Wzrost populacji pandy wielkiej o 17% w ciągu dekady do 2014 roku spowodował obniżenie klasyfikacji gatunku do "zagrożonego" z "narażonego na wyginięcie" - podała w 2020 roku organizacja WWF w specjalnym oświadczeniu.

- Odrodzenie pandy pokazuje, że kiedy nauka, wola polityczna i zaangażowanie lokalnych społeczności łączą się, możemy uratować dzikie zwierzęta, a także poprawić różnorodność biologiczną - powiedział Marco Lambertini, dyrektor generalny WWF.

WWF od dziesięcioleci pracuje nad ocaleniem pand wielkich poprzez tworzenie rezerwatów i współpracę z lokalnymi społecznościami w celu ustanowienia zrównoważonych źródeł utrzymania i zminimalizowania ich wpływu na lasy - opisuje organizacja. Obecnie istnieje 67 rezerwatów, które chronią prawie 2/3 wszystkich dzikich pand.

Pandy jednak nadal pozostają zagrożone. - Wszyscy powinni świętować to osiągnięcie, ale pandy pozostają rozproszone i bezbronne, a wiele z ich siedlisk jest zagrożonych przez źle zaplanowane projekty infrastrukturalne. Pamiętajmy też, że na wolności wciąż pozostało tylko 1864 przedstawicieli - powiedział Lo Sze Ping, dyrektor generalny WWF-Chiny.

Źródło: MSN.com

wtorek, 20 kwiecień 2021 08:59

Wielki Zielony Mur

W Afryce naukowcy ciężko pracują nad przywróceniem terenów niegdyś bogatych w różnorodność biologiczną i roślinność. Jedenaście krajów w regionie Sahel-Sahara - Dżibuti, Erytrea, Etiopia, Sudan, Czad, Niger, Nigeria, Mali, Burkina Faso, Mauretania i Senegal - połączyło siły w walce z degradacją ziemi i przywracaniu rodzimej roślinności do krajobrazu.

W ostatnich latach w północnej Afryce nastąpił znaczny spadek jakości gruntów ornych, spowodowany zmianami klimatycznymi i złym zarządzaniem gruntami. Jednocząc się pod sztandarem inicjatywy "Wielki Zielony Mur", krajowi i regionalni liderzy mają nadzieję odwrócić ten trend. Większość prac w terenie miała być początkowo skoncentrowana na odcinku od Dżibuti na wschodzie do Dakaru w Senegalu na zachodzie - jest to obszar o szerokości 15 kilometrów i długości 7,775 kilometrów. Od tego czasu projekt rozszerzył się na kraje zarówno północnej, jak i zachodniej Afryki.

Degradacja ziemi zazwyczaj wynika zarówno z czynników związanych z człowiekiem, jak i naturalnych - najczęstszymi przyczynami są nadmierne rolnictwo, nadmierny wypas, zmiany klimatyczne i ekstremalne warunki pogodowe. Oprócz wpływu na ziemię i środowisko naturalne, degradacja ziemi stanowi poważne zagrożenie dla wydajności rolnictwa, bezpieczeństwa żywnościowego i jakości życia. Nigdzie kwestia ta nie jest tak alarmująca jak w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie szacuje się, że 500 milionów ludzi żyje na terenach dotkniętych pustynnieniem, najbardziej ekstremalną formą degradacji gruntów.

Jean-Marc Sinnassamy jest starszym specjalistą ds. środowiska w Funduszu na rzecz Globalnego Środowiska (GEF). Pomaga w zarządzaniu programem opracowanym w ramach inicjatywy Wielkiego Zielonego Muru z krajami Sahelu i Afryki Zachodniej. GEF jest zaangażowany w tę inicjatywę od samego początku, pomagając w zwołaniu przywódców państw w siedzibie Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zwalczania pustynnienia w Bonn (Niemcy) w lutym 2011 roku. Bank Światowy i inne organizacje zajmujące się globalnym rozwojem i ochroną środowiska zapewniają wsparcie finansowe i techniczne.

Dla Sinnassamy'ego partnerstwo to stanowi wyjątkową okazję do pracy w całym regionie z solidną bazą polityczną.

- Zobaczyliśmy tutaj przywódców politycznych, głowy państw, ministrów w różnych krajach, którzy chcą pracować nad wspólnymi kwestiami środowiskowymi i chcą wspólnie rozwiązywać problemy związane z degradacją gruntów - mówi. - Dla nas jest to polityczne błogosławieństwo. Musimy odpowiedzieć na to zapotrzebowanie i musimy to wykorzystać.

