W 2009 roku turecka policja wydała oświadczenie opisujące akcję ratunkową w willi znajdującej się w Stambule. Uratowano wówczas dziewięć uwięzionych kobiet, które były przekonane, że wchodząc do budynku stały się częścią telewizyjnego reality show.

Kobiety zostały uwolnione we wrześniu 2009 roku z willi w Rivie (kurortu znajdującego się na przedmieściach Stambułu), o czym poinformował funkcjonariusz lokalnej policji, który przeprowadzał opisywaną akcję. Wyjawił, że kobiety przetrzymywano tam przez około dwa miesiące, ale odmówił podania więcej szczegółów.

Agencja prasowa Dogan twierdzi, że panie wchodziły do willi będąc przekonanymi, że będą brały udział w programie typu "Big Brother". Jak się później okazało, ich nagie fotografie były później sprzedawane w Internecie przez ich porywaczy.

Wszystko zaczęło się od reklamy domniemanego programu w jednej z głównych stacji telewizyjnych w Turcji, która skłoniła kobiety do wysłania swoich zgłoszeń. Dziewiątka (w tym jedna nastolatka) została wyłoniona z grupy wielu innych zainteresowanych poprzez specjalne rozmowy z kandydatkami.

Panie musiały podpisać umowy, w myśl których nie mogły kontaktować się ze swoimi bliskimi czy światem zewnętrznym, natomiast opuszczenie domu w pierwszych dwóch miesiącach trwania "programu" wiązało się z karą w wysokości 50 tysięcy lir tureckich (ok. 32,5 tys. złotych).

Zdaniem tureckich dziennikarzy kobiety zorientowały się w końcu, że są oszukiwane i poprosiły o możliwość opuszczenia willi. Gazeta "Dogan" informowała, że w odpowiedzi usłyszały one groźbę wspomnianej wyżej kary finansowej. Te panie, które szczególnie nalegały na zakończenie swojego pobytu, były zastraszane.

Pojawiły się sprzeczne doniesienia o tym, jak przebiegała akcja ratunkowa. Agencja Dogan wyjawiła, że ​​policja wtargnęła do willi po tym, jak członkowie rodziny zgłosili na policję, że uniemożliwia się im kontakt z kobietami. Panie miały wołać o pomoc, kiedy policja przybyła do willi.

Z kolei "HaberTurk" twierdzi, nie podając źródeł, że jednej z kobiet udało się skontaktować z członkiem rodziny i poprosić o pomoc.

Pojawiły się także sprzeczne wersje dotyczące wieku nastolatki. Dogan twierdzi, że ​​miała 16 lat, a "HaberTurk" opisywał ją jako 15-latkę.

- Nie chodziło nam o pieniądze, ale myśleliśmy, że nasza córka będzie miała szansę stać się sławna, jeśli weźmie udział w takim programie - oznajmiła matka jednej z porwanych kobiet. - Ale oni nas wszystkich oszukali - dodała.

Jej zdaniem kobiety nie były maltretowane lub gwałcone, ale kazano im walczyć ze sobą, nosić bikini i tańczyć przy basenie willi.

Policja zatrzymała cztery osoby, które mieszkały z kobietami w willi przez cały ten czas. Zostali zwolnieni z aresztu w oczekiwaniu na wynik procesu. Ich tożsamości nie zostały ujawnione i nie wiadomo, jakie postawiono im zarzuty.

Sądy tureckie zwykle zwalniają podejrzanych z aresztu, jeśli wniesione oskarżenia nie wiążą się z długimi wyrokami pozbawienia wolności, a podejrzani prawdopodobnie nie uciekną ani nie manipulują dowodami.

Źródło: The Guardian

Był 6 września 2006 roku - w godzinach popołudniowych 14-letnia Elizabeth Shoaf z Leaning Tree Road w Lugoff w Południowej Karolinie szła do domu po wyjściu ze szkolnego autobusu. Zegarki wskazywały wówczas godzinę 16:30. Podczas przechadzki podszedł do niej mężczyzna w mundurze bojowym. Był to Vinson Filyaw, bezrobotny przestępca seksualny, którego policja usiłowała odnaleźć przez kilka miesięcy po tym, jak zmolestował on pewnego 12-latka. Filyaw zyskał zaufanie Elizabeth, twierdząc, że jest policjantem.

Po założeniu kajdanek na nastolatkę, Filyaw zaprowadził Elizabeth w głąb lasu na około godzinę, tak aby ją zdezorientować. W końcu przyprowadził ją do podziemnego bunkra, który wykopał w ziemi obok swojej przyczepy. Schronienie to miało nieco ponad metr szerokości i 6 metrów długości.

