Tłumaczenia anglojęzycznych artykułów

Tłumaczenia anglojęzycznych artykułów (107)

Ciekawe artykuły z różnych dziedzin, spisane w języku angielskim i przetłumaczone na język polski.

Regularne zażywanie antydepresantów może nieść ze sobą nieoczekiwane konsekwencje. Jednym z najbardziej dziwacznych skutków ubocznych związku chemicznego znanego jako klomipramina jest natomiast... orgazm podczas ziewania.

Osobliwe przypadki takiego zjawiska opisują w swojej naukowej publikacji naukowcy z kanadyjskiego St John Regional Hospital. Analiza przypadków w wykonaniu McLean, Forsythe'a i Kapkina została opublikowana w 28 numerze Canadian Journal of Psychiatry z 1983 roku. Badacze tak opisują swoje obserwacje:

Przypadek 1: zamężna kobieta w wieku około dwudziestu lat przez trzy miesiące cierpiała na depresję. Ocena psychiatryczna doprowadziła do rozpoznania jednobiegunowej choroby depresyjnej, pojawiającej się w osobowości anancastycznej. Była leczona ambulatoryjnie klomipraminą 100 mg dawkowaną co 24 godziny. Całkowite ustąpienie objawów nastąpiło w ciągu dziesięciu dni. W tym momencie jednak pacjentka zapytała, jak długo będzie mogła "przyjmować" lek. Z zawstydzeniem przyznała, że ​​ma nadzieję, że będzie stosować lek przez dłuższy czas, nie tyle z powodu ulgi w objawach, których doświadczyła, ale raczej dlatego, że zauważyła, iż ​​od czasu zażycia leku za każdym razem gdy ziewała miała orgazm. Odkryła, że ​​jest w stanie doświadczyć orgazmu poprzez celowe ziewanie. Po odstawieniu leku kilka tygodni później zjawisko to zniknęło.

Przypadek 2: żonaty mężczyzna po dwudziestce ma objawy depresji trwającej trzy lub cztery miesiące. Ocena psychiatryczna ustaliła diagnozę jednobiegunowej choroby depresyjnej, występującej u osobowości pasywno-agresywnej. Leczenie klomipraminą w dawce 75 mg dawkowanej co 24 godziny ambulatoryjnie przyniosło całkowite ustąpienie objawów w ciągu czternastu dni. Jednak pacjent był szczególnie ambiwalentny, jeśli chodzi o kontynuowanie leczenia, ponieważ zauważył często intensywną potrzebę ziewania bez zmęczenia i że w wielu przypadkach, gdy ziewał, doświadczał orgazmu z wytryskiem. Zaprzeczył występowaniu zwiększonego popędu libidinalnego lub pokrewnej fantazji. Chociaż uznał to zarówno za niezręczne, jak i zawstydzające, postanowił kontynuować leczenie z powodu uzyskanych korzyści terapeutycznych. Niezręczność i zakłopotanie były na tyle problematyczne, że nieustannie zakładał prezerwatywy. Po odstawieniu leku kilka tygodni później zjawisko zniknęło.

To jednak nie koniec intrygujących obserwacji lekarzy. Okazuje się, że klomipramina wzbudzała także nieco inne reakcje podczas ziewania.

Przypadek 3: samotna kobieta po czterdziestce przebyła konsultację na Oddziale Urologii Regionalnego Szpitala Ogólnego, gdzie została przyjęta z powodu skarg na kamień nerkowy. Po odpowiednim leczeniu obserwowano, w jaki sposób wykazuje objawy depresyjne przez około cztery miesiące. Konsultacja psychiatryczna ustaliła rozpoznanie jednobiegunowej choroby depresyjnej występującej u osobowości obsesyjno-kompulsyjnej. Po przeniesieniu na oddział psychiatryczny rozpoczęto leczenie klomipraminą w dawce 100 mg co 24 godziny, co spowodowało całkowitą ulgę w objawach w ciągu 12 dni. Na początku trzeciego tygodnia hospitalizacji pacjentka zaczęła narzekać na to, co nazywała "zaklęciem ziewania", podczas którego odczuwała "nieodparte pragnienia seksualne". Ze względu na ograniczenia środowiskowe i pomimo sporadycznej ulgi płynącej z masturbacji, uznała te dziwne objawy za trudne do zniesienia i poprosiła psychiatrę o zaprzestanie przyjmowania tego leku, ponieważ zauważyła, że ​​jej odczucia zaczęły się wkrótce po przepisaniu medykamentów. Przerwanie leczenia doprowadziło do ustąpienia tych objawów.

Przypadek 4: żonaty mężczyzna po trzydziestce miał objawy depresji trwającej osiemnaście miesięcy. Ocena psychiatryczna doprowadziła do rozpoznania patologicznej reakcji żalu, występującej u osobowości pasywno-agresywnej. Rozpoczęto leczenie ambulatoryjne psychoterapią i klomipraminą w dawce 50 mg co 24 godziny. Pacjent później poinformował, że przestał brać klomipraminę po siedmiu dniach, ponieważ zauważył, że za każdym razem, gdy ziewał, odczuwał tak intensywne uczucie wyczerpania i osłabienia, że ​​musiał kłaść się przez 10 do 15 minut po każdym ziewaniu, aż uczucie ustąpiło. Zjawisko to wygasło w ciągu 48 godzin po odstawieniu leku.