Zintegrowane podejście do krajobrazu

Oprócz silnych podstaw politycznych projektu, jego starannie opracowane podejście przynosi korzyści środowiskowe zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Inicjatywa wykorzystuje "zintegrowane podejście krajobrazowe", które pozwala każdemu krajowi zająć się degradacją ziemi, adaptacją do zmian klimatycznych i łagodzeniem ich skutków, bioróżnorodnością i leśnictwem w swoim lokalnym kontekście.

- W tym przypadku praca nad zwalczaniem degradacji ziemi jest najlepszym sposobem na rozwiązanie zarówno bardzo lokalnych problemów, jak i na poprawę globalnego środowiska - oznajmił Sinnassamy. - Pracujemy z ziemią, która jest podstawą utrzymania tych społeczności. Współpracujemy z ludźmi, aby poprawić jakość gleby, co zwiększa plony, a w konsekwencji produkcję rolną i ogólną jakość życia w społeczności. Te lokalne korzyści są również sposobem na generowanie globalnych korzyści dla wody, ziemi i przyrody.

W końcu Sinnassamy ma nadzieję, że region jako całość będzie składał się z "mozaiki krajobrazów", która zwiększa bioróżnorodność i utrzymuje rodzimą florę jako część gruntów rolnych. Każdy kraj uczestniczący w projekcie ma swoje indywidualne cele, które obejmują zmniejszenie erozji, dywersyfikację dochodów, zwiększenie plonów i poprawę żyzności gleby.

Podczas gdy drzewa i lasy są tylko częścią inicjatywy Wielkiego Zielonego Muru, wiele mediów przedstawiło ten projekt jako wyłącznie oparty na sadzeniu drzew i próbie powstrzymania ekspansji pustyni Sahara na południe.

Sinnassamy zwraca uwagę na dwa błędy w tym postrzeganiu. Pierwszym z nich jest fakt, że inicjatywa Wielkiego Zielonego Muru jest czymś znacznie bardziej złożonym niż tylko sadzeniem pasów drzew na całym kontynencie.

- Za nazwą lub marką "Wielki Zielony Mur" różni ludzie widzą różne rzeczy. Niektórzy widzieli po prostu pas drzew ze wschodu na zachód, ale to nigdy nie była nasza wizja - wyjaśnia. "W Nigrze, Mali i Burkina Faso (...) naturalna regeneracja zarządzana przez rolników przyniosła wspaniałe rezultaty. Chcemy powielać i zwiększać skalę tych osiągnięć w całym regionie. Bardzo możliwe jest przywrócenie drzew w krajobrazie i przywrócenie praktyk agroleśniczych bez sadzenia drzew. Jest to również zrównoważony sposób regeneracji agroleśnictwa i terenów parkowych.

Drugim błędnym przekonaniem, na które wskazuje Sinnassamy, jest to, że pustynia Sahara w rzeczywistości nie rozszerza się.

- Nie walczymy z pustynią - mówi. - Na większości obszarów, na których pracujemy w tych 11 krajach, pustynia nie postępuje. Pustynia jest bardzo stabilnym ekosystemem. Oczywiście, są pewne obszary na jej obrzeżach - na przykład w Senegalu, Mauretanii i Nigerii - gdzie występują pewne ruchy piasku. Ale z perspektywy geograficznej, z biegiem czasu pustynia była stosunkowo stabilna na tym obszarze.

W 2014 roku Unia Europejska i Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, we współpracy z partnerami afrykańskimi i innymi partnerami regionalnymi, uruchomiły program Action Against Desertification, którego celem jest rozbudowa muru. Nigeria stworzyła tymczasową agencję wspierającą rozwój projektu.

Drylands Monitoring Week (2015) ocenił stan pomiarów na terenach suchych i zainicjował współpracę w kierunku wielkoskalowego, kompleksowego monitoringu. Planowanie (w tym wybór roślinności i praca z lokalnymi społecznościami) i nasadzenia/przywracanie gruntów nastąpiły tuż po tym (w tym w Etiopii, Senegalu, Nigerii i Sudanie).

Do 2016 roku obsadzono ok. 15 procent docelowego areału. W tym samym roku w 21 krajach realizowano projekty związane z murem, w tym naturalną regenerację wspieraną przez rolników.

