Powietrze, które wdychamy, może zmieniać nasze zachowanie na różne sposoby. Ludzkość znajduje się obecnie dopiero na etapie poznawania wpływów tego czynnika.

W przyszłości funkcjonariusze policji mogą monitorować poziom zanieczyszczenia w danych miastach. Bazując na takich danych, będą oni wysyłali szczególnie wzmożone patrole do miejsc, w których poziom ten będzie najwyższy w danym dniu.

Być może taki obrót spraw brzmi jak fabuła filmu science fiction, ale najnowsze badania sugerują, że taki scenariusz może wkrótce zawładnąć naszymi żywotami.

A dlaczego? Wspomniane badania wykazały, że poziom zanieczyszczenia powietrza może doprowadzić do: zakłócenia osądu, problemów ze zdrowiem psychicznym, osiągania gorszych wyników w nauce oraz - co jest najprawdopodobniej najgorsze - podniesienia poziomu przestępczości.

Wyniki te nie napawają optymizmem - biorąc pod uwagę, że ponad połowa światowej populacji żyje obecnie w obszarach miejskich. Mało tego - coraz więcej ludzi podróżuje do zanieczyszczonych miejsc. Z danych WHO wynika, że 9 na 10 osób regularnie wdycha powietrze o niebezpiecznie wysokim poziomie zanieczyszczenia.

Taki rodzaj zanieczyszczenia zabija około siedem milionów ludzi rocznie. Czy wkrótce będziemy zmuszeni do wliczania morderstw do tej statystyki?

W 2011 roku Sefi Roth, naukowiec z Londyńskiej Szkoły Ekonomii, zaczął rozmyślać o efektach zanieczyszczenia powietrza. Doskonale zdawał sobie sprawę z negatywnego wpływu tego zjawiska na zdrowie i śmiertelność, a także na częstsze wizyty w szpitalach. Pomyślał sobie jednak, że być może istnieją jeszcze inne konsekwencje takiego zjawiska.

Na początku przeprowadził on badanie mające na celu sprawdzenie, czy zanieczyszczenie powietrza wpływa w jakikolwiek sposób na funkcje poznawcze. Roth i jego zespół obserwowali studentów zdających egzaminy w różnych dniach, mierząc przy tym aktualny poziom zanieczyszczenia powietrza. Wszystkie inne aspekty pozostawały niezmienne: egzaminy były zdawane przez studentów o podobnym poziomie edukacji, w tym samym miejscu, ale przez okres kilku dni.

Naukowiec odkrył, że dochodziło do znaczących zmian w średniej osiąganych rezultatów. Wykazano, że istnieje korelacja pomiędzy najgorszymi wynikami a największym poziomem zanieczyszczenia. W dniach, w których powietrze było najbardziej czyste, studenci osiągali lepsze rezultaty.

- Dostrzegliśmy zdecydowany spadek rezultatów w dniach o wysokim poziomie zanieczyszczenia - skomentował Roth. - Nawet kilka dni przed lub po egzaminach nie zauważyliśmy żadnych efektów. Gorsze rezultaty były odnotowywane tylko i wyłącznie w dniu egzaminów.

W celu poznania skutków długoterminowych, Roth ponownie zbadał ten wpływ po okresie 8-10 lat. Studenci, którzy osiągnęli najgorsze wyniki w dniach z najwyższym poziomem zanieczyszczenia powietrza, dostali się na mniej renomowane uczelnie i zarabiali mniej, ponieważ opisywane egzaminy miały znaczący wpływ na ich dalszą edukację. "Więc nawet jeśli był to skutek krótkoterminowy zanieczyszczenia powietrza, to jeśli miał on miejsce w kluczowym etapie życia, może nieść za sobą efekty długofalowe - dodał. W 2016 roku przeprowadzono kolejne badanie, które potwierdziło pierwotne odkrycia Rotha.

Spostrzeżenia te zainspirowały go do jego ostatniego przedsięwzięcia. W 2018 roku zespół naukowy pod jego wodzą przeanalizował dane kryminalne z ponad 600 okręgów wyborczych Londynu. Naukowcy odkryli, że więcej drobnych przestępstw miało miejsce podczas najbardziej zanieczyszczonych dni, zarówno w bogatszych, jak i biedniejszych dzielnicach miasta.

Oczywiście powinniśmy być ostrożni przed wyciąganiem pochopnych wniosków co do takich korelacji. Autorzy badania dostrzegli jednak pewne dowody na istnienie związku przyczynowego.

