środa, 19 maj 2021 10:38

Nawet zwierzęta idą do więzienia

W 2004 roku kazachska policja prowadziła dochodzenie w sprawie niedźwiedzicy, która zaatakowała dwie osoby na kempingu: jedenastoletniego chłopca, który zbytnio zbliżył się do jej klatki i nietrzeźwego dwudziestoośmioletniego mężczyznę, który próbował podać jej łapę. Jekaterina (znana także jako Katia), zwierzę cyrkowe, które było trzymane w klatce, aby zabawiać obozowiczów, została natychmiast odebrana przez odpowiednie służby.

Kiedy żadne schroniska ani ogrody zoologiczne nie chciały przyjąć Katii, władze Kazachstanu zdecydowały, że jedynym miejscem, w którym można ją trzymać, jest więzienie.

Katia została skazana na dożywocie w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w Kustanaju, w której przebywało wówczas 730 innych (ludzkich) więźniów. Przez piętnaście lat żyła z resztek jedzenia z więziennej kuchni i przebywała w celi nieprzystosowanej dla dzikiego zwierzęcia. Jednak więźniowie bardzo ją polubili i nawet zbudowali pomnik na jej cześć.

Kiedy o jej niezwykłej sytuacji zrobiło się głośno na całym świecie, organizacje pozarządowe "Bears in Mind" i "Forgotten Animals" zażądały jej natychmiastowego uwolnienia i umieszczenia w bardziej odpowiednim środowisku. Sporządzono nawet specjalną petycję.

5 czerwca 2019 roku Katia została ostatecznie zwolniona po piętnastu latach spędzonych w zakładzie poprawczym w Kustanaju. Następnie została przetransportowana do małego zoo, na północy Kazachstanu.

Krótka historia procesów zwierząt

Aby zrozumieć ten osobliwy przypadek, warto spojrzeć wstecz na inne niepokojące przypadki zwierząt, które były stawiane przed sądem.

Między XIII a XVIII wiekiem procesy zwierząt nikogo nie dziwiły. Biorąc pod uwagę, że obywatele uważali publiczne egzekucje ludzi za ekscytujące, nie dziwi fakt, że mordercze kozy czy podstępne konie gromadziły na trybunach jeszcze większą publiczność niż ich ludzkie odpowiedniki.

Najczęściej zwierzę domowe stawało przed sądem oskarżone o bestialstwo lub współudział w uprawianiu magii.

Kronika Kurze Basler z Bazylei w Szwajcarii podaje, że w 1474 roku kogut został postawiony przed sądem za popełnienie "ohydnej i nienaturalnej zbrodni znoszenia jaj". Mieszkańcy miasta obawiali się, czy ptak jest pomiotem szatana, czy też przebraną kurą i zażądali egzekucji oskarżonego. Kogut został uznany za winnego, a następnie spalony na stosie.

Sprawiedliwość dla wszystkich

W imię sprawiedliwości, los zwierząt bywał często mroczny. Ludzie wydawali się tak skupieni na ukaraniu winowajcy, że zapominali o tym, iż zwierzę nie ma moralnej zdolności do popełnienia przestępstwa. Wraz z rozwojem społeczeństwa, nasze zbiorowe rozumienie godności, podstawowych praw i zasad moralnych również się rozwinęło. Publiczne egzekucje ustały, podobnie jak procesy zwierząt.

Jak to się stało, że Katia trafiła do więzienia? Władze Kazachstanu zrezygnowały z filozofii agencji moralnej na rzecz ludzkich ofiar. Nie jest to jedyny przypadek, kiedy maltretowanie, a nawet zabicie niedźwiedzia jest usprawiedliwiane jako działanie na rzecz bezpieczeństwa publicznego.

Szpiedzy w przebraniu

Kolejne ciekawe zatarcie z prawem miało miejsce w 2015 roku w Indiach, kiedy to funkcjonariusze aresztowali gołębia podejrzanego o szpiegostwo. Pewien chłopiec znalazł ptaka w rejonie Kaszmiru, na granicy Indii i Pakistanu, z wiadomością w języku urdu wytłoczoną na jego ciele, a także z pakistańskim numerem telefonu. Indie potraktowały sprawę bardzo poważnie i prześwietliły gołębia w szpitalu weterynaryjnym, szukając innych obciążających go dowodów.

Kiedy śledztwo utkwiło w martwym punkcie, historia ta stała się internetowym memem.

Pewien kot z Brazylii został również objęty śledztwem, gdy odkryto go spacerującego przez główne bramy więzienia o średnim stopniu bezpieczeństwa w Arapiraca, z pokaźnym sprzętem do ucieczki. Kiedy kot został zatrzymany, strażnicy znaleźli kilka pił i wierteł, ładowarkę do telefonu, baterie i kartę pamięci.

Zdumieni, strażnicy próbowali dowiedzieć się, kim mieli być odbiorcy, ale nie byli w stanie wydobyć z kota żadnych informacji. Rzecznik więzienia oświadczył: - Trudno jest ustalić, kto jest odpowiedzialny za akcję, ponieważ kot... nie mówi.

Źródło: History of Yesterday

Wzrost populacji pandy wielkiej o 17% w ciągu dekady do 2014 roku spowodował obniżenie klasyfikacji gatunku do "zagrożonego" z "narażonego na wyginięcie" - podała w 2020 roku organizacja WWF w specjalnym oświadczeniu.

- Odrodzenie pandy pokazuje, że kiedy nauka, wola polityczna i zaangażowanie lokalnych społeczności łączą się, możemy uratować dzikie zwierzęta, a także poprawić różnorodność biologiczną - powiedział Marco Lambertini, dyrektor generalny WWF.

