poniedziałek, 15 kwiecień 2019 11:31

5 trików na lepszą pamięć

Zapamiętywanie czegoś to dla ciebie prawdziwa męka? Kilka prostych trików może przynieść zaskakująco dobre efekty.

Większość z nas z pewnością chciałaby mieć lepszą pamięć. Gdybyśmy tak mogli iść do sklepu by zakupić trzy ustalone wcześniej rzeczy i nie zapominać o którejś z nich... Gdybyśmy tak mogli uniknąć chodzenia gdzieś bez zapominania w jakim celu się tam udaliśmy... Gdybyśmy tak mogli czytać jakąś informację i wchłonąć ją bez problemu, zamiast pozwalać jej chwilę później wyparować z naszych umysłów...

Istnieje wiele wypróbowanych i sprawdzonych technik pamięciowych, a część z nich została stworzona dekady temu - jak chociażby mnemoniki czy pałace myśli. Jednak w którym kierunku pod tym względem zmierza dzisiejsza nauka? Potrzeba jeszcze wielu badań, aby ludzkość była w stanie używać takich technik w praktyce, ale jakie rady niosą najnowsze odkrycia w tej dziedzinie?

1. Chodź tyłem

Możemy traktować czas i przestrzeń jako dwie odrębne koncepcje, jednak istnieje między nimi o wiele większe połączenie, niż by się mogło wydawać. Zostawiamy coś „za sobą”. „Patrzymy w przyszłość”, nawet jeżeli chodzi tylko o najbliższy weekend. Oczywiście kwestia postrzegania zależy od danej kultury, ale w krajach zachodnich przyszłość traktuje się jako okres rozciągający się przed nami, a przeszłość - za nami.

Naukowcy z Uniwersytetu w Roehampton postanowili zbadać taką zależność w ludzkim umyśle, aby spróbować odkryć sposób na skuteczniejsze zapamiętywanie.

Pokazywali oni uczestnikom badania listę słów, zestaw zdjęć lub ustawione nagranie, które ukazywało skradnięcie torebki pewnej kobiecie. Dodatkowo poinstruowano ich, że mają chodzić 10 metrów przodem lub tyłem po pokoju w rytm narzucany przez taktomierz. Kiedy testowano później ile byli w stanie zapamiętać z podanego materiału, w każdym przypadku lepsi pod tym względem okazali się ci chodzący tyłem.

Wygląda na to, że chodzenie tyłem w rzeczywistej przestrzeni ułatwiało im umysłom cofanie się w czasie, tak więc ludzie ci byli w stanie łatwiej dotrzeć do zakamarków pamięci.

Trik ten działał nawet wówczas, gdy jedynie wyobrażali sobie chodzenie tyłem, a nie robili tego w rzeczywistości. Rezultaty tego badania z 2018 roku pokrywają się z intrygującym przedsięwzięciem tego rodzaju przeprowadzonym w 2006 roku na szczurach. Kiedy gryzonie próbowały odnaleźć drogę wyjścia z labiryntu, ich neurony powodowały wystrzeliwanie sygnałów przez komórki miejsca w nowo poznanych lokacjach. Naukowcy odkryli, że kiedy szczury przystawały na chwilę w labiryncie, neurony powiązane z daną lokacją poznaną wcześniej powodowały takież wystrzały w odwrotnej kolejności. Tak więc chodzenie tyłem „w głowach” pomagało im zapamiętać poprawną ścieżkę.

Dzisiaj najnowsze badania dowodzą, że kiedy ludzie zapamiętują wydarzenie z przeszłości, odtwarzają je w umyśle w odwrotnej kolejności. Kiedy po raz pierwszy widzimy jakiś obiekt, w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wzory i kolory, a później próbujemy określić co to jest. Natomiast gdy chcemy przypomnieć sobie taki obiekt, to jest na odwrót: najpierw przypominamy sobie obiekt, a dopiero potem, przy odrobinie szczęścia, przywołujemy jego szczegóły.  

2. Rysuj  

Co powiecie na rysowanie listy zakupów, a nie jej spisywanie? W 2018 roku mieszana grupa młodszych i starszych ludzi otrzymała listę słów do zapamiętania. Połowę z nich poproszono o stworzenie rysunków każdego ze słów, a pozostałych o spisanie ich przed próbą zapamiętania. Później przeprowadzono stosowne testy, które ukazywały jak wiele udało się im rzeczywiście zapamiętać. Choć niektóre wyrazy były dość problematyczne do narysowania (np. „izotop”), to i tak w ogólnym rozrachunku rysowanie pomogło tak starszym jak i młodszym osobom lepiej przywołać podsunięte im słowa. Szkicowanie robiło różnicę nawet w przypadku osób cierpiących na demencję.

Kiedy coś rysujemy, jesteśmy zmuszeni analizować to bardziej szczegółowo i to właśnie dlatego zwiększają się szanse na zapamiętanie danego konceptu. Spisywanie listy też jest pomocne - dlatego też jeżeli zapomnimy wziąć listę zakupów z domu, to i tak jesteśmy w stanie przypomnieć sobie więcej produktów w sklepie niż w sytuacji, w której nie stworzyliśmy takiej rozpiski w ogóle. Z kolei tworzenie rysunku to „pójście o krok dalej”.  

Co ciekawe - jeżeli ktoś tworzy naprawdę imponujące rysunki i pomyśli, że taka technika zadziała u niego jeszcze lepiej, to może się rozczarować. Jakość rysunku nie ma bowiem żadnego znaczenia.  

