piątek, 28 październik 2022 17:43

Cyfrowe przeglądanie niewidzialnych książek

W 2015 roku naukowcy z Lejdy i Delft (Holandia) znaleźli sposób na zajrzenie do wnętrza wczesnonowożytnych opraw książkowych. Technika rentgenowska pozwoliła im na poszukiwanie pozostałości średniowiecznych manuskryptów ukrytych wewnątrz opraw. Po okresie średniowiecza wiele manuskryptów zostało poddanych recyklingowi, a ich strony wklejono do środka oprawy, aby zapewnić im trwałość. Makrospektrometria fluorescencji rentgenowskiej (MA-XRF) umożliwia odczytanie tych stron bez usuwania lub uszkadzania oprawy, zapewniając dostęp do ukrytej średniowiecznej biblioteki.

Oprawy książkowe

Oprawy książkowe z okresu od XV do XVIII wieku kryją w sobie ukryte skarby. Introligatorzy z tego okresu rozcinali ręcznie pisane książki z czasów średniowiecza, ponieważ po wynalezieniu druku stały się one przestarzałe. Rozczłonkowane manuskrypty służyły jako materiał do oprawy. Po renowacji oprawy ujawniają swoje najskrytsze tajemnice - pocięte liście ze średniowiecznych ksiąg. Fragmenty rękopisów, które są pasażerami na gapę z odległej przeszłości, znajdują się być może nawet w co piątej wczesnonowożytnej książce drukowanej.

Ukryty skarb

Naukowcom Erikowi Kwakkelowi (Uniwersytet w Lejdzie) i Jorisowi Dikowi (Politechnika w Delft) udało się przejrzeć okładki wczesnonowoczesnych książek drukowanych, aby odsłonić znajdujące się w nich średniowieczne strony (projekt "Hidden Library"). Udało się im znaleźć liścik z dwunastowiecznego egzemplarza Bedy (zm. 735), a także holenderską Księgę Godzin w tłumaczeniu Geerta Grote'a, założyciela Devotio Moderna. Naukowcy byli nawet w stanie cyfrowo rozłożyć wiele stron, które zostały naklejone jedna na drugą, dzięki czemu tekst stał się czytelny.

Technologia

Do wizualizacji ukrytych tekstów badacze wykorzystali makrospektrometrię fluorescencji rentgenowskiej (MA-XRF). Zespół profesora Dika opracował tę technologię kilka lat temu we współpracy z partnerami przemysłowymi, akademickimi i muzealnymi. Pierwotnie metoda ta została zaprojektowana do wizualizacji ukrytych warstw farby w obrazach starych mistrzów, ale okazała się równie skuteczna w wizualizacji ukrytych średniowiecznych atramentów. Cienka wiązka promieniowania rentgenowskiego jest wykorzystywana do skanowania obiektu, rejestrując obecność i obfitość różnych pierwiastków pod powierzchnią. W ten sposób można było zobaczyć żelazo, miedź i cynk, główne pierwiastki składające się na średniowieczne atramenty, nawet jeśli były przykryte warstwą papieru lub pergaminu.

Wyzwania

Przez okres trzech miesięcy badacze testowali różne konfiguracje eksperymentalne. Celem było uczynienie ukrytych tekstów nie tylko widocznymi, ale przede wszystkim czytelnymi. Średniowieczne fragmenty przedstawiały pod tym względem różne wyzwania analityczne, takie jak dwustronne pismo pergaminu i drobne pismo ręczne, ale także duża różnorodność składów chemicznych atramentów. Chociaż w większości przypadków udało się to zrobić, niektóre materiały pokryciowe w oprawach, takie jak gruba skóra, okazały się zbyt nieprzezroczyste dla analizy rentgenowskiej. Główną przeszkodą na tym etapie jest jednak żmudnie powolna prędkość akwizycji w obecnej metodologii. Niektóre książki były skanowane przez ponad 24 godziny, co na razie uniemożliwia zastosowanie metody na pełną skalę w praktyce. Nowe osiągnięcia w technologii rentgenowskiej - zarówno w zakresie źródeł promieniowania, jak i detekcji - mogą w najbliższej przyszłości doprowadzić do znacznie szybszego zastosowania metody w praktyce.

