Pewnego chłodnego popołudnia w styczniu 2006 roku wówczas 21-letni Alex Tew siedział w swoim pokoju w Wilshire (Anglia), obserwując jak ostatnie piksele wypełniają się przed jego oczami na monitorze.

Za chwilę miał zostać milionerem.

W przeciągu zaledwie czterech miesięcy, ze spłukanego i niedostrzegającego celu w życiu nastolatka Tew stał się prawdziwą sensacją Internetu. Wystarczyło wydanie 50 dolarów, dwa dni poświęconego czasu oraz pomysł tak banalny, że w zasadzie każdy mógł na niego wpaść. Jak sam twierdzi: "To był plan szybkiego wzbogacenia się, który naprawdę zadziałał".

Jednak nagły przypływ pieniędzy przy pierwszej próbie sprowadził na niego niespodziewaną szkodę, co doprowadziło mężczyznę do odbycia introspekcyjnej podróży, która ostatecznie przyniosła mu znacznie większy zysk.

Brytyjczyk-Beatboxer

Tew zwykł być dość nieudolnym przedsiębiorcą w swoim uroczym miasteczku. W wieku 8 lat sprzedawał tworzone przez siebie komiksy na szkolnym boisku, inkasując pięć dolarów oraz czekoladowy batonik za sztukę.

Kiedy ukończył szkołę średnią w 2002 roku, porzucił naukę w college'u i postanowił realizować swoją nietypową pasję - beatbox.

Pod pseudonimem "A-Plus", podróżował po Wielkiej Brytanii i założył pierwsze na świecie forum łączące beatboxerów - HumanBeatbox.com.

We wczesnej erze Internetu forum jednoczyło beatboxerów z całego świata. Udało im się nawet zorganizować zlot, na którym dyskutowano o wszystkich aspektach tej formy tworzenia dźwięków - zaczynając od tego, jak odtworzyć werbel, kończąc na technikach nucenia nosem. Zjazd ten przyciągnął około 200 osób. - Nigdy w życiu nie widziałem tyle śliny - wspomina Tew.

Ale po kilku latach stagnacji sprzedał on stronę swojemu przyjacielowi i zaczął nastawiać się na większe rzeczy.

- Cały czas mieszkałem u rodziców i miałem już dość bycia spłukanym - oznajmił Tew. - Więc zadałem sobie pytanie: "Jak mogę zarobić milion dolarów?".

The Million Dollar Homepage

Trzeba zaznaczyć, że w tamtym czasie Tew właśnie zapisał się do szkoły biznesu na Uniwersytecie w Nottingham i martwił się, że zostanie obarczony olbrzymimi pożyczkami studenckimi.

Pewnej nocy w sierpniu 2005 roku, położył się na łóżku z notesem w ręce i spisywał wszelkie pomysły na zdobycie miliona. Zanotował dziesiątki potencjalnych projektów, w tym ohydny produkt, który określił jako "Gum Slinger" - miała to być mała saszetka na zużyte gumy do żucia.

Nagle wpadł na idealny plan: założy stronę internetową z milionem pikseli, które można wykupić płacąc jednego dolara za sztukę.

Dwa dni i 50 dolarów wydanych na domenę później, Million Dollar Homepage przyszła na świat.

Koncept był nadzwyczaj prosty: wydając minimum 100 dolarów, reklamodawca mógł wykupić 100-pikselowy blok (10x10) i wyświetlić obrazek lub logo według własnego uznania z umieszczeniem odnośnika. Jedynym ograniczeniem była zasada, że nie mogły to być strony zawierające treści pornograficzne.

W przeciągu dwóch tygodni Tew przekonał swoich znajomych i członków rodziny do wykupienia 4700 pikseli - zarobione w ten sposób pieniądze wydał on na agencję PR, by ta przygotowała stosowny komunikat prasowy. Jakież było jego zdziwienie, kiedy później temat podchwyciły "BBC" oraz "The Guardian".

- Tamtego dnia strona zarobiła trzy tysiące dolarów - wyjawił Tew. - Pomyślałem sobie: "Cholera, manna z nieba". Miałem wrażenie, że to tylko waluta z Monopoly.

