środa, 05 grudzień 2018 11:02

Dlaczego "blackmail"?

Jak dobrze wiemy, "szantaż" po angielsku to "blackmail" - ale właściwie dlaczego? Czarna poczta? Zapraszam na kolejną odsłonę językowych śledztw.

"Szantaż" ma swoje korzenie na początku XVI wieku, po raz pierwszy wykorzystywany był on przez angielskich rolników żyjących na granicy Anglii i Szkocji. Pochodzi od słowa "male" z języka środkowo-angielskiego, które, według językoznawców, wywodzi się ze staroangielskiego słowa "mal", które tłumaczymy jako: "pozew, warunki, negocjacje, porozumienie".

Opublikowano w Nowości w Standardzie
wtorek, 06 luty 2018 20:20

Najstarsze słowa w języku angielskim

Chociaż prawdą jest, że nasi najdalsi przodkowie używali swego rodzaju języka migowego, to po pewnym czasie pojawiła się jednak komunikacja werbalna. Jednym ze sposobów badania starodawnych stwierdzeń jest wyszukiwanie wyrazów pokrewnych, które posiadają takie samo znaczenie lub nawet podobny wydźwięk w kilku językach. Wystarczy chociażby porównać angielskie słówko "father" ("ojciec") z włoskim "padre", francuskim "pere", łacińskim "pater" czy "pitar" spotykan w sanskrycie.

Spójrzmy więc wspólnie na listę najstarszych znanych słów w języku angielskim. Jej autorami są redaktorzy serwisu dictionary.com.

I

Słowo "I" ("ja") jest zaimkiem osobowym odnoszącym się do siebie samego. Jest ono datowane na okres przed rokiem 900 naszej ery. Możemy mieć bowiem pewność, że ludzie potrzebowali sposobów na odnoszenie się do siebie (w odniesieniu do matki, brata, męża itd.). Tożsamość była, jest i zawsze będzie ważna.

Nie wspominając już o kwestiach metafizycznych - weźmy na przykład pod uwagę takie ego. Któż nie chciałby zebrać pochwał społeczności za upolowanie olbrzymiego jelenia?

We

"We" ("my") jest mianownikiem liczby mnogiej od słowa "I", więc naturalnie zostało stworzone w podobnym czasie, co poprzednie słówko. Jesteśmy przyzwyczajeni do określania siebie i innych lub "wielu innych". Bo jeśli znasz sposób na określenie siebie samego, to dlaczego by nie znaleźć określenia całej paczki?

Black

Co ciekawe, "black" ("czarny/czerń") jest kolejnym z najwcześniejszych słów w języku angielskim. Określany jako "cierpiący na brak odcienia i jasnośći; pochłaniający światło, nie odbijając żadnego z promieni go tworzących", wcześniej był znany jako "po prostu brak kolorów", co może tłumaczyć tak wczesne jego użycie.

W każdym razie człowiek (przed rokiem 900) zorientował się, że Słońce zachodzi każdej nocy, a niebo staje się mroczną, mętną pustką. Spojler: biały ("white") nie dostał się na tę listę.

Mother

W przypadku tego słowa ("matka") teorię o jego wczesnym powstaniu popiera fakt, że pojęcie rodziny sięga tysięcy lat wstecz. Przez cały ten okres istniał sposób na opisanie osoby, która sprowadziła cię na ten świat.

Give

"Give" ("dawać") to coś, co również robią nasze matki. A jego obecność na liście najstarszych słów (jeszcze jedno, które powstało przed rokiem 900) oznacza, że człowiek już dawno temu nauczył się współpracować, dzielić z innymi. Zanim dowiedzieliśmy się jak ją sklasyfikować, współpraca była podstawowym budulcem społeczeństwa ludzkiego i pozostaje nim nadal. To jasne, że kiedy ludzie nie pracują razem, pojawiają się spięcia i niewiele rzeczy udaje się ukończyć. To jedna z wielu lekcji przekazanych nam przez przodków, o której warto pamiętać!

Man/woman

Skoro mowa o człowieku, określenia kobiety ("woman") i mężczyzny ("man") również pojawiły się przed rokiem 900. Tego typu "identyfikatory" były oczywiście kluczowymi słowami języka angielskiego od zarania dziejów.

