Tłumaczenia anglojęzycznych artykułów

Tłumaczenia anglojęzycznych artykułów (77)

Ciekawe artykuły z różnych dziedzin, spisane w języku angielskim i przetłumaczone na język polski.

Był 6 września 2006 roku - w godzinach popołudniowych 14-letnia Elizabeth Shoaf z Leaning Tree Road w Lugoff w Południowej Karolinie szła do domu po wyjściu ze szkolnego autobusu. Zegarki wskazywały wówczas godzinę 16:30. Podczas przechadzki podszedł do niej mężczyzna w mundurze bojowym. Był to Vinson Filyaw, bezrobotny przestępca seksualny, którego policja usiłowała odnaleźć przez kilka miesięcy po tym, jak zmolestował on pewnego 12-latka. Filyaw zyskał zaufanie Elizabeth, twierdząc, że jest policjantem.

Po założeniu kajdanek na nastolatkę, Filyaw zaprowadził Elizabeth w głąb lasu na około godzinę, tak aby ją zdezorientować. W końcu przyprowadził ją do podziemnego bunkra, który wykopał w ziemi obok swojej przyczepy. Schronienie to miało nieco ponad metr szerokości i 6 metrów długości.

W środku znajdował się ręcznie wykopany wychodek, prowizoryczne łóżko i półki wykonane z gałęzi. Były tam też dwa granaty domowej roboty i pistolet flarowy. Bunkier znajdował się około 1,5 kilometra od domu Elizabeth.

Będąc już pod ziemią, Filyaw rozebrał przerażoną dziewczynę, związał ją łańcuchami, a następnie zgwałcił. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 10 dni. Mężczyzna gwałcił Elizabeth od dwóch do pięciu razy dziennie. Co więcej, Filyaw umieścił ładunki wybuchowe wokół szyi dziewczyny i ostrzegł ją, że całość wybuchnie, jeśli ta spróbuje uciec. Jak twierdził sam porywacz, w pobliżu znajdował się zbiornik wodny w postaci stawu. Może to oznaczać, że zamierzał on przetrzymywać swoją ofiarę w bunkrze przez kolejne miesiące, jeśli nie lata.

Kiedy Elizabeth nie wróciła do domu ze szkoły, jej rodzice zgłosili jej zaginięcie. Pomimo ich niebezpodstawnych obaw, że stało się coś złego, policja założyła, iż była to tylko młodzieńcza ucieczka z domu. Rodzice utrzymywali, że tego typu rozwiązanie nie byłoby w jej stylu. Mimo to policja odmówiła uruchomienia tzw. "Amber Alert" (system alarmowy, który służy do udostępniania fotografii zaginionych dzieci poprzez rozpowszechnianie komunikatów środkami masowego przekazu) i sklasyfikowała ją jako uciekinierkę.

W przeciągu następnych 10 dni, Elizabeth pracowała nad zdobyciem zaufania jej porywacza. Próbowała dotrzeć do niego mówiąc o rzeczach, które go interesowały i ujawniając, że interesują ją one w tym samym stopniu. Próbowała sprawić, by mężczyzna uwierzył, że nastolatka cieszy się z takiej sytuacji i jego towarzystwa. W końcu zaczął pozwalać Elizabeth wychodzić na świeże powietrze. Dziewczyna sprytnie zostawiała kosmyki włosów na ziemi, mając nadzieję, że ktoś je znajdzie i "połączy kropki".

Dziesiątego dnia Elizabeth zapytała Filyawa, czy może użyć jego telefonu do grania w gry. Kiedy mężczyzna zasnął, Elżbieta wysłała do swojej rodziny liczne wiadomości. Jej matka otrzymała wiadomość tekstową od córki, w której ta poinformowała ją, że przebywa w dziurze w ziemi i że słyszy ciężarówki jadące obok. Policja była w stanie wyśledzić numer telefonu do wieży telefonicznej w pobliżu podziemnego bunkra.

Gdy policja była już na jego tropie, Filyaw dowiedział się o całej sprawie po obejrzeniu wiadomości na telewizorze z zasilaniem bateryjnym. Początkowo był wściekły na Elizabeth: „Bałam się, że umrę. Był wściekły" - wyjawiła. Gniew szybko przerodził się w strach. Co jeśli policja go znajdzie? Zapytana o radę, Elizabeth zasugerowała, żeby uciekł i był oddalony od funkcjonariuszy, którzy szybko zbliżali się do celu. Porywacz posłuchał tej rady i porzucił Elizabeth w bunkrze.

Wkrótce po jego odejściu Elizabeth nieustannie krzyczała o pomoc z bunkra, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy. Grupa poszukiwawcza, która przeszukiwała okolicę, usłyszała jej krzyki i ostatecznie odkopała legowisko okrutnego pedofila.

Od tamtej pory trwało polowanie na Filyawa. Helikopter policyjny krążył wokół bunkra i otaczającego go obszaru leśnego. Podczas przeszukiwania odkryto trzy inne bunkry, wszystkie wykopane przez Filyawa. Był on zwolennikiem survivalu, który znał każdy zakamarek okolicznego lasu.

Później okazało się, że Filyaw posiadał system tuneli pod swoim domem, prowadzący do kilku podziemnych bunkrów.