3. Pomogą ćwiczenia fizyczne, ale tylko w odpowiednich ramach czasowych

Od dłuższego czasu wiadomo, że ćwiczenia fizyczne (jak choćby bieganie) korzystnie wpływa na naszą pamięć. Regularne ćwiczenia sukcesywnie usprawniają pamięć, ale przy nauce konkretnego materiału nawet jednorazowy trening może pomóc, przynajmniej w krótkim okresie

Jednak badania sugerują, że jeśli odznaczymy się odpowiednim wyczuciem czasu, możemy poprawić naszą pamięć jeszcze bardziej. Osoby, które wykonały 35-minutowy trening interwałowy cztery godziny po uczeniu się zestawu zdjęć połączonych z opisem danej lokacji, były w stanie lepiej zapamiętać takie połączenia niż ci, którzy odbyli taki sam trening tuż po nauce.

W przyszłości naukowcy z pewnością będą pracować nad określeniem odstępu czasu, w którym ćwiczenia fizyczne będą najbardziej pomocne - kluczowym może też być rodzaj materiału, który chcemy zapamiętać.

4. Nic nie rób

Kiedy ludzie cierpiący na amnezję będącą efektem wylewu otrzymali listę 15 wyrazów do zapamiętania, a później otrzymywali kolejne zadanie - to po upływie 10 minut byli w stanie odtworzyć z pamięci średnio zaledwie 14% podanych słów. Kiedy jednak po otrzymaniu listy odesłano ich do zaciemnionego pokoju i kazano „nic nie robić”, to po 15 minutach potrafili przypomnieć sobie średnio aż 49% wyrazów.  

Podobna technika była później wykorzystywana w rozmaitych badaniach przez Michaelę Dewar z Uniwersytetu Herriot-Watt. Odkryła ona, że w przypadku zdrowych ludzi krótka przerwa tuż po nauce przynosiła korzystne efekty nawet tydzień później. Część czytelników może pomyśleć, że być może uczestnicy eksperymentu spędzali te 10 minut w zaciemnionym pomieszczeniu na ciągłym powtarzaniu słówek. Jednak żeby tego uniknąć, Dewar korzystała z wyrazów z języków obcych, które ciężko było uczestnikom wymówić.

Badanie te pokazują, jak niepewne są nowe zapiski w pamięci - na tyle niepewne, że nawet krótka przerwa może zadecydować o tym, zapiski te będą nam towarzyszyć w pamięci na dłużej.

5. Zdrzemnij się

Jeśli chodzenie tyłem, rysowanie, ćwiczenia fizyczne albo nawet krótka przerwa stanowią zbyt duże wyzwanie - to może chociaż drzemka? Sen pomaga nam skonsolidować naszą pamięć poprzez ponowne odtwarzanie informacji, które właśnie poznaliśmy - a przecież nie musi się on odbywać tylko w nocy. Naukowcy z Niemiec dowiedli, że kiedy poda się ludziom kilka słów do zapamiętania, potrafią je oni przywołać z pamięci lepiej po drzemce (trwającej nie dłużej niż 90 minut) niż po obejrzeniu jakiegoś filmu.

Jednak najnowsze badania sugerują, że technika ta najlepiej funkcjonuje w przypadku osób, które są przyzwyczajone do codziennych popołudniowych drzemek. Zainspirowało to Elizabeth McDevitt i jej zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside do próby określenia, czy możliwym jest „wytrenowanie” u ludzi ucinania drzemki. Tak więc przez cztery tygodnie ci „niedrzemiący” usiłowali ucinać krótkie drzemki za dnia, kiedy tylko było to możliwe.

Niestety w ich przypadku takie rozwiązanie nie wzmocniło im pamięci. Stosownym więc może być dłuższy trening - a może są to po prostu ludzie, u których skuteczniejsze będzie chodzenie tyłem, rysowanie, bieganie lub po prostu „nicnierobienie”?

Źródło: BBC Future

piątek, 12 kwiecień 2019 13:47

Czy picie mleka wzmacnia kości?

Przez wieki mówiono nam, że picie mleka czyni nasze kości silnymi. Czy jednak istnieją naukowe dowody na potwierdzenie tej tezy?

Iluż z nas usłyszało w dzieciństwie teorię, w myśl której mleko miałoby nam pomagać w budowaniu silnych kości?

Pomysł ten wydaje się być całkiem sensowny. Mleko zawiera wapń. Ten zaś jest znany z tego, że wzmacnia strukturę mineralną kości.

Jednak próba zademonstrowania bezpośredniego połączenia pomiędzy spożywaniem mleka a posiadaniem silnych kości może być trudniejsza niż się wydaje. Perfekcyjne badanie wymagałoby zorganizowania dwóch grup eksperymentalnych i poproszenie członków jednej z nich do picia dużej ilości mleka codziennie przez kilkanaście lat - w tym czasie przedstawiciele drugiej grupy spożywaliby jakiś substytut tego napoju. Oczywiście taki eksperyment byłby nadzwyczaj trudny do zorganizowania.  

Można natomiast zapytać kilka tysięcy ludzi o to, jak wiele mleka wypili przez ostatnie lata, a później obserwować ich pod tym względem przez kolejną dekadę by przekonać się, czy osoby regularnie spożywające mleko cierpią na mniej złamań kości w późniejszym życiu.