Częścią tego samego badania było porównanie konkretnych regionów w określonym przedziale czasowym, jak również porównanie poziomów zanieczyszczenia powietrza. Chmura zanieczyszczeń może przecież "podróżować" wraz z wiatrem. Ten przenosi ją w różne części miasta losowo, do bogatych i biednych dzielnic. - Po prostu podążaliśmy za tą chmurą każdego dnia i sprawdzaliśmy, co się dzieje z przestępczością w miejscach, do których docierała. Odkryliśmy, że poziom przestępczości wzrastał w miejscach, w których aktualnie przebywała - komentuje Roth.

Co ciekawe - nawet umiarkowany poziom zanieczyszczenia robił różnicę. - Zauważyliśmy, że te pokaźne wpływy na przestępczość pojawiają się podczas także w przypadku poziomu zanieczyszczenia, który nie przekracza przyjętej normy - dodał. Oznacza to, że nawet poziom opisywany przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska jako "dobry" wciąż miał wpływ na rosnący współczynnik przestępczości na danym obszarze.

Co prawda analizy Rotha nie wykazały silnego wpływu zanieczyszczeń na poważniejsze przestępstwa (jak np. morderstwa czy gwałty), ale inne badanie z 2018 roku może sugerować pewne powiązanie i w tym zakresie. Prowadzący je Jackson Lu z MIT przeanalizował dane z dziewięciu lat, które zawierały informacje z ponad 9000 miast w całych Stanach Zjednoczonych. Wykazano, że "zanieczyszczenie powietrza prognozowało sześć głównych rodzajów przestępstwa", wliczając w to: zabójstwa, gwałty, kradzieże, napady, kradzieże aut oraz pobicia. Miasta z największymi poziomami zanieczyszczenia miały też największy poziom przestępczości. To kolejne badanie korelacyjne, ale ujęto w nim czynniki takie jak: populacja, wskaźnik zatrudnienia, wiek oraz płeć - a zanieczyszczenie nadal pozostawało główną zapowiedzią wzrostu poziomu przestępczości.

Kolejne dowody pochodzą z badania "wykroczeń młodocianych delikwentów" (mowa o m.in.: ściąganiu, wagarowaniu, kradzieżach, wandalizmie czy używaniu różnych substancji) na ponad 682 nastolatkach. Diana Younan z Uniwersytetu w Południowej Karolinie i jej współpracownicy przyjrzeli się aerozolom atmosferycznym PM2,5 (pył zawieszony składający się z drobinek 30-krotnie mniejszych od ludzkiego włosa) i badali wpływ narażenia na ich wdychanie przez okres ponad 12 lat. Ponownie złe zachowania były znacznie częściej widywane w obszarach z większym poziomem zanieczyszczenia.

By wykluczyć zwyczajne powiązanie tego faktu jedynie ze statusem społeczno-ekonomicznym, zespół Younan brał również pod uwagę: wykształcenie rodziców, ubóstwo, jakość sąsiedztwa i wiele innych czynników, tak aby oddzielić wpływ mikrocząsteczek od innych znanych czynników wpływających na przestępczość.

Younan utrzymuje, że jej odkrycia są szczególnie alarmujące ponieważ wiadomo, że zachowanie nastolatków jest silną zapowiedzią tego, jak będą się oni zachowywać jako dorośli. Tacy delikwenci częściej gorzej radzą sobie z nauką, pozostają bezrobotni i są bardziej podatni na uzależnienie od różnych substancji. Oznacza to, że interwencja w młodym wieku powinna być dla nas priorytetowa.

Istnieje wiele potencjalnych mechanizmów, które mogą wyjaśnić jak zanieczyszczenie powietrza wpływa na naszą moralność. Przykładowo Lu wykazał, że sama myśl o zanieczyszczeniach może wpływać na naszą psychologię poprzez negatywne skojarzenia.

Oczywiście naukowcy nie mogli fizycznie narazić uczestników badania na zanieczyszczenia, więc podejmowali najlepszy możliwy (z punktu widzenia etyki) krok. Pokazali Amerykanom i Hindusom fotografie ekstremalnie zanieczyszczonych miast i prosili ich o wyobrażenie sobie życia w takich miejscach. - Chcieliśmy sprawić, żeby doświadczyli efektów zanieczyszczenia pod względem psychologicznym - oznajmił Lu. - Poprosiliśmy uczestników, aby ci rzeczywiście wyobrazili sobie życie w takich miastach, jak by się wówczas czuli i jak wyglądałoby wtedy ich życie, tak aby psychologicznie doświadczyli pojedynku zanieczyszczonego powietrza z czystym środowiskiem.