W końcu wytropiono go po tym, jak pewna kobieta zadzwoniła na policję, by powiedzieć, że Filyaw próbował ją porwać przed pizzerią 17 września około 2 w nocy. Policja zatrzymała go podążającego drogą międzystanową 20 około 8 kilometrów od jego domu - był uzbrojony w pistolet na śrut, paralizator i długi nóż myśliwski.

Determinacja Elizabeth by przeżyć była nadzwyczaj imponująca. „Patrzę na nią cały czas i zastanawiam się, przez co przeszła i jak tego dokonała” - powiedział później jej ojciec w rozmowie z  "Today". Elizabeth ukończyła szkołę średnią i politechnikę. Po zostawieniu za sobą traumatycznej przeszłości, pragnie jednej rzeczy - aby jej historia była lekcją dla innych.

Źródło: Morbidology

środa, 27 marzec 2019 11:37

Dlaczego zawsze znajdziemy miejsce na deser?

Napisane przez

"Żołądek deserowy". Wszyscy doświadczyliśmy tego doznania smakowego. Zdarza się to tylko w tym przeklętym momencie, kiedy akurat jemy posiłek. To w zasadzie część ludzkiego funkcjonowania.

Jesz pyszny i sycący obiad, czujesz się pełny po brzegi, ale kiedy pada piękne pytanie „Może jeszcze deser?” , to zawsze kończy się odpowiedzią twierdzącą - ku rozpaczy naszego żołądka.

To prawda - zawsze znajdziemy miejsce na deser, bez względu na to, czy pobudzamy to uczucie samym deserem, czy nie (słowa uznania, jeśli masz wystarczająco silną wolę). Ale dlaczego tak się dzieje?

Według Russella Keasta - profesora nauk sensorycznych i żywnościowych oraz dyrektora Centrum Zaawansowanej Nauki Sensorycznej na Uniwersytecie Deakin - istnieje naukowe potwierdzenie zjawiska zwanego sensorycznym uczuciem sytości lub tzw. „żołądkiem deserowym”.

- Główną przyczyną jest w tym przypadku zjawisko zwane sensorycznym uczuciem sytości. Zasadniczo jest to to czego doświadczamy, kiedy spożywamy jeden posiłek aż do totalnej sytości. Nasze zmysły podpowiadają nam, że nie chcemy już dłużej jeść tego konkretnego pokarmu, innymi słowy - jesteśmy pełni - powiedział Keast w rozmowie z "Huffington Post Australia".

Częściową odpowiedzią jest tak naprawdę nuda zmysłowa - jedzenie, które nas ekscytuje obiecując pyszne przysmaki, staje się teraz nudne. Jesteśmy zaspokojeni, ale w połączeniu tego z faktem, że nasz system wykrywania smaku jest przeładowany smakiem żywności, co pomaga nam w zaprzestaniu dalszego jedzenia.

- Następnie prezentujesz zmysłom deser, nowe doznania smakowe, inny profil w odniesieniu do tego, czym się już znudziliśmy. Może wyglądać i pachnieć dobrze, a (z doświadczenia) wiemy, że słodkie równa się atrakcyjne. Zażegnanie nudy pokarmowej i oczekiwanie ponownie wyzwalają apetyt - stąd mamy do czynienia z deserowym żołądkiem.

Na chłopski rozum kolacja jest nudna w porównaniu z potrawą, którą są: rozmaite lody, ciasta, ciastka, czekolada czy lizaki. A nasze mózgi natychmiastowo to rozpoznają i nawet nadpisują sygnały przyjemności (tj. deseru) kosztem sygnałów sytości (uczucia "pełności").

- Sygnały sytości są przesłonięte przyjemnym oczekiwaniem na nowe jedzenie - oznajmił Keast. - Jeśli prezentujemy zmysłom to samo jedzenie, pragnienie konsumowania więcej tego samego nie ma prawa mieć miejsca.

Keast rzeczywiście zbadał i przetestował to zjawisko, a wyniki są naprawdę fascynujące.

- Aby ocenić sensoryczną sytość, zapewniamy uczestnikom naszych testów 300 ml truskawkowego koktajlu mlecznego (lub inny smak czy inny rodzaj jedzenia) - wyjaśnił Keast.

- Ogłaszamy im, że muszą zjeść całą porcję w dwie minuty. Po wymuszonym spożyciu dostarczamy te same pożywienie do znudzenia (czyli 700 ml truskawkowego koktajlu mlecznego) i prosimy uczestników, aby skonsumowali go tyle ile chcą. Mierzymy skonsumowaną ilość i czas potrzebny do jej spożycia.

- Podczas następnej wizyty uczestników zapewniamy te same 300 ml mlecznego koktajlu o smaku truskawkowym, który zostanie spożyty w ciągu dwóch minut. Jednak potem podajemy im 700 ml shake'a czekoladowego (a więc inny smak) i ponownie prosimy o spożycie takiej ilości, na jaką uczestnicy mają ochotę.

- Różnica między ilością mlecznego koktajlu czekoladowego a spożywanym mlecznym koktajlem truskawkowym jest miarą SSS (z ang. "sensorycznej sytości" - przyp. red.). Nowy smak jest zawsze konsumowany znacznie bardziej niż jeden i ten sam.

- Ważne jest również, aby pamiętać, że jedzenie musi być atrakcyjne dla konsumenta, aby efekt się pojawił. Jeśli najemy się do uczucia sensorycznej sytości i nowe jedzenie nie jest dla nas atrakcyjne, możemy ostatecznie zdecydować się nie spożywać kolejnego posiłku.