Tak właśnie było w przypadku badania opublikowanego w 1997 roku przez Uniwersytet Harvarda. Obserwowano aż 77 tys. pielęgniarek przez okres dziesięciu lat.  Naukowcy nie zauważyli znaczących różnic w liczbie złamań rąk lub szyjki kości udowej pomiędzy kobietami, które spożywały jedną szklankę mleka tygodniowo (lub mniej) a tymi, które piły w tym samym czasie dwie szklanki (lub więcej).

Kiedy zespół naukowców zainicjował podobne badanie wśród 330 tys. mężczyzn, po raz kolejny wykazano brak większego stosunku ilości spożywanego mleka do odnotowanych złamań kości. 

Od czasu do czasu organizowano również losowe kontrole diet, w których sprawdzano czy dane osoby dobrowolnie uzupełniają je wapniem - także poprzez picie mleka. W 2015 roku zespół z Nowej Zelandii zrecenzował i ponownie przeanalizował 15 badań tego rodzaju. Badacze odkryli, że przez dwa lata następowało faktyczne wzmocnienie struktury mineralnej kości, ale po tym czasie uległo ono zahamowaniu.  

Alternatywą może być stosowanie suplementów diety zawierających wapń. Biorąc pod uwagę powszechny strach przed długoterminowymi skutkami ubocznymi takiego rozwiązania, ten sam zespół zebrał dane z 51 losowych badań by rozstrzygnąć czy gra jest warta świeczki. Ponownie okazało się, że wzmocnienie kości ustawało po roku lub dwóch, a także że tego typu suplementy mogą jedynie spowolnić (a nie zatrzymać) spadek gęstości kości w podeszłym wieku. Naukowcy skwitowali, że oznacza to jedynie niewielką obniżkę pod względem liczby złamań.  

Kolejne państwa, które przeanalizowały te same dane, doszły do znacznie zróżnicowanych konkluzji związanych z rekomendowanymi dziennymi ilościami spożycia wapnia. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych rekomendowana dawka jest niemal dwukrotnie wyższa od tej polecanej w Wielkiej Brytanii czy Indiach. Tamtejsi eksperci zalecają bowiem spożywać ok. 227 ml mleka dziennie.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej - w 2014 roku szwedzcy naukowcy opublikowali badania, w których wykazali, że picie więcej niż trzech szklanek mleka dziennie (tak więc większej ilości niż przeciętni ludzie) nie pomaga naszym kościom, a może nam wręcz zaszkodzić.

Badacze z Uniwersytetu w Uppsali i Instytutu Karolinska poprosili uczestników eksperymentu o wypełnienie ankiet dotyczących ilości spożywanego przez nich mleka w latach 1987 i 1997. Natomiast w 2010 roku zbadano wskaźnik śmiertelności. Ludzie nie ukrywali zdziwienia gdy usłyszeli, że picie jednej szklanki mleka dziennie może się wiązać z większą liczbą złamań kości, a nawet z przedwczesną śmiercią.  

Nie odrzucajcie jednak radykalnie mleka ze swojej diety - istnieją pewne haczyki.

Szwedzi wymagali od uczestników eksperymentu oszacowania ilości spożywanego mleka w poprzednich latach, co nie należy do łatwych zadań. Ciężko wskazać jak dużo mleka spożywa się wraz z płatkami, dolewa do herbaty czy używa podczas gotowania.

Badanie odzwierciedla również odwieczny problem mylenia korelacji ze związkiem przyczynowym. Być może kobiety, które cierpiały na osteoporozę celowo piły więcej mleka w nadziei na wzmocnienie swoich kości. Badanie nie wykazało jednoznacznie czy picie mleka rzeczywiście przyczynia się do złamań. A żeby nie ułatwiać sprawy, Szwedzi odkryli również, iż spożywanie sera żółtego i jogurtów wiąże się z niższym wskaźnikiem złamań.

Naukowcy sami podkreślili, że ich praca powinna być przeprowadzona ponownie przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Inni zaś twierdzą, że opinia publiczna powinna być ostrożna co do zmieniania diety z uwagi na te badania.  

Tak więc na dzień dzisiejszy nie wiemy na ten temat nic więcej - aktualnie dowody wskazują na to, że jeśli lubimy pić mleko, to nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Prawdopodobnie niesie ono korzyści zdrowotne dla kości, jednak na nieco krótszy okres niż by się wydawało.

Warto też wzmacniać kości poprzez inne metody, takie jak regularne ćwiczenia i dostarczanie organizmowi witaminy D - pochodzącej ze Słońca lub, w okresie zimowym, ze specjalnych suplementów.

Źródło: BBC Future

Pewna kobieta przez lata odczuwała dziwny dyskomfort w prawym oku, ale tłumaczyła to sobie tym, że jej organizm przechodzi po prostu pewne zmiany i nie warto się nad tym głowić.

Szczęśliwą, w przypadku 67-latki, okazała się rutynowa operacja zaćmy, kiedy to lekarze odkryli źródło jej niedogodności i usunęli ją w listopadzie 2017 roku. Okazało się, że oko kobiety stało się domem dla twardej, niebieskawej masy złożonej z prawie 30 soczewek kontaktowych sklejonych ze sobą śluzem.

Zlepek, który odkrył zespół medyczny, opisano początkowo jako składający się z 17 soczewek. Dalsze badania wykazały, że w rzeczywistości liczba ta była o 10 większa.