Dyskusja: te zgłoszone działania niepożądane zostały odkryte przypadkowo podczas rutynowych zapytań o skutki uboczne. Jednak nie podjęto próby zastąpienia leków sposobami placebo lub innymi wyzwaniami. Autorzy nie są w stanie wyjaśnić źródła tych dziwnych zjawisk, które są zbieżne z podawaniem klomipraminy. Przypadki te zgłaszane są nie tylko dla dobra czytelników, którzy mogą chcieć zbadać pochodzenie tych zdarzeń, ale także ze względu na implikacje kliniczne do przestrzegania zaleceń przez pacjenta. Autorzy podejrzewają, że te działania niepożądane mogły nie być wcześniej zgłaszane (szczególnie zjawisko orgazmu) z powodu braku woli pacjenta do ujawnienia tego doświadczenia. Sugeruje się, aby wszyscy pacjenci otrzymujący ten lek rutynowo byli pytani o swoje doświadczenia związane z orgazmem w celu wyraźniejszego ustalenia częstotliwości tego zjawiska.

Ziew...

Źródło: Canadian Journal of Psychiatry Vol 28 November 1983

Hel, drugi najbardziej powszechny pierwiastek we wszechświecie, został odkryty na Słońcu, a dopiero później na Ziemi. Pierre-Jules-César Janssen, francuski astronom, zauważył żółtą linię w widmie Słońca podczas badania całkowitego zaćmienia w 1868 roku. Z kolei Anglik sir Norman Lockyer zdał sobie sprawę, że linia ta o długości fali rzędu 587,49 nanometrów nie mogła być wytwarzana przez żaden znany wówczas pierwiastek. Postawiono hipotezę, że za tę tajemniczą żółtą emisję odpowiedzialny był nowy element Słońca. Ten nieznany pierwiastek został nazwany helem przez Lockyera.

Poszukiwania helu na ziemi zakończyły się w 1895 roku - sir William Ramsay, szkocki chemik, przeprowadził eksperyment z minerałem zawierającym uran o nazwie clevite. Wystawił go na działanie kwasów mineralnych i zebrał wytworzone gazy. Następnie wysłał próbkę dwóm naukowcom, Lockyerowi i sir Williamowi Crookesowi, którzy byli w stanie zidentyfikować hel. Dwóch szwedzkich chemików, Nils Langlet i Per Theodor Cleve, znaleźli hel w clevite mniej więcej w tym samym czasie co Ramsay.

Hel stanowi około 0,0005% ziemskiej atmosfery. Ta śladowa ilość nie jest grawitacyjnie związana z ziemią i jest stale gubiona w przestrzeni kosmicznej. Ziemski hel atmosferyczny zostaje zastąpiony rozpadem pierwiastków promieniotwórczych w skorupie ziemskiej. Rozpad alfa, jeden z rodzajów rozpadu radioaktywnego, wytwarza cząstki zwane cząsteczkami alfa. Cząstka alfa może stać się atomem helu po wychwyceniu dwóch elektronów z otoczenia. Ten nowo utworzony hel może ostatecznie przedostać się do atmosfery przez pęknięcia w skorupie.

Hel jest komercyjnie wydobywany ze złóż gazu ziemnego, głównie z Teksasu, Oklahomy i Kansas. Hel jest używany do nadmuchiwania sterowców, balonów naukowych i balonów imprezowych. Służy jako obojętna osłona do spawania łukowego, do zwiększania ciśnienia w zbiornikach paliwa rakiet na paliwo ciekłe oraz w tunelach naddźwiękowych. Hel jest łączony z tlenem w celu stworzenia atmosfery wolnej od azotu dla nurków głębinowych, aby nie cierpieli na stan zwany narkozą azotową. Ciekły hel jest ważnym materiałem kriogenicznym i służy do badania nadprzewodnictwa i tworzenia magnesów nadprzewodzących. Jefferson Lab z Departamentu Energii wykorzystuje duże ilości ciekłego helu do działania nadprzewodzącego akceleratora elektronów.

Hel jest gazem obojętnym i nie łatwo łączy się z innymi pierwiastkami. Nie są znane związki zawierające hel, chociaż podejmowane są próby produkcji difluorku helu (HeF2).

Podstawowe informacje:

Liczba atomowa: 2

Masa atomowa: 4,002602

Temperatura topnienia: -272,2 °C

Temperatura wrzenia: -268,93 °C

Gęstość: 0,0001785 gramów na centymetr sześcienny

Stan w temperaturze pokojowej: gaz

Klasyfikacja pierwiastka: Niemetalowy

Numer okresu: 1 Numer grupy: 18 Nazwa grupy: Gazy szlachetne

Skąd taka nazwa? Od greckiego boga słońca, Heliosa

Źródło: JLab

Więzień, który twierdził, że naruszył własne prawa obywatelskie przez bycie aresztowanym, złożył pozew przeciwko sobie na kwotę 5 milionów dolarów - a następnie wezwał państwo do zapłaty, ponieważ nie miał żadnych dochodów w więzieniu.

Robert Lee Brock, więzień w Indian Creek Correctional Center w Chesapeake, w 1995 roku złożył w sądzie federalnym odręczny, siedmiostronicowy pozew. - 1 lipca 1993 roku byłem pod wpływem napojów wyskokowych, w wyniku czego popełniłem naruszenie własnych przekonań religijnych. Doszło do tego przez moje wyjście z domu i aresztowanie - napisał Brock, który odsiadywał 23 lata za włamanie i kradzież.