Co więcej, nasze żołądki mogą w rzeczywistości przywyknąć do dalszego spożywania po początkowym uczuciu "pełności", co oznacza, że ​​będziemy potrzebować więcej jedzenia, aby czuć się usatysfakcjonowanymi - co nie jest najlepsze dla naszych figur.

- Tak, nasz żołądek i fizjologia mają zdolność adsorbowania składników odżywczych i energii w nadmiarze. Prawdopodobnie był to świetny mechanizm przetrwania - w czasach, gdy posiłki były nad wyraz obfite, można było jeść, a twoje ciało przechowywało to, co mogło” - dodał Keast.

- Pomagało to w czasach głodu. Mechanizm ten nie jest już tak dobry, jeśli żyjemy w czasach, gdy jedzenie jest łatwo dostępne i często przystępne. Żołądek ma również elastyczność w przyjmowaniu pokarmu - słodkie związki pomagają żołądkowi zrelaksować się i przyjąć w nas więcej jedzenia.

Wszyscy wiemy, że jedzenie po osiągnięciu tego początkowego uczucia "pełności" (ekhem, np. jedzenie ogromnego pączka) nie sprawia, że ​​czujemy się dobrze. Stajemy się rozdęci, mamy uczucie dyskomfortu, a czasem nawet mdłości. Dlaczego więc nigdy się nie nauczymy na tych błędach?

- Wydaje się, że powinniśmy! Czujemy się nieswojo, bo za dużo jedliśmy i nasz system na to pozwala - oznajmił Keast.

- Jako, że słodki deser rozluźnia żołądek i doprowadza do nieco większej jego pojemności, to kiedy ten decyduje się na zwężenie, może powodować to nieprzyjemne odczucia. Organizm pracuje na pełnych obrotach, aby rozpocząć proces trawienia i pobierania składników odżywczych, ale wysyła jednocześnie sygnały do mózgu, aby przestać już jeść.

- Ale jak wiemy, połykanie pokarmu i niekomfortowa "pełność" są nieco opóźnione. Dlaczego się nie nauczymy na bazie tych "błędów"? Prawdopodobnie dlatego, że nie jest to choroba zagrażająca życiu, a zaledwie funkcja w tych obfitych czasach. Biologia, na bazie milionów lat ewolucji, zapewnia, że ​​możemy wchłonąć pokarmy, gdy są obfite.

Niech was szlag trafi, smaczne pączki, za bycie tak obfitymi.

Źródło: Huffington Post Australia

40 lat temu nastolatek o imieniu Jadav „Molai” Payeng zaczął sadzić nasiona wzdłuż jałowego odcinka gleby w pobliżu swego miejsca urodzenia w regionie Assam w północnych Indiach, aby stworzyć bezpieczną przystań dla dzikiej przyrody. Niedługo potem postanowił poświęcić swoje życie temu przedsięwzięciu, a więc przeprowadził się na miejsce, aby móc pracować w pełnym wymiarze czasu, tworząc nowy ekosystem leśny. I choć trudno w to uwierzyć, dzisiaj w miejscu tym znajduje się rozległa dżungla o powierzchni 1360 akrów (ok. 550 hektarów), którą Payeng zasadził w pojedynkę.

Reporterzy The Times of India odnaleźli Payenga w jego leśnym zaciszu domowym, aby dowiedzieć się więcej o tym, jak stworzył tak niezatarty ślad na krajobrazie.

Wszystko zaczęło się w 1979 roku, kiedy powodzie wyrzuciły olbrzymią liczbę węży na suchy ląd. Pewnego dnia, po tym, jak wody ustąpiły, Payeng, wówczas mający zaledwie 16 lat, znalazł miejsce "usiane" tymi martwymi gadami. To był punkt zwrotny w jego życiu.

- Węże ginęły w upale, bez jakiejkolwiek osłony drzew. Usiadłem i płakałem nad ich zwłokami. To była rzeź. Zaalarmowałem wydział leśny i zapytałem, czy mogą tam uprawiać drzewa. Usłyszałem, że nic tam nie urośnie Polecili mi bym spróbował posadzić tam bambus. To było bolesne, ale tak uczyniłem. Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Nikt nie był zainteresowany - mówi Payeng, który w 2019 roku obchodzi 56 urodziny.

Podczas gdy niezwykłe zaangażowanie Payenga w sadzenie pochłonęło wiele lat, aby uzyskać zasłużone uznanie na arenie międzynarodowej, nie trzeba było długo czekać na dzikie zwierzęta w regionie, które chciałyby skorzystać z tak wyprodukowanego lasu. Demonstrując głębokie zrozumienie równowagi ekologicznej, Payeng wprowadził nawet mrówki do swojego rozwijającego się ekosystemu, aby wzmocnić jego naturalną harmonię. Wkrótce bezcieniowy i wysuszony teren został przekształcony w samo-funkcjonujące środowisko, w którym mogła zamieszkać menażeria stworzeń. Las, zwany Molai, służy obecnie jako bezpieczna przystań dla wielu ptaków, jeleni, nosorożców, tygrysów i słoni - gatunków coraz bardziej narażonych na utratę siedlisk.

Pomimo popularności projektu Payenga, urzędnicy leśni w regionie po raz pierwszy dowiedzieli się o tym nowym lesie w 2008 roku - i od tego czasu zaczęli uznawać jego wysiłki za naprawdę niezwykłe, ale być może nie wystarczające.

