W 1939 roku Niemcy napadają na Polskę i rozpoczyna się II wojna światowa. Niedługo później do konfliktu dołącza ZSRR, które dzieli się okupowanymi terenami Polski z Hitlerem. Bezbronni obywatele naszego kraju ginęli każdego dnia. Podczas gdy całe grupy Polaków wyemigrowały do innych części Europy, wielu z nich nie czuło się bezpiecznie w obawie przed rosnącą siłą nazistów. Kiedy coraz to więcej dorosłych ginęło w walce, tysiące polskich sierot transportowano do sierocińców na terenie Związku Radzieckiego.

Cywile, którzy trafili do obozów pracy, żyli w nieludzkich warunkach w charakterze jeńców wojennych. Żydzi byli transportowani do nazistowskich obozów śmierci, takich jak Auschwitz, ale obywatele nieżydowscy uznawani byli często za uchodźców. Nocowali w namiotach, ponieważ brakowało domostw mogących ich pomieścić. Brakowało jedzenia, a wielu z nich chorowało i notowało drastyczny spadek wagi. W czasie, gdy cały Zachód pogrążony był w wojennej walce, setki osieroconych dzieciaków nie miało się dokąd udać.

Na ratunek maharadża

W tamtym czasie niejaki Digvijaysinhji był maharadżą północno-zachodniego indyjskiego księstwa Nawanagaru. Kiedy usłyszał o wspomnianych sierotach i ujrzał wygłodzone dzieci na fotografiach, jego serce pękło. Indie zostały pierwszym krajem, który przyjmował polskich uchodźców, aby ci mogli żyć w pokoju. Czerwony Krzyż i brytyjskie konsulaty w Polsce zainicjowały długi proces organizowania transportu dla dzieci. 640 dziewczynek i chłopców, wraz z setkami dorosłych, pokonało wiele mil drogą morską. Każdy nastolatek w wieku powyżej 15 lat otrzymywał azyl w kraju, a dorośli mężczyźni mogli żyć i pracować tam jako uchodźcy.

Wspomniane 640 dzieciaków poniżej 15. roku życia zostało od razu przetransportowane do królewskiego pałacu w Bombaju, gdzie przywitał ich książę, który od tamtej pory stał się ich przybranym ojcem. - Nie jesteście już sierotami. Od tej chwili jesteście Nawanagaryjczykami, a ja jestem Bapu, ojcem wszystkich Nawanagaryjczyków, a więc i waszym - miał do nich rzec maharadża przy pierwszym spotkaniu. Jego jedynym celem było sprawienie, żeby dzieci te poczuły się kochane i bezpieczne.

Podczas pierwszego dnia po przybyciu do Indii, książę zorganizował olbrzymią ucztę dla dzieciaków, ale podano na niej same pikantne dania charakterystyczne dla kuchni indyjskiej. Żaden z małolatów nie widział nigdy takich potraw na oczy i nie byli w stanie przełknąć tak ostrych dań. Tak więc bali się jeść, mimo że odczuwali wielki głód. Zamiast zmuszać dzieci do przyjęcia nowej kultury, maharadża zatrudnił siedmiu polskich kucharzy by ci pracowali w pałacu, tak aby nieletni mogli cieszyć się ich ulubionymi potrawami.

Mimo całej tej dobroci, dzieciaki mogli stawiać żądania. Pewnego dnia jeden ze starszych chłopców postanowił zorganizować strajk przeciwko szpinakowi. Dzieci chciały wyeliminować go z diety, jako że przypominał im on o Sowietach, którzy żywili ich samym szpinakiem w puszce przez dwa tygodnie bez przerwy. Zbuntowana grupa dzieci odłożyła szpinak na wielką kupę w jednym miejscu na stole. Kiedy maharadża usłyszał o ich podejściu do szpinaku, nakazał kucharzom pomijanie go w przyszłości.

Jeszcze przed przybyciem gości, Digvijaysinhji wybudował salę sypialną, gdzie każdy dzieciak otrzymał swoje własne łóżko. Tuż za pałacem znajdował się olbrzymi dom gościnny, który przekształcono na szkołę z odpowiednimi salami lekcyjnymi. Niektóre dorosłe kobiety, którym także udało się uciec z kraju, mianowano nauczycielkami, tak aby dzieci mogły się uczyć w języku ojczystym. Zanim odpowiedni podręczniki trafiły do Indii, starsi koledzy pomagali młodszym w nauce poprzez spisywanie lekcji, których udzielono im w przeszłości. Stworzyli nawet odręcznie pisane elementarze wraz z ilustracjami - wszystko powstało czysto z pamięci.

Najlepsze dzieciństwo na świecie

Było tam dla nich wiele miejsc do zabawy, a otaczał ich dosłowny raj. Plaża znajdowała się rzut beretem od ich miejsca zamieszkania, podobnie jak dżungla, w której dzieci mogły zbierać owoce z drzew. Ponieważ formalne wykształcenie zajęło trochę czasu, dzieciom udzielano lekcji pływania i uczyły się one pracy zespołowej przez specjalnie stworzone drużyny sportowe, grając w siatkówkę i piłkę nożną. Często udawali się na kemping pod gwiazdami. Mimo że mieli dużo swobody w zabawach, straż królewska czuwała nad nimi, aby upewnić się, że nigdy nie zostaną skrzywdzeni.

Maharadża zadbał o to, aby zapewnić im piękne doznania podczas każdego święta, do którego przywykli w Polsce, np. Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Pierwszego świątecznego poranka stado wielbłądów niosących tysiące prezentów na garbach ruszyło w kierunku pałacu, a mężczyzna w stroju Świętego Mikołaja jechał na jednym ze zwierzaków z przodu stada.