- Wszyscy byliśmy zszokowani, że pacjentka tego nie zauważyła - oznajmiła doktor Rupal Morjaria, oftalmolog z Wielkiej Brytanii i jeden z trzech autorów raportu dotyczącego tego przypadku.

Nie wiadomo jak długo soczewki znajdowały się w oku kobiety, ale udało się ustalić, że przez 35 lat nosiła ona miesięczne soczewki - twierdzą lekarze. Operacja zaćmy została odroczona z powodu zwiększonego ryzyka infekcji, ale nieco później została ostatecznie przeprowadzona bez długotrwałych powikłań.

Dr Morjaria i jej koledzy po fachu spekulowali, że zły wzrok pacjentki i głęboko osadzone oczy mogły przyczynić się do tego, że nie zauważyła ona gromadzącej się masy.

- Stwierdziła, że ​​czuła pewien dyskomfort w oku, "jakby coś tam było w środku”, ale nie uważała, że ​​ma się czym martwić - opisuje okulistka.

- W Wielkiej Brytanii soczewki można uzyskać tylko po konsultacji ze specjalistą, ale można je też łatwo kupić online - dodaje dr Morjaria. - W przypadku tej pacjentki soczewki zostały umieszczone tak wysoko pod powieką, że nie były od razu dostrzegalne.

Zespół postanowił opublikować sprawę, aby szerzyć świadomość na temat bezpiecznego stosowania soczewek kontaktowych. Oczywiście soczewki mogą być skutecznym sposobem korygowania wzroku, ale eksperci podkreślają, że należy ich używać ze szczególną ostrożnością.

- Pacjentka koniec końców miał szczęście, jednak "nadmierne" zakładanie soczewek kontaktowych może powodować komplikacje wzrokowe - oświadczyła dr Morjaria.

W lecie 2016 roku Centrum Kontroli i Prewencji Chorób poinformowało, że około 41 milionów ludzi w Stanach Zjednoczonych nosi soczewki kontaktowe. Tylko niewielki procent cierpi na poważne infekcje oczu związane z tymi urządzeniami optycznymi.

Aby zmniejszyć ryzyko infekcji, eksperci zalecają unikać spania w soczewkach kontaktowych bez omawiania tego z okulistą, nie mieszać starego i nowego roztworu soczewek kontaktowych oraz wymieniać soczewki zgodnie z zaleceniami.

Zlepek 27 soczewek został odkryty przez anestezjologa Richarda Crombie i została usunięta przez doktora Amita Patela, okulistę. Obaj byli autorami raportu wraz z dr Morjarią.

Źródło: The New York Times

"Żołądek deserowy". Wszyscy doświadczyliśmy tego doznania smakowego. Zdarza się to tylko w tym przeklętym momencie, kiedy akurat jemy posiłek. To w zasadzie część ludzkiego funkcjonowania.

Jesz pyszny i sycący obiad, czujesz się pełny po brzegi, ale kiedy pada piękne pytanie „Może jeszcze deser?” , to zawsze kończy się odpowiedzią twierdzącą - ku rozpaczy naszego żołądka.

To prawda - zawsze znajdziemy miejsce na deser, bez względu na to, czy pobudzamy to uczucie samym deserem, czy nie (słowa uznania, jeśli masz wystarczająco silną wolę). Ale dlaczego tak się dzieje?

Według Russella Keasta - profesora nauk sensorycznych i żywnościowych oraz dyrektora Centrum Zaawansowanej Nauki Sensorycznej na Uniwersytecie Deakin - istnieje naukowe potwierdzenie zjawiska zwanego sensorycznym uczuciem sytości lub tzw. „żołądkiem deserowym”.

- Główną przyczyną jest w tym przypadku zjawisko zwane sensorycznym uczuciem sytości. Zasadniczo jest to to czego doświadczamy, kiedy spożywamy jeden posiłek aż do totalnej sytości. Nasze zmysły podpowiadają nam, że nie chcemy już dłużej jeść tego konkretnego pokarmu, innymi słowy - jesteśmy pełni - powiedział Keast w rozmowie z "Huffington Post Australia".

Częściową odpowiedzią jest tak naprawdę nuda zmysłowa - jedzenie, które nas ekscytuje obiecując pyszne przysmaki, staje się teraz nudne. Jesteśmy zaspokojeni, ale w połączeniu tego z faktem, że nasz system wykrywania smaku jest przeładowany smakiem żywności, co pomaga nam w zaprzestaniu dalszego jedzenia.

- Następnie prezentujesz zmysłom deser, nowe doznania smakowe, inny profil w odniesieniu do tego, czym się już znudziliśmy. Może wyglądać i pachnieć dobrze, a (z doświadczenia) wiemy, że słodkie równa się atrakcyjne. Zażegnanie nudy pokarmowej i oczekiwanie ponownie wyzwalają apetyt - stąd mamy do czynienia z deserowym żołądkiem.

Na chłopski rozum kolacja jest nudna w porównaniu z potrawą, którą są: rozmaite lody, ciasta, ciastka, czekolada czy lizaki. A nasze mózgi natychmiastowo to rozpoznają i nawet nadpisują sygnały przyjemności (tj. deseru) kosztem sygnałów sytości (uczucia "pełności").

- Sygnały sytości są przesłonięte przyjemnym oczekiwaniem na nowe jedzenie - oznajmił Keast. - Jeśli prezentujemy zmysłom to samo jedzenie, pragnienie konsumowania więcej tego samego nie ma prawa mieć miejsca.

