niedziela, 27 styczeń 2019 08:55

Intrygujące pochodzenie słowa "jaywalking", czyli jak przemysł samochodowy zakazał przechodzenia przez jezdnię

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Intrygujące pochodzenie słowa "jaywalking", czyli jak przemysł samochodowy zakazał przechodzenia przez jezdnię Pixabay

Koncept karania grzywną za przekraczanie jezdni w niewłaściwym miejscu jest często niemiłą niespodzianką dla zagranicznych turystów w Stanach Zjednoczonych, gdzie początki tzw. "jaywalkingu" mają związek z propagandową kampanią przemysłu motoryzacyjnego w latach 20. XX wieku.

Zbiór ustaw dotyczących kwestii prawnych wokół pojazdów znany jako "CVC" ("California Vehicle Code") głosi: "Pieszy nie może zacząć przechodzić przez jezdnię w kierunku migającego lub stabilnego napisu "DON'T WALK" lub symbolu wyprostowanej dłoni. Zabrania się również przekraczania kontrolowanych skrzyżowań lub "jaywalkingu".

Pod koniec 2013 roku policja zainicjowała wspólne wysiłki na rzecz egzekwowania przepisów w centrum Los Angeles. Piesi "utrudniają ruch i powodują zbyt wiele wypadków i zgonów" - powiedział jeden z funkcjonariuszy policji drogowej. Wysokości grzywny wahają się od 190 do 250 dolarów.

Nieco później urzędnicy z Nowego Jorku także zareagowali na znaczną liczbę zgonów spowodowanych przez pieszych w przeciągu miesiąca, nakazując wzmożone karanie mandatami za przechodzenie w niedozwolonym miejscu. Wokół tej kampanii dość szybko pojawiły się kontrowersje, gdy 84-letni chiński imigrant, który został zatrzymany za "jawywalking" i nabawił się rozcięcia na głowie podczas kłótni z policją.

Egzekwowanie przepisów "anty-jaywalkingowych" w Stanach Zjednoczonych jest dość sporadyczne, często ma miejsce tylko w wyniku lawin skarg kierowców dotyczących zachowań pieszych w określonym miejscu. Ale "jaywalking" nadal pozostaje nielegalny w całym kraju - tak było zresztą i w ostatnich dekadach.

- Pierwsza znana wzmianka tego zjawiska pochodzi z grudnia 1913 roku - mówi Peter Norton, profesor historii na University of Virginia i autor publikacji pt. "Fighting Traffic - The Dawn of Motor Age in the American City". Pewnego dnia dom towarowy w Syracuse wynajął mężczyznę do odgrywania roli Świętego Mikołaja, który stał na ulicy z megafonem, wykrzykując do ludzi, którzy nie przechodzili przez jezdnię poprawnie i nazywał ich "jaywalkerami".

- Nie wiem jak to dotarło do Syracuse, ale w środkowo-zachodnim slangu "jay" (ang. "sójka") był człowiekiem ze wsi, który był bezmyślną gadułą niczym "bluejay" (ang. "modrosójka błękitna") - dodaje.



Słowo to poczatkowo było używane do określania "kogoś ze wsi, który jedzie do miasta i jest tak oszołomiony światłami i oknami wystawowymi, że zatrzymuje się i stoi na drodze innym pieszym". Wykorzystywanie "jaywalkingu" jako wyśmiewania pieszych nieprawidłowo przekraczających jezdnię rozpoczęło się właśnie w latach dwudziestych.

- Kluczowym momentem była petycja podpisana przez 42 tys. osób w Cincinnati w 1923 roku, aby mechanicznie ograniczyć prędkość samochodów do 40 km/h. Choć pomysł z petycją się nie sprawdził, zaniepokojony przemysł motoryzacyjny usiłował zrzucić winę na pieszych.

Lokalne firmy motoryzacyjne zatrudniały harcerzy, którzy rozdawali karty pieszym, które wyjaśniały termin "jaywalking". - Dzieciaki były stawiane na chodnikach, a kiedy zobaczyły kogoś, kto zaczynał nieprawidłowo przekraczać jezdnię, wręczały takim osobom jedną z kart - mówi Norton. - Mówiły im, że jest to niebezpieczne i staroświeckie, jak również że mamy nową erę i nie możemy w ten sposób przechodzić przez ulice.