Rekultywacja nagiej ziemi została z powodzeniem zademonstrowana w Burkina Faso, choć problemem pozostaje bezpieczeństwo w obliczu działalności terrorystycznej.

Źródło: National Geographic, Wikipedia (ENG)

Niedawne badania nad agresywnymi zachowaniami u ponad tysiąca gatunków ssaków wykazały, że to surykatka jest ssakiem, który ma największe szanse zostania zamordowanym przez jednego z przedstawicieli swojego gatunku.

Badanie, prowadzone przez José María Gómez z Uniwersytetu w Granadzie w Hiszpanii, opublikowane w 2016 roku w czasopiśmie Nature, przeanalizowało ponad 4 miliony przypadków śmierci wśród 1024 gatunków ssaków i porównało je z wynikami 600 badań nad przemocą wśród ludzi od czasów starożytnych do dziś.

Wyniki badań mówią nam dwie rzeczy:
1. Pewna ilość przemocy między ludźmi jest przypisana do naszego miejsca na drzewie ewolucyjnym.
2. Surykatki są zaskakująco mordercze.

Żeby nie było niedomówień - autorzy badania nie mieli na celu udowodnienia (lub obalenia) teorii o przemocy surykatek. Badali raczej, co dane dotyczące ssaków mogą nam powiedzieć o ludziach. Jednak Ed Yong z The Atlantic uporządkował szeroką listę ssaków, aby stworzyć ten pomocny wykres, w którym zwierzęta zostały sklasyfikowane według ich morderczości:

Niektóre ze zwierząt cieszących się opinią łagodnych są w rzeczywistości bardziej niebezpieczne dla siebie nawzajem niż stworzenia znane z agresji. Szynszyle zabijają się nawzajem częściej niż niedźwiedzie brunatne. Nowozelandzkie lwy morskie są bardziej mordercze niż te "tradycyjne" lwy.

Jak widać, około 20 procent zgonów surykatek to morderstwa. Ich przemoc została udokumentowana - badanie z 2006 roku opisane w National Geographic udokumentowało surykatki-matki zabijające potomstwo innych samic, aby utrzymać dominację.

W najgorszych czasach ludzie także przejawiają mordercze zachowania - nowo opublikowane badania wykazały wskaźniki śmiertelnej przemocy między 15 a 30 procent dla populacji ludzkich żyjących między 500 a 3000 lat temu.

Dziś wskaźnik śmiertelnej przemocy jest znacznie niższy. Jak zauważa towarzyszący artykuł opublikowany w środę w Nature przez biologa ewolucyjnego Marka Pagela:

"Wskaźniki zabójstw w nowoczesnych społeczeństwach, które mają siły policyjne, systemy prawne, więzienia i silne postawy kulturowe, a które odrzucają przemoc, są, na poziomie mniej niż 1 na 10 tys. zgonów (lub 0,01%), około 200 razy niższe niż przewidywania autorów dla naszego stanu natury."

Nie jesteśmy więc, co do zasady, tak zabójczo brutalni wobec naszych bliźnich jak surykatki wobec siebie nawzajem. Badanie dowodzi jednak, że w całej historii ludzkości, ludzie są nadal bardziej zabójczo brutalni niż przeciętny ssak.

Autorzy wykorzystali fakt, że blisko spokrewnione gatunki zazwyczaj wykazują podobne wskaźniki przemocy interpersonalnej, aby przewidzieć 2-procentowy wskaźnik śmiertelnej przemocy wśród ludzi. Oznacza to, że 2 na każde 100 ludzkich zgonów byłoby morderstwem, biorąc pod uwagę tylko nasze miejsce na drzewie ewolucyjnym, a nic o naciskach politycznych, technologii czy normach społecznych.

Dla porównania, wśród wszystkich ssaków tylko 0,3 procent zgonów to morderstwa. Dla wspólnego przodka naczelnych wskaźnik ten wynosi 2,3 procent.

Biorąc pod uwagę 2 procent jako ludzki punkt odniesienia, okazuje się, że jesteśmy zarówno niezwykle pokojowi jak na naczelne, jak i niezwykle brutalni jak na ssaki.

Jedną z krytycznych uwag na temat ludzkiej części pracy, z ogromnymi zbiorami danych z 600 wcześniejszych badań, jest to, że definicja morderczych zachowań jest zbyt szeroka. Autorzy włączają do swojej analizy dzieciobójstwo, egzekucje, kanibalizm i śmierć na polu bitwy.

