wtorek, 23 kwiecień 2019 10:12

Radioaktywne napoje energetyczne

Współczesne życie wprawia cię w oszołomienie? Przeżycie każdego kolejnego dnia skutecznie cię osłabia? Być może jesteś jednym z milionów konsumentów, którzy opierają swoje życie na napojach energetycznych, aby te postawiły ich na nogi.

Napoje energetyczne co prawda są symbolem naszych czasów, ale nie są wynalazkiem tego tysiąclecia. Ludzie walczą ze zmęczeniem przy ich użyciu od co najmniej stu lat. Dzisiaj element "energetyczny" takich napojów tkwi albo w stymulatorze neurologicznym, który sprawia, że ludzie czują się bardziej energiczni - albo zwyczajnie w zawartym w nich cukrze.

Jednak był czas, kiedy napoje energetyczne rzeczywiście zawierały w sobie prawdziwą energię. Aktywnym składnikiem takich napojów był rad - pierwiastek radioaktywny, który uwalniał energię promieniowania z każdym rozpadem atomowym. Związek przyczynowy w przypadku spożywania pierwiastka radioaktywnego a czerpaniem wyraźnego ożywienia energetycznego jest w najlepszym wypadku znikomy, jednak nie powstrzymało to ludzkości od ignorowania dobrze im znanego ryzyka spożywania radioaktywnych produktów w XX wieku. Ludzie nie przejmowali się również grożącym im długoterminowymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Mniam, mniam - rad!

Jednym z takich produktów był "RadiThor". Ten napój energetyczny był zwyczajnie... radem rozpuszczonym w wodzie. Sprzedawano go w latach dwudziestych XX wieku w butelkach 300 ml i kosztował ok. 1 dolara za sztukę (równowartość dzisiejszych 15 dolarów). Producent twierdził, że napój ten nie tylko zapewnia zastrzyk energii, ale także leczy wiele dolegliwości - w tym impotencję. W tamtych czasach brakowało jednoznacznych dowodów na korzyści seksualne radu, ale znalazło się czasopismo naukowe zawierające artykuł twierdzący, że woda radowa może zwiększać "seksualne żądze traszek wodnych". Dla wielu mężczyzn w erze przed Viagrą dowody oparte na zachowaniu traszek wodnych były wystarczająco przekonujące i RadiThor okazał się hitem.

Najbardziej znanym entuzjastą RadiThora był Eben Byers, przemysłowiec i golfista-amator z Pittsburgha. Byers po raz pierwszy natknął się na RadiThor, kiedy sięgnął po niego by ten pomógł mu w leczeniu złamanej ręki. Chociaż produkt ten nie zawierał jakiegokolwiek narkotyku, Byers uzależnił się od niego psychologicznie, a może nawet fizjologicznie. Spożywał spore ilości płynu nawet po wyleczeniu swojej ręki. Mówi się, że przez trzy lata codziennie wypijał butelkę lub dwie i gorąco polecał ten produkt swoim znajomym, z których część również wpadła w uzależnienie.

Ostatecznie zamiłowanie Byersa do RadiThora go zabiło. Na jego nieszczęście przyjmowany rad został wchłonięty do kości i przez to cała jego energia promieniowania osadzona została w tkance kostnej. Z czasem rad dostarczał olbrzymią dawkę promieniowania do szkieletu Byersa. Doprowadził do powstawania dziur w czaszce, utraty większości szczęki i rozwoju wielu innych chorób związanych z układem kostnym. Mężczyzna zmarł makabryczną śmiercią 31 marca 1932 roku.

Radioaktywność - lekcja powtórzeniowa

Najbardziej zatrważającym w tej historii jest fakt, że niebezpieczeństwa związane ze spożywaniem radu były już dobrze znane, nawet przed uzależnieniem Byersa. Jak opisano w publikacji pt. "Strange Glow: The Story of Radiation", społeczność medyczna badała wpływ radu na zdrowie od czasu jego odkrycia przez Marię i Piotra Curie w 1898 roku. Już w 1913 roku brytyjski naukowiec Walter Lazarus-Barlow opublikował raport, z którego wynikało, że spożywany rad przechodzi do kości człowieka. Rok później profesor medycyny z Uniwersytetu Marylandu Ernst Zueblin opublikował przegląd 700 raportów medycznych, z których wiele wykazywało, że martwica kości i owrzodzenia były częstym skutkiem ubocznym spożywania radu. Niestety pierwsze ostrzeżenia były niewystarczające i sprzedaż RadiThoru notowała kolejne rekordy w latach dwudziestych.