Naukowiec zaobserwował, że niepokój uczestników narastał i stawali się bardziej skoncentrowani na własnych osobach - takie reakcje mogą zwiększać poziom agresji i nieodpowiedzialnego zachowania. - Doskonale wiemy, że kiedy zadziała mechanizm samoobrony, to w przypadku odczuwania niepokoju jesteśmy bardziej skłonni do uderzenia kogoś w twarz, niż kiedy jesteśmy spokojni - dodał Lu. - Tak więc poprzez podnoszenie niepokoju ludzi, zanieczyszczenie powietrza może mieć negatywny wpływ na ich zachowanie.

Poprzez serię kolejnych eksperymentów zespół wykazał, że uczestnicy byli bardziej skłonni do oszukiwania podczas różnych zadań w warunkach "zanieczyszczonych", a także do przeceniania swoich osiągnięć w celu otrzymania nagrody.

Badanie to stanowi zaledwie początek i być może istnieje wiele powodów takich rezultatów poza zwiększonym uczuciem niepokoju i większym skupieniu na sobie - jak chociażby fizjologiczne zmiany w mózgu. Przykładowo kiedy wdychamy zanieczyszczone powietrze, ma to wpływ na ilość dostarczanego tlenu do organizmu w danym momencie - a to z kolei może skończyć się mniejszymi dostawami "dobrego powietrza" do mózgu. Może to również podrażniać nos i gardło, a także powodować bóle głowy - a wszystko to skutkuje zmniejszeniem poziomu koncentracji.

Jasnym jest również, że narażenie na rozmaite zanieczyszczenia może powodować zapalenia w mózgu i prowadzić do uszkodzenia struktury mózgu oraz połączeń nerwowych. - Możliwym jest zatem, że zanieczyszczenia te prowadzą do uszkodzeń w korze przedczołowej - komentuje Younan. To obszar, który kontroluje nasze impulsy, funkcje wykonawcze i samokontrolę.

Poza podnoszeniem poziomu przestępczości, sytuacja ta może doprowadzać do poważnych konsekwencji względem zdrowia psychicznego. W marcu 2019 roku pewne badanie wykazało, że nastolatkowie narażeni na toksyczne powietrze są narażeni na większe ryzyko ataków psychozy, takich jak paranoja czy słyszenie głosów. Prowadząca to badanie Joanne Newbury z londyńskiego King's College twierdzi, że nie może jeszcze jasno określić związku przyczynowego wynikającego z jej badań, ale jej odkrycia pokrywają się z efektami badań innych zespołów. - Faktycznie przynoszą one kolejne dowody łączące zanieczyszczenie powietrza z problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym, a także ukazujące wpływ zanieczyszczeń na demencję. Jeżeli jest to złe dla ciała, będzie to też prawdopodobnie złe dla mózgu - oznajmiła Newbury.

Eksperci twierdzą, że obecnie należy pogłębiać świadomość na temat wpływu zanieczyszczeń, w tym także ich oddziaływania na nasze zdrowie. - Potrzebujemy więcej badań tego typu w innych populacjach i grupach wiekowych - oznajmiła Younan.

Na szczęście posiadamy pewną kontrolę nad ilością zanieczyszczeń, na które narażamy się każdego dnia. Możemy działać proaktywnie i codziennie obserwować jakość powietrza dookoła nas. Specjalne monitory wskazują, w których miejscach na mapie świata mamy do czynienia z największym zagrożeniem pod tym względem. - Jeżeli poziom ten jest niebezpieczny, zalecam unikanie biegania na zewnątrz - dodaje Younan.

Niektóre kraje nadal oczekują na wprowadzenie bardziej rygorystycznej regulacji w zakresie ograniczenia zanieczyszczeń, ale niektóre miejsca na mapie świata podjęły już stosowne kroki. Na przykład w Kalifornii doszło do zmniejszenia poziomu zanieczyszczeń poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji i co ciekawe - doszło tam przy tym do zmniejszenia wskaźnika przestępczości. Mimo to Younan nadal usilnie przekonuje, że nie wiemy jeszcze czy nie jest to czasem czysty przypadek. Tymczasem w Londynie od 8 kwietnia 2019 roku istnieje nowa "strefa ultraniskiej emisji", która posiada bardziej rygorystyczne standardy pod względem emisji - trzeba tam zapłacić dodatkowe 12,5 funta za "większość pojazdów" zamiast standardowej opłaty za wjazd wynoszącej 11,5 funta. Na ulice miasta wyruszyła także większa liczba bardziej ekologicznych autobusów, co jest częścią projektu o nazwie "Cleaner air for London".

- Odwalamy kawał dobrej roboty z obniżaniem poziomu zanieczyszczeń w wielu krajach, ale musimy zrobić jeszcze więcej w tym kierunku - komentuje Roth. - Niekoniecznie chodzi tylko o rząd. Mowa także o mnie czy o tobie. Kiedy myślimy o tym co chcemy kupić czy jak dostać się w dane miejsce, mamy znaczący wpływ na środowisko i musimy mieć tego świadomość, koniecznym jest również podejmowanie przemyślanych decyzji.

