piątek, 15 luty 2019 11:38

Joe Arridy - najszczęśliwszy więzień skazany na śmierć

Napisane przez Piotr Zelek
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)
Joe Arridy - najszczęśliwszy więzień skazany na śmierć Pixabay

23-letni Joe Arridy, który posiadał wartość ilorazu inteligencji na poziomie 46 i zachowywał się bardziej jak dziecko, przyznał się do morderstwa z 1936 roku - sprawca zgwałcił i zabił siekierą 15-letnią Dorothy Drian w Pueblo w stanie Kolorado.

16 sierpnia 1936 roku Riley Drain - brygadzista robót budowlanych - i jego żona, Peggy, wyszli z domu około godziny 22, aby udać się na potańcówkę. Kiedy wrócili, usłyszeli jęki dochodzące z sypialni na górze. W pośpiechu pobiegli po schodach na górę, gdzie zobaczyli jak Dorothy umiera w mękach, a jej 12-letnia siostra Barbara została poważnie zraniona. Dziewczynki zostały zaatakowane siekierą, a Dorothy została ponadto zgwałcona - Barbara cudem przetrwała ten atak.

Arridy spędził większość swojego życia w placówce dla umysłowo chorych w Kolorado - nie potrafił nawet policzyć do pięciu czy odróżniać koloru czerwonego od niebieskiego. Został zatrzymany przez policję po tym, jak błąkał się po stoczniach w Cheyenne w stanie Wyoming, po czym powiązano go z makabryczną zbrodnią opisywaną powyżej. Po intensywnym przesłuchaniu Arridy został zmanipulowany do złożenia fałszywych zeznań przez szeryfa George'a J. Carrolla, oficera, który przyczynił się do rozbicia gangu Ma Barker. Wielu ludzi spekuluje, że Carroll wrobił Arridy'ego, aby ponownie pojawić się na pierwszych stronach gazet. "Sądzę, że znowu chciał stać się sławnym" - skomentował publicysta Robert Perske. Według Carrolla Arridy dostarczył szczegółową relację z zabójstw, mimo że miał problemy z utworzeniem sensownego zdania złożonego.

Uznano go winnym pomimo faktu, że nie było żadnych bezpośrednich dowodów, które mogłyby powiązać go ze zbrodnią. Co więcej - już wtedy jawił się główny podejrzany, którym był zwolniony wcześniej przez ojca Barbary Frank Aguilar. Odnaleziono nawet narzędzie zbrodni w jego domu, ale po aresztowaniu Arridy'ego i odkryciu, że pochodzi on z Pueblo, uwaga śledczych została zwrócona w pełni na jego osobę. W trakcie procesu Aguilar oznajmił, że to Arridy był sprawcą - choć siostra Dorothy, która przeżyła tamtej nocy, wskazała Aguilara jako napastnika. Ostatecznie zarówno Arridy, jak i Aguilar zostali skazani na śmierć w komorze gazowej. Arridy stał się tym samym najszczęśliwszym człowiekiem, który kiedykolwiek wylądował w celi śmierci.



Naczelnik więzienny Roy Best robił co w jego mocy, aby uratować życie Arridy'ego. Odwiedzał on codziennie skazańca i podarował mu nawet czerwony zabawkowy pociąg. "Był wtedy tak szczęśliwy, niczym dziecko, które dostało coś o czym zawsze marzyło i czego się nie spodziewało" - komentował Best. W Wigilię Bożego Narodzenia w 1938 roku Best zaprosił nawet Arridy'ego do swojego domu, aby ten pobawił się z jego siostrzeńcami. Naczelnik - podobnie jak większość - doskonale wiedział, że Arridy był niewinny. 6 stycznia 1939 roku skazaniec został zaprowadzony do komory gazowej, trzymając w ręku swój zabawkowy pociąg. "Wrak, wrak! Napraw wrak!" - wykrzykiwał w radości w swoich ostatnich chwilach zabawy z ukochaną lokomotywą, udając, że ta rozbiła się o drzwi celi. Poprosił o lody jako swój ostatni posiłek i nie zdawał sobie nawet sprawy, że zaraz umrze. Nie potrafił nawet pojąć roli komory gazowej, mówiąc strażnikowi: "Nie, nie - Joe nie umrze".

Następnie wtargnął do komory, uśmiechając się jak mały chłopiec. Przywiązano go do fotelu i zasłonięto mu oczy. "Żegnaj, Joe" - powiedział pastor Schaller przed wyjściem. Chwilę później Roy Best wypełnił pomieszczenie gazem, który zakończył żywot jego przyjaciela - taka już była jego rola w pracy naczelnika w Old Max.

Joe Arridy został pochowany w Woodpecker Hill - skalistym zachodnim zboczu cmentarza Greenwood, który był zarezerwowany dla skazańców, którzy zginęli w pobliskich więzieniach, nie będąc pochowanymi przez nikogo bliskiego. Początkowo jego nazwisko zostało błędnie zapisane na zardzewiałej tabliczce nad jego grobem - po latach znacznik ten został wymieniony na granitowy pomnik, który został ufundowany przez adwokatów działających na rzecz osób niepełnosprawnych. "Osoby z niepełnosprawnością rozwojową rutynowo przytakują władzom" - oznajmił Craig Sevara, specjalista ds. obrony sądowej w regionie Arcof the Pikes Peak, podczas odsłonięcia nowego pomnika. "Są wyjątkowo podatne na nacisk i wyzysk" - dodał. Na nowym pomniku wyryto napis: "Tu spoczywa niewinny człowiek".

W 2011 roku Arridy otrzymało pełne i bezwarunkowe pośmiertne ułaskawienie. Przytłaczający materiał dowodowy wskazywał, że w istocie był niewinny - wynikało z nich, że został on zmanipulowany podczas przesłuchań oraz istniało spore prawdopodobieństwo, że Arridy'ego nie było nawet w Pueblo w czasie, kiedy doszło do tej tragedii. "Ułaskawienie pana Arridy'ego nie może cofnąć tego tragicznego wydarzenia w historii Kolorado. W interesie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości leży jednak przywrócenie mu dobrego imienia" - powiedział gubernator Bill Ritter.

Źródło: Morbidology

Skomentuj

Free Joomla! template by L.THEME