- Jesteśmy zaskoczeni Payengiem i jego postawą - mówi Gunin Saikia, asystent konserwatora lasów. - Siedzi w tym od 40 lat. Gdyby robił to w jakimkolwiek innym kraju, zostałby okrzyknięty bohaterem.

Źródło: MNN.com

sobota, 23 marzec 2019 09:49

Ile zmysłów posiada człowiek?

Napisane przez

Standardowa lista pięciu zmysłów tak naprawdę nie oddaje naszym ciałom uznania za wszystkie niesamowite rzeczy, które potrafią zrobić. Istnieje co najmniej tuzin innych rzeczy, które potrafimy wyczuwać.

Abyśmy mieli zmysł, konieczny jest sensor. Każdy sensor jest dostrojony do jednego konkretnego wrażenia. Na przykład w naszych oczach są sensory, które potrafią wykryć światło. Aby wyśledzić wszystkie zmysły danej osoby, najłatwiej jest skatalogować wszystkie sensory. Oto najbardziej rozsądna lista:

  • W naszych oczach posiadamy dwa różne typy sensorów światła. Jeden zestaw, określany czasami jako pręciki, wyczuwa natężenie światła i działa dobrze w przypadkach słabego oświetlenia. Drugi typ, zwany stożkami, może wyczuwać kolory (a właściwie trzy różne typy stożków dla trzech kolorów podstawowych) i do aktywacji wymagają dość intensywnego światła.
  • W naszych uszach wewnętrznych znajdują się sensory dźwięku.
  • Również w uszach znajdują się sensory, które pozwalają wykrywać orientację w polu grawitacyjnym - dają poczucie równowagi.
  • W skórze jest co najmniej pięć różnych typów zakończeń nerwowych: wrażliwych na: ciepło, zimno, ból, swędzenie i nacisk. Komórki te dają nam poczucie: dotyku, bólu, ciepła/zimna i swędzenia.
  • W nosie znajdują się sensory chemiczne, które dają nam zmysł węchu.
  • Na języku są receptory chemiczne, które dają nam poczucie smaku.
  • W twoich mięśniach i stawach są sensory, które mówią nam, gdzie znajdują się różne części ciała, a także informują nas o ruchu i napięciu mięśni. Zmysły te pozwalają nam na przykład dotknąć naszych dwóch palców wskazujących z zamkniętymi oczami.
  • W pęcherzu znajdują się sensory, które wskazują, kiedy należy oddać mocz. Tak samo jelito grube ma sensory, które wskazują, kiedy jest pełne.
  • Istnieją też zmysły głodu i pragnienia.

W zależności od tego, jak chcielibyśmy to policzyć, na liście znajduje się od 14 do 20 różnych zmysłów.

Zdarzają się ludzie, którzy wydają się posiadać jeszcze inne zmysły. Na przykład jest wiele osób, które wyczuwają zbliżające się zmiany pogody. Moja mama zawsze potrafiła wyczuć, kiedy miałem zrobić bałagan (zmysł znany również jako „oczy z tyłu głowy”). No i wielu ludzi wierzy, że mogą wyczuć, kiedy ktoś inny na nich patrzy, ale nie ma naukowego dowodu na którykolwiek z tych zmysłów - na tę chwilę.

Źródło: How Stuff Works

Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem psychologicznym, który powoduje, że ludzie lubią kogoś bardziej, gdy robią tej osobie przysługę. Przykładowo efekt ten może spowodować, że ktoś zacznie lubić osobę, którą wcześniej nienawidził, jeśli zrobi jej pomniejszą przysługę - taką jak pożyczenie książki.

Stanowi to użyteczną koncepcję, z której należy zdawać sobie sprawę, ponieważ można jej używać podczas interakcji z innymi - rzecz jasna inni mogą ją również wykorzystać przeciwko nam. Zanim przyjrzymy się temu efektowi bliżej, warto poznać kilka przykładów jego użycia i zrozumieć dlaczego ludzie go doświadczają. Z tekstu można się także dowiedzieć jak wykorzystywać go samemu, tak aby zbudować zdrową relację z innymi ludźmi.

Czym jest efekt Benjamina Franklina?

Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem, w którym czynność wyświadczania komuś przysługi (szczególnie osobie, której nie lubimy lub czujemy wobec niej neutralność) sprawia, że ​​lubimy ich bardziej.

Nazwa tego zjawiska pochodzi z opowieści w autobiografii Benjamina Franklina, znanego naukowca i polityka, który opisuje, jak radził sobie z wrogością rywalizującego prawodawcy.

Po otrzymaniu informacji, że jego rywal posiada rzadką książkę w swojej bibliotece, Franklin napisał do niego wiadomość, w której zapytał go czy może pożyczyć tę książkę na kilka dni. Rywal wyraził na to zgodę, a tydzień później Franklin zwrócił książkę wraz z listem wyrażającym jego podziękowania. Następnym razem, gdy obaj się spotkali, wspomniany rywal Franklina rozmawiał z nim z wielką uprzejmością i wykazał chęć pomocy w różnych sprawach, co ostatecznie doprowadziło obu mężczyzn do zostania dobrymi przyjaciółmi.

Franklin następnie odniósł się do tego efektu jako starego aksjomatu, stwierdzając, że: „ten, który okazuje wam uprzejmość, prędzej będzie gotów zrobić dla was kolejną dobrą rzecz - w przeciwieństwie do człowieka, któremu to wy okazaliście uprzejmość”.