Polly Wiessner, antropolog z University of Utah, powiedziała w rozmowie z The Atlantic: - Stworzyli prawdziwą mieszaninę postaci, wrzucając indywidualne konflikty ze społecznie zorganizowaną agresją, zrytualizowanym kanibalizmem i nie tylko. Źródła danych dotyczących prehistorycznej przemocy są bardzo zróżnicowane pod względem wiarygodności. Gdy są wyrwane z kontekstu, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej.

Źródło: NPR.org

W samych Stanach Zjednoczonych "ulatuje" 3,5 procent zużywanej energii - marnowanej z powodu stosowania nieefektywnych szyb w zimie i w lecie. Teraz naukowcy znaleźli sposób na wykorzystanie produktów z drzew jako zamiennika dla drogiego szkła.

Junyong Zhu, badacz z Laboratorium Produktów Leśnych USDA, we współpracy z kolegami z Uniwersytetu Maryland i Uniwersytetu Kolorado, opracował przezroczysty materiał drzewny, który wygląda jak okno jutra.

Udowodnili oni, że przezroczyste drewno może przewyższać szklane okna niemal pod każdym względem, co czyni je jednym z najbardziej obiecujących materiałów przyszłości.

Szkło jest najczęściej stosowanym materiałem w konstrukcji okien, ale ma ono kosztowną cenę - zarówno ekonomiczną, jak i ekologiczną.

Ciepło łatwo przez nie przenika, zwłaszcza przez pojedynczą szybę, co nieuchronnie prowadzi do odbierania wyższych rachunków, gdy ucieka podczas zimnej pogody i wlewa się do środka, gdy jest ciepło. Przezroczyste drewno jest około pięć razy bardziej efektywne termicznie niż szkło, co znacznie obniża koszty energii.

Produkcja szkła wykorzystywanego w budownictwie również wiąże się z dużym obciążeniem dla środowiska. Sama emisja przy produkcji szkła wynosi około 25 tys. ton metrycznych rocznie, nie uwzględniając przy tym ciężkiego śladu, jaki pozostawia też transport szkła.

Naukowcy użyli drewna z szybko rosnącego drzewa balsa o niskiej gęstości. Jest ono poddawane działaniu kąpieli utleniającej w temperaturze pokojowej, która wybiela je z prawie całej widoczności. Następnie drewno jest penetrowane przez syntetyczny polimer o nazwie alkohol poliwinylowy (PVA), tworząc produkt, który jest niemal przezroczysty.

Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Journal of Advanced Functional Materials w pracy zatytułowanej "Przejrzyste, mocne i izolowane termicznie przezroczyste drewno dla energooszczędnych okien".

Naturalna celuloza w strukturze drewna i pochłaniający energię wypełniacz polimerowy oznaczają, że jest ono o 3 rzędy wielkości bardziej wytrzymałe niż szkło, a także znacznie lżejsze. Może wytrzymać znacznie silniejsze uderzenia i, w przeciwieństwie do szkła, wygina się lub odpryskuje, zamiast się roztrzaskać.

Dodatkowo, przezroczyste drewno jest materiałem zrównoważonym, o niskiej emisji dwutlenku węgla i zdolności do biodegradacji znacznie szybciej niż plastik.

Jest ono wytwarzane z odnawialnych zasobów, które są również kompatybilne z istniejącymi urządzeniami do przetwarzania przemysłowego, co sprawia, że przejście do masowej produkcji nie będzie szczególnie trudne.

Biorąc pod uwagę wszystkie te potencjalne korzyści dla konsumentów, produkcji i środowiska, argumenty przemawiające za przezroczystym drewnem nie mogłyby być... bardziej transparentne.

Źródło: Good News Network

Wszystko zaczęło się niewinnie - pszczoła miodna wleciała pod spodenki Michaela Smitha i użądliła* go w jądra.

Smith jest absolwentem Cornell University i na co dzień bada zachowanie i ewolucję pszczół miodnych. W pracy tej użądlenia są częstym i nieuniknionym zagrożeniem. - Jeśli masz na sobie spodenki i pracujesz, pszczoła może łatwo się tam dostać - mówi. - Ale byłem naprawdę zaskoczony, że nie bolało tak bardzo, jak myślałem.

To zmusiło go do myślenia: Gdzie znajduje się najgorsze miejsce na ciele pod względem skali bólu, które można użądlić?