Keast rzeczywiście zbadał i przetestował to zjawisko, a wyniki są naprawdę fascynujące.

- Aby ocenić sensoryczną sytość, zapewniamy uczestnikom naszych testów 300 ml truskawkowego koktajlu mlecznego (lub inny smak czy inny rodzaj jedzenia) - wyjaśnił Keast.

- Ogłaszamy im, że muszą zjeść całą porcję w dwie minuty. Po wymuszonym spożyciu dostarczamy te same pożywienie do znudzenia (czyli 700 ml truskawkowego koktajlu mlecznego) i prosimy uczestników, aby skonsumowali go tyle ile chcą. Mierzymy skonsumowaną ilość i czas potrzebny do jej spożycia.

- Podczas następnej wizyty uczestników zapewniamy te same 300 ml mlecznego koktajlu o smaku truskawkowym, który zostanie spożyty w ciągu dwóch minut. Jednak potem podajemy im 700 ml shake'a czekoladowego (a więc inny smak) i ponownie prosimy o spożycie takiej ilości, na jaką uczestnicy mają ochotę.

- Różnica między ilością mlecznego koktajlu czekoladowego a spożywanym mlecznym koktajlem truskawkowym jest miarą SSS (z ang. "sensorycznej sytości" - przyp. red.). Nowy smak jest zawsze konsumowany znacznie bardziej niż jeden i ten sam.

- Ważne jest również, aby pamiętać, że jedzenie musi być atrakcyjne dla konsumenta, aby efekt się pojawił. Jeśli najemy się do uczucia sensorycznej sytości i nowe jedzenie nie jest dla nas atrakcyjne, możemy ostatecznie zdecydować się nie spożywać kolejnego posiłku.

Co więcej, nasze żołądki mogą w rzeczywistości przywyknąć do dalszego spożywania po początkowym uczuciu "pełności", co oznacza, że ​​będziemy potrzebować więcej jedzenia, aby czuć się usatysfakcjonowanymi - co nie jest najlepsze dla naszych figur.

- Tak, nasz żołądek i fizjologia mają zdolność adsorbowania składników odżywczych i energii w nadmiarze. Prawdopodobnie był to świetny mechanizm przetrwania - w czasach, gdy posiłki były nad wyraz obfite, można było jeść, a twoje ciało przechowywało to, co mogło” - dodał Keast.

- Pomagało to w czasach głodu. Mechanizm ten nie jest już tak dobry, jeśli żyjemy w czasach, gdy jedzenie jest łatwo dostępne i często przystępne. Żołądek ma również elastyczność w przyjmowaniu pokarmu - słodkie związki pomagają żołądkowi zrelaksować się i przyjąć w nas więcej jedzenia.

Wszyscy wiemy, że jedzenie po osiągnięciu tego początkowego uczucia "pełności" (ekhem, np. jedzenie ogromnego pączka) nie sprawia, że ​​czujemy się dobrze. Stajemy się rozdęci, mamy uczucie dyskomfortu, a czasem nawet mdłości. Dlaczego więc nigdy się nie nauczymy na tych błędach?

- Wydaje się, że powinniśmy! Czujemy się nieswojo, bo za dużo jedliśmy i nasz system na to pozwala - oznajmił Keast.

- Jako, że słodki deser rozluźnia żołądek i doprowadza do nieco większej jego pojemności, to kiedy ten decyduje się na zwężenie, może powodować to nieprzyjemne odczucia. Organizm pracuje na pełnych obrotach, aby rozpocząć proces trawienia i pobierania składników odżywczych, ale wysyła jednocześnie sygnały do mózgu, aby przestać już jeść.

- Ale jak wiemy, połykanie pokarmu i niekomfortowa "pełność" są nieco opóźnione. Dlaczego się nie nauczymy na bazie tych "błędów"? Prawdopodobnie dlatego, że nie jest to choroba zagrażająca życiu, a zaledwie funkcja w tych obfitych czasach. Biologia, na bazie milionów lat ewolucji, zapewnia, że ​​możemy wchłonąć pokarmy, gdy są obfite.

Niech was szlag trafi, smaczne pączki, za bycie tak obfitymi.

Źródło: Huffington Post Australia

sobota, 23 marzec 2019 09:49

Ile zmysłów posiada człowiek?

Standardowa lista pięciu zmysłów tak naprawdę nie oddaje naszym ciałom uznania za wszystkie niesamowite rzeczy, które potrafią zrobić. Istnieje co najmniej tuzin innych rzeczy, które potrafimy wyczuwać.

