czwartek, 03 styczeń 2019 10:47

Japonia - Napad, który od 51 lat pozostaje zagadką

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Tajemniczy napad, do którego doszło w 1968 roku nie przestaje zadziwiać Japończyków. Na jego podstawie powstały filmy, programy telewizyjne czy komiksy.

Grudzień 1968 roku. W deszczowy poranek policjant poruszający się na motorze zatrzymał się przed załadowanym gotówką samochodem z Tokio i kazał czterem mężczyznom opuścić pojazd, ostrzegając, że wkrótce dojdzie do wybuchu.

Kilka sekund po tym, jak gliniarz zanurkował pod samochód, zaczęły się pojawiać smugi dymu. Funkcjonariusz zaczął panicznie krzyczeć, sugerując wszystkim ucieczkę. "To dynamit, zaraz wybuchnie!" - krzyknął, a przerażeni podróżujący rozbiegli się w chaosie we wszystkie strony.

Chwilę później domniemany policjant spokojnie usiadł za kierownicą samochodu i odjechał z 300 milionami jenów u boku. Od tamtej pory nikt już go nie widział.

To była największa wówczas kradzież pieniężna w Japonii, którą można dzisiaj szacować na kwotę ok. 3,4 miliona dolarów. Napad ten stanowi tajemnicę, która 51 lat później pozostaje nierozwiązana, pomimo wielu prób podejmowanych przez najlepszych detektywów z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Spektakularne policyjne śledztwo kosztowało już ponad 12 milionów dolarów i obejmowało setki detektywów - dwóch z nich zmarło z wyczerpania pracując nad sprawą - którzy przesłuchiwali oszałamiającą liczbę 118000 osób. Dekady później zbrodnia ta nadal porywa naród, przyczyniając się do powstawania: książek, filmów, seriali telewizyjnych i serii komiksów.

Wielu starszych Japończyków wciąż pamięta, co robili, kiedy po raz pierwszy usłyszeli o zuchwałej kradzieży: "Czyż nie było to wręcz bezczelne? Ludzie w dawnych czasach byli tak naiwni, że wierzyli każdemu, kto jest ubrany jak policjant?" - powiedział Keiji Harashima, 53-letni kierownik biura firmy przewozowej znajdującego w pobliżu miejsca zbrodni.

W tamtych czasach w Japonii panowała pozytywna energia po organizacji Igrzysk Olimpijskich w Tokio cztery lata wcześniej. Ożywiona gospodarka działała na pełnych obrotach, a fabryki produkowały mnóstwo samochodów i elektroniki.

10 grudnia czterech nieuzbrojonych pracowników Nippon Trust Bank wypłacało roczne premie i inne środki w łącznej kwocie 294307500 jenów firmie Toshiba, znajdującej się na spokojnym przedmieściu Tokio. Znajdowali się oni zaledwie 200 metrów od fabryki, kiedy drogę zajechał im policyjny motocykl. Sytuacja miała miejsce tuż za murami największego japońskiego więzienia.

Motocyklista, ubrany w policyjny mundur i siedzący okrakiem na białym motorze Yamaha, powiedział podróżującym, że w domu dyrektora oddziału doszło właśnie do wybuchu. Kilka dni wcześniej ich menedżer otrzymał wiadomość zawierającą zagrożenie bombowe.

"Zostaliśmy poinformowani, że samochód może być podłączony do materiałów wybuchowych", powiedział podrabiany policjant, który po chwili wczołgał się pod pojazd.

Detektywi twierdzą, że dym, który widzieli mężczyźni, był w rzeczywistości nieszkodliwą racą. To jednak wystarczyło, aby wystraszyć pracowników znajdujących się w samochodzie, dając tym samym złodziejowi mnóstwo czasu na ucieczkę.

Motocykl, który zostawił za sobą, był fałszywym, kradzionym motorem pomalowanym tak, by wyglądał jak prawdziwy policyjny jednoślad.

W pewnym momencie wyjęty spod prawa przesiadł się do Toyoty - również kradzionej - którą znaleziono cztery miesiące później porzuconą wraz z metalowymi skrzyniami, które kiedyś zawierały ogromne ilości pieniędzy.

19-letni syn rzeczywistego lokalnego policjanta "motocyklowego" jawił się jako główny podejrzany, ale zaledwie pięć dni po napadzie odnaleziono go martwego - połknął cyjanek potasu, który kupił jego ojciec. Mężczyzna zapewniał o niewinności swego syna i nie było żadnych wyraźnych dowodów na to, by oskarżyć chłopca, mimo że był on przywódcą miejscowego gangu młodzieżowego.

Rok później 26-letni mężczyzna, wykwalifikowany kierowca, który pracował w kanadyjskim biurze rządowym w Tokio, został aresztowany, ponieważ przypominał osobę z listu gończego. Jednakże jego alibi się sprawdziło i został on zwolniony z aresztu bez postawienia zarzutów.

Sprawa uległa przedawnieniu po siedmiu latach i jedno z największych w historii Japonii śledztw policyjnych zostało umorzone. Chociaż od tamtego czasu doszło do jeszcze większego rabunku (napad opiewający na kwotę 7,4 miliona dolarów na firmę ochroniarską w Tokio z 2011 roku), "Kradzież 300 Milionów Jenów" nadal działa na wyobraźnię wielu Japończyków.

Źródło: News.com.au

Czytany 14603 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 03 styczeń 2019 11:08

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Free Joomla! template by L.THEME