Przykłady

Przykład efektu Benjamina Franklina pojawia się w badaniu, w którym uczestnicy wzięli udział w zadaniu poznawczym, które pozwoliło im zarobić trochę pieniędzy. Po wykonaniu zadania osoba prowadząca eksperyment, która prezentowała raczej mało wiarygodną postawę, zapytała kilku uczestników, czy mogliby zrobić jej osobistą przysługę i zwrócić zarobione pieniądze. Uczestnicy, którzy zostali poproszeni o tę przysługę, uosobiali efekt Bena Franklina, gdy ocenili eksperymentatora bardziej pozytywnie niż osoby, które nie zostały poproszone o ową przysługę.

Inny przykład pojawia się w badaniu, w którym uczestnicy zostali poproszeni o rozwiązanie serii zagadek razem z kimś innym, który ich zdaniem był również uczestnikiem eksperymentu, a który w rzeczywistości pracował dla naukowców. Kiedy uczestnicy zostali poproszeni przez partnera o pomoc w rozwiązaniu zagadki, później mieli więcej pozytywnych uczuć po zakończeniu zadania.

Dlaczego ludzie doświadczają efektu Benjamina Franklina?

Efekt Benjamina Franklina został ogólnie wyjaśniony za pomocą teorii dysonansu poznawczego, która sugeruje, że zachowywanie dwóch lub więcej sprzecznych przekonań jednocześnie powoduje, iż ludzie doświadczają dyskomfortu psychicznego, który objawia się jako stres psychologiczny. Zgodnie z tą teorią ludzie starają się zminimalizować swój dysonans poznawczy, co w kontekście efektu Benjamina Franklina może mieć miejsce kiedy zrobią coś pozytywnego dla kogoś, kogo nie lubią lub czują się wobec tej osoby neutralnie.

Jak wynika z jednego badania na ten temat: "Tak długo, jak dana osoba lubi adresata uprzejmości, czuje, że zasługuje na to, lub że prawdopodobnie się odwdzięczy, osoba ta może zaoferować sobie wystarczające usprawiedliwienie dla spełnienia przysługi. Istnieją jednak przypadki, gdy dana osoba jest „testowana” i wykonuje przysługę dla kogoś, kogo nie ceni, kompletnego nieznajomego, a nawet kogoś, kogo otwarcie nie lubi. W takich przypadkach nie ma wystarczającego uzasadnienia dla wykonania przysługi, ponieważ nie lubi zbytnio tej osoby i nie ma powodu oczekiwać, że odwzajemni ona przysługę.

W związku z tym, jeśli człowiek wykonuje przysługę dla osoby, co do której początkowo ma neutralne lub negatywne odczucia, może polubić tę osobę, aby usprawiedliwić swoją przysługę. Przewidywanie to wywodzi się z teorii dysonansu poznawczego… Jeśli ktoś robi przysługę dla osoby nielubianej, wiedza o tym działaniu jest dysonansowa z poznaniem, że nie podoba się adresatowi przysługi. Oznacza to, że ponieważ zazwyczaj nie korzysta się z osób, które nie darzą nas sympatią, sytuacja wywołuje dysonans. Jednym ze sposobów, w jaki dana osoba może zmniejszyć ten dysonans, jest zwiększenie jego upodobania do adresata danej uprzejmości, tj. poczuć, że zasługuje on na przysługę" - czytamy w publikacji pt. “Liking a Person as a Function of Doing Him a Favour”.

Zasadniczo oznacza to, że gdy ktoś wyświadcza ci przysługę, musi być w stanie uzasadnić to samemu sobie, aby uniknąć dysonansu poznawczego, który może wystąpić w wyniku robienia czegoś miłego dla kogoś, kogo nie lubi. Jeśli już cię lubią, to nie ma problemu, ale jeśli cię nie lubią, muszą mieć powód, który pomoże im wyjaśnić, dlaczego ci pomagają.

Najprostszy powód, z którego ktoś może skorzystać, aby wytłumaczyć sobie, dlaczego komuś pomógł, jest taki, że musi polubić tę osobę z jakiegoś powodu, co stanowi usprawiedliwienie, które działa, nawet jeśli nie lubił tej osoby, zanim zrobił jej przysługę. Koncepcja ta jest wspierana przez inne badania na ten temat, które pokazują, że uprzejmość wobec kogoś zwiększa poziom sympatii wobec tej osoby.

Należy jednak pamiętać, że efekt Bena Franklina nie ogranicza się tylko do przypadków, w których ludzie mają negatywne lub neutralne odczucia wobec osoby, której pomagają. Efekt ten może pojawić się w przypadkach, gdy ludzie wyświadczają przysługę komuś, wobec kogo mają umiarkowanie pozytywne uczucia.

Dzieje się tak dlatego, że jeśli przedmiotowa korzyść wiąże się z wysokimi kosztami pod względem czynników, takich jak wysiłek, ryzyko lub pieniądze, a koszt ten przewyższa stopień, w jakim osoba wykonująca przysługę lubi osobę, której pomaga, to osoba wykonująca przysługę może doświadczyć dysonansu poznawczego, ponieważ nie ma wystarczającego uzasadnienia, aby wyjaśnić, dlaczego w ogóle to robi.