Po śmierci ciało Byersa umieszczono w trumnie wysadzanej ołowiem, tak aby ten zablokował promieniowanie uwalniane z jego kości. W 1965 roku naukowiec Robley Evans z MIT ekshumował szkielet Byersa, aby zmierzyć ilość radu w kościach. Okres połowicznego rozpadu radu wynosi 1600 lat, więc kości Byersa powinny posiadać mniej więcej taką samą ilość pierwiastka jak w dniu jego śmierci.

Evans był ekspertem w pomiarach i matematycznych modelowaniach przyjmowania i wydalania radioaktywności przez organizm ludzki. Opierając się na deklaracjach Byersa co do jego dziennego konsumowania RadiThoru, Evans przewidywał, że jego ciało będzie zawierać około 100 tys. bekereli radioaktywności (międzynarodowa jednostka radioaktywności). Jednakże po ekshumacji okazało się, że ciało Byersa posiadało w sumie 225 tys. bekereli, co sugeruje, że założenia Evansa nie doceniały wpływu radu na kości, albo że Byers w rzeczywistości zaniżał ilości przyjmowanego przez niego radu co najmniej dwukrotnie.

Po zakończonych badaniach Evans ponownie umieścił szczątki Byersa w ołowianej trumnie, która pozostaje zakopana w Pittsburghu do dziś.

Szczęście w nieszczęściu

Pomimo oczywistego cierpienia Byersa spowodowanego spożywaniem RadiThoru, nabywanie takich napojów nigdy nie przerodziło się w poważnych kryzys zdrowotny społeczeństwa. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, w przeciwieństwie do RadiThor, większość innych "energetycznych" napojów na rynku była zwykłymi oszustwami, nieposiadającymi żadnego radu (lub innego pierwiastka radioaktywnego). Po drugie, RadiThor i inne produkty zawierające rad były bardzo drogie, ponieważ rad był stosunkowo rzadkim i cennym dobrem, który był drogi w wydobywaniu i oczyszczaniu. Tak więc tylko bogaci obywatele, tacy jak Byers, mogli sobie pozwolić na wypijanie go codziennie. W konsekwencji dolegliwości związane ze spożywaniem RadiThoru pojawiały się tylko u tych nielicznych osób, które mogły sobie pozwolić na taki "luksus".

Ostatecznie rząd federalny zamknął Bailey Radium Laboratories (firmę produkującą RadiThor) w interesie ochrony zdrowia publicznego. Napoje te zniknęły z rynku konsumenckiego przed końcem 1932 roku.

Dzisiejszy rynek napojów energetycznych opiera się na preparatach, których działanie polega na dawkowaniu stymulującej kofeiny, która powinna ożywić konsumentów i zapewnić im większą energię. Kofeina - powszechny składnik: kawy, herbaty, czekolady czy coli - być może nie jest tak "egzotycznym" rozwiązaniem jak rad, ale faktycznie jest środkiem pobudzającym, tak więc konsumenci mogą odczuwać jakieś podekscytowanie po spożyciu jej i nie jest to szczególnie niebezpieczne dla zdrowia.

W obecnych czasach konsumenci wydają się zadowoleni z najnowszych rozwiązań dotyczących napojów energetycznych w odniesieniu do dawnych praktyk opierających się na stosowaniu radu. Nie do końca wiadomo jednak, czy z takiego obrotu spraw są zadowolone traszki wodne.

Źródło: TheConversation.com

Srebro jest używane w jadalniach od wieków i nie dzieje się to bez powodu - metal ten jest bowiem antyseptyczny.

Jeden z artykułów opublikowanych na łamach bloga "Mind the Science Gap" zmusza do refleksji nad nadużywaniem mydeł antybakteryjnych. Aktywny zabójca bakterii w tychże mydłach - Triclosan - jest obecnie niemal wszechobecny. Pojawia się on praktycznie wszędzie - od przecinarek do pizzy po pasty do zębów. Istnieje ryzyko, że Triclosan nie jest dla nas do końca zdrowy, a co gorsza - nadużywanie go może powodować, że niektóre bakterie uodporniają się na jego działanie, a to tworzy kolejne problemy. Tego typu nadużycie nie oznacza, że powinniśmy przestać dbać o higienę i pozwalać starym bakteriom na zarażanie nas. Musimy tylko pamiętać, że istnieją inne rozwiązania, które mogą skutecznie zabijać bakterie. Chociażby mosiężne klamki.

Faktem jest, że często dotykane powierzchnie (szczególnie w miejscach publicznych) są niczym azyl bezpieczeństwa dla bakterii. Podobnie baseny hodowlane czy dyskoteki, zależnie od tego jak lubimy sobie wizualizować gromadzenie się zarazków w celu podjęcia ataku na nasz system odpornościowy. Kiedy nasze dłonie są niewyczyszczone, dotykamy takie powierzchnie, deponując tam wszelkie zarazki, które nam towarzyszą. Niekażdy natomiast wie, że niektóre metale, takie jak mosiądz, w rzeczywistości sterylizują same siebie po danym czasie, co czyni je idealnym materiałem do tworzenia takich akcesoriów jak na przykład klamki.

Nazywamy to efektem oligodynamicznym. Wikipedia opisuje go jako "toksyczny efekt jonów metali na: żywe komórki, algi, pleśnie, zarodniki, grzyby, wirusy, prokariotyczne i eukariotyczne mikroorganizmy, nawet w stosunkowo niskich stężeniach". Badanie przeprowadzone przez National College of Kathmandu w Nepalu nieco rozwija ten temat:

"Dokładny mechanizm tego działania jest nadal nieznany, ale niektóre dane wskazują, że jony metalu denaturują białko komórek docelowych, wiążąc się z grupami reaktywnymi, powodując ich wytrącanie i dezaktywację. Wysokie powinowactwo białek komórkowych do jonów metali powoduje śmierć komórek dzięki skumulowanym efektom jonów wewnątrz komórek (Benson 2002). Podobnie srebro dezaktywuje enzymy poprzez wiązanie z grupami sulfhydrylowymi tworząc siarczki srebra lub skłonność jonu srebra do wiązania tioli przerywa błonę komórkową, dezaktywuje białka i hamuje aktywność enzymów (Thurman i Gerba 1988, Semikina i Skulacher 1990). Badanie sugeruje również, że dodatnio naładowany jon miedzi zakłóca ścianę komórkową poprzez wiązanie z ujemnie naładowanymi grupami i dopuszczanie jonów srebra do komórki (Hambidge 2001). Jony srebra wiążą się z: DNA, RNA, enzymami i białkami komórkowymi, powodując uszkodzenie komórek i ich wymieranie".

Badanie to zaleca stosowanie metali oligodynamicznych w naczyniach używanych do przechowywania wody pitnej, ponieważ testowano srebro, mosiądz i miedź z wodą zawierającą bakterie takie jak E. coli czy Salmonella w małych dawkach. W ciągu czterech godzin miedziany garnek zabił drobnoustroje Salmonelli, a srebro i mosiądz dokonały tego w odpowiednio osiem i dwanaście godzin. "Srebro może służyć jako środek dezynfekujący w stężeniach około 1000 razy niższych od poziomu toksycznego dla życia ssaków" - zapisano w raporcie.

Srebro jest często używane do powlekania pojemników używanych do wody i innych płynów w celu zabicia bakterii. Efekt oligodynamiczny wyjaśnia również, dlaczego srebro sprawdza się tak dobrze w przypadku sztućców i naczyń stołowych. Widelec nie tylko wpłynął na naszą ewolucję jako gatunek, ale także przez wieki chronił nas przed potencjalnie groźnymi bakteriami. Niestety, istnieje niebezpieczeństwo, że naczynia, których używamy dzisiaj, to stal, a nie srebro. Jeśli odziedziczysz srebro rodzinne, zastanów się nad tym, aby używać go częściej niż na eleganckich przyjęciach.

A jeśli kiedykolwiek zobaczysz klamkę zrobioną z, dajmy na to, stali nierdzewnej, strzeż się - to może być siedlisko bakterii, a niektóre z nich przetrwają dłużej niż miesiąc. Badania klamek w szpitalach wykazały, że mosiądz i miedź powstrzymują rozwój bakterii, podczas gdy aluminium i stal nierdzewna pozwalają bakteriom działać prężnie. W rzeczywistości w ciągu 15 minut miedź już częściowo się zdezynfekowała. Więc naturalnie zawsze mądrze jest postępować zgodnie z zasadami higieny - myć ręce zawsze, gdy jest to wskazane - choć może się to okazać nierówną walką, gdy przychodzi nam dotykać stalowej lub aluminiowej klamki.

Źródło: Tested

poniedziałek, 24 grudzień 2018 14:09

Dlaczego wrak RMS Titanic zanika?

We wczesnych godzinach 15 kwietnia 1912 roku RMS Titanic, brytyjski liniowiec, spotkał się z nieoczekiwanym obrotem spraw podczas swojej dziewiczej podróży. Wiadomość ta pojawiła się na pierwszych stronach gazet i jest jak dotąd jedną z najbardziej poruszających katastrof morskich, choć nie jest na pierwszym miejscu pod względem ofiar. Zatonięcie niemieckiego statku Wilhelm Gustloff jest największą tragedią pod tym względem, ponieważ spowodowało śmierć ponad 9000 osób. To jednak historia na inny dzień.

Free Joomla! template by L.THEME