- Chcę sobie wypłacić 5 milionów dolarów - kontynuował - ale wzywam państwo, aby zapłaciło tę kwotę w moim imieniu, ponieważ nie mogę pracować i jestem pod opieką stanu.

Sędzia Rebecca Beach Smith nie była pod wrażeniem pomysłowości Brocka i odrzuciła pozew, opisując go jako niepoważny.

- Powód przedstawił innowacyjne podejście do sporów dotyczących praw obywatelskich - napisała Smith. - Jednak jego roszczenia, a zwłaszcza domniemane poszukiwanie ulgi, są zwyczajnie śmieszne.

Źródło: Deseret News

Wyjątkowy meteoryt, który spadł na radziecką bazę wojskową w Jemenie w 1980 roku, mógł pochodzić z jednego z księżyców Marsa. Na Ziemi znaleziono kilka meteorytów z Czerwonej Planety, ale może to być jedyny dostępny dla nas fragment rzeczywistej marsjańskiej skały księżycowej.

Andriej Iwanow, który ma swoje biuro w Wernadskim Instytucie Geochemii i Chemii Analitycznej w Moskwie, spędził dwie dekady prowadząc badania nad meteorytem Kaidun wielkości pięści, zanim zdecydował, że musi to być odprysk Fobosa, większego z dwóch księżyców marsjańskich. - Nie mogę znaleźć lepszego kandydata - powiedział Iwanow w rozmowie z "New Scientist". Badanie zostało opublikowane w marcowym wydaniu "Solar System Research" zatytułowanym: "Czy meteoryt Kaidun jest próbką Fobosa?".

Mars posiada dwa naturalne satelity: księżyce zwane Fobos (z greckiego "strach") i Deimos ("terror"). Fobos jest jednym z najciemniejszych obiektów w naszym Układzie Słonecznym, w większości bezbarwnym (ciemnoszarym) satelitą, z wyjątkiem słabo czerwonawo-pomarańczowego odcienia rzucanego przez odbicie światła słonecznego na Marsie. Dlatego też księżyc w pełni nie rozjaśnia marsjańskich nocy w zasadzie wcale.

Meteoryt Kaidun jest jak żaden inny na świecie - a przecież udokumentowano co najmniej 23 tys. sztuk. Jest wykonany z wielu małych kawałków materiału, w tym minerałów, których nigdy wcześniej nie widziano.

Współpracując z Michaelem Zolenskim z NASA Johnson Space Center w Teksasie, Iwanow użył mikroskopu elektronowego, aby przyjrzeć się strukturze krystalicznej skały kosmicznej, przejrzał jej minerały za pomocą promieni rentgenowskich i odparowanych fragmentów w celu skatalogowania elementów wewnątrz. I każda próbka okazała się czymś "nowym i dziwnym", mówi Zolenski.

Pośród dziwnych materiałów meteorytu były dwa fragmenty skały wulkanicznej, które tworzą się tylko w masywnych, podobnych do planet ciałach z rdzeniem, płaszczem i skorupą.

Meteoryt ten "zajmuje szczególne miejsce w światowej kolekcji" - napisał Iwanow. - Kaidun charakteryzuje się niespotykaną różnorodnością materiałów meteorytowych w składzie (...) W Kaidun zidentyfikowano prawie 60 minerałów i faz mineralnych, w tym kilka nie występujących w naturze, takich jak florenskiit, FeTiP, pierwszy znany fosforek pierwiastka litofilnego [wykonany z fosforu, tytanu i żelaza]. Kaidun jest jedynym znanym przykładem węglowego chondrytu (materiału meteorytowego bogatego w węgiel).

Jednak duża część meteorytu jest rodzajem materiału bogatego w węgiel, który występuje tylko w asteroidach. Zolenski uważa, że ten paradoks można wytłumaczyć, jeśli meteoryt pochodzi z marsjańskiego księżyca. Uważa się, że zarówno Fobos, jak i Deimos są asteroidami "chwytanymi" przez Marsa, gdy wędrują w przestrzeni kosmicznej. To by tłumaczyło obecność materiału węglowego. A kawałki skały wulkanicznej mogą być kawałkami Marsa, rzuconymi na orbitę, gdy inne planetoidy uderzały w planetę.

Fobos jest bardziej prawdopodobnym kandydatem: krąży zaledwie 6000 kilometrów od powierzchni planety, znacznie bliżej niż Deimos, prawdopodobnie więc pochłonął o wiele więcej fragmentów skały Marsa.

Iwanow opisał to odkrycie w streszczeniu jego badań: "Meteoryt Kaidun wykazuje niesamowitą różnorodność materiału pozaziemskiego. Ciało macierzyste meteorytu składa się głównie z węglowego chondrytu drugiego rodzaju petrologicznego. Meteoryt jest specyficzny w swoim składzie: zawiera liczne fragmenty i wtrącenia powstałe na wczesnym etapie ewolucji Układu Słonecznego przez kondensację mgławicową, metasomatozę gazową, aglomerację i inne procesy oraz dwa różne fragmenty zróżnicowanego materiału wzbogaconego w alkalia, który dostał się do ciała macierzystego w wyniku różnych zdarzeń. Dane dotyczące składu litologicznego meteorytu Kaidun dają mocne argumenty przemawiające za uznaniem macierzystego ciała meteorytu za węglowego chondrytowego satelitę dużej zróżnicowanej planety. Fobos, księżyc Marsa, jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem. Wiele cech meteorytu Kaidun można dobrze wyjaśnić w ramach popularnej hipotezy o pochodzeniu Fobosa na podstawie modelu wychwytywania mgławicy".