W takich przypadkach osoba wykonująca przysługę może doświadczyć efektu Bena Franklina i zwiększyć stopień, w jakim lubi osobę, której pomaga, aby uniknąć dysonansu poznawczego i uzasadnić swoją decyzję o pomocy.

Na koniec warto zauważyć, że w niektórych przypadkach inne czynniki poza dysonansem poznawczym mogą również odgrywać pewną rolę, jeśli chodzi o efekt Bena Franklina. Na przykład, w pewnych sytuacjach poproszenie o przysługę może sprawić, że ktoś poczuje się uznany i szanowany za swoją wiedzę, co może doprowadzić do tego, iż rozwiną bardziej pozytywne uczucia w stosunku do osoby, która poprosiła o ich pomoc.

Efekt Benjamina Franklina nie zawsze ma miejsce

Ważne jest, aby pamiętać, że efekt Benjamina Franklina niekoniecznie pojawia się w każdej sytuacji, w której ktoś robi przysługę dla kogoś, kogo nie lubi.

Istnieje wiele powodów, dla których ten efekt może być nieobecny - na przykład może się zdarzyć, że osoba, która robi przysługę, po prostu nie dba o to zbytnio lub jest w stanie usprawiedliwić ją w jakiś inny sposób, poza zwiększaniem sympatii do osoby, której pomaga, na przykład poprzez wmawianie sobie że mogą czerpać pewne korzyści z tej uprzejmości w przyszłości.

Negatywny efekt Benjamina Franklina

Jak widzieliśmy powyżej, efekt Benjamina Franklina występuje, ponieważ ludzie próbują zminimalizować dysonans poznawczy, którego doświadczają, kiedy usprawiedliwiają robienie czegoś pozytywnego dla kogoś innego, wmawiając sobie, że muszą lubić tę osobę.

Ma to ważne implikacje, ponieważ sugeruje, że może istnieć także negatywna wersja efektu Bena Franklina, w sytuacjach, w których ludzie, którzy robią coś negatywnego dla kogoś, zwiększą stopień, w jakim nie lubią tej osoby, w celu uzasadnienia swoich negatywnych działań przed samym sobą.

Zasadniczo oznacza to, że jeśli ludzie robią coś negatywnego dla kogoś, kogo lubią lub czują się wobec tej osoby neutralni, lub jeśli ludzie robią coś bardzo negatywnego dla kogoś, kogo nieznacznie nie lubią, często doświadczają dysonansu poznawczego, w wyniku wiedzy, że ich traktowanie tej osoby nie pasowało do ich opinii. Następnie, aby zminimalizować ten dysonans, ludzie zmieniają swoje postrzeganie osoby, którą źle traktowali, próbując usprawiedliwić to gorsze traktowanie.

Jak korzystać z efektu Benjamina Franklina

Na tym etapie już rozumiesz, czym jest efekt Benjamina Franklina i jak działa. Pora na poznanie kilku wskazówek opartych na innych badaniach na ten temat, które pomogą zmaksymalizować zdolność do wykorzystania tego efektu:

  • Pamiętaj, że zakres przysługi nie ma tak dużego znaczenia, jak sama korzyść. Oznacza to, że w większości przypadków polepszenie relacji wynika z faktu, że druga osoba robi ci przysługę, nawet jeśli jest stosunkowo niewielka. Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli druga osoba cię nie lubi, zamiast czuć się neutralnie lub umiarkowanie pozytywnie wobec ciebie.
  • Nie bój się prosić o pomoc, ponieważ ludzie często nie doceniają, jak prawdopodobne jest, że inni mogą faktycznie im pomóc. Mamy tendencję do niedoceniania prawdopodobieństwa, że ​​inni nam pomogą, ponieważ kiedy szukamy pomocy, koncentrujemy się na spodziewanych kosztach, podczas gdy nasi potencjalni pomocnicy koncentrują się na postrzeganych kosztach społecznych odmowy bezpośredniego żądania pomocy, czego większość ludzi chce unikać.
  • Możesz skorzystać z efektów wzajemności, wykonując niewielką przysługę dla drugiej osoby, zanim poprosisz ją o wykonanie przysługi dla ciebie. Zasadniczo, wykonując przysługę dla drugiej osoby, zmniejszasz prawdopodobieństwo, że odmówi ci później pomocy, nawet jeśli osoba ta nie poprosiła cię o przysługę. Jeśli jednak to zrobisz, upewnij się, że wykonywałeś początkową przysługę tylko przez krótki czas, zanim sam poprosisz o przysługę, ponieważ efekty wzajemności maleją wraz z upływem czasu.
  • Po poproszeniu drugiej osoby o przysługę, możesz wykonać niewielką przysługę w zamian, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że ci pomoże, jeśli ponownie poprosisz o pomoc. Dlatego, jeśli musisz poprosić o dużą przysługę, czasami lepiej zacząć od prośby o niewielką, taką którą możesz odwzajemnić, zanim przejdziesz do "głównej" prośby.
  • Co najważniejsze, upewnij się, że używasz zdrowego rozsądku, korzystając z tego efektu. Oznacza to, że powinieneś być realistą w odniesieniu do tego, kogo prosisz o przysługę, oraz w odniesieniu do przysług, o które prosisz.
  • Wreszcie, nie zapominaj, że ważne jest również to, jak prosisz o przysługę i może to mieć znaczący wpływ na wskaźniki sukcesu, chociaż najlepszy sposób na prośbę o przysługę będzie różny w różnych sytuacjach. Ogólnie rzecz biorąc, prawie we wszystkich przypadkach bycie uprzejmym i miłym przyniesie najlepszy rezultat, zwłaszcza jeśli twoim celem jest użycie efektu Bena Franklina w celu zbudowania relacji.