Abyśmy mieli zmysł, konieczny jest sensor. Każdy sensor jest dostrojony do jednego konkretnego wrażenia. Na przykład w naszych oczach są sensory, które potrafią wykryć światło. Aby wyśledzić wszystkie zmysły danej osoby, najłatwiej jest skatalogować wszystkie sensory. Oto najbardziej rozsądna lista:

  • W naszych oczach posiadamy dwa różne typy sensorów światła. Jeden zestaw, określany czasami jako pręciki, wyczuwa natężenie światła i działa dobrze w przypadkach słabego oświetlenia. Drugi typ, zwany stożkami, może wyczuwać kolory (a właściwie trzy różne typy stożków dla trzech kolorów podstawowych) i do aktywacji wymagają dość intensywnego światła.
  • W naszych uszach wewnętrznych znajdują się sensory dźwięku.
  • Również w uszach znajdują się sensory, które pozwalają wykrywać orientację w polu grawitacyjnym - dają poczucie równowagi.
  • W skórze jest co najmniej pięć różnych typów zakończeń nerwowych: wrażliwych na: ciepło, zimno, ból, swędzenie i nacisk. Komórki te dają nam poczucie: dotyku, bólu, ciepła/zimna i swędzenia.
  • W nosie znajdują się sensory chemiczne, które dają nam zmysł węchu.
  • Na języku są receptory chemiczne, które dają nam poczucie smaku.
  • W twoich mięśniach i stawach są sensory, które mówią nam, gdzie znajdują się różne części ciała, a także informują nas o ruchu i napięciu mięśni. Zmysły te pozwalają nam na przykład dotknąć naszych dwóch palców wskazujących z zamkniętymi oczami.
  • W pęcherzu znajdują się sensory, które wskazują, kiedy należy oddać mocz. Tak samo jelito grube ma sensory, które wskazują, kiedy jest pełne.
  • Istnieją też zmysły głodu i pragnienia.

W zależności od tego, jak chcielibyśmy to policzyć, na liście znajduje się od 14 do 20 różnych zmysłów.

Zdarzają się ludzie, którzy wydają się posiadać jeszcze inne zmysły. Na przykład jest wiele osób, które wyczuwają zbliżające się zmiany pogody. Moja mama zawsze potrafiła wyczuć, kiedy miałem zrobić bałagan (zmysł znany również jako „oczy z tyłu głowy”). No i wielu ludzi wierzy, że mogą wyczuć, kiedy ktoś inny na nich patrzy, ale nie ma naukowego dowodu na którykolwiek z tych zmysłów - na tę chwilę.

Źródło: How Stuff Works

Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem psychologicznym, który powoduje, że ludzie lubią kogoś bardziej, gdy robią tej osobie przysługę. Przykładowo efekt ten może spowodować, że ktoś zacznie lubić osobę, którą wcześniej nienawidził, jeśli zrobi jej pomniejszą przysługę - taką jak pożyczenie książki.

Stanowi to użyteczną koncepcję, z której należy zdawać sobie sprawę, ponieważ można jej używać podczas interakcji z innymi - rzecz jasna inni mogą ją również wykorzystać przeciwko nam. Zanim przyjrzymy się temu efektowi bliżej, warto poznać kilka przykładów jego użycia i zrozumieć dlaczego ludzie go doświadczają. Z tekstu można się także dowiedzieć jak wykorzystywać go samemu, tak aby zbudować zdrową relację z innymi ludźmi.

Czym jest efekt Benjamina Franklina?

Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem, w którym czynność wyświadczania komuś przysługi (szczególnie osobie, której nie lubimy lub czujemy wobec niej neutralność) sprawia, że ​​lubimy ich bardziej.

Nazwa tego zjawiska pochodzi z opowieści w autobiografii Benjamina Franklina, znanego naukowca i polityka, który opisuje, jak radził sobie z wrogością rywalizującego prawodawcy.

Po otrzymaniu informacji, że jego rywal posiada rzadką książkę w swojej bibliotece, Franklin napisał do niego wiadomość, w której zapytał go czy może pożyczyć tę książkę na kilka dni. Rywal wyraził na to zgodę, a tydzień później Franklin zwrócił książkę wraz z listem wyrażającym jego podziękowania. Następnym razem, gdy obaj się spotkali, wspomniany rywal Franklina rozmawiał z nim z wielką uprzejmością i wykazał chęć pomocy w różnych sprawach, co ostatecznie doprowadziło obu mężczyzn do zostania dobrymi przyjaciółmi.

Franklin następnie odniósł się do tego efektu jako starego aksjomatu, stwierdzając, że: „ten, który okazuje wam uprzejmość, prędzej będzie gotów zrobić dla was kolejną dobrą rzecz - w przeciwieństwie do człowieka, któremu to wy okazaliście uprzejmość”.

Przykłady

Przykład efektu Benjamina Franklina pojawia się w badaniu, w którym uczestnicy wzięli udział w zadaniu poznawczym, które pozwoliło im zarobić trochę pieniędzy. Po wykonaniu zadania osoba prowadząca eksperyment, która prezentowała raczej mało wiarygodną postawę, zapytała kilku uczestników, czy mogliby zrobić jej osobistą przysługę i zwrócić zarobione pieniądze. Uczestnicy, którzy zostali poproszeni o tę przysługę, uosobiali efekt Bena Franklina, gdy ocenili eksperymentatora bardziej pozytywnie niż osoby, które nie zostały poproszone o ową przysługę.

Inny przykład pojawia się w badaniu, w którym uczestnicy zostali poproszeni o rozwiązanie serii zagadek razem z kimś innym, który ich zdaniem był również uczestnikiem eksperymentu, a który w rzeczywistości pracował dla naukowców. Kiedy uczestnicy zostali poproszeni przez partnera o pomoc w rozwiązaniu zagadki, później mieli więcej pozytywnych uczuć po zakończeniu zadania.

Dlaczego ludzie doświadczają efektu Benjamina Franklina?