Fire

A co tworzy mężczyzna (i kobieta)? Ogień. Utworzenie tego słowa było prawdopodobnie nieodłącznym elementem sztuki przetrwania. Brak prądu? Nie ma problemu. Pocieraj o siebie dwa patyki, a otrzymasz światło, ciepło i poczucie bezpieczeństwa. To kolejne słowo będące fundamentem języka angielskiego, opisujące istotną koncepcję. Najprawdopodobniej to ono pomogło naszym przodkom żyć dłużej.

Ashes

Tak więc, jeśli ogień był jednym z pierwszych słów, logicznym jest, że "ashes" ("popiół/prochy") również pojawiły się niedługo później. Słowo to powstało przed rokiem 950 (więc kilka lat zajęło podjęcie decyzji jak nazwać "sproszkowaną pozostałość, która pozostaje po palącej się materii"). Koniec końców jeśli kończysz już zabawę z ogniem, musisz posprzątać co zostało. Czy właśnie odkryliśmy początek domowych obowiązków?

Hand

Jak ludzie rozpalali ogień (i po nim sprzątali)? Przy użyciu dłoni ("hands")! Ludzie już dawno temu opisywali to, co znajduje się na zakończeniach ramion - a kiedy poparzysz swoją rękę, trzymając obiad nad ogniem, potrzebujesz określenia na to, co tak cholernie piecze...

Hear

I oto mamy do czynienia z większą ilością mowy ciała - czyli częściami ciała, które inspirowały język angielski. Kiedy polowano (nie mając wiele więcej do roboty we wczesnej cywilizacji), wymagana była pewna doza skrytości. Trzeba było być cicho, aby złapać swoją ofiarę. Trzeba było też słuchać ("hear"), gdzie dane zwierzę chadzało lub jadało, żeby można było określić jego lokalizację.

Lub też, bardziej realistycznie, prawdopodobnie trzeba było zapytać kompana od polowania: "Słyszałeś to?!" na wypadek, gdyby niedźwiedź pojawił się na czyjejś drodze i konieczna była ucieczka. Słowo to powstało przed rokiem 950 w celu wzmocnienia interakcji międzyludzkich.

Opublikowano w Nowości w Standardzie
środa, 19 październik 2016 09:38

Skąd się wzięło „OK”?

OK, okay, okej — każdy z nas spotyka się z tym zwrotem bardzo często. Doskonale wiemy, że oznacza on aprobatę, bądź po prostu „dobrze”, „dobry”. Skąd jednak wzięło się to interesujące słówko?

Do tej pory pojawiło się kilka prób wyjaśnienia pochodzenia „ok”, które przedarło się do codziennego języka mieszkańców USA w połowie XIX wieku. Większość z nich to czyste spekulacje. Mało prawdopodobne, z lingwistycznego i historycznego punktu widzenia, jest to, że zwrot ten wyewoluował ze: szkockiego „och aye”, greckiego „ola kala” („to jest dobre”), indiańskiego „oke” lub „okeh” („tak to jest”), francuskiego „aux Cayes” („z portu Cayes” — znanego z dobrego rumu) czy „au quai” („na molo” — fraza używana przez francuskich stoczniowców).

O wiele bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wyjaśnienie tego słowa jako skrót od „orl korrekt”, humorystycznego, błędnego zapisu „all correct” („wszystko poprawne”), który stał się popularny w USA w latach 30. XIX wieku. Innym zachowanym źródłem pisanym użycia „ok” jest to, które pochodzi z lat 40. XIX wieku i było wówczas używane przez Partię Demokratyczną podczas wyborów prezydenckich w Stanach w 1840 roku. Kandydat Martin Van Buren nosił przydomek „Old Kinderhook” (odnoszący się do jego miejsca urodzenia), natomiast jego zwolennicy utworzyli formację „OK Club”. To niewątpliwie przyczyniło się do popularyzacji terminu „ok” (choć nie pomogło Van Burenowi, któremu nie udało się ponownie zostać prezydentem).