Roth wciąż ma nadzieję, że rosnąca ilość zanieczyszczeń może nadal być rozwiązana przez nas samych, ale należy uświadamiać ludzi o tym problemie.

Jeśli wszyscy zaczniemy monitorować poziom zanieczyszczenia dookoła nas, wówczas być może zaczniemy traktować to jako nawyk do unikania danych aktywności, takich jak uprawianie sportu na zewnątrz czy dojazd do pracy w najbardziej zanieczyszczonym okresie. Zyskają na tym nasze ciała, mózgi oraz zachowania.

Źródło: BBC Future

poniedziałek, 08 kwiecień 2019 09:26

Punisher z Brazylii

Motyw seryjnego mordercy, który na swoje ofiary wybiera wyłącznie kryminalistów, pojawia się w sztuce bardzo często. Szczególnie intrygujące są jednak przypadki tego rodzaju z prawdziwego życia - a nadzwyczaj zatrważający przykład stanowi pewien żądny krwi Brazylijczyk.

Pedro Rodrigues Filho, bo o nim mowa, przyszedł na świat 17 lipca 1954 roku w Santa Rita do Sapucaí. Mężczyzna dorobił się przydomku "Pedrinho Matador" (Piotruś-Zabójca) i wsławił się pościgami i mordowaniem innych kryminalistów, wyładowując swoje mordercze instynkty na złoczyńcach. Po raz pierwszy zabił w wieku 14 lat, a dzisiaj ma na swoim koncie ok. 100 zabójstw - wliczając w to 47 osób, które zostały jego ofiarami w więzieniu w czasie jego odsiadki. Filho obiecał, że to nie koniec jego aktywności w tym zakresie i zapowiedział m.in. atak na innego seryjnego mordercę - Francisco de Assisa Pereirę, który został aresztowany w 1998 roku za gwałt i zabójstwo 11 kobiet. Pedrinho nie odpowiedział jeszcze za wszystkie swoje przestępstwa, ale został skazany na ponad 400 lat pozbawienia wolności, co stanowi rekordowo wysoki wyrok w Brazylii.

Życiorys

Filho urodził się na farmie w Santa Rita do Sapucaí, w południowej części stanu Minas Gerais. Niemowlę miało uszkodzoną czaszkę, co było spowodowane tym, że jego ojciec zwykł kopać matkę po brzuchu w trakcie kłótni. Jak twierdzi sam Pedrinho, po raz pierwszy zapragnął pozbawić kogoś życia mając 13 lat, a miało to miejsce podczas dysputy ze starszym kuzynem, którego niemal nie wepchnął do maszyny stosowanej w przemyśle cukru trzcinowego, co mogło doprowadzić do śmierci chłopca.

W wieku 14 lat zabił zastępcę burmistrza Santa Rita do Sapucaí, oddając do niego strzał z broni palnej przed ratuszem - co stanowiło zemstę za zwolnienie jego ojca ze stanowiska szkolnego ochroniarza, po tym jak oskarżono go o kradzież szkolnych obiadów. Następnie jego ofiarą padł inny wartownik, którego podejrzewano o bycie odpowiedzialnym za owe kradzieże. Filho zbiegł do Mogi das Cruzes, gdzie zaczął plądrować laboratoria narkotykowe i mordować przemytników. Następnie poznał wdowę po liderze handlarzy narkotykami, o przydomku Botinha, a po jakimś czasie para zamieszkała wspólnie. Mężczyzna przejął obowiązki swoich niedawnych ofiar, by następnie być "zmuszonym" do wyeliminowania konkurencji - tak więc pozbawił życia trzech "kumpli z branży". Jego pobyt w tej miejscowości zakończył się wraz z zamordowaniem Botinhy przez policję - po tym zdarzeniu Pedrinho musiał uciekać. Zmobilizował swoich żołnierzy i założył własny biznes.

Pragnąc zemsty na tych, którzy doprowadzili do śmierci jego towarzyszki, rozpoczął ciąg tortur i zabójstw kolejnych osób. Jeden z jego klientów (i były współpracownik) został odwiedzony przez Filho i jego czterech przyjaciół podczas własnego wesela. Wizyta ta zakończyła się siedmioma trupami i szesnastoma rannymi. W tamtym czasie Pedrinho był jeszcze niepełnoletni.