W wywiadzie z polskim czasopismem maharadża wyjaśnił, że dzieci te przeżyły wystarczająco dużo tragedii w swoim życiu i chciał przywrócić im tyle dzieciństwa, ile tylko mógł. - Może tam, na pięknych wzgórzach nad brzegiem morza, dzieci będą mogły odzyskać zdrowie i zapomnieć o ciężkiej męce... Współczuję narodowi polskiemu i jego nieustającej walce z opresją.

Ponieważ większość Indii była terytorium brytyjskim, przeważająca część mieszkających tam Europejczyków mówiła po angielsku. Jednak książę nie chciał, aby dzieci zapomniały mówić po polsku w procesie dorastania. Lekcje w szkole były prowadzone po polsku, a książę zamówił tysiące polskich książek i zbudował bibliotekę, aby je tam umieścić. Maharadża sprowadził materiały z Polski i szył na zamówienie tradycyjne ubrania dla swoich dzieci, aby mogły one poznawać historię i kulturę swojego kraju rodzinnego w jak największym stopniu, mimo że były tysiące kilometrów od jego terytorium. Czasami nazywali taki stan rzeczy „małą Polską”.

Ojciec Pluta odprawiał nabożeństwa w języku polskim w każdą niedzielę, a indyjscy lekarze i pielęgniarki jeździli do pałacu, aby regularnie badać dzieci i opiekować się nimi, gdy ktoś zachorował.

Z powrotem do Polski

Digvijaysinhji wiedział, że któregoś dnia wojna się skończy, a dzieci wrócą do ojczyzny. Książę upewnił się, że wszystkie tożsamości dzieci zostały dobrze udokumentowane, aby polski rząd i Czerwony Krzyż mogły pomóc im w powrocie do domu i znalezieniu ocalałych krewnych. Niektórzy mieli szczęście, gdyż odkryli, że ich rodzice wcale nie umarli, a zostali oni rozdzieleni z powodu panującego wtedy chaosu. Kiedy II wojna światowa została oficjalnie zakończona, dzieci mogły bezpiecznie wrócić do domu. Zostali przetransportowani z powrotem do kraju macierzystego.

Polski rząd podziękował maharadży za opiekę nad sierotami. Kiedy przyszedł czas na powrót do domu, dzieci płakały, ponieważ pokochały swojego "Bapu". Digvijaysinhji zaskarbił sobie prawdziwe uwielbienie u wszystkich tych dzieci i był smutny, widząc, jak odchodzą. Książę powiedział, że nie chce żadnych pieniędzy za opiekę od rządu. Chciał tylko ulicy nazwanej jego imieniem, aby zawsze o nim pamiętano. Niestety, Związek Radziecki wciąż miał znaczącą kontrolę nad Polską. Dopiero w 2012 roku rząd mógł nazwać plac na warszawskiej Ochocie „Skwerem Dobrego Maharadży”. Na jego cześć postawiono tam stosowny pomnik. Co więcej, ZSSO „Bednarska” nosi imię Jam Saheba. Szkoła uczyniła swoją misją zajmowanie się dziećmi uchodźców z całego świata, tak jak czynił to jej patron.

Opisywane dzieci nazywają siebie „Ocalałymi z Balachadi”. Wielu z nich będąc wówczas nastolatkami zakochało się w sobie i wzięło ślub, żyjąc razem w Polsce. Jeden z ocalałych, Jan Bielecki, powiedział, że kiedy wrócił do Polski, często tęsknił za życiem w Indiach i pragnął wrócić, i nadal uważa to miejsce za drugi dom.

Mimo że w Małej Polsce mieszkało prawie tysiąc osób, wszyscy stali się jedną wielką kochającą rodziną. Wiele z tych dzieci wróciło do Indii, aby odwiedzić swoich opiekunów, którzy byli równie nostalgiczni, wspominając wspólne chwile i ubrania, które zostały stworzone dla dzieci. Każdego roku sieroty organizowały „Zjazd Rodzinny”, na którym wszyscy mogli się spotkać. Z biegiem czasu dorastali, mieli własne dzieci i zestarzeli się. Coraz mniej ocalałych z Balachadi pozostało przy życiu, aby móc opowiedzieć swoje historie, ale z pewnością żaden z nich nigdy nie miał nic złego do powiedzenia na temat maharadży Digvijaysinhjego.

Źródło: History Collection

Przez dziesięciolecia wojsko zapewniało żołnierzom dostęp do tych słodyczy - było ono nawet w stanie zainwestować milion dolarów w pływającą fabrykę lodów.

piątek, 28 grudzień 2018 11:45

20 istotnych faktów o II Wojnie Światowej

II wojna światowa nadal utrzymuje miano największej wojny masowej znanej człowiekowi. Gdy weźmiemy pod uwagę kraje biorące w niej udział, liczba ofiar śmiertelnych i ciągłe cierpienia, które spowodowała, nie można zaprzeczyć, że było to wydarzenie historyczne, którego ludzie nigdy nie zapomną. Ale jakie są kluczowe fakty dotyczące II wojny światowej? Kto był w nią zaangażowany? Ilu ludzi zostało zabitych? Młodsze pokolenia winny być kształcone w oparciu o te fakty, ponieważ są ważną częścią współczesnej historii i ukształtowały styl życia oparty na demokracji, który prowadzimy dzisiaj.

Free Joomla! template by L.THEME