Jedyną teorią, która może konkurować z powyższą pod względem prawdopodobieństwa, jest pochodzenie „ok” ze slangu czarnoskórych niewolników z zachodniej Afryki. Miałoby to mieć odniesienie do słów „w porządku” lub „dokładnie tak” w kilku afrykańskich dialektach. Tak czy siak — dowody historyczne są na razie niewystarczające, by jednoznacznie określić dokładne źródło pochodzenia popularnej „okejki”. Nie pozostaje nam nic innego, jak doszukiwać się kolejnych przesłanek w tej sprawie!

Źródło: oxforddictionaries.com

Opublikowano w Nowości w Standardzie
środa, 05 październik 2016 09:46

Ferdydurke i dord, czyli słowa-widma

W niemal każdym języku na tym świecie można spotkać ciekawe zjawisko. Mam na myśli tak zwane „ghost words” (słowa-widma), które... nie mają żadnego znaczenia, a w słowniku pojawiły się na przykład poprzez błąd drukarski.

Po raz pierwszy określenia „ghost word” użył w 1886 roku profesor Walter William Skeat. W swojej przemowie odniósł się on do słowa „kimes”, które było wówczas błędną pisownią słówka „knives” (noże). „Kime” zostało opublikowane w tekście „Edinburgh Review” w 1808 roku.

Przykładów tego typu zjawisk jest na świecie całkiem sporo. Jednym z najbardziej popularnych z takich terminów w Anglii jest „dord”, które figurowało w słownikach przez osiem lat w XX wieku (niektóre źródła podają, że trwało to nawet 13 lat). Była to pomyłka w druku, a ten niechlubny wpis pojawił się w Webster's New International Dictionary. Innym słowem-widmo w języku angielskim jest chociażby „Phantomnation”.

Kolejne takież słówka można znaleźć m.in. w języku japońskim oraz chińskim. Japońskie „kusege” było mylnie przedstawiane jako „paskudne włosy”, natomiast chińskie „hsiao” było niesłusznie opisywane jako rodzaj specjalistycznego oprogramowania.

W języku polskim jednym z najbardziej znanych słów-widmo jest ferdydurke, czyli tytuł powieści Witolda Gombrowicza. Poloniści nie są jednak zgodni w kwestii jego interpretacji, a zabawę tytułem większość z nich traktuje jako „dopuszczalną”. Dlaczego by nie? :)

Opublikowano w Nowości w Standardzie

W językoznawstwie jedną z najbardziej znanych zabaw słownych jest posługiwanie się anagramami. Czym one są? Zapraszamy do lektury!

Anagram to „wyraz, wyrażenie lub całe zdanie powstałe przez przestawienie liter bądź sylab innego wyrazu lub zdania, wykorzystujące wszystkie litery (głoski bądź sylaby) materiału wyjściowego”. Jeden z najbardziej znanych anagramów pochodzi z książek o Harrym Potterze:

Tom Marvolo Riddle — I am Lord Voldemort (Jestem lordem Voldemort)

W języku angielskim możemy spotkać mnóstwo ciekawych anagramów. Oto kilka z nich:

William Clinton — I'm it, an ill clown (Jestem nim, chorym klaunem)
George Bush — He bugs Gore („On szpieguje Gore'a” — Ala Gore'a - przyp. red.)
funeral — real fun (pogrzeb — prawdziwa zabawa)
listen — silent (słuchać — cichy)
teachers — cheaters (nauczyciele — oszuści)
the Morse Code — here come dots (Alfabet Morse'a — nadchodzą kropki)

Nasz ukochany język polski również może poszczycić się kilkoma tego typu narzędziami:

Lech Kaczyński — Chińczyk Aleks
Norwid — on drwi
Poniatowski — on okpi świat
Wiadomości literackie — walka o moc idei i treści
Czy wiesz ma jedyna — jedziemy na wczasy

A może wy, drodzy czytelnicy, będziecie w stanie ułożyć swoje własne anagramy? :)

Opublikowano w Nowości w Standardzie

Zabaw słownych i ciekawostek na łamach naszego bloga ciąg dalszy. Dzisiaj pragniemy zaprezentować Państwu tak zwane „pangramy”.