Przebywając jeszcze w Mogi, samozwańczy mściciel zabił swojego ojca w lokalnym areszcie, po tym jak ten zamordował jego matkę 21 ciosami maczetą. Zemsta syna była okrutna - poza zadaniem 22 ran ciętych, wyrwał on również serce swojego ojca, ugryzł kawałek i wypluł. Taki przebieg zdarzeń relacjonował sam Filho w rozmowie z dziennikarzem Marcelo Rezende.

Pedrinho został aresztowany po raz pierwszy 24 maja 1973 roku i przeżył za kratkami większość swojego dorosłego życia. Jak wynika z policyjnych akt, pewnego dnia mężczyzna był przewożony w specjalnym samochodzie wraz z innym więźniem i obaj panowie byli skuci kajdankami - kiedy funkcjonariusze otworzyli na miejscu tylne drzwi pojazdu, drugi więzień już nie żył. Pedrinho przyznał się do zamordowania go argumentując to tym, że nieboszczyk był gwałcicielem. W 2003 roku władze musiały wypuścić go na wolność, bez względu na fakt, że był on skazany na 126 lat pozbawienia wolności - prawo w Brazylii zabrania trzymania kogokolwiek za kratkami przez więcej niż 30 lat. Z uwagi na przestępstwa popełnione w więzieniu, jego kara została jednak wydłużona do prawie 400 lat, tak więc jego pobyt w zakładzie karnym przedłużono do 2017 roku. Pedrinho mógł kontynuować swój związek z dziewczyną - byłą skazaną, której imienia mężczyzna nie chciał wyjawić, a którą poznał dzięki wymianie listów podczas pobytu w więzieniu. Po odbyciu 12 lat odsiadki za kradzież, kobieta została wypuszczona na wolność i odwiedzała Pedrinho w więzieniu Taubaté.

Zdaniem innych współwięźniów, Pedrinho posiadał niesamowity zmysł do przetrwania za kratkami. Zabijał i ranił dziesiątki innych kryminalistów, aby przetrwać za kratkami. Pewnego razu został zaatakowany przez pięciu skazańców - zabił trzech z nich, po czym wściekle gonił pozostałą dwójkę. Pedrinho zabił także kolegę z celi, ponieważ ten "chrapał za często" i kolejnego, gdyż "nie podobała mu się jego twarz". Żeby potwierdzić swój zapał do zabijania, wytatuował sobie na lewym ramieniu napis "Zabijam dla przyjemności", który zakrył później innymi tatuażami.

Według psychiatrów, Filho należy opisywać mianem psychopaty - kogoś, kto nie okazuje skruchy i litości dla innych. Jednakże psychopaci nie okazują przywiązania, a Pedrinho najprawdopodobniej jawił coś na podobnych zasadach względem swojej matki i byłej dziewczyny. Taki stan rzeczy klasyfikuje go bardziej jako socjopatę, który był żądny zemsty za ich śmierć. Psychiatrzy badający jego przypadek w 1982 roku wykazali w raporcie, że jego największą motywacją do działania była "brutalna afirmacja samego siebie". Zdiagnozowali go przy tym jako osobę "paranoiczną i antyspołeczną".

Po odbyciu 34 lat odsiadki, mężczyznę wypuszczono na wolność 24 kwietnia 2007 roku. Służby specjalne informowały, że przeprowadził się on do północno-wschodniej części kraju - do Fortalezy w stanie Ceará. 15 września 2011 roku lokalne media doniosły, że Pedrinho został aresztowany w swoim domu na wsi, gdzie pracował jako dozorca w Balneário Camboriú na wybrzeżu Santa Catarina. Zdaniem RBS News, wstępnie groziło mu osiem lat prac społecznych za m.in. rozboje, których dokonał w Sao Paulo. Dzisiaj Pedrinho przebywa na wolności po spędzeniu wielu lat w więzieniu. Utrzymuje, że żałuje swoich złych czynów i nawrócił się na chrześcijaństwo. Mężczyzna miał pracować nad swoją autobiografią i prowadził też własny kanał YouTube z poradami dla młodych ludzi. Rzekomo prowadzi zupełnie inne życie, starając się zniechęcić młodzież do przestępczości.

Od Północy do Południa

Pedrinho został ponownie zatrzymany 14 września 2011 roku w turystycznym miasteczku Balneário Camboriú na północnym wybrzeżu Santa Catariny. Aresztowano go około godziny 11 w jego domu. Funkcjonariusz, który zlokalizował go "po cywilu", oznajmił później: - Otrzymałem anonimowy donos o tym, że Pedrinho Matador przebywał w ukryciu w Camboriú. Informacja ta dotarła do lokalnej policji, gdzie zweryfikowano te pogłoski. Udało nam się je potwierdzić i zatrzymaliśmy go.