WWF od dziesięcioleci pracuje nad ocaleniem pand wielkich poprzez tworzenie rezerwatów i współpracę z lokalnymi społecznościami w celu ustanowienia zrównoważonych źródeł utrzymania i zminimalizowania ich wpływu na lasy - opisuje organizacja. Obecnie istnieje 67 rezerwatów, które chronią prawie 2/3 wszystkich dzikich pand.

Pandy jednak nadal pozostają zagrożone. - Wszyscy powinni świętować to osiągnięcie, ale pandy pozostają rozproszone i bezbronne, a wiele z ich siedlisk jest zagrożonych przez źle zaplanowane projekty infrastrukturalne. Pamiętajmy też, że na wolności wciąż pozostało tylko 1864 przedstawicieli - powiedział Lo Sze Ping, dyrektor generalny WWF-Chiny.

Źródło: MSN.com

wtorek, 20 kwiecień 2021 08:59

Wielki Zielony Mur

W Afryce naukowcy ciężko pracują nad przywróceniem terenów niegdyś bogatych w różnorodność biologiczną i roślinność. Jedenaście krajów w regionie Sahel-Sahara - Dżibuti, Erytrea, Etiopia, Sudan, Czad, Niger, Nigeria, Mali, Burkina Faso, Mauretania i Senegal - połączyło siły w walce z degradacją ziemi i przywracaniu rodzimej roślinności do krajobrazu.

W ostatnich latach w północnej Afryce nastąpił znaczny spadek jakości gruntów ornych, spowodowany zmianami klimatycznymi i złym zarządzaniem gruntami. Jednocząc się pod sztandarem inicjatywy "Wielki Zielony Mur", krajowi i regionalni liderzy mają nadzieję odwrócić ten trend. Większość prac w terenie miała być początkowo skoncentrowana na odcinku od Dżibuti na wschodzie do Dakaru w Senegalu na zachodzie - jest to obszar o szerokości 15 kilometrów i długości 7,775 kilometrów. Od tego czasu projekt rozszerzył się na kraje zarówno północnej, jak i zachodniej Afryki.

Degradacja ziemi zazwyczaj wynika zarówno z czynników związanych z człowiekiem, jak i naturalnych - najczęstszymi przyczynami są nadmierne rolnictwo, nadmierny wypas, zmiany klimatyczne i ekstremalne warunki pogodowe. Oprócz wpływu na ziemię i środowisko naturalne, degradacja ziemi stanowi poważne zagrożenie dla wydajności rolnictwa, bezpieczeństwa żywnościowego i jakości życia. Nigdzie kwestia ta nie jest tak alarmująca jak w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie szacuje się, że 500 milionów ludzi żyje na terenach dotkniętych pustynnieniem, najbardziej ekstremalną formą degradacji gruntów.

Jean-Marc Sinnassamy jest starszym specjalistą ds. środowiska w Funduszu na rzecz Globalnego Środowiska (GEF). Pomaga w zarządzaniu programem opracowanym w ramach inicjatywy Wielkiego Zielonego Muru z krajami Sahelu i Afryki Zachodniej. GEF jest zaangażowany w tę inicjatywę od samego początku, pomagając w zwołaniu przywódców państw w siedzibie Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zwalczania pustynnienia w Bonn (Niemcy) w lutym 2011 roku. Bank Światowy i inne organizacje zajmujące się globalnym rozwojem i ochroną środowiska zapewniają wsparcie finansowe i techniczne.

Dla Sinnassamy'ego partnerstwo to stanowi wyjątkową okazję do pracy w całym regionie z solidną bazą polityczną.

- Zobaczyliśmy tutaj przywódców politycznych, głowy państw, ministrów w różnych krajach, którzy chcą pracować nad wspólnymi kwestiami środowiskowymi i chcą wspólnie rozwiązywać problemy związane z degradacją gruntów - mówi. - Dla nas jest to polityczne błogosławieństwo. Musimy odpowiedzieć na to zapotrzebowanie i musimy to wykorzystać.

Zintegrowane podejście do krajobrazu

Oprócz silnych podstaw politycznych projektu, jego starannie opracowane podejście przynosi korzyści środowiskowe zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Inicjatywa wykorzystuje "zintegrowane podejście krajobrazowe", które pozwala każdemu krajowi zająć się degradacją ziemi, adaptacją do zmian klimatycznych i łagodzeniem ich skutków, bioróżnorodnością i leśnictwem w swoim lokalnym kontekście.

- W tym przypadku praca nad zwalczaniem degradacji ziemi jest najlepszym sposobem na rozwiązanie zarówno bardzo lokalnych problemów, jak i na poprawę globalnego środowiska - oznajmił Sinnassamy. - Pracujemy z ziemią, która jest podstawą utrzymania tych społeczności. Współpracujemy z ludźmi, aby poprawić jakość gleby, co zwiększa plony, a w konsekwencji produkcję rolną i ogólną jakość życia w społeczności. Te lokalne korzyści są również sposobem na generowanie globalnych korzyści dla wody, ziemi i przyrody.

W końcu Sinnassamy ma nadzieję, że region jako całość będzie składał się z "mozaiki krajobrazów", która zwiększa bioróżnorodność i utrzymuje rodzimą florę jako część gruntów rolnych. Każdy kraj uczestniczący w projekcie ma swoje indywidualne cele, które obejmują zmniejszenie erozji, dywersyfikację dochodów, zwiększenie plonów i poprawę żyzności gleby.

Podczas gdy drzewa i lasy są tylko częścią inicjatywy Wielkiego Zielonego Muru, wiele mediów przedstawiło ten projekt jako wyłącznie oparty na sadzeniu drzew i próbie powstrzymania ