gogle i jednorazowe rękawiczki lateksowe. A ponieważ substancja stwarza ryzyko poprzez wdychanie, pracowała ona w ramach bezpieczeństwa w dygestorium.

Drobny wyciek tej klarownej cieczy nie sprawił jej bólu ani żadnego dyskomfortu, a więc nie miała powodu sądzić, że incydent ten był poważny. Poza tym jej praca była zbyt ważna, aby tracić czas na obawy: Wetterhahn, pierwsza profesor chemii w Dartmouth College w USA, uzyskała największy grant badawczy w historii swojej szkoły, aby zbadać i wyjaśnić, w jaki sposób metale ciężkie wpływają na ludzkie zdrowie. Niestety, wkrótce miały one wpłynąć na zdrowie samej pani doktor.

Wypadek

14 sierpnia 1996 roku Wetterhahn przygotowywała próbki rtęci do spektroskopii NMR. - Dimetylortęć była standardem w przypadku rtęci NMR, ponieważ jest "czystą" cieczą, więc nie trzeba było się martwić efektami stężenia lub pH, które mogą powodować fałszywe przesunięcia chemiczne - mówi Kent Sugden. Obecnie profesor chemii i biochemii na University of Montana w USA, natomiast w 1996 roku Sugden był pracownikiem naukowym w Dartmouth. Stworzył standardy NMR dla nietoksycznych soli rtęci dla Wetterhahn, ale kiedy nie uzyskała ona oczekiwanych rezultatów, wróciła do stosowania dimetylortęci w celu potwierdzenia swoich ustaleń. Sugden opisuje ją jako „bardzo skrupulatną chemiczkę”.

W styczniu 1997 roku Wetterhahn zaczęła odczuwać mrowienie w kończynach dolnych. Co było jeszcze bardziej niepokojące, zaczęła się potykać podczas chodzenia, jej mowa zaczęła być niewyraźna, a wzrok i słuch zostały naruszone. Po wizycie w szpitalu zdiagnozowano ciężką toksyczność rtęci. Dopiero wtedy przypomniała sobie rozlane kropelki - nie zdawała sobie sprawy, że substancja przeniknęła jej rękawicę i dostała się do skóry. Próg toksyczności dla zawartości rtęci u człowieka wynosi 50 µg/L. Ekspozycja Wetterhahn była około 80 razy większa, przy 4 mg/L.

Niewiele osób na świecie rozumiało toksyczne metale tak samo jak Wetterhahn. Wiedziała, że ​​po przeniknięciu przez skórę dimetylortęć ma jeden cel: jej mózg. Rozpoczęła leczenie zwane terapią chelatacyjną, która miała na celu przekształcenie rtęci w jej ciele w substancję, którą mogła wydalić. Jednak organizmowi łatwiej jest wydalać sole rtęci niż dimetylortęć, a pięć miesięcy po ekspozycji szansa na jakąkolwiek terapię była niewielka. Gdy jej zmysły nadal słabły, zachęciła swojego przewodniczącego wydziału, aby ostrzegł osoby tam pracujące o ekstremalnych zagrożeniach ze strony dimetylortęci.

Na początku lutego 1997 roku, zaledwie trzy tygodnie po pojawieniu się objawów, Wetterhahn zapadła w śpiączkę. Pozostała w stanie wegetatywnym do śmierci 8 czerwca 1997 roku - odeszła w wieku 48 lat, pozostawiając męża i dwoje dzieci.

Zmiana przepisów

Jeszcze przed wypadkiem Wetterhahn niektórzy chemicy odmawiali pracy z dimetylortęcią z troski o swoje bezpieczeństwo. Chociaż społeczność chemiczna wiedziała, że ​​substancja jest toksyczna, nie doceniła, jak wielką ma w sobie moc - w końcu znano wówczas jedyny znany śmiertelny wypadek dimetylortęci w XX wieku z udziałem czeskiego chemika w 1972 roku. Mimo że tylko dwie udokumentowane ofiary śmiertelne w ciągu stulecia mogą wydawać się zaskakujące dla tak niebezpiecznej substancji, Sugden twierdzi, że dimetylortęć „nigdy nie była powszechnie stosowana w laboratoriach, nawet wśród chemików metaloorganicznych”.

W ciągu kilku tygodni po śmierci Wetterhahn, Chemical & Engineering News opublikowało list na temat jej śmiertelnego wypadku i alarmujących wyników testu dimetylortęci na rodzaju rękawiczek, które miała na sobie. Niezależne laboratorium potwierdziło, że dimetylortęć szybko przenika lateks. Rok później, w marcu 1998 roku, Amerykański Departament Pracy i Bezpieczeństwa Zdrowia Pracy (OSHA) wydał biuletyn informacji o zagrożeniach, w którym zalecono unikanie dimetylortęci, o ile nie jest to absolutnie konieczne. Biuletyn zalecił również, aby oprócz noszenia osłony twarzy, każdy, kto pracuje z dimetylortęcią, powinien nosić rękawice laminowane Silver Shield pod odpornymi na ścieranie rękawicami zewnętrznymi. Ponadto pracownicy laboratorium mieli zgłaszać wszelkie wycieki i otrzymywać natychmiastową pomoc lekarską, a każdy, kto konsekwentnie pracował z dimetylortęcią, powinien poddać się okresowym badaniom krwi i moczu.