Mężczyzna odsiedział swój wyrok za dokonane zabójstwa (z czego ponad połowa to morderstwa dokonane w więzieniu), ale został ponownie skazany w sierpniu 2018 roku za udział w sześciu rozbojach.

Z uwagi na swoje czyny został on jednym z bohaterów książki pt. "Serial Killers - Made in Brazil" autorstwa Ilany Casoy. Publikacja ta zawiera opowieści o mordercach takich jak Marcelo Costa de Andrade czy Francisco da Costa Rocha.

Ostatecznie został on wypuszczony na wolność pod koniec 2018 roku i prowadzi swój własny kanał YouTube z autorskimi vlogami.

Źródło: Wikipedia

Był 6 września 2006 roku - w godzinach popołudniowych 14-letnia Elizabeth Shoaf z Leaning Tree Road w Lugoff w Południowej Karolinie szła do domu po wyjściu ze szkolnego autobusu. Zegarki wskazywały wówczas godzinę 16:30. Podczas przechadzki podszedł do niej mężczyzna w mundurze bojowym. Był to Vinson Filyaw, bezrobotny przestępca seksualny, którego policja usiłowała odnaleźć przez kilka miesięcy po tym, jak zmolestował on pewnego 12-latka. Filyaw zyskał zaufanie Elizabeth, twierdząc, że jest policjantem.

Po założeniu kajdanek na nastolatkę, Filyaw zaprowadził Elizabeth w głąb lasu na około godzinę, tak aby ją zdezorientować. W końcu przyprowadził ją do podziemnego bunkra, który wykopał w ziemi obok swojej przyczepy. Schronienie to miało nieco ponad metr szerokości i 6 metrów długości.

W środku znajdował się ręcznie wykopany wychodek, prowizoryczne łóżko i półki wykonane z gałęzi. Były tam też dwa granaty domowej roboty i pistolet flarowy. Bunkier znajdował się około 1,5 kilometra od domu Elizabeth.

Będąc już pod ziemią, Filyaw rozebrał przerażoną dziewczynę, związał ją łańcuchami, a następnie zgwałcił. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 10 dni. Mężczyzna gwałcił Elizabeth od dwóch do pięciu razy dziennie. Co więcej, Filyaw umieścił ładunki wybuchowe wokół szyi dziewczyny i ostrzegł ją, że całość wybuchnie, jeśli ta spróbuje uciec. Jak twierdził sam porywacz, w pobliżu znajdował się zbiornik wodny w postaci stawu. Może to oznaczać, że zamierzał on przetrzymywać swoją ofiarę w bunkrze przez kolejne miesiące, jeśli nie lata.

Kiedy Elizabeth nie wróciła do domu ze szkoły, jej rodzice zgłosili jej zaginięcie. Pomimo ich niebezpodstawnych obaw, że stało się coś złego, policja założyła, iż była to tylko młodzieńcza ucieczka z domu. Rodzice utrzymywali, że tego typu rozwiązanie nie byłoby w jej stylu. Mimo to policja odmówiła uruchomienia tzw. "Amber Alert" (system alarmowy, który służy do udostępniania fotografii zaginionych dzieci poprzez rozpowszechnianie komunikatów środkami masowego przekazu) i sklasyfikowała ją jako uciekinierkę.

W przeciągu następnych 10 dni, Elizabeth pracowała nad zdobyciem zaufania jej porywacza. Próbowała dotrzeć do niego mówiąc o rzeczach, które go interesowały i ujawniając, że interesują ją one w tym samym stopniu. Próbowała sprawić, by mężczyzna uwierzył, że nastolatka cieszy się z takiej sytuacji i jego towarzystwa. W końcu zaczął pozwalać Elizabeth wychodzić na świeże powietrze. Dziewczyna sprytnie zostawiała kosmyki włosów na ziemi, mając nadzieję, że ktoś je znajdzie i "połączy kropki".

Dziesiątego dnia Elizabeth zapytała Filyawa, czy może użyć jego telefonu do grania w gry. Kiedy mężczyzna zasnął, Elżbieta wysłała do swojej rodziny liczne wiadomości. Jej matka otrzymała wiadomość tekstową od córki, w której ta poinformowała ją, że przebywa w dziurze w ziemi i że słyszy ciężarówki jadące obok. Policja była w stanie wyśledzić numer telefonu do wieży telefonicznej w pobliżu podziemnego bunkra.

Gdy policja była już na jego tropie, Filyaw dowiedział się o całej sprawie po obejrzeniu wiadomości na telewizorze z zasilaniem bateryjnym. Początkowo był wściekły na Elizabeth: „Bałam się, że umrę. Był wściekły" - wyjawiła. Gniew szybko przerodził się w strach. Co jeśli policja go znajdzie? Zapytana o radę, Elizabeth zasugerowała, żeby uciekł i był oddalony od funkcjonariuszy, którzy szybko zbliżali się do celu. Porywacz posłuchał tej rady i porzucił Elizabeth w bunkrze.