- Pomysł ten wydaje się być prawdopodobny, choć nieco spekulacyjny - mówi Sara Russell, ekspert od meteorytów w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. - Na Fobos nie wysłano lądowników, więc prawie nic nie wiadomo o składzie i geologii tego ciała. Zolenski uważa, że ​​źródłem mogła być niecodzienna asteroida. Nadzieja na rozwiązanie tej tajemnicy spoczywa na Europejskiej Agencji Kosmicznej, która została poproszona przez brytyjskich naukowców o rozważenie wysłania misji na Fobos w ramach programu eksploracji Marsa.

Źródło: Astrobio.net

Gracze rywalizujący w oficjalnym turnieju YuGiOh dosłownie doświadczyli powiewu świeżego powietrza, dzięki nowym zasadom obligującym każdego w grze do... unikania wydzielania smrodu.

Najnowsza edycja oficjalnych zasad turniejowych gry karcianej opartej na anime zawiera nowy podrozdział dotyczący podstawowej higieny w ramach wytycznych turniejowych.

"Oczekuje się, że podczas turnieju będziesz czysty. Zaniechanie prania lub zakładania czystych ubrań przyczynia się do nieprzyjemnej atmosfery na turnieju, ponieważ może być on oblegany przez tłumy chętnych, a dzień może być długi" - czytamy w wytycznych.

"Osoby, które zaniedbają dbanie o siebie do tego stopnia, że ​​negatywnie wpływają na turniej, mogą zostać poproszone o zażegnanie tego problemu, jeśli chcą nadal uczestniczyć w turnieju".

Innymi słowy: śmierdzący leń nie przejdzie.

Pomijając stereotyp śmierdzących "nerdów", zmienny stan świeżości wśród graczy i uczestników był od dawna tematem wielu skarg w świecie gier i konwentów. Ponieważ gracze i fani spędzają długie godziny w zatłoczonych pomieszczeniach, niektóre nieprzyjemne aromaty mogą stać się poważnym problemem.

W ubiegłym roku strona z grami Kotaku zauważyła, że ​​na turnieje Super Smash Bros napotykały podobne skargi, które spowodowały, że niektórzy organizatorzy turniejów wdrożyli własne zasady wymagające od graczy i uczestników odświeżenia się - pod groźbą wykluczenia.

Na Twitterze reakcja na tę zasadę wydaje się być w dużej mierze pozytywna, a nawet mile widziana.

- Byłam na turnieju Yugioh z przyjaciółmi (oglądam, nie gram, kocham yugioh, ale nie jestem w stanie grać przez dłuższy czas) i ktoś jako żart rozpyla wszędzie jakiś odświeżacz zapachów i to było zabawne, ta zasada jest dobra dla higieny i do strojenia sobie żarcików - komentuje "PopTart".

Fani YuGiOh którzy nie są pewni, czy uda im się dostosować do tej zasady, mogą zawsze kupić i używać markowych produktów prysznicowych tej gry, tak dla pewności.

Ci, którzy nie przeszli testu węchu, nie powinni się smucić - mimo wszystko nadal są w dobrym towarzystwie.

Źródło: The Register

We wrześniu 1989 roku prezydent Rosji Borys Jelcyn i garstka sowieckich towarzyszy udali się na niezaplanowaną 20-minutową przechadzkę po Randall's Supermarket po zwiedzeniu Johnson Space Center.

Był 16 września 1989 roku, a Jelcyn - nowo wybrany do parlamentu radzieckiego i Rady Najwyższej - właśnie odwiedził Johnson Space Center.

W JSC Jelcyn odwiedził kontrolę misji i makietę stacji kosmicznej. Według reporterki Houston Chronicle, Stefanie Asin, to nie ekrany, tarcze i ogólne zdumienie w NASA wprawiły go w zachwyt - prawdziwym szokiem okazała się dla niego nieplanowana wycieczka do pobliskiego Randalla.

Jelcyn, mający wówczas 58 lat, "przechadzał się po korytarzach Randalla ze zdumieniem kiwając głową" - twierdzi Asin. Powiedział swoim towarzyszom Rosjanom, że jeśli ich ludzie, którzy często muszą czekać w kolejce na większość towarów, zobaczą warunki w amerykańskich supermarketach, "nastąpi rewolucja".

Klienci i pracownicy zaczepiali go, aby uścisnąć mu dłoń i przywitać się. W 1989 roku ludzie nie mieli w kieszeni smartfonów, więc selfie z Jelcynem nie wchodziło jeszcze w grę.

Jelcyn pytał klientów o to, co kupują i ile to kosztuje, a następnie zapytał kierownika sklepu, czy potrzebne jest specjalne wykształcenie do zarządzania sklepem. Na zdjęciach Chronicle widać, jak zachwyca się sekcją warzyw, kącikiem rybnym i kasami. Był szczególnie podekscytowany mrożonymi puddingami.

"Samo Biuro Polityczne nie ma takiego wyboru. Nawet pan Gorbaczow" - oznajmił. Kiedy przy pomocy tłumacza wyjaśniono mu, że w sklepie są tysiące przedmiotów na sprzedaż, nie uwierzył. Myślał nawet, że sklep ten został wcześniej przygotowany, co miało być dla niego popisowym przedstawieniem. Nie wiedział, że istnieją tam niezliczone sklepy w całym kraju, niektóre z jeszcze większym asortymentem niż ten, który odwiedził.