Podsumowanie i wnioski

  • Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem psychologicznym, które powoduje, że ludzie lubią kogoś bardziej, gdy robią mu przysługę.
  • Doświadczamy efektu Bena Franklina, ponieważ kiedy robimy komuś przysługę, nasz umysł próbuje to usprawiedliwić, wyjaśniając, że najwyraźniej musimy polubić tę osobę, aby uniknąć stanu dysonansu poznawczego.
  • W związku z tym efekt Bena Franklina występuje najczęściej w przypadkach, gdy osoba wykonująca przysługę albo nie lubi osoby, której pomaga, albo czuje się wobec niej neutralna.
  • Korzystając z tego efektu, należy pamiętać, że w ogólnym rozumieniu wykonanie przysługi jest ważniejsze niż jej zakres, więc nawet mała przysługa może prowadzić do znacznego polepszenia relacji.
  • Można zwiększyć prawdopodobieństwo, że ktoś zechce zrobić nam przysługę, wykorzystując efekt wzajemności, w myśl którego wykonanie przysługi dla drugiej osoby sprawi, że będzie jej łatwiej pomóc nam później.

Źródło: Effectiviology

czwartek, 21 marzec 2019 14:59

Zamiast psa... gęś obronna

Napisane przez

Sześć lat temu chińska policja radziła, by mieszkańcy prowincji Xinjiang zaopatrywali się w gęsi obronne zamiast psów w celu walki z trwającą falą przestępczości. Włamywacze znaleźli sposób na oszukanie czworonogów, ale nikt jeszcze nie przechytrzył gęsi - tak brzmiał główny argument funkcjonariuszy.

Dlaczego gęś?

Gęś obronna to nic innego jak to gęś domowa wykorzystywana jako zwierzę obronne zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w innych przypadkach.

Uważa się, że gęsi mają doskonały wzrok i są „czujne i dociekliwe”, a przy tym odznaczają się silnymi instynktami terytorialnymi. Coraz częściej zgłaszane są ataki gęsi na ludzi. Pewien przypadek z 2001 roku doprowadził do precedensu prawnego, co spowodowało wypłatę odszkodowania pracowniczego w wysokości ponad 17 tys. dolarów dla poszkodowanego kuriera - było to pierwsze roszczenie pracowników Illinois z powodu ataku dzikiej zwierzyny.

Kolejny ciekawy przypadek to atak gęsi chroniących swoje gniazdo na kobietę poruszającą się na rowerze w Anglii. Ptaszyska doprowadziły do tego, że kobieta upadła z jednośladu i musiała być wysłana do szpitala. Z kolei pewien mieszkaniec Buffalo w stanie Nowy Jork zażądał ponad 2 milionów dolarów odszkodowania za atak gęsi, kiedy ten przebywał na działce sąsiada.

Zdarza się, że strażnicy parków zabijali całe stada agresywnych gęsi. Kanadyjskie ptaszyska w parkach Cincinnati były odpowiedzialne za strącanie ludzi z rowerów i łamanie ich kości, a ponadto zwracano uwagę na ich „plucie, syczenie, podejmowanie prób agresywnego dziobania”.

Takie agresywne, terytorialne zachowanie można wykorzystać do stworzenia obiecujących strażników. Gęsi są wystarczająco inteligentne, aby rozpoznać podejrzanych ludzi lub dźwięki z typowych bodźców. Ich głośne pokrzykiwanie zaalarmuje ludzi, gdy tylko gęsi zostaną zaniepokojone.

Tło historyczne

Gęsi obronne były wykorzystywane w odległej przeszłości i w czasach współczesnych. W starożytnym Rzymie gęsi były opisywane przez Tytusa Liwiusza jako naturalny alarm, gdy nadciągali Galowie (słynna bitwa nad rzeką Alią).

W nowoczesnych gospodarstwach gęsi są uważane za skuteczne w odstraszaniu drapieżników polujących na inne ptactwo domowe, a także węży. Podręczniki dotyczące bezpieczeństwa przemysłowego zalecają je do ochrony magazynów i innych izolowanych budynków. Niektóre źródła podają, że gęsi bywały używane do ochrony instalacji Dowództwa Obrony Powietrznej Stanów Zjednoczonych w Niemczech czy też jako Straż Szkocka w Ballantine's Distillery w Dumbarton w Szkocji. Warto również wspomnieć o wykorzystaniu ich do ochrony posterunku policji w Xinjiang w Chinach, gdzie miejscowa policja namawiała mieszkańców do korzystania z gęsi w taki sposób.

Odpowiednie rasy

Część ekspertów wymienia gęś afrykańską, gęś rzymską, gęś pomorską i gęś chińską jako najlepsze rasy do wykonywania "służby strażniczej". Dodają przy tym, że rasy afrykańskie i chińskie są szczególnie głośne, jednak "afrykanki" są jeszcze przy tym stosunkowo wielkie, co dodatkowo działa na ich korzyść.

Źródło: Wikipedia

środa, 20 marzec 2019 11:03

Dlaczego ludzkie piersi są tak duże?