Każdy, kto pracuje z żądlącymi owadami, z pewnością ma na to pytanie swoje własne odpowiedzi, ale Smith nie mógł znaleźć żadnych obiektywnych danych. Nawet Justin Schmidt nie był pomocny: jest on słynnym twórcą Schmidt Sting Pain Index - skali, która mierzy bolesność użądleń owadów za pomocą cudownych synestetycznych opisów, które czyta się niemalże jak nutki smakowe wina.

Zgodnie z indeksem Schmidta, użądlenie pszczoły potnej (1 w skali od 0 do 4) sprawia wrażenie, jakby "maleńka iskierka dotknęła pojedynczy włos na ramieniu". Użądlenie większości ós (2) jest "niczym poparzenie, niemalże nieodparte; wyobraź sobie W. C. Fieldsa gaszącego cygaro na twoim języku". A lider wśród tego typu owadów - paraponera clavata (4+) - wywołuje "czysty, intensywny, genialny ból, jak chodzenie po płonącym węglu drzewnym z 3-calowym, zardzewiałym gwoździem wbijającym się w piętę".

Schmidt przyznał, że "poziom bólu związany z poszczególnymi ukłuciami jest oczywiście różny i zależy od takich cech, jak miejsce ukłucia (...)", ale nie doprecyzował, jak te poziomy różnią się w zależności od części ciała.

Tak więc Smith postanowił się tego dowiedzieć. Jego królikiem doświadczalnym został on we własnej osobie.

Jak pisze w swojej pracy (która, nawiasem mówiąc, to czyste złoto): "Tutejszy Human Research Protection Program nie ma polityki dotyczącej auto-eksperymentowania badaczy, więc te badania nie były przedmiotem recenzji z ich biur. Metody te nie są sprzeczne z Deklaracją Helsińską z 1975 r., zrewidowaną w 1983 r. Autor był jedyną osobą użądloną, był świadomy wszystkich związanych z tym zagrożeń, wyraził zgodę i ma świadomość, że wyniki te zostaną podane do publicznej wiadomości".

Smith był metodyczny. Chwytał "przypadkowo kleszczami" pszczoły za skrzydła i przyciskał je do wybranej części ciała. Zostawił tam żądło na całą minutę przed jego usunięciem, a następnie ocenił ból w skali od 1 do 10.  Ból jest bardzo trudny do zmierzenia, ale badania psychologiczne wykazały, że skale numeryczne wykonują przyzwoitą pracę polegającą na umieszczaniu liczb na z natury subiektywnym doświadczeniu.

Dawkował sobie pięć ukłuć dziennie, zawsze między 9 a 10 rano, zaczynając i kończąc na "próbnych ukłuciach" na przedramieniu, aby skalibrować oceny. Trzymał się tego przez 38 dni, serwując sobie użądlenia trzy razy na 25 różnych częściach ciała. - Niektóre miejsca wymagały użycia lustra i prawidłowej postawy podczas użądlenia (np. jeśli mówimy o pośladkach) - pisał. Jeśli obraz mężczyzny, który kręci się przed lustrem, by przyłożyć do tyłka wzburzoną pszczołę wydaje się intrygujący, zapewniamy - mamy podobnie.

Mapa bólu autorstwa Smitha



- Wszystkie te użądlenia wywołały u autora ból - pisze Smith. Najmniej bolesne miejsca to czaszka, ramię i czubek środkowego palca u nogi (wszystkie uzyskały średnią notę 2,3). - Użądlenie na czubku czaszki było jak rozbicie jajka na głowie. Ból się tam pojawia, ale szybko odchodzi.

Najbardziej bolesnymi miejscami okazały się: trzonek penisa (7,3), warga górna (8,7) i nozdrza (9,0). - Ból jest tam elektryczny i pulsujący - wyjaśnia Smith. - Zwłaszcza na nozdrzach. Ciało naprawdę reaguje. Kichałem, sapałem, a smarki wręcz się wylewały. Użądlenie w nos to doświadczenie dla całego ciała.

- No tak, a penis? - podjąłem się zaryzykowania zadania tego pytania.

- To bolesne, a na pewno nie ma tam krzyżowania się uczuć przyjemności i bólu - odrzekł. - Ale jeśli jesteś użądlony w nos i penisa, będziesz chciał więcej użądleń na tym drugim, jeśli musiałbyś wybierać.