Zadziwił go fakt, że takie sklepy były na prawie każdym rogu ulicy w Ameryce. Zaproponowano mu nawet bezpłatne próbki sera. Według Asin Jelcyn nie odszedł z pustymi rękami, ponieważ dostał małą torbę z gadżetami.

Mniej więcej rok po odejściu rosyjskiego przywódcy od władzy, biograf Jelcyna napisał, że podczas podróży samolotem do następnego miejsca docelowego Jelcyna, Miami, prezydent był wyraźnie przygnębiony. Nie mógł przestać myśleć o obfitym jedzeniu w sklepie spożywczym i o tym, co jego rodacy musieli w tym samym czasie doświadczać w Rosji.

W swojej autobiografii Jelcyn pisał o doświadczeniach w Randallu, które, zdaniem ekspertów, zrujnowały jego pogląd na komunizm. Dwa lata później opuścił Partię Komunistyczną i rozpoczął reformy mające na celu odwrócenie odpływu gospodarczego w Rosji.

Być może trzeba za to "podziękować" mrożonemu puddingowi Jell-O, który podziwiał - co udało się uchwycić na fotografii.

- Kiedy zobaczyłem te półki wypchane setkami, tysiącami puszek, kartonów i wszelkiego rodzaju towarów, po raz pierwszy poczułem się dość szczerze załamany sytuacją narodu radzieckiego - napisał Jelcyn. - Ten, tak potencjalnie bardzo bogaty kraj jak nasz, został doprowadzony do stanu takiej biedoty! Na samą myśl robi mi się źle w sercu.

Sam lider ustąpił ostatniego dnia 1999 roku po kilku latach podejmowania prób wprowadzenia nowego systemu w Rosji. Wszechobecne kumoterstwo zdołało jedynie stłumić marzenie Jelcyna dla jego kraju. Korupcja i niekompetencja nękały jego ostatnie lata urzędowania. Mówi się, że dobrowolne opuszczenie Kremla uchroniło go przed postępowaniem karnym.

Jego następcą został premier Władimir Putin, który zaczął pełnić obowiązki prezydenta. Putin był doradcą Jelcyna w poprzednich latach.

Jelcyn zmarł w 2007 roku w wieku 76 lat.

Źródło: New Haven Register

Mistrz, gigant, niezwykły talent, mesjasz muzyki, geniusz, najlepszy, najbardziej wpływowy. To tylko niektóre etykiety, które są często używane do opisywania Ludwiga van Beethovena. Czym tak naprawdę był? Jak ważny był on w gronie wybitnych muzyków? Ten artykuł dotyczy wpływu, jaki Beethoven miał na muzykę i zajmujących się nią artystów.

Ludwig van Beethoven był rzeczywiście kamieniem węgielnym w historii muzyki. Po nim w muzyce nic już nie było takie samo. Żył w czasach, gdy muzyka była uważana za gorszą formę sztuki w porównaniu do śpiewu, literatury czy malarstwa. Muzyk był tylko zawodem, osobą, która tworzy muzykę - ładne i zrównoważone miłe melodie. Niczym szewc, którego zadaniem było wytwarzanie butów. Nie więcej nie mniej!

Dla Beethovena muzyka była najwyższą formą sztuki. Uważał, że muzyka pochodzi z nieba, a jej zadaniem jest zmienić publiczność i uczynić ludzkość lepszą. Był człowiekiem na misji od Boga. Nawet w testamencie z Heiligenstadt pisze o tym powołaniu, które jest jedynym powodem jego egzystencji. Gdy tylko przybył do Wiednia i zaczął występować publicznie, działał jako przedstawiciel tego najwyższego powołania. Zażądał pełnej uwagi do swojej muzyki, co było wtedy czymś, czego nigdy wcześniej nie spotkano. Nawet w przypadku występowania dla wysokiej arystokracji w Wiedniu - jeśli publiczność nie zachowywałaby się właściwie, był w stanie przerwać zabawę, nazwać arystokratów świniami i opuścić salę. Był to zatem człowiek, który traktował ich jak równych na własnych warunkach. Muzyka nie była już tylko melodią w tle, dzięki której rozmowa stawała się przyjemniejsza. Muzyka i słuchanie jej stało się sztuką, niemal religią, w której publiczność słusznie spodziewała się, że zostanie poruszona, że pojawią się emocje i uniesienie do wymiarów duchowych.

Jednym bardzo ważnym dziedzictwem Beethovena jest nadanie początkom statusu muzyka, artysty. Gwiazdy rocka - jak powiedzieliby współcześni ludzie. Jest postacią podobną do proroków ze Starego Testamentu, całkowitym oddaniem powołaniu, walką z nieświadomą publicznością i krytykami, dotykaniem dusz przekazem w formie muzyki. W ten sposób narodziła się heroiczna, romantyczna muzyka.

Głuchota to kolejny czynnik, który przyczynił się do romantycznego wizerunku kompozytora. Jest jak postać biblijna, otrzymująca tak wielki talent, tak wielkie objawienie, że Bóg dotknął jego uszu na wzór ciernia w ciele św. Pawła, aby uchronić umysł i krew przed pychą.

Zadziwiające jest, jak wielki wpływ wywarł on na muzyków. Rossini odwiedził go w Wiedniu, co opisał następująco: "Stałem przed nim, jak motyl przed lwem". Franz Schubert wyznał na łożu śmierci, słuchając kwartetu Beethovena: "Kto kiedykolwiek może stworzyć coś po Beethovenie?". Johannes Brahms odmówił wykonywania symfonii przez 21 lat(!), mówiąc do swoich przyjaciół i sympatyków: "Nigdy nie napiszę symfonii, nie macie pojęcia, jak czują się twórcy jak my, kiedy słyszymy takiego giganta [Beethovena]". Od śmierci Beethovena muzycy są zarówno inspirowani, jak i onieśmielani przez geniusz tego muzycznego bohatera i jego wpływ - nawet dzisiaj!

Podsumowując, należy podkreślić, że po Beethovenie żaden muzyk nie podszedł do swojego rzemiosła jak wcześniej. Jego duch jest wyczuwalny przy wszystkich kompozytorach, którzy pragną służyć najwyższemu wezwaniu do tworzenia muzyki. Niedopuszczalna jest praca połowiczna - niemal ukończona lub o PRAWIE idealnej jakości! Sama muzyka ma inną rolę, powinna wpływać na odbiorców, w razie potrzeby przełamując zasady kompozycyjne, wyzwalając twórczą energię na swój własny sposób. Zmieniło się także postrzeganie bycia słuchaczem. Publiczność ma się skupić na muzyce, poczuć ją sercem, dać się ponieść emocjom.

Źródło: PopularBeethoven.com

W 1831 roku dwóch mężczyzn włamało się do City Bank of New York i uciekło z prawie 250 tys. dolarów. Mówi się, że był to pierwszy napad na bank w USA. Okazuje się, że to nie do końca prawda.

Otóż inny napad mający miejsce 30 lat przed tym wspominanym powyżej powinien dzierżyć ten tytuł - to dość osobliwa opowieść, którą uwieczniono w postaci obrazu olejnego przedstawiającego kowala - dzieło to obecnie jest przechowywane w Akademii Sztuk Pięknych w Pensylwanii.

Był rok 1798 - kowal Patrick Lyon przebywał w Lewiston w stanie Delaware, pochłonięty czytaniem gazety. Ta opisywała oszałamiającą historię kradzieży z Bank of Pennsylvania w Carpenter's Hall w Filadelfii we wczesnych godzinach porannych, z której łup stanowił ponad 160 tys. dolarów - zdumiewająca kwota, którą można dzisiaj przeliczyć na ponad 3 miliony USD.

Gawiedź lubi czytać o napadach na banki (być może dlaczego teraz to czytasz, drogi czytelniku), ale Lyon miał bardziej osobisty interes w tej sprawie. Jego ostatnią pracą, zanim przybył do Delaware, była wymiana okuć i zamków w drzwiach skarbca Bank of Pennsylvania - tego, którego właśnie obrabowano, zgodnie z historią opisaną w "Carpenter's Hall".

Wydawało się, że była to robota wewnętrzna, a Lyon od razu miał na myśli dwóch podejrzanych: stolarza Samuela Robinsona, który pracował dla banku i innego mężczyznę, współpracownika Robinsona, którego Lyon nie znał osobiście.

Tymczasem Lyon nie zauważał tego, że jako kowal, który pracował przy drzwiach skarbca i który wkrótce potem opuścił Filadelfię, sam jawił się jako podejrzany.

Po tym, jak stary znajomy skontaktował się z Lyonem i zasugerował, że jest podejrzany o tę bezczelną kradzież, Lyon zrobił to, co uważał za słuszne, i wrócił do Filadelfii, aby oczyścić swoje imię.

Za swój trud został jednak wtrącony do więzienia.

Pracownicy banku podejrzewali, że Lyon zwyczajnie stworzył dodatkowy klucz do skarbca, gdy nad nim pracował. Przez trzy miesiące Lyon był przetrzymywany w więzieniu Walnut Street w Filadelfii.



Jedyną rzeczą, która okazała się wybawieniem dla Lyona, był kretynizm rzeczywistego złodzieja, który okazał się nieznajomym, którego Lyon podejrzewał przez cały czas i odtąd był identyfikowany jako Izaak Davis. Mężczyzna zwerbował wspólnika, który pomógł mu w kradzieży.

"Duet ten najwyraźniej dokonał zbrodni idealnej" - głoszą media. "Następnie, w posunięciu, które będzie długo żyło w annałach głupoty, Davis zaczął deponować skradzione pieniądze w tym samym banku, który obrabował i w innych bankach w Filadelfii, rzucając na siebie cień podejrzeń".

Mężczyzna najwyraźniej nie miał planu, co zrobić z gotówką po napadzie, i nawet nie wymyślił wiarygodnej historii o całym swoim nowo odkrytym bogactwie.

"W obliczu pytań o swoje nagłe bogactwo Davis się przyznał i zawarł umowę o zwrocie wszystkich pieniędzy" - czytamy.

W jakiś sposób Davis otrzymał ułaskawienie i pełną rekompensatę i nie spędził ani dnia za kratkami.

Co ciekawe - Lyon wciąż tkwił w więzieniu, nawet po tym, jak rozpętała się burza wokół Davisa. W rzeczywistości był przetrzymywany przez kilka tygodni w więzieniu, aż w końcu zarzuty zostały wycofane.