Efekt Benjamina Franklina został ogólnie wyjaśniony za pomocą teorii dysonansu poznawczego, która sugeruje, że zachowywanie dwóch lub więcej sprzecznych przekonań jednocześnie powoduje, iż ludzie doświadczają dyskomfortu psychicznego, który objawia się jako stres psychologiczny. Zgodnie z tą teorią ludzie starają się zminimalizować swój dysonans poznawczy, co w kontekście efektu Benjamina Franklina może mieć miejsce kiedy zrobią coś pozytywnego dla kogoś, kogo nie lubią lub czują się wobec tej osoby neutralnie.

Jak wynika z jednego badania na ten temat: "Tak długo, jak dana osoba lubi adresata uprzejmości, czuje, że zasługuje na to, lub że prawdopodobnie się odwdzięczy, osoba ta może zaoferować sobie wystarczające usprawiedliwienie dla spełnienia przysługi. Istnieją jednak przypadki, gdy dana osoba jest „testowana” i wykonuje przysługę dla kogoś, kogo nie ceni, kompletnego nieznajomego, a nawet kogoś, kogo otwarcie nie lubi. W takich przypadkach nie ma wystarczającego uzasadnienia dla wykonania przysługi, ponieważ nie lubi zbytnio tej osoby i nie ma powodu oczekiwać, że odwzajemni ona przysługę.

W związku z tym, jeśli człowiek wykonuje przysługę dla osoby, co do której początkowo ma neutralne lub negatywne odczucia, może polubić tę osobę, aby usprawiedliwić swoją przysługę. Przewidywanie to wywodzi się z teorii dysonansu poznawczego… Jeśli ktoś robi przysługę dla osoby nielubianej, wiedza o tym działaniu jest dysonansowa z poznaniem, że nie podoba się adresatowi przysługi. Oznacza to, że ponieważ zazwyczaj nie korzysta się z osób, które nie darzą nas sympatią, sytuacja wywołuje dysonans. Jednym ze sposobów, w jaki dana osoba może zmniejszyć ten dysonans, jest zwiększenie jego upodobania do adresata danej uprzejmości, tj. poczuć, że zasługuje on na przysługę" - czytamy w publikacji pt. “Liking a Person as a Function of Doing Him a Favour”.

Zasadniczo oznacza to, że gdy ktoś wyświadcza ci przysługę, musi być w stanie uzasadnić to samemu sobie, aby uniknąć dysonansu poznawczego, który może wystąpić w wyniku robienia czegoś miłego dla kogoś, kogo nie lubi. Jeśli już cię lubią, to nie ma problemu, ale jeśli cię nie lubią, muszą mieć powód, który pomoże im wyjaśnić, dlaczego ci pomagają.

Najprostszy powód, z którego ktoś może skorzystać, aby wytłumaczyć sobie, dlaczego komuś pomógł, jest taki, że musi polubić tę osobę z jakiegoś powodu, co stanowi usprawiedliwienie, które działa, nawet jeśli nie lubił tej osoby, zanim zrobił jej przysługę. Koncepcja ta jest wspierana przez inne badania na ten temat, które pokazują, że uprzejmość wobec kogoś zwiększa poziom sympatii wobec tej osoby.

Należy jednak pamiętać, że efekt Bena Franklina nie ogranicza się tylko do przypadków, w których ludzie mają negatywne lub neutralne odczucia wobec osoby, której pomagają. Efekt ten może pojawić się w przypadkach, gdy ludzie wyświadczają przysługę komuś, wobec kogo mają umiarkowanie pozytywne uczucia.

Dzieje się tak dlatego, że jeśli przedmiotowa korzyść wiąże się z wysokimi kosztami pod względem czynników, takich jak wysiłek, ryzyko lub pieniądze, a koszt ten przewyższa stopień, w jakim osoba wykonująca przysługę lubi osobę, której pomaga, to osoba wykonująca przysługę może doświadczyć dysonansu poznawczego, ponieważ nie ma wystarczającego uzasadnienia, aby wyjaśnić, dlaczego w ogóle to robi.

W takich przypadkach osoba wykonująca przysługę może doświadczyć efektu Bena Franklina i zwiększyć stopień, w jakim lubi osobę, której pomaga, aby uniknąć dysonansu poznawczego i uzasadnić swoją decyzję o pomocy.

Na koniec warto zauważyć, że w niektórych przypadkach inne czynniki poza dysonansem poznawczym mogą również odgrywać pewną rolę, jeśli chodzi o efekt Bena Franklina. Na przykład, w pewnych sytuacjach poproszenie o przysługę może sprawić, że ktoś poczuje się uznany i szanowany za swoją wiedzę, co może doprowadzić do tego, iż rozwiną bardziej pozytywne uczucia w stosunku do osoby, która poprosiła o ich pomoc.

Efekt Benjamina Franklina nie zawsze ma miejsce

Ważne jest, aby pamiętać, że efekt Benjamina Franklina niekoniecznie pojawia się w każdej sytuacji, w której ktoś robi przysługę dla kogoś, kogo nie lubi.

Istnieje wiele powodów, dla których ten efekt może być nieobecny - na przykład może się zdarzyć, że osoba, która robi przysługę, po prostu nie dba o to zbytnio lub jest w stanie usprawiedliwić ją w jakiś inny sposób, poza zwiększaniem sympatii do osoby, której pomaga, na przykład poprzez wmawianie sobie że mogą czerpać pewne korzyści z tej uprzejmości w przyszłości.