„The quick brown fox jumps over the lazy dog”, czyli „Porywczy brązowy lis przeskakuje nad leniwym psem”. Cóż takiego niezwykłego zawiera w sobie ta sentencja? Otóż użyto w niej wszystkich liter dostępnych w angielskim alfabecie. Tego typu zdania nazywamy pangramami. Można znaleźć ich dużo więcej, m.in.:

Pack my box with five dozen liquor jugs.
Jackdaws love my big sphinx of quartz.

Co ciekawe — posiadamy również swoje odpowiedniki w języku polskim. Oto niektóre z nich:

Pchnąć w tę łódź jeża lub ośm skrzyń fig.
Pójdźże, kiń tę chmurność w głąb flaszy!
Myślę: Fruń z płacht gąsko, jedź wbić nóż.
Filmuj rzeź żądań, pość, gnęb chłystków!

Nasi zachodni sąsiedzi z Niemiec nie zostają w tyle, również mogą się pochwalić swoimi pangramami:

Zwölf große Boxkämpfer jagen Viktor quer über den Sylter Deich.
Polyfon zwitschernd aßen Mäxchens Vögel Rüben, Joghurt und Quark.

Kto wie? Może wśród naszych czytelników znajdzie się ktoś, kto stworzy swój własny pangram? Trzymamy kciuki!

Opublikowano w Nowości w Standardzie
wtorek, 13 wrzesień 2016 09:05

Use it or lose it — przedstawiamy Omegle

W języku angielskim przyjął się zwrot: „Use it or lose it”, który w wolnym tłumaczeniu brzmi tak: „Korzystaj, bądź strać”. Jakie ma to odniesienie do nauki języków obcych i jak możemy ewentualnie powstrzymać widmo takiej sytuacji?

Generalnie chodzi tutaj o przypisanie szczególnej wartości do UŻYWANIA tego, co już poznaliśmy. Bez względu na to czy mówimy o słownictwie, gramatyce czy ukochanych „phrasalach”. Sztuką nie jest wykucie poszczególnych sekwencji, natomiast jest nią poprawne (i częste) jej używanie. Nie bójmy się zatem komunikować. Zabrzmiało to jak zdanie, które możemy usłyszeć od psychologa (za 150+zł), jednak niech już tak zostanie. :)

Naturalnie, komunikacja w obcym języku z inną osobą nie jest rzeczą łatwą do zaaranżowania. Wszak nie każdy z nas posiada na tyle rozległe kontakty, aby sięgały one kilku krajów (ba, kontynentów). Z pomocą przychodzi nam tutaj serwis Omegle, który umożliwia tzw. „czatowanie” z ludźmi z całego świata.

Używanie tegoż portalu nie jest jednak aż tak proste. Często można się tam natknąć na osoby... nieszczególnie zainteresowane czystą konwersacją. Tak, tak — mowa o erotyce. Ludzi, którzy teorię opanowali do perfekcji, jest tam całkiem sporo. Można jednak ominąć natrafienie na takiego delikwenta poprzez dodanie zainteresowań. W polu „What do you wanna talk about?” („O czym chcesz porozmawiać?”) polecam wpisać słowa: „cleanchat” (czysta rozmowa), „nothorny” (nie jestem podekscytowany :) ) oraz nasze zainteresowania, np. „football” czy „books”. Następnie klikamy w niebieski przycisk „Text” i czekamy na połączenie nas z interlokutorem. Ci dość często zaczynają rozmowę od akronimu „asl”, który oznacza: „age, sex, location” (wiek, płeć, położenie/państwo). Odpowiedzmy więc i możemy zacząć czatować!

I pamiętajmy: USE IT OR LOSE IT. :)

Opublikowano w Nowości w Standardzie
piątek, 09 wrzesień 2016 08:15

Jak chłonąć język obcy? Na ratunek seriale!

Często na zajęciach przychodzi mi usłyszeć pytanie: „Piotrek, jak najlepiej jest się uczyć języka obcego?”. Oczywiście nie ma tutaj jednej, uniwersalnej, jasnej i przejrzystej odpowiedzi. No, chyba że zapisać się na kurs do „Standardu”! :) Póki co chętnie podzielę się jednak z Wami, drodzy czytelnicy, sposobem, który w moim przypadku sprawdził się w stu procentach.