Po uwolnieniu Lyon napisał książkę o swoim dziwacznym doświadczeniu, która stała się bestsellerem pomimo komicznie długiego tytułu: „Historia Patricka Lyona, który cierpiał trzy miesiące ciężkiego więzienia w Philadelphia Gaol, tylko przez niejasne podejrzenie bycia zaniepokojonym napadem na Bank of Pennsylvania ze swoimi uwagami na ten temat".

Następnie Lyon złożył pozew cywilny w 1805 roku o niesłuszną karę więzienia. W przełomowej sprawie wygrał i otrzymał 12 tys. dolarów rekompensaty - czyli około 240 tys. dzisiejszych USD.

Wpływy z jego książki i renomy z pewnością zapewniły Lyonowi spokój finansowy na wiele lat. Jednak kiedy zamówił portret w 1825 roku, upewnił się, że artysta uczynił go skromnym kowalem.

"Rudowłosy kowal jest imponujący, ale dostępny, przykuwa uwagę widza równie dobrze, jak jego zachwyconego ucznia" - tak obraz ten opisuje Akademia Sztuk Pięknych w Pensylwanii. "Kopuła po lewej stronie tła przedstawia więzienie na Walnut Street, gdzie Lyon przebywał niesprawiedliwie prawie trzydzieści lat wcześniej".

Źródło: EmeraldObserver.com

piątek, 22 listopad 2019 09:36

Dlaczego podróżowanie nas męczy?

Napisane przez

Mózg utrzymuje zaangażowanie mięśni, aby uwzględnić niewielkie ruchy pojazdu w celu zapewnienia prawidłowego utrzymania postawy. Te niewielkie ruchy powodują, że mięśnie stale pracują, co powoduje ich zmęczenie podczas długiej podróży.

Z pewnością każdy z nas zna ludzi, którzy lubią odbywać długie podróże. Uwielbiają wręcz wskakiwać do swoich samochodów i przejechać beztrosko kilkaset kilometrów.

Niektórzy zaś...



Ludzie, którzy uważają, że unikamy wycieczek samochodowych po prostu dlatego, że są dla nas zbyt męczące, często pytają, dlaczego mamy coś przeciwko podróżowaniu na duże odległości samochodem lub autobusem. Sprawa ta jest rzeczywiście intrygująca - dlaczego ludzie męczą się, gdy podróżują na duże odległości w niektórych pojazdach? Przecież po prostu siedzą i nic nie robią, prawda? Dlaczego miałoby to się czymkolwiek różnić od siedzenia w pociągu lub nawet na krześle w domu?

Szybka notatka: uczucie zmęczenia w samochodach, autobusach, a nawet samolotach jest dość subiektywne i jako takie może nie mieć zastosowania w każdym przypadku. Mogą istnieć ludzie, którzy NIE uważają podróżowania autobusem na długich dystansach za męczące. W tym artykule przedstawiono tylko kilka czynników, które w dużej mierze przyczyniają się do zmęczenia po długiej podróży wspomnianymi środkami komunikacji.

Czynniki wpływające na komfort pasażerów w podróży

Kiedy jesteśmy w drodze, samochód/autobus z pewnością przyspiesza/zwalnia niezliczoną ilość razy dzięki oczywistemu przepływowi ruchu. Oprócz tego pojazd pokonuje wiele zakrętów, które z pewnością będą nas kołysać z jednej strony na drugą.

Oprócz wielu zakrętów, kołysania i ciągłych zmian prędkości, istnieje kilka innych czynników, takich jak stan samochodu oraz miejsc pasażerskich, a nawet jakość dróg. Wszystkie te czynniki mają skumulowany wpływ na komfort pasażerów.

Możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, ale ciągłe kołysanie i zmiany prędkości powodują, że musimy "walczyć" o pozostanie wyprostowanymi. Mózg utrzymuje zaangażowanie mięśni, aby uwzględnić niewielkie ruchy pojazdu w celu zapewnienia prawidłowego utrzymania postawy. Te niewielkie ruchy powodują, że mięśnie stale pracują, co powoduje ich zmęczenie podczas długiej podróży - takiej, która trwa dłużej niż 2-3 godziny.

Tylko dlatego, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie oznacza, że nasze mięśnie zwyczajnie "leniuchują" i nic nie robią. Wszak to właśnie dlatego stanie w miejscu powoduje większy ból nóg niż chodzenie.

Ciekawostka: Greger Huttu - mistrz świata w iRacing (wirtualny symulator wyścigów) - został zaproszony do poprowadzenia prawdziwego samochodu wyścigowego. Przejechał kilka okrążeń bardzo szybko (prawie 160 km na godzinę), ale po chwili zwymiotował w hełmie, ponieważ jego ciało nie było w stanie poradzić sobie z działającymi na niego ogromnymi siłami fizycznymi. Zrezygnował na 15. okrążeniu.

Wbrew pozorom prowadzenie samochodów wyścigowych ma negatywny wpływ na ciała kierowców. Właśnie dlatego zawodnicy Formuły 1 bardzo się starają, aby pozostać w formie i poradzić sobie z tymi ogromnymi przeciążeniami.

Z drugiej strony pociągi są stosunkowo mniej męczące. Powód jest prosty: nie przyspieszają / nie zwalniają ani nie zmieniają kierunków tak często, jak samochody na drodze.

Czynniki wpływające na zmęczenie podczas lotu

Loty wcale nie są lepsze, jeśli chodzi o wywoływanie zmęczenia. Można powiedzieć, że samoloty nie doświadczają gwałtownych zmian prędkości tak jak samochody, więc podróżowanie nimi nie powinno być tak męczące, prawda?