Wkrótce po jego odejściu Elizabeth nieustannie krzyczała o pomoc z bunkra, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy. Grupa poszukiwawcza, która przeszukiwała okolicę, usłyszała jej krzyki i ostatecznie odkopała legowisko okrutnego pedofila.

Od tamtej pory trwało polowanie na Filyawa. Helikopter policyjny krążył wokół bunkra i otaczającego go obszaru leśnego. Podczas przeszukiwania odkryto trzy inne bunkry, wszystkie wykopane przez Filyawa. Był on zwolennikiem survivalu, który znał każdy zakamarek okolicznego lasu.

Później okazało się, że Filyaw posiadał system tuneli pod swoim domem, prowadzący do kilku podziemnych bunkrów.

W końcu wytropiono go po tym, jak pewna kobieta zadzwoniła na policję, by powiedzieć, że Filyaw próbował ją porwać przed pizzerią 17 września około 2 w nocy. Policja zatrzymała go podążającego drogą międzystanową 20 około 8 kilometrów od jego domu - był uzbrojony w pistolet na śrut, paralizator i długi nóż myśliwski.

Determinacja Elizabeth by przeżyć była nadzwyczaj imponująca. „Patrzę na nią cały czas i zastanawiam się, przez co przeszła i jak tego dokonała” - powiedział później jej ojciec w rozmowie z  "Today". Elizabeth ukończyła szkołę średnią i politechnikę. Po zostawieniu za sobą traumatycznej przeszłości, pragnie jednej rzeczy - aby jej historia była lekcją dla innych.

Źródło: Morbidology

Mimo że w tzw. "Family Day" miał być zamknięty, jeden ze sklepów spożywczych w centrum miasta gościł swego rodzaju "klientów", gdyż drzwi do budynku pozostały nieumyślnie otwarte w czasie święta.

23-letni Joe Arridy, który posiadał wartość ilorazu inteligencji na poziomie 46 i zachowywał się bardziej jak dziecko, przyznał się do morderstwa z 1936 roku - sprawca zgwałcił i zabił siekierą 15-letnią Dorothy Drian w Pueblo w stanie Kolorado.

Słynny Benjamin Hornigold był prawdziwym znawcą w swoim fachu. Złota era piratów dobiegała końca około 1730 roku, a Hornigold był gotów zakończyć ją z hukiem. Mówimy zresztą o nie byle kim. Jak wszyscy piraci, był on nastawiony na grabież złota. Kiedy akurat nie plądrował łupów, przywłaszczał sobie kapelusze z głów bezradnych marynarzy.

Kanadyjski włamywacz poczuł się jak w domu. Jego nietypowe działanie odbiło się szerokim echem w całym kraju w 2015 roku.

poniedziałek, 04 luty 2019 11:34

Szlochający morderca

W latach 1980-1982 mieszkańcy Minneapolis byli terroryzowani przez sadystycznego seryjnego mordercę. Stał się znany jako "Szlochający zabójca/morderca" ze względu na płaczliwe połączenia telefoniczne, które wykonywał do komisariatów policji po swoich okrutnych morderstwach.

7-letni chłopiec był związywany łańcuchami i więziony w piwnicy przez swoją rodzinę, a jej członkowie odcinali i zjadali jego kawałki ciała - usłyszał jeden z sądów w Czechach w 2008 roku.

czwartek, 17 styczeń 2019 18:25

Rzymski teatr śmierci

Rzymianie, jak dobrze wiadomo, posiadali szczególny talent do zabijania i przy całej ich odrazie do składania ofiar z ludzi (Imperium zakazywało składania ofiar tego typu, gdziekolwiek na nie natrafiano), pokazy gladiatorów, okazjonalne akty ludobójstwa i publiczne egzekucje były uznawane za wyższe dobro.

Najbardziej niezwykłym aspektem rzymskich publicznych egzekucji była chęć przekształcenia ich w grę. Trzeba to jednak odpowiednio zrozumieć - nie chodzi o grę egzekucyjną jak w przypadku tytułów fantasy z lat osiemdziesiątych, w których uda ci się przeżyć, jeśli znajdziesz wyjście ze śmiercionośnych podziemi. Była to gra w tym sensie, że zbrodniarz ginął w widowiskowy sposób w teatrze, gdzie oczekiwano od niego odgrywania konkretnej roli. Te teatralne widowiska tradycyjnie odbywały się w amfiteatrze w samo południe, między rankiem i popołudniowymi walkami.