Czy był jakiś moment w tym eksperymencie, kiedy pomyślał: "Hej, może nie powinienem pozwalać użądlić się w nos i/lub penisa"?

- Zanim doszedłem do trzeciej rundy tej nierównej walki eksperymentalnej, pomyślałem: "Naprawdę nie chcę znowu kłuć się w nos" - relacjonuje. - Początkowo miałem oko na liście do użądlenia, ale kiedy porozmawiałem z moim doradcą Tomem Seeleyem to wyraził on obawę, że mogę oślepnąć. Chciałem zachować wzrok.

Znajdziemy tu kilka ciekawych perełek. Wydawać by się mogło, że najbardziej bolesnymi miejscami, w które możemy zostać użądleni, są miejsca o najcieńszej skórze lub te, w których znajdują się najbardziej czułe neurony. Ale żaden z tych czynników nie wyjaśnia dokładnie wyników. Na przykład, dłoń o grubej skórze boli znacznie bardziej niż cienkie ramię lub czaszka. A górna warga boli znacznie bardziej niż środkowy palec, mimo że oba są "obsługiwane" przez podobną liczbę neuronów. Mapa ciała pod względem bólu prawdopodobnie wyglądałaby zupełnie inaczej niż ta czysto czuciowa.

Należy oczywiście pamiętać, że te dane są bardzo subiektywne i wszystkie pochodzą od jednej osoby. Smith jest przekonany, że jego anatomia bólu nie może być uogólniona na wszystkich innych. - Gdyby ktoś inny to zrobił, prawdopodobnie wskazywałby różne miejsca, które uważał za najgorsze - mówi, chociaż z rozmów z kolegami czuje, że kształt mapy byłby podobny.

Jacyś chętni?

Źródło: National Geographic

*(w języku polskim istnieje problem z przekładem słowa "sting" - kwestia żądlenia/gryzienia wśród pszczół jest ogólnie dość zawiła; warto sprawdzić tutaj. Na potrzeby tekstu przyjmiemy wersję "żądlić" - przyp. tłum.)

31 października 1832 roku młody Karol Darwin wszedł na pokład HMS Beagle i zdał sobie sprawę, że wraz z nim na pokład statku dostały się tysiące intruzów. Mowa o małych czerwonych pająkach o szerokości jednego milimetra. Statek znajdował się ok. 95 kilometrów od brzegu, więc stworzenia musiały odpłynąć z wybrzeża argentyńskiego. „Wszystkie liny były pokryte i otoczone pajęczyną”, pisał Darwin.

Pająki nie posiadają skrzydeł, ale mimo to mogą wzbić się w powietrze. Wspinają się na odsłonięty punkt, unoszą brzuch do nieba, wytłaczają pasma jedwabiu i odfruwają. To zachowanie nazywa się balonowaniem. Może on przenosić pająki z dala od drapieżników i konkurentów lub w kierunku nowych ziem z dużymi zasobami. Ale bez względu na powód, jest to z pewnością niezwykle skuteczny środek transportu. Obecność pająków odnotowano już m.in. cztery kilometry nad ziemią i 1600 kilometrów wgłąb morza.

Powszechnie uważa się, że baloniarstwo funkcjonuje, ponieważ jedwab łapie wiatr, ciągnąc za sobą pająka. Ale to nie do końca ma sens, zwłaszcza że pająki "latają" tylko podczas lekkich wiatrów. Pająki nie wystrzeliwują jedwabiu z brzucha i wydaje się mało prawdopodobne, aby tak delikatny wietrzyk mógł być wystarczająco silny, aby rozproszyć nitki - nie mówiąc już o uniesieniu największych gatunków w górę lub wygenerowaniu dużych przyspieszeń przy starcie pajęczaków. Sam Darwin stwierdził, że szybkość lotu pająków jest „zupełnie nie do wyjaśnienia”, a jego przyczyna jest „niewytłumaczalna”.

Jednak Erica Morley i Daniel Robert znaleźli wyjaśnienie. Duet, który pracuje na uniwersytecie w Bristolu, udowodnił, że pająki wyczuwają pole elektryczne Ziemi i używają go do wystrzelenia siebie w powietrze.

Każdego dnia na całym świecie szaleje około 40 tys. burz, zmieniając tym samym atmosferę Ziemi w gigantyczny obwód elektryczny. Górne obszary atmosfery mają ładunek dodatni, a powierzchnia planety - ładunek ujemny. Nawet w słoneczne dni przy bezchmurnym niebie powietrze przenosi napięcie około 100 woltów na każdy metr nad ziemią. W mglistych lub burzowych warunkach gradient ten może wzrosnąć do dziesiątek tysięcy woltów na metr.