Negatywny efekt Benjamina Franklina

Jak widzieliśmy powyżej, efekt Benjamina Franklina występuje, ponieważ ludzie próbują zminimalizować dysonans poznawczy, którego doświadczają, kiedy usprawiedliwiają robienie czegoś pozytywnego dla kogoś innego, wmawiając sobie, że muszą lubić tę osobę.

Ma to ważne implikacje, ponieważ sugeruje, że może istnieć także negatywna wersja efektu Bena Franklina, w sytuacjach, w których ludzie, którzy robią coś negatywnego dla kogoś, zwiększą stopień, w jakim nie lubią tej osoby, w celu uzasadnienia swoich negatywnych działań przed samym sobą.

Zasadniczo oznacza to, że jeśli ludzie robią coś negatywnego dla kogoś, kogo lubią lub czują się wobec tej osoby neutralni, lub jeśli ludzie robią coś bardzo negatywnego dla kogoś, kogo nieznacznie nie lubią, często doświadczają dysonansu poznawczego, w wyniku wiedzy, że ich traktowanie tej osoby nie pasowało do ich opinii. Następnie, aby zminimalizować ten dysonans, ludzie zmieniają swoje postrzeganie osoby, którą źle traktowali, próbując usprawiedliwić to gorsze traktowanie.

Jak korzystać z efektu Benjamina Franklina

Na tym etapie już rozumiesz, czym jest efekt Benjamina Franklina i jak działa. Pora na poznanie kilku wskazówek opartych na innych badaniach na ten temat, które pomogą zmaksymalizować zdolność do wykorzystania tego efektu:

  • Pamiętaj, że zakres przysługi nie ma tak dużego znaczenia, jak sama korzyść. Oznacza to, że w większości przypadków polepszenie relacji wynika z faktu, że druga osoba robi ci przysługę, nawet jeśli jest stosunkowo niewielka. Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli druga osoba cię nie lubi, zamiast czuć się neutralnie lub umiarkowanie pozytywnie wobec ciebie.
  • Nie bój się prosić o pomoc, ponieważ ludzie często nie doceniają, jak prawdopodobne jest, że inni mogą faktycznie im pomóc. Mamy tendencję do niedoceniania prawdopodobieństwa, że ​​inni nam pomogą, ponieważ kiedy szukamy pomocy, koncentrujemy się na spodziewanych kosztach, podczas gdy nasi potencjalni pomocnicy koncentrują się na postrzeganych kosztach społecznych odmowy bezpośredniego żądania pomocy, czego większość ludzi chce unikać.
  • Możesz skorzystać z efektów wzajemności, wykonując niewielką przysługę dla drugiej osoby, zanim poprosisz ją o wykonanie przysługi dla ciebie. Zasadniczo, wykonując przysługę dla drugiej osoby, zmniejszasz prawdopodobieństwo, że odmówi ci później pomocy, nawet jeśli osoba ta nie poprosiła cię o przysługę. Jeśli jednak to zrobisz, upewnij się, że wykonywałeś początkową przysługę tylko przez krótki czas, zanim sam poprosisz o przysługę, ponieważ efekty wzajemności maleją wraz z upływem czasu.
  • Po poproszeniu drugiej osoby o przysługę, możesz wykonać niewielką przysługę w zamian, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że ci pomoże, jeśli ponownie poprosisz o pomoc. Dlatego, jeśli musisz poprosić o dużą przysługę, czasami lepiej zacząć od prośby o niewielką, taką którą możesz odwzajemnić, zanim przejdziesz do "głównej" prośby.
  • Co najważniejsze, upewnij się, że używasz zdrowego rozsądku, korzystając z tego efektu. Oznacza to, że powinieneś być realistą w odniesieniu do tego, kogo prosisz o przysługę, oraz w odniesieniu do przysług, o które prosisz.
  • Wreszcie, nie zapominaj, że ważne jest również to, jak prosisz o przysługę i może to mieć znaczący wpływ na wskaźniki sukcesu, chociaż najlepszy sposób na prośbę o przysługę będzie różny w różnych sytuacjach. Ogólnie rzecz biorąc, prawie we wszystkich przypadkach bycie uprzejmym i miłym przyniesie najlepszy rezultat, zwłaszcza jeśli twoim celem jest użycie efektu Bena Franklina w celu zbudowania relacji.

Podsumowanie i wnioski

  • Efekt Benjamina Franklina jest zjawiskiem psychologicznym, które powoduje, że ludzie lubią kogoś bardziej, gdy robią mu przysługę.
  • Doświadczamy efektu Bena Franklina, ponieważ kiedy robimy komuś przysługę, nasz umysł próbuje to usprawiedliwić, wyjaśniając, że najwyraźniej musimy polubić tę osobę, aby uniknąć stanu dysonansu poznawczego.
  • W związku z tym efekt Bena Franklina występuje najczęściej w przypadkach, gdy osoba wykonująca przysługę albo nie lubi osoby, której pomaga, albo czuje się wobec niej neutralna.
  • Korzystając z tego efektu, należy pamiętać, że w ogólnym rozumieniu wykonanie przysługi jest ważniejsze niż jej zakres, więc nawet mała przysługa może prowadzić do znacznego polepszenia relacji.
  • Można zwiększyć prawdopodobieństwo, że ktoś zechce zrobić nam przysługę, wykorzystując efekt wzajemności, w myśl którego wykonanie przysługi dla drugiej osoby sprawi, że będzie jej łatwiej pomóc nam później.

Źródło: Effectiviology

Free Joomla! template by L.THEME