Przykłady:

Ok. 30 r. pne - 40 r. pne: Strabon wspomina w notatkach sycylijskiego herszta bandytów Selurusa, który został umieszczony na drewnianej imitacji Etny, zbudowanej nad klatką dzikich zwierząt. Góra została skonstruowana tak, aby zawalić się po ustalonym sygnale, a Selurus wpadł do klatki, gdzie został rozdarty na strzępy.

Połowa I wieku ne: kryminalista o imieniu Meniskus został spalony żywcem odgrywając rolę Herkulesa. Meniskus był prawdopodobnie przebrany i być może zmuszony do odgrywania roli mitycznego herosa.

Końcówka I wieku ne: Marcjalis opisuje przestępcę, który dobrowolnie zanurzył rękę w ogniu, na wzór Gajusza Mucjusza Scewoli. Zdecydował się on na taki krok najwyraźniej dlatego, że gdyby nie to, zostałby on spalony żywcem.

Ok. 80 r. ne: przestępca został zmuszony, aby ubrać się jak Orfeusz i grać na lirze przed dzikimi zwierzętami. Te rozdarły go na strzępy.

Niejaki "Daedelus" został zrzucony na pożarcie niedźwiedziom. Prawdopodobnie został zrzucony na arenę na sznurze, a następnie jego skrzydła "złamały się". Żeby nie wydawało się to niewiarygodne, istnieje zapis o innym Daedelusie (także przestępcy), który wykonując podobny manewr wylądował tuż obok Nerona w amfiteatrze i opryskał Imperatora swoją krwią. Miało to miejsce mniej więcej pokolenie wcześniej.

"Pazyfae" (najprawdopodobniej przestępczyni) miała być sparowana z bykiem, jak jej odpowiedniczka z greckiej mitologii. Jeśli przeżyje to doświadczenie to i tak zostanie później pozbawiona życia.

Druga połowa II wieku ne: Tertulian wspomina przestępców przebranych za Attisa, wykastrowanego boga. Byli oni, jak możemy się domyślać, publicznie kastrowani. Inni przebrani za Herkulesa zostali spaleni żywcem.

Klemens Rzymski opisuje chrześcijańskie kobiety przebrane za Danaidy i Dirke. Dirke była w mitach przywiązana do rogów byka, więc nie ma wątpliwości, jak to się skończyło...

Ok. 200 r. ne: Perpetua, chrześcijańska męczennica miała przebrać się w mitologiczny strój, ale odmówiła współpracy, została uwięziona i wyprowadzona nago na arenę.

Trzeba jednak zaznaczyć, że źródła są, w taki czy inny sposób, niewystarczające: fraszki, stronnictwo, polemika stronnicza itd. Nie mamy "dziennikarskiego" opisu znikających w ten sposób przestępców. Ale wystarczająco wiele niedoskonałych źródeł może już stanowić fakt.

Być może pozostało tylko jedno pytanie: w jaki sposób władze rzymskie doprowadziły do ​​tego, że skazywano opisywanych kryminalistów na śmierć? Po pierwsze, wielu z nich nie musiało tak skrupulatnie "współpracować". Na przykład biedny, stary Selurus na szczycie swojej zapadającej się góry mógł zostać w odpowiednim momencie odratowany, a sztuka nadal wzbudzałaby ekscytację publiczności, która przyszła zobaczyć, jak umiera. Podobnie kobieta przywiązana do platformy, podczas gdy byk wpadł rozwścieczony na arenę.

Po drugie w niektórych przypadkach mogło istnieć przeczucie, że występując na scenie przestępcą uniknął śmierci lub przynajmniej tej "gorszej" śmierci. Jest na to wyraźna wzmianka w przypadku "Gajusza Mucjusza Scewoli", który poświęcił swoją rękę w płomieniach, aby nie zostać spalonym w całości - czy to oznaczało, że otrzymał miłosierną śmierć, czy też został uwolniony? Podobnie "Orfeusz", który grał dla zwierząt, mógł zostać poinformowany, że gdyby żaden zwierz go nie zaatakował, zostałby uwolniony lub zabity w bardziej humanitarny sposób (ale zapewne wszystko to wydawało się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe - kaci mogli przecież skłamać).

Po trzecie, organizatorzy mogli zaoferować leki uśmierzające ból (a może truciznę?) w zamian za współpracę.

Po czwarte, istnieje udowodniona i całkowicie osobliwa więź między katem i skazanym. Być może więzień postrzegał współpracę jako część paktu pomiędzy zabijanym a zabójcą zawartego w celu odbycia "humanitarnej egzekucji".

Źródło: Beachcombing's Bizarre History Blog

Free Joomla! template by L.THEME