Wydrukuj tę stronę
sobota, 26 styczeń 2019 12:15

Mężczyzna przeżył bliskie spotkanie z grizzlym dzięki włożeniu ręki do gardła

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)
Mężczyzna przeżył bliskie spotkanie z grizzlym dzięki włożeniu ręki do gardła Pixabay

Zdolność do opanowania paniki i artykuł wycięty z czasopisma podarowany mu przez babcię pomógł 26-letniemu Chase'owi Dellwo przetrwać atak niedźwiedzia grizzly, do którego doszło w 2015 roku w Montanie.

Konfrontacja ta zakończyła się dla myśliwego założeniem kilkuset szwów na głowie, kilka kolejnych na twarzy, opuchlizną na lewym oku i głębokimi ranami kłutymi na prawej nodze. Będzie on mógł jednak opowiadać swoim wnukom zatrważającą historię o potyczce z niedźwiedziem ważącym ok. 180 kilogramów. Warto dodać, że jest to historia z happy endem oraz brakiem czarnych charakterów.

- Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że to nie wina niedźwiedzia, był tak samo przerażony jak ja - powiedział Dellwo leżąc na łóżku szpitalnym w niedzielne popołudnie w placówce Benefis Health System.

Chase Dellwo i jego starszy brat Shane wyruszyli w sobotę rano, aby zapolować na łosie przy użyciu łuków. Wiatr wiał z prędkością nawet do 64 kilometrów na godzinę, a towarzyszył mu deszcz ze śniegiem. Bracia zauważyli gromadkę łosi i postanowili, że Chase podejdzie do wąskiego koryta w nadziei, że pokieruje zwierzęta na grzbiet, na którym czekałby Shane.

- Po około ośmiu czy dziesięciu minutach usłyszałem niepokojący dźwięk, więc przyspieszyłem - relacjonuje Chase. Po chwili zorientował się, że znajdował się nieopodal niedźwiedzia, który w tamtym momencie spał. Wietrzne warunki sprawiały, że grizzly był tak samo zaskoczony jak Dellwo.

- Naciągnąłem łuk, ale po chwili opuściłem go i zacząłem się subtelnie wycofywać. Nie było czasu żeby ponownie wyciągnąć broń - komentuje myśliwy. Niedźwiedź momentalnie powalił go na ziemię. - Po chwili mnie puścił, ale wciąż stał nade mną, rycząc najgłośniejszym rykiem, jaki kiedykolwiek słyszałem - dodaje.

Grizzly następnie odszedł, a Dellwo usiadł na ziemi. - Nagle wrócił, ugryzł moją prawą nogę i potrząsał mną, po czym rzucił mnie na ścieżkę - wspomina. Sekundy później zwierz zaatakował ponownie.

- Nagle przypomniałem sobie artykuł, który lata wcześniej podarowała mi babcia. Napisano w nim, że niedźwiedzie mają bardzo czuły odruch wymiotny. Wsunąłem więc prawą rękę do jego gardła.

Zadziałało - zwierz uciekł. Dellwo zaczął powoli kuśtykać, krwawiąc i będąc zdezorientowanym. - Po drodze dostrzegłem pokaźnego łosia, co było dość rozczarowujące - powiedział z uśmiechem. Wtedy jednak nie miał nastroju do żartów.



- Walczyłem ze sobą, żeby nie popaść w panikę i próbować się uspokoić. Byłem zagubiony. Przetarłem oczy z krwi. Gdybym zaczął panikować, nie byłoby mnie już na tym świecie.

Myśliwy zdołał po pewnym czasie odnaleźć swojego brata. - Uniósł swój łuk i machał nim nad głową. Myślałem, że chciał mi tym samym zasygnalizować, że ustrzelił łosia - relacjonuje Shane. - Dopiero po chwili oznajmił mi, że został zaatakowany przez niedźwiedzia.

Shane martwił się, że Chase doznał urazu brzucha lub pleców, co mogło zagrażać jego życiu. Kiedy upewnili się, że tak nie jest, skierowali się do Centrum Medycznego Benefis Teton. - Zajęło nam to około 20 minut, przy czym z pewnością jechaliśmy z niedozwoloną prędkością - tłumaczy Chase.

Starszy brat zadzwonił po drodze do miejsca docelowego i przygotował personel na przyjęcie pacjenta. - Całe szczęście, że tego typu placówka była w pobliżu - oznajmił w rozmowie z reporterami.

Żona Chase'a Becca przebywała w tym czasie w ich domu w Belgradzie. Wtedy odebrała niepokojący telefon od szwagra. - W normalnej sytuacji polowałabym z nim. Odczułam wielką ulgę, kiedy zobaczyłam go bezpiecznego w szpitalnym łóżku - skomentowała. Dodała przy tym, że jest wdzięczna personelowi medycznemu za profesjonalną opiekę nad jej mężem.

Co ciekawe, zapytany o porady dla myśliwych związane z takimi sytuacjami, Chase odpowiada: "Zawsze noście przy sobie spray na niedźwiedzie". Myśliwy zapewnił, że niefortunny wypadek nie zniechęci go do zaprzestania swoich działań.

Źródło: USA Today

Artykuły powiązane