Napisane przez
  • Piersi są nad wyraz ludzkie - naszą planetę zamieszkuje ponad 5000 gatunków ssaków, jednak Homo sapiens są jedynymi formami życia ze "stałymi" piersiami.
  • Każdy inny ssak rozwija tymczasowe piersi podczas owulacji lub karmienia, aby produkować mleko dla młodych.
  • Obejrzyj film poniżej, aby dowiedzieć się, dlaczego ludzie ewoluowali, aby mieć piersi i z czego faktycznie się składają. Plik wideo zmontowano w języku angielskim.

Piersi mają różne kształty i rozmiary, ale łączy je jedna rzecz: są unikalne dla ludzi. Ponad 5000 gatunków ssaków zamieszkuje tę planetę. Jednak to właśnie Homo sapiens są jedynymi formami życia z trwałymi piersiami. Niektórzy mogą nazywać tę ludzką anomalię seksowną, ale rodzi to również pytanie: dlaczego ludzkie piersi są tak duże? Czy jest to efekt błędu ewolucyjnego?

Każdy inny ssak rozwija tymczasowe piersi podczas owulacji lub karmienia. Zasadniczo ich celem jest produkcja mleka. Więc kiedy mleko zniknie, piersi podzielą jego los. Nie dotyczy to jednak kobiet, których piersi tworzą się w okresie dojrzewania, a nie ciąży. Więc w pewnym momencie naszej ewolucji coś się zmieniło. Dlaczego? Dla przykładu w 1987 roku biolog Tim Caro zbadał siedem istniejących teorii na ten temat. Jedną z nich było to, że piersi pozwalały noworodkom na przyjmowanie mleka leżąc na biodrach matki, co umożliwiało ich rodzicielkom większą mobilność przy wielozadaniowości. Ale to nie wyjaśnia, dlaczego piersi utrzymują się po zakończeniu etapu karmienia.

Prawdopodobnie najbardziej popularna teoria została po raz pierwszy zaproponowana światu przez Karola Darwina, a później przebadana przez zoologa Desmonda Morrisa w jego książce z 1967 roku pt. „The Naked Ape”. Morris sugeruje, że piersi ewoluowały jako symbol seksu, aby "zastąpić" puchnący tył innych samic naczelnych podczas owulacji. Kiedy nasi przodkowie zaczęli chodzić prosto, narządy płciowe nie były jeszcze tak wyraziste, by je dostrzec. Tak więc mężczyźni nie mieli jednego oczywistego sposobu rozpoznania, kiedy kobieta była dojrzała seksualnie, w wyniku czego mogły powstać piersi. Teoria ta wyjaśniałaby przynajmniej, dlaczego klatki piersiowe kobiet rosną w okresie dojrzewania, ale nadal nie wyjaśnia, dlaczego utrzymają się one po menopauzie.

Przyjrzyjmy się bliżej ludzkim piersiom. Duża różnica polega na tym, że zawierają one więcej tłuszczu niż te u innych samic ssaków. Tłuszcz wypełnia tkankę piersi, nadając jej kształt. Trochę jak mleko, ale na stałe. Ludzkie piersi mogą stać się tak duże, że mogą powodować ból pleców i klatki piersiowej. Dlatego wiele kobiet decyduje się na redukcję piersi. Ponad 61 tys. przedstawicielek płci pięknej poddało się zabiegowi redukcji piersi w 2016 roku w samych Stanach Zjednoczonych. Jednak piersi są dla niektórych nie tylko niewygodne -mogą być też śmiertelne. Rak piersi jest czołową przyczyną zgonów związanych z rakiem u kobiet na całym świecie. Każdego roku dotyka około 1,5 miliona kobiet i zabił 570 tys. z nich w 2015 roku. Jednak według naukowców rak piersi nie jest powszechny wśród innych naczelnych. Może to wynikać z tego, że ryzyko zachorowania na raka wzrasta z wiekiem, a inne naczelne nie żyją wystarczająco długo, aby rozwinąć raka piersi. Może to również mieć coś wspólnego z samą stałą tkanką piersi.

Rena Callahan: "Rak występuje częściej w szybko dzielących się tkankach. Za każdym razem, gdy komórki się rodzą i umierają, w cyklu komórkowym istnieje możliwość popełnienia błędów w odbudowie DNA. I zasadniczo komórka z błędami może stać się komórką nowotworową. Tkanka piersi dzieli się w szybkim tempie, więc jest więcej możliwości popełnienia błędów. Może to wyjaśniać, dlaczego usunięcie obu piersi zmniejsza ryzyko raka piersi u kobiety o co najmniej 95%".

Oczywiście piersi mają swoje miejsce w kulturze i społeczeństwie ludzkim. Mogą sprawić, że kobiety będą czuły się pożądane, wyzwolone lub silne. Oczywiście pomogły one zbudować całe imperia oparte zwyczajnie na ich mocy przyciągania. Wygląda na to, że na lepsze lub gorsze ludzkie piersi są z nami po to, by zostać na dłużej.

Źródło: Business Insider

Arthur John Priest, angielski palacz na statkach parowych, zasłynął przetrwaniem zatonięcia RMS Titanic. Jak się okazuje, nie był to jego jedyny wyczyn tego rodzaju.

Mimo że w tzw. "Family Day" miał być zamknięty, jeden ze sklepów spożywczych w centrum miasta gościł swego rodzaju "klientów", gdyż drzwi do budynku pozostały nieumyślnie otwarte w czasie święta.

Free Joomla! template by L.THEME