Miesiąc później, Tew zainkasował 250 tysięcy dolarów, a jego strona notowała 65 tysięcy wejść dziennie. Przed końcem października zarobił już 500 tysięcy od ponad 1400 reklamodawców - od Tenacious D po producentów sprzętu umożliwiającego powiększanie penisów.

W ostatnim dniu roku 999 tysięcy pikseli widniało jako sprzedane. Ostatni tysiąc pikseli Tew umieścił na licytacji za pośrednictwem portalu eBay - MillionDollarWeightLoss.com wykupił je za 38 tysięcy dolarów, powiększając jego ostateczny zysk do 1,04 miliona.

- W przeciągu czterech miesięcy, z faceta mieszkającego z rodzicami przekształciłem się w milionera - oznajmił Tew. - To był plan szybkiego wzbogacenia się, który naprawdę wypalił.

Pustka po sukcesie

Po zainkasowaniu potężnej dawki pieniędzy (ok. 700 tys. dolarów po opodatkowaniu) i zdobyciu sławy w Internecie, Tew porzucił studia w połowie semestru i przeniósł się do Londynu. Jego natychmiastowy sukces znacznie zwiększył jego pewność siebie, ale przyniósł też niespodziewane konsekwencje.

- Sukces może ostatecznie okazać się czymś złym i może nas uczyć złych rzeczy - oświadczył. - Zacząłem myśleć o pomysłach, które przyciągałyby uwagę zamiast przynosić zysk.

W latach 2006-2010, mężczyzna stworzył szereg przedsięwzięć: Pixelotto, OneMillionPeople, PopJam - które próbowały odcinać kupony po sukcesie Million Dollar Homepage. Nie będąc w stanie przebić tego pomysłu, Tew przeniósł się do San Francisco i dołączył do interesu swojego przyjaciela.

W tym czasie Tew nie sypiał zbyt dobrze i nie jadł wiele, nie trzymał się również swojego codziennego nawyku medytowania. Odbijało się to na jego zdrowiu psychicznym, ale „nikt nie chciał słyszeć o dzieciaku, który zarobił milion dolarów i wpadł w depresję”.

Medytując przez całe swoje życie, mężczyzna zaczął zdawać sobie sprawę, że musi się wycofać od rozproszenia i stresorów technologii... więc stworzył kolejną stronę internetową.

Efektem jego pracy była strona donothingfor2minutes.com, której idea była banalnie prosta: znajdował się tam 2-minutowy timer, który resetował się, jeśli poruszyliśmy kursorem. Było to idealne wyczucie czasu - dynamiczny rozwój Internetu wywołał obawy o "psychiczny bałagan", a publika nastawiona na konsumpcję nowinek technologicznych coraz częściej poszukiwała chwili wytchnienia.

W 2012 roku Tew zdecydował się na uruchomienie solidniejszej aplikacji do medytacji, która zaspokoi potrzeby tego typu.

Niestety potencjalni inwestorzy nie byli zainteresowani jego pomysłem opisywanym wówczas jako "Nike dla umysłu".

- Na niektórych spotkaniach mnie wyśmiewano. Kiedy opowiadasz o medytacji ludziom, którzy tego nie praktykują i pracują nad technologiami, znacznie wystaje to poza ich centrum zainteresowania.

Ostatecznie udało mu się zebrać 1,5 miliona dolarów i w 2012 roku opracował aplikację "Calm".

Od samego początku postanowił uczynić flagową funkcję aplikacji - 10-minutową medytację z przewodnikiem - darmową, z opcją zakupu dostępu premium do funkcji takich jak "Sleep Stories" (opowiadania na dobranoc dla dorosłych) oraz kursy na tematy związane z dobrym samopoczuciem za 60 dolarów rocznie.

Rozwój Calm.com

Od momentu uruchomienia Calm odnotował gwałtowny wzrost zarówno w liczbie użytkowników, jak i przychodów.