OSHA nałożył na Dartmouth karę pieniężną w wysokości 9000 dolarów za to, że instytucja nie zapewniła odpowiedniej ostrożności, szczególnie w odniesieniu do wad jednorazowych rękawiczek lateksowych. Sugden zwraca uwagę, że w przypadku substancji toksycznych laboratoria zmieniły rękawiczki lateksowe na rękawiczki nitrylowe, które są mniej porowate, i przypomina sobie historie o innych kampusach, które powoli wyrzucają wszelkie zapasy dimetylortęci w następstwie tragedii Wetterhahn. Uważa, że ​​substancji nie można już nabyć przez zakup, „nawet jeśli chcesz z nią pracować”.

W tym momencie użytecznym może okazać się również fragment opisu dimetylortęci z polskiej Wikipedii: "Toksyczne działanie dimetylortęci wynika z jego działania na układ nerwowy człowieka. Związek tworzy kompleks z cysteiną, który bez trudu pokonuje barierę krew-mózg i silnie wpływa na jego funkcjonowanie, przez zaburzanie procesów przekazywania sygnałów przez synapsy. Związek ten powoduje ataksję (utratę koordynacji ruchów), efekty halucynacyjne oraz utratę pamięci. Proces tworzenia kompleksu z cysteiną jest bardzo powolny i jednocześnie związek ten nie wchodzi w żadne inne reakcje w organizmie człowieka, nie jest więc z niego wydalany. Stąd efekt zatrucia jest bardzo odsunięty w czasie od momentu wniknięcia trucizny do organizmu i zaczyna się powoli ujawniać dopiero w kilka miesięcy po wchłonięciu dawki śmiertelnej. Nie jest znane żadne antidotum na tę truciznę."

Źródła: ChemistryWorld.com, Wikipedia

4 komentarzy

  • Link do komentarza ktos piątek, 04 październik 2019 18:59 napisane przez ktos

    Dlatego j***** nieuku ludzie chodzą do szkół i się kształcą, żeby nie zostać przypadkime takim ignorantem, który po przeczytaniu aurykułu taki jak ten ma trudności z odróżnieniem soli rtęci od dimetylortęci. Zdajesz sobie idioto sprawę, że wszystko czego dotykasz to nie jeden z kilkuset pierwiastków, ale setki tysięcy różnych związków i każdy ze związków tej samej substancji różni się od siebie skrajnie? Antyszczepionkowcy to najbardziej szkodliwy rak i obraza ludzkiej inteligencji jaka istnieje.

  • Link do komentarza J0hn piątek, 04 październik 2019 17:10 napisane przez J0hn

    Rtęcią czy dimetylortęcią? Wodę królewską lub wodę ciężką też przyrównasz do wody?

  • Link do komentarza Bartek piątek, 04 październik 2019 15:09 napisane przez Bartek

    Jak czytam takie komentarze, to ronie lezke nad ludzka glupota. Nie rtec, tylko tiomersal, to raz. Jesli nie widzisz roznicy pomiedzy pierwiastkiem, a zwiazkiem, to sprobuj sie zaciagnac wodą, to przeciez zeiazek tlenu.
    Jaka jest szkodliwosc tiomersalu w przeliczeniu na kilogram masy ciala? Nic nie jest trucizna i wszystko moze byc trucizna. Kwestia tylko dawki. Tutaj - absolutnie nieszkodliwa. To dwa.
    Zadaj sobie troche trudu, idz do biblioteki (albo odwiedz wirtualna) i poczytaj jakas ksiazke na temat immunologii. Dowiesz sie czym jest np. Adiuwant w szczepionkach i po co sie go stosuje. To trzy.
    Powielanie kompletnych bzdur gloszonych przez glabow bez szkoly, w duchu teorii spiskowych, to dowod lenistwa i glupoty.

  • Link do komentarza mistrzak piątek, 04 październik 2019 11:47 napisane przez mistrzak

    A teraz jak to się ma do konserwowania szczepionek rtęcią? "... i zaczyna się powoli ujawniać dopiero w kilka miesięcy po wchłonięciu dawki śmiertelnej".
    A jak dawka jest mniejsza to pewnie ujawni się w kilka lat... hymm

Skomentuj

Free Joomla! template by L.THEME