"Balonujące" pająki działają w tym planetarnym polu elektrycznym. Kiedy ich jedwab opuszcza ciała, zwykle odbiera ładunek ujemny. To odpycha podobne ujemne ładunki na powierzchniach, na których siedzą pająki, wytwarzając wystarczającą siłę, aby unieść je w powietrze. Pająki mogą zwiększyć te siły, wspinając się na gałązki, liście lub źdźbła trawy. Uziemione rośliny mają taki sam ujemny ładunek jak ziemia, na której rosną, ale wystają w dodatnio naładowane powietrze. Powoduje to wytwarzanie znacznych pól elektrycznych między otaczającym je powietrzem a końcami ich liści i gałęzi - oraz pająkami fruwającymi z tych wierzchołków.

Pomysł ten - ucieczka przez odpychanie elektrostatyczne - został po raz pierwszy zaproponowany na początku 1800 roku, w czasie podróży Darwina. Peter Gorham, fizyk, wskrzesił ten pomysł w 2013 roku i wykazał, że jest on matematycznie wykonalny. Ostatecznie Morley i Robert przetestowali to na prawdziwych pająkach.

Na wstępie wykazali, że pająki potrafią wykryć pola elektryczne. Naukowcy umieścili pajęczaki na pionowych paskach tektury na środku plastikowego pudełka, a następnie wytwarzali pola elektryczne między podłogą a sufitem o sile podobnej do tej, jaką pająki doświadczałyby na zewnątrz. Pola te postrzępiły maleńkie włoski sensoryczne na stopach pająków, znane jako trichobothria. - To tak, jakby pocierać balon i trzymać go przy włosach - mówi Morley.

W rezultacie pająki wykonały szereg ruchów zwanych chodzeniem na palcach - stanęły na końcach nóg i wybiły brzuch w powietrze. - Takie zachowanie można zobaczyć tylko przed balonowaniem - opisuje Morley. Wielu pająkom udało się wystartować, mimo że znajdują się w zamkniętych skrzyniach bez przepływu powietrza. A kiedy Morley wyłączył pola elektryczne w skrzynkach, balonujące pająki zwyczajnie spadły.

- Szczególnie ważnym jest, aby zdawać sobie sprawę, że pająki mogą fizycznie wykrywać zmiany elektrostatyczne w swoim otoczeniu - twierdzi Angela Chuang z University of Tennessee. - To podstawa wielu interesujących pytań badawczych - dodaje. - W jaki sposób różne siły pola elektrycznego wpływają na fizykę startu, lotu i lądowania? Czy pająki wykorzystują informacje o warunkach atmosferycznych do podejmowania decyzji o tym, kiedy poświęcić swoje sieci lub stworzyć nowe?

Prądy powietrzne mogą nadal odgrywać pewną rolę w balonowaniu. W końcu te same włosy, które pozwalają pająkom wyczuwać pola elektryczne, mogą również pomóc im ocenić prędkość lub kierunek wiatru. A Moonsung Cho z Politechniki Berlińskiej niedawno udowodnił, że pająki przygotowują się do lotu, podnosząc przednie nogi na wiatr, prawdopodobnie po to, aby sprawdzić ich siłę.

Tym niemniej badania Morleya i Roberta pokazują, że siły elektrostatyczne same w sobie wystarczają do wyrzucenia pająków w powietrze. - To naprawdę nauka przez duże "N" - mówi Gorham. - Jako fizyk wydawało mi się bardzo jasne, że pola elektryczne odgrywają kluczową rolę, ale mogłem jedynie spekulować, w jaki sposób biologia może to wspierać. Morley i Robert podnieśli to do poziomu pewności, który znacznie przekracza wszelkie moje oczekiwania.

- Myślę, że Karol Darwin byłby równie podekscytowany czytając wyniki tych badań - dodaje.

Źródło: The Atlantic

Polska organizacja charytatywna otrzymała rachunek w wysokości 10000 zł po tym, jak urządzenie śledzące umieszczone na bocianie białym został skradzione w Afryce - a umieszczona tam karta SIM posłużyła później do wykonania mnóstwa kosztownych połączeń telefonicznych.

Free Joomla! template by L.THEME