Otóż ja, odkąd tylko sięgam pamięcią, uczyłem się i chłonąłem język angielski na zasadzie „rzucenia się na głęboką wodę”. Kiedy byłem (nieco rozbrykanym zresztą) dzieciakiem, mama postanowiła kupić mi (zapewne nie było to działanie celowe) pewną gazetę z Królikiem Bugsem na okładce i kasetą magnetofonową w środku. Nie pamiętam już nawet jej tytułu, ale całkiem możliwe, że brzmiał on mniej więcej tak: „O.K.”. Więc oto ja, pożyczywszy od mojego starszego brata tzw. walkman, słuchałem godzinami tej kasety, w której aktorzy dubbingujący postaci ze „Zwariowanych Melodii” tłumaczyli pewne zwroty z języka angielskiego, stosowali je w autentycznych sytuacjach oraz zadawali dzieciakom stosowne zadania. Wsłuchiwałem się w serię takich kaset, zamiast delektować się nagraniami Budki Suflera czy Ich Troje. Jakby to ładnie określić? Świr, o. W ten oto sposób od samego początku miałem mocny start w język angielski. Zadziałała tutaj w większej mierze podświadomość, więc panowie Jung i Freud mogliby tutaj być dumni.

Wiadomo — jako osoba dorosła, która pragnie poznać jakiś nowy język, ciężko o wsłuchiwanie się długimi godzinami w nagrania audio. Raz, że przeważnie nie ma na to czasu, a dwa — nie jest to szczególnie pasjonujące dla pełnoletnich. Dlatego też w takim wypadku gorąco polecam... oglądanie seriali. Zagranicznych, rzecz jasna. Dzięki temu chłoniemy język i poznajemy różne przydatne, najczęściej używane zwroty. Żeby zwiększyć efektywność naszego „edukacyjnego oglądania”, polecam - kiedy już zdobędziemy dany serial/film z legalnego źródła ;) - popracować nieco nad napisami. Przede wszystkim - zorganizować je sobie w wersji językowej, która jest obecna w nagraniu. Więc jeżeli delektujemy się seansem „The Walking Dead” czy „House of Cards”, to pobierzmy sobie angielskie napisy.

Ktoś powie — zaraz, zaraz. Od samego początku mam balansować pomiędzy lawiną zagranicznych zwrotów, sentencji i słówek? Tak, w tym właśnie zawarty jest cały sens tej strategii! Możemy jednak nieco ułatwić sobie pierwsze starcia z takową. Wystarczy wejść na stronę Waytomaster, wgrać nasze napisy, a serwis ten wyłapie te, które mogą być „trudniejsze”. Wtedy zaprezentuje nam tłumaczenia danych słów, następnie wgra je do naszych napisów, a my podczas seansu będziemy mogli oglądać te słówka z tłumaczeniem w nawiasie. Proste, łatwe i przyjemne. A - i skuteczne, dodajmy!

Także — łączmy przyjemne z pożytecznym i oglądajmy seriale bądź filmy. Zasłońmy się przy tym chęcią do poznania języka obcego. Opinia publiczna wybaczy! :)

Opublikowano w Nowości w Standardzie
wtorek, 06 wrzesień 2016 09:08

Najtaniej w mieście!

Życie zaskakuje nas na każdym kroku. Niedawno na przykład dowiedziałem się, że usługi edukacyjne oferowane przez „Standard” są najtańszymi w Jaworznie. Miło!

Rzecz jasna „tani” rzadko kiedy oznacza „lepszy”. W tym jednym osobliwym przypadku mam jednak wrażenie, iż tak w istocie jest. Zresztą — najlepszym wyznacznikiem jest tutaj autopsja. Jeżeli pragnie się coś porównać, to trzeba mieć odpowiedni punkt odniesienia. Zatem zapraszamy do nas na lekcje. Pomożemy, poprowadzimy, poinstruujemy. Najtaniej w mieście!

Opublikowano w Nowości w Standardzie

Free Joomla! template by L.THEME