Interdyscyplinarne badania zostały przeprowadzone w ścisłej współpracy z Biblioteką Uniwersytecką w Lejdzie. Zostały dofinansowane przez De Jonge Akademie (Młoda Akademia), oddział Koninklijke Nederlandse Academie van Wetenschappen (Królewska Holenderska Akademia Nauk), której obaj badacze są członkami. Mają oni nadzieję na dalsze badania nowej techniki na wczesnonowożytnych książkach w holenderskich księgozbiorach.

Źródło: universiteitleiden.nl

Opublikowano w Nowości w Standardzie
niedziela, 21 luty 2021 09:23

Pokojowa wojna 335-letnia

Wojna 335-letnia to nazwa nadana pokojowej wojnie między Holandią a wyspami Scilly, która trwała przez 335 lat bez odnotowanego ani jednego wystrzału.

Początków konfliktu należy szukać w drugiej angielskiej wojnie domowej (1642-1648), toczonej między rojalistami a parlamentarzystami w latach 1642-1652. Oliver Cromwell zwalczał rojalistów na krańcach królestwa, a na południu Anglii oznaczało to, że Kornwalia była ostatnią twierdzą rojalistów. W 1648 r. Cromwell parł naprzód, aż w końcu Kornwalia znalazła się w rękach parlamentarzystów.

Głównym atutem rojalistów była marynarka wojenna, która opowiedziała się za księciem Walii. Na południu marynarka rojalistów została zmuszona do wycofania się na wyspy Scilly, będące w posiadaniu rojalisty Sir Johna Grenville'a.

Sojusz marynarki holenderskiej

Marynarka Zjednoczonych Prowincji Niderlandów była sprzymierzona z parlamentarzystami. Niderlandy były wspierane przez Brytyjczyków pod wodzą królowej Elżbiety I w wojnie osiemdziesięcioletniej, która doprowadziła do uniezależnienia się Holandii od Hiszpanii w styczniu 1648 roku.

Holenderska marynarka ponosiła ciężkie straty w wyniku działań floty rojalistycznej stacjonującej w Scilly. Admirał Maarten Harpertszoon Tromp (1597-1653) zażądał od floty rojalistycznej zadośćuczynienia za holenderskie statki i towary przez nią przejęte. Nie otrzymawszy zadowalającej odpowiedzi, Tromp wypowiedział wojnę. W 1651 r. wojna została wypowiedziana konkretnie wyspom Scilly.

Poddanie się rojalistów

Wkrótce po wypowiedzeniu wojny Wyspom Kornwalijskim, siły parlamentarzystów pod dowództwem admirała Roberta Blake'a (1599-1657) zmusiły flotę rojalistów do kapitulacji w czerwcu 1651 roku. Oznaczało to, że flota holenderska nie była już zagrożona, więc odpłynęła bez wystrzału. Ze względu na wojenną niejasność deklaracji narodu wobec małej części kraju, Holendrzy zapomnieli oficjalnie ogłosić pokój.

Deklaracja

Według Whitelocke's Memorials, list z 17 kwietnia 1651 roku wyjaśnia: "Tromp przybył do Pendennis i poinformował, że był na Scilly, aby zażądać reparacji za holenderskie statki i dobra przez nie zabrane. Nie otrzymawszy zadowalającej odpowiedzi, wypowiedział im wojnę".

Ponieważ większość Anglii była teraz w rękach parlamentarzystów, wojnę wypowiedziano właśnie wyspom Scilly.

Traktat pokojowy

W 1985 roku lokalny radny i historyk, Roy Duncan, napisał do Ambasady Holenderskiej w Londynie w związku z mitem o niepodpisaniu traktatu pokojowego. Ambasada holenderska uznała te mity za prawdziwe i została zaproszona na wyspy w celu podpisania traktatu pokojowego. Traktat ten został podpisany między przewodniczącym Rady Wysp Scilly, Royem Duncanem, a ambasadorem holenderskim w Londynie, Jonkheerem Huydecoperem, 17 kwietnia 1986 roku - 335 lat po wypowiedzeniu wojny.