W pierwszym roku (2013) aplikacja zarobiła około 100 tys. dolarów. Do 2015 roku przychody wzrosły do ​​dwóch milionów dolarów, głównie dzięki zatrudnieniu Tamary Levitt, doświadczonej nauczycielki medytacji, która od tamtej pory udziela głosu opisując codzienne ćwiczenia.

Wybory w 2016 roku, zawirowania polityczne i niepokoje podniosły tę liczbę do siedmiu milionów, a także przyniosły nieoczekiwane ukoronowanie tytułem Aplikacji Roku 2017 Apple'a - od tego czasu przychody szacuje się na około 37 milionów dolarów.

Dzisiaj Calm ma ponad 600 tysięcy użytkowników premium, a cały projekt wyceniany jest na 250 milionów dolarów. To stawia ich wysoko w gronie konkurentów takich jak: Headspace, Breethe i Buddhify.

Tew, dzisiaj 35-latek, przypisuje ten rozwój „niepokojowi i stresorom współczesnego życia”.

- Mieszkanie w ruchliwych miastach, pokonywanie milionów mil na godzinę, zawsze będąc podłączonym i przytłoczonym informacjami - to nie życie, które miało być efektem naszej ewolucji”.

Źródło: The Hustle

Gwiazda serialu "Line of Duty" Vicky McClure wyjawiła, że wyproszono ją z tramwaju nazwanego na jej cześć w wyniku nieposiadania ważnego biletu przejazdu.

Aktorka urodzona w Nottingham oznajmiła w programie rozrywkowym "The Graham Norton Show", że do incydentu doszło w 2015 roku tuż po ceremonii nadania jej imienia wspomnianemu tramwajowi.

McClure i jej matka miały zapewniony darmowy transport komunikacją miejską w czasie opisywanego dnia. Nie powstrzymało to jednak motorniczego od wyproszenia ich z tramwaju z uwagi na brak ważnego biletu. Firma komunikacyjna Nottingham Express Transit wydała później oświadczenie, w którym opisała to wydarzenie jako "niefortunne nieporozumienie".

35-latka jest jedną z kilku znanych osób z regionu, którymi imionami nazwano tramwaje w sieci miejskiej Nottingham. Wśród ludzi uhonorowanych w ten sposób znajdują się też m.in.: łyżwiarze Jayne Torvill i Christopher Dean, krykiecista Stuart Broad czy pisarz DH Lawrence.

W rozmowie na temat tego wydarzenia McClure wyjawiła również, że podczas kontroli udawała... głuchą. - Uroczyście odsłoniliśmy tablicę z imieniem tramwaju, po czym wsiadłam do niego wraz z mamą żeby udać się na świąteczne zakupy. Obiecano nam, że mamy zapewniony darmową komunikację miejską w tym dniu - skomentowała. Dojeżdżałyśmy już do naszego przystanku, kiedy nagle podszedł do nas kontroler i poprosił nas o pokazanie biletów.

Zażenowana

Aktorka dodała, że kontroler pozostawał niewzruszony, kiedy ta wskazała palcem na tabliczkę z jej imieniem. Po chwili mężczyzna nakazał kobietom opuścić tramwaj.

- Pomyślałam sobie: "Mój Boże, właśnie wyrzucił nas pan z tramwaju za unikanie opłaty. Byłam zażenowana.

Pomimo tego nieporozumienia, McClure utrzymuje, że pragnie aby tramwaj pozostał nazwany jej imieniem na dobre. Nottingham Express Transit wydał nieco później oficjalne oświadczenie, w którym czytamy: "Było to niefortunne nieporozumienie, gdyż kontroler nie zdawał sobie sprawy, że zaoferowano Vicky darmowy przejazd tamtego dnia w tramwaju nazwanego jej imieniem. Jak można się było po niej spodziewać, Vicky dobrze zniosła całą sytuację, a ta została wkrótce wyjaśniona. Przeprosiliśmy ją tuż po tym, jak się o tym dowiedzieliśmy. Z pewnością nie chcieliśmy psuć tak uroczystej chwili".

Źródło: BBC

Pewien człowiek postanowił zarobić pieniądze na irytujących telefonach od firm marketingowych, używając do tego własnego płatnego numeru.