Co więcej, często korzystano w paradach lub widowiskach z klaunów, których zadaniem było parodiować "jaywalkerów" i przedstawiać ich jako powrót do wiejskich, nieświadomych, przed-motorowych zachowań. Innym podstępem było zapewnienie lokalnej gazecie pewnej bezpłatnej usługi. Reporterzy mieli zaprezentować Detroit kilka faktów dotyczących lokalnych wypadków drogowych, a komitet ds. bezpieczeństwa przemysłu motoryzacyjnego przesyłał im w zamian pełny raport o sytuacji w ich mieście.

- Zasięg gazet nagle się zmienia, więc w 1923 roku wszyscy obwiniają kierowców, a już pod koniec 1924 roku wszyscy obwiniają "jaywalkerów" - komentuje Norton. - Wkrótce grupy motoryzacyjne zaczęły organizować edukację na temat bezpieczeństwa w szkołach, podkreślając, że "ulice są dla samochodów, a dzieci powinny się ich trzymać z daleka". Przepisy "anty-jaywalkowe" zostały przyjęte w wielu miastach w późnych latach dwudziestych i stały się normą w latach 30. XX wieku.

W kolejnych dekadach kulturowa przewaga samochodu rosła, ponieważ przemysł motoryzacyjny promował kampanię pt. "Romans Ameryki z samochodem". Producenci samochodów przedstawiali je jako ostateczny wyraz wolności osobistej, niezbędny element "amerykańskiego snu".

Tymczasem nadrzędnym celem planistów i inżynierów było umożliwienie swobodnego przepływu ruchu. - Przez lata pieszych zasadniczo omijano przy projektowaniu ulic" - mówi Tom Vanderbilt, autor publikacji pt. "Traffic - Why We Drive the Way We Do".

- Nie pojawiali się nawet we wczesnych modelach komputerowych, a kiedy tak się stało, w dużej mierze służyli jako "impedancja" tj. "blokowanie ruchu pojazdów". To sprawiło, że miasta amerykańskie były niezwykle wrogie spacerowiczom - mówi Vanderbilt. "Jaywalking" stał się "często źle rozumianym określeniem zbiorowym", obejmującym wiele sytuacji, w których pieszy powinien faktycznie mieć pierwszeństwo.

Niektóre kraje poszły w ślady USA i narzuciły środki "anty-jaywalkingowe". Policja w Chinach zainicjowała nowy program walki z przekraczaniem jezdni w niedozwolonych miejscach, karając pieszych mandatami oraz zmuszając ich do głośnego odczytywania przepisów drogowych (co najczęściej można zaobserwować w Szanghaju).

Gdzie indziej, chociażby w Kairze lub Kalkucie, brak zasad, środków przymusu i infrastruktury dla pieszych oznacza, że ​​jedynym sposobem na przejście przez ulicę jest często przebieżka pomiędzy nadjeżdżającymi pojazdami. Z kolei Wielka Brytania jest jednym z krajów, w których "jaywalking" nie jest przestępstwem. Ale wskaźnik zgonów pieszych jest o połowę niższy niż w USA.

Nawet w Singapurze, gdzie powtarzające się wykroczenia tego typu mogą doprowadzić do grzywny w wysokości 1000 dolarów lub sześciomiesięcznego pobytu w więzieniu, zasady są stale łamane. - W USA też był opór. Doniesienia prasowe z lat 20-tych wskazują, że wielu przechodniów irytowały karty rozdawane przez harcerzy - oznajmił Peter Norton.

W Nowym Jorku pierwsze wysiłki w kierunku walki z "jaywalkingiem" pod batutą burmistrza Rudy Giulianiego spotkały się z opozycją ze strony policjantów, którzy powiedzieli, że mają lepsze rzeczy do roboty. Kiedy LAPD ogłaszała kampanię anty-jaywalkingową na swojej stronie na Facebooku, komentujący oskarżali policję o szukanie łatwego źródła dochodu poprzez wyłudzenie środków finansowych i zwyczajne marnowanie czasu

Źródło: BBC

Czytany 571 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 styczeń 2019 19:44

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Free Joomla! template by L.THEME