Autentyczność

Bowley twierdzi , że list w Whitelock's Memorials jest prawdopodobnym źródłem legendy o "wypowiedzeniu wojny": "Tromp nie miał zgody od swojego rządu, by wypowiedzieć wojnę rebeliantom na Scilly (...) ale przybył, by spróbować - poprzez pokaz siły, groźby, a nawet być może przemoc, choć nigdy do tego nie doszło - starać się o zadośćuczynienie za piractwo rojalistów, ale bez uciekania się do jakichkolwiek działań, które mogłyby urazić Królestwo. (...) nawet jeśli (wypowiedzenie wojny) nastąpiłoby w 1651 r., wszystkie sprawy z tym związane zostałyby rozwiązane w 1654 r. w ramach traktatu między Anglią a Zjednoczonymi Prowincjami, zawartego na zakończenie I wojny holenderskiej."

Źródło: Scilly News

Holenderska flota utknęła w lodzie. Wysłano grupę francuskich żołnierzy, by ją zdobyli. Co mogło pójść nie tak? Wojny rewolucyjnej Francji trwały dekadę, ale ich najdziwniejszy moment trwał zaledwie kilka dni.

Bitwa o Texel pozostaje jedynym przypadkiem w historii, w którym oddział kawalerii - żołnierzy na koniach - zdobył flotę statków. Miało to miejsce w 1795 roku, choć trzeba dodać, że... nie była to do końca bitwa.

Zima 1794-1795 była w Holandii wyjątkowo mroźna, a kiedy nadeszła burza, holenderska flota zakotwiczona w cieśninie Marsdiep próbowała schronić się przy wyspie Texel do czasu, aż sztorm minie - ale wtedy  flota została otoczona lodem, jak pisze autor David Blackmore. W tym czasie Francuzi walczyli z Republiką Holenderską oraz z rewolucjonistami w Holandii, którzy popierali idee Rewolucji Francuskiej.

Wieść o zakleszczonych statkach dotarła do francuskiego generała Jean-Charlesa Pichegru, który kazał Johanowi Williem de Winterowi, holenderskiemu admirałowi pracującemu dla Francuzów, zająć się tą sprawą. De Winter wysłał piechotę, kalwarię i artylerię konną - oddziały przybyły 22 stycznia i rozbiły obóz na noc.

- Widząc ich ogniska, kapitan Reyntjes, najstarszy i najwyższy rangą oficer w holenderskiej flocie tymczasowo nią dowodzący, przygotował się do wytoczenia wszystkich dział i zatopienia statków - pisze Blackmore. Jednak około północy nadeszła wiadomość, że rewolucjoniści przejęli władzę i chcą wstrzymać walki.

- Gdyby nie to zawieszenie broni w porę, mogłoby dojść do epokowej walki między armią lądową a flotą - pisze Blackmore.

Istnieją też inne mające sens powody, dla których do bitwy nie doszło. Francuzi potrzebowaliby ciężkich dział i drabin, by wspiąć się na statki - Holendrzy nie byli tak bezbronni, jak się wydawało. Zamarznięte w lodzie, blisko siebie, i dobrze uzbrojone, holenderskie siły z jednego statku mogły osłaniać drugi. W sumie było tam 14 holenderskich okrętów, a więc spora siła ognia.

Francuski dowódca wysłał huzarów, słynnych francuskich kawalerzystów, aby sprawdzili, czy uda im się zastraszyć Holendrów i zmusić ich do poddania się i w tamtym momencie ci nie zamierzali robić nic więcej.

- Lata później francuscy propagandyści wojskowi przedstawiali nieprawdopodobną historię o 'obdartusach' pędzących na koniach przez lód, by gołym mieczem zdobyć flotę Holandii - opisuje Blackmore. - W rzeczywistości było to o wiele bardziej prozaiczne.

Zdaniem Blackmore'a nie jest całkowicie jasne, co się stało, ale nie było wielkiej bitwy i prawdopodobnie scena ta była całkiem spokojna - wojskowi podjechali do statku Reyntjesa i obie strony zgodziły się czekać na rozkazy.

- Pięć dni później holenderskie załogi złożyły przysięgę, że będą stosować się do francuskich rozkazów i utrzymywać dyscyplinę marynarki, ale pozwolono im pozostać pod holenderską banderą - skwitował autor.

Źródło: Smithsonian Magazine

Free Joomla! template by L.THEME