Cóż, istnieją za to inne czynniki, które męczą nas w samolocie.

Po pierwsze, wchodzi tutaj w grę kwestia "wysokości" - nasze ciała muszą przystosować się do szybkiego wznoszenia się. Chociaż ciśnienie w kabinie ułatwia ciału dostosowanie się do zmiany wysokości, nadal jest to dalekie od tego, co można nazwać "normalnym", tj. czymś, co odczuwamy siedząc na krześle w swoim pokoju.

Kolejnym czynnikiem jest odwodnienie. Aby utrzymać odpowiednie ciśnienie w kabinie, linie lotnicze muszą ściśle regulować powietrze w jej wnętrzu. Obejmuje to zmianę składu powietrza do oddychania wewnątrz kabiny. Dlatego powietrze w kabinie jest o 15% bardziej suche niż "powietrze gruntowe", co powoduje odwodnienie pasażerów. W rzeczywistości jest to jeden z wielu powodów, dla których jedzenie w samolocie smakuje tak źle.

Ponadto nie można zapominać o sposobie poruszania się samolotu. Cały ten hałas, drżenie, toczenie, turbulencje i inne wibracje, jakich doświadczamy podczas lotu, nie są naturalnymi ruchami dla ludzkiego ciała. To stale próbuje się ustabilizować, co powoduje zmęczenie, dlatego po długim locie czujemy się wypompowani, mimo że pozornie wygląda to tak, jakbyśmy siedzieli w miejscu i nic nie robili.

Czynnik psychologiczny

Nie można pominąć też psychologicznego aspektu podróżowania na duże odległości. Już sama idea podróżowania zniechęca wiele osób.

Podróżując samolotem, prawdopodobnie jesteśmy trochę niepewni siebie i swojego otoczenia. Wokoło są obcy i podświadomie próbujemy trzymać się z dala od ich osobistej przestrzeni. Innymi słowy, stale jesteśmy "czujni" lub zamartwiamy się, co nie jest naturalnym stanem umysłu (większości) ludzi. Zwiększa to mentalne wyczerpanie podróżowaniem.

To dlatego klasa biznesowa w lotach jest tak popularna. Mamy tam więcej miejsca i jest o wiele wygodniej. Cała klasa biznesowa polega na tym, aby poczuć się jak w domu, aby być dobrze wypoczętym i gotowym do pracy od momentu wyjścia z samolotu.

Uczucie zmęczenia jest jednak bardzo subiektywne i różni się w zależności od osoby. Jednak dla tych, którzy męczą się podczas długich podróży lub lotów, są to niektóre z kluczowych czynników, które mają wpływ na opisywane zmęczenie.

Źródło: Science ABC

Wyobraź sobie, że stajesz przed sądem królewskim za obrazę swojego władcy - ten jest gotów skazać cię na śmierć. Jednak dzięki swojemu dowcipowi udaje ci się uniknąć wyroku. Tak właśnie było w przypadku Nicolasa Ferriala.

Nicolas Ferrial, znany również jako Le Févrial lub Triboulet (1479–1536) był błaznem na dworze królewskim Ludwika XII i Franciszka I Walezjusza.

Mężczyzna pojawia się w 3. Księdze kronik Pantagrueline autorstwa François Rabelaisa. Jest także częścią "Le Roi s'amuse" Victora Hugo i jej operowej wersji, a także "Rigoletto" Giuseppe Verdiego, swoistej mieszanki postaci „Tribouleta” i francuskiego rigoler (śmiech), mającym na celu odwrócenie cenzury, jaką otrzymał utwór Hugo. Triboulet, błazen ubrany w całości na czerwono, to także postać związana z karnawałem w Monthey w Szwajcarii.

Znane cytaty

Triboulet przyszedł kiedyś do Monarchy ze skargą. Miało dojść wówczas do następującego dialogu:

Triboulet: Pewien szlachcic zagroził, że mnie powiesi!
Monarcha: Nie martw się! Jeśli cię powiesi, piętnaście minut po tym każę go ściąć!
T: Czy byłoby możliwe ścięcie go 15 minut przed?

Innym razem Triboulet nie mógł się powstrzymać i klepnął monarchinię w tyłek. Ta straciła panowanie nad sobą i zagroziła mu śmiercią. Nieco później dama uspokoiła się i obiecała wybaczyć Tribouletowi, jeśli wymyśli on przeprosiny jeszcze bardziej obraźliwe niż ich powód. Kilka sekund później Triboulet odpowiedział: „Tak mi przykro, wasza wysokość, że cię nie poznałem! Pomyliłem cię z Królową!”

W obliczu śmierci

Złamawszy rozkaz Franciszka I, zabraniający Tribouletowi żartowania z królowej i jej dworzan, król rozkazał go zabić. Jednak mając na uwadzę wieloletnią posługę swojego błazna, Franciszek I przyznał Tribouletowi prawo wyboru sposobu, w jaki umrze. Triboulet w swoim stylu odparł: „Bon sire, par sainte Nitouche et saint Pansard, mecenas de la folie, je demande à mourir de vieillesse”. co przekłada się na: „Dobry ojcze, na litość świętego Nitouche i świętego Pansarda, patronów szaleństwa, wybieram śmierć ze starości”. Nie mając innego wyboru niż się zaśmiać, król nakazał, aby Triboulet nie został stracony, lecz zamiast tego wygnany z królestwa.

Źródło: Wikipedia

Free Joomla! template by L.THEME