W listopadzie 2011 roku Lee Beaumont zapłacił 10 funtów plus VAT w celu założenia osobistej linii 0871 - tak aby każde przychodzące połączenie kosztowało jego rozmówcę 10 funtów, z czego do jego rąk trafiałoby 70% tej kwoty.

Mieszkaniec Leeds oświadczył w rozmowie z dziennikarzami BBC Radio 4, że w dwa lata udało mu się zarobić 300 funtów na takim zabiegu.

Firma Phone Pay Plus, która zajmuje się takimi „numerami premium”, zdecydowanie odradza ludziom takie przedsięwzięcia.

Beaumont wpadł na taki plan poprzez rosnącą frustrację spowodowaną kolejnymi telefonami z ofertami reklamującymi ubezpieczenia czy instalacje paneli słonecznych.

Mężczyzna oznajmił: - Nie korzystam z mojego prywatnego numeru, chyba że mówimy o moich przyjaciołach czy rodzinie.

Od kiedy założył swoją linię 0871, za każdym razem podawał tenże numer, kiedy bankierzy czy dostawcy gazu lub prądu pytali go przez Internet o dane kontaktowe.

Beaumont utrzymuje, że był „naprawdę uczciwy”, a firmy rzecz jasna pytały go dlaczego zdecydował się na założenie takiego numeru.

Jego odpowiedź była w takich przypadkach rozbrajająco szczera: - Ponieważ jestem zdenerwowany, kiedy otrzymuję kolejny telefon reklamowy podczas oglądania „Coronation Street” - więc czemu miałbym na tym nie zarobić.

Zdaniem mężczyzny wszystkie firmy, z którymi miał do czynienia, z radością korzystały z tego numeru, a jeśli odmawiały - prosił je o kontakt drogą mailową.

Ostrzeżenie

Liczba połączeń marketingowych wykonywanych do Beaumonta sukcesywnie malała - od 20-30 miesięcznie do 13 w lipcu 2013 roku.

Z uwagi na swój domowy charakter pracy, Beaumont był w stanie powiększać swoje zarobki poprzez przeciąganie rozmów z telemarketerami, wypytując ich o wszelkie szczegóły ich oferty.

Mężczyzna wyjawił, że taki schemat działania zmienił jego podejście: „Od teraz wręcz wyczekiwałem na takie połączenia”. Dodał, że zaczął nawet namawiać firmy do kontaktowania się z nim.

Po pewnych przejściach związanych z zakupami online, Beaumont odmówił wykonania telefonu do linii 0845, ale zamiast tego opublikował swój numer na Twitterze, licząc na to, że trafi na niego jeszcze więcej firm marketingowych.

Tym niemniej firma zajmująca się numerami premium Phone Pay Plus zaznacza, że ludzie powinni dwa razy zastanowić się przed dokonaniem takiego fortelu.

Ich zdaniem firmy opiekujące się takimi numerami muszą działać zgodnie z prawami konsumenta, do których wliczają się: przejrzystość, uczciwość i rozpatrywanie skarg. Oznacza to, że należy jasno przedstawić koszt każdego połączenia firmie, która prosi nas o dane kontaktowe.

W rozmowie z dziennikarzami BBC przedstawiciele firmy oznajmili: „Numery premium nie powstały po to, aby być używane w takim celu. Zdecydowanie odradzamy słuchaczom takie pomysły, ponieważ będą karani za takie praktyki zgodnie z naszym regulaminem”.

Ankieta zorganizowana przez organizację Citizens Advice wykazała, że 2/3 ankietowanych Brytyjczyków otrzymało niepożądane telefony , sms-y, maile lub listy od osób, które reklamowały usługi ubezpieczeniowe.

Ponad połowa zapytanych osób wyznała, że w 2012 roku kontaktowano się z nimi w ten sposób więcej niż 10 razy.

Źródło: BBC

Ostatnia internetowa wymiana zdań na czacie odbyła się 28 czerwca 2003 roku. "Mam jechać do Trafford Centre i zabić go na środku galerii?". Lakoniczna odpowiedź przyszła dość szybko: "Tak".

Free Joomla! template by L.THEME