W środku znajdował się ręcznie wykopany wychodek, prowizoryczne łóżko i półki wykonane z gałęzi. Były tam też dwa granaty domowej roboty i pistolet flarowy. Bunkier znajdował się około 1,5 kilometra od domu Elizabeth.

Będąc już pod ziemią, Filyaw rozebrał przerażoną dziewczynę, związał ją łańcuchami, a następnie zgwałcił. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 10 dni. Mężczyzna gwałcił Elizabeth od dwóch do pięciu razy dziennie. Co więcej, Filyaw umieścił ładunki wybuchowe wokół szyi dziewczyny i ostrzegł ją, że całość wybuchnie, jeśli ta spróbuje uciec. Jak twierdził sam porywacz, w pobliżu znajdował się zbiornik wodny w postaci stawu. Może to oznaczać, że zamierzał on przetrzymywać swoją ofiarę w bunkrze przez kolejne miesiące, jeśli nie lata.

Kiedy Elizabeth nie wróciła do domu ze szkoły, jej rodzice zgłosili jej zaginięcie. Pomimo ich niebezpodstawnych obaw, że stało się coś złego, policja założyła, iż była to tylko młodzieńcza ucieczka z domu. Rodzice utrzymywali, że tego typu rozwiązanie nie byłoby w jej stylu. Mimo to policja odmówiła uruchomienia tzw. "Amber Alert" (system alarmowy, który służy do udostępniania fotografii zaginionych dzieci poprzez rozpowszechnianie komunikatów środkami masowego przekazu) i sklasyfikowała ją jako uciekinierkę.

W przeciągu następnych 10 dni, Elizabeth pracowała nad zdobyciem zaufania jej porywacza. Próbowała dotrzeć do niego mówiąc o rzeczach, które go interesowały i ujawniając, że interesują ją one w tym samym stopniu. Próbowała sprawić, by mężczyzna uwierzył, że nastolatka cieszy się z takiej sytuacji i jego towarzystwa. W końcu zaczął pozwalać Elizabeth wychodzić na świeże powietrze. Dziewczyna sprytnie zostawiała kosmyki włosów na ziemi, mając nadzieję, że ktoś je znajdzie i "połączy kropki".

Dziesiątego dnia Elizabeth zapytała Filyawa, czy może użyć jego telefonu do grania w gry. Kiedy mężczyzna zasnął, Elżbieta wysłała do swojej rodziny liczne wiadomości. Jej matka otrzymała wiadomość tekstową od córki, w której ta poinformowała ją, że przebywa w dziurze w ziemi i że słyszy ciężarówki jadące obok. Policja była w stanie wyśledzić numer telefonu do wieży telefonicznej w pobliżu podziemnego bunkra.

Gdy policja była już na jego tropie, Filyaw dowiedział się o całej sprawie po obejrzeniu wiadomości na telewizorze z zasilaniem bateryjnym. Początkowo był wściekły na Elizabeth: „Bałam się, że umrę. Był wściekły" - wyjawiła. Gniew szybko przerodził się w strach. Co jeśli policja go znajdzie? Zapytana o radę, Elizabeth zasugerowała, żeby uciekł i był oddalony od funkcjonariuszy, którzy szybko zbliżali się do celu. Porywacz posłuchał tej rady i porzucił Elizabeth w bunkrze.

Wkrótce po jego odejściu Elizabeth nieustannie krzyczała o pomoc z bunkra, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy. Grupa poszukiwawcza, która przeszukiwała okolicę, usłyszała jej krzyki i ostatecznie odkopała legowisko okrutnego pedofila.

Od tamtej pory trwało polowanie na Filyawa. Helikopter policyjny krążył wokół bunkra i otaczającego go obszaru leśnego. Podczas przeszukiwania odkryto trzy inne bunkry, wszystkie wykopane przez Filyawa. Był on zwolennikiem survivalu, który znał każdy zakamarek okolicznego lasu.

Później okazało się, że Filyaw posiadał system tuneli pod swoim domem, prowadzący do kilku podziemnych bunkrów.

W końcu wytropiono go po tym, jak pewna kobieta zadzwoniła na policję, by powiedzieć, że Filyaw próbował ją porwać przed pizzerią 17 września około 2 w nocy. Policja zatrzymała go podążającego drogą międzystanową 20 około 8 kilometrów od jego domu - był uzbrojony w pistolet na śrut, paralizator i długi nóż myśliwski.

Determinacja Elizabeth by przeżyć była nadzwyczaj imponująca. „Patrzę na nią cały czas i zastanawiam się, przez co przeszła i jak tego dokonała” - powiedział później jej ojciec w rozmowie z  "Today". Elizabeth ukończyła szkołę średnią i politechnikę. Po zostawieniu za sobą traumatycznej przeszłości, pragnie jednej rzeczy - aby jej historia była lekcją dla innych.

Źródło: Morbidology

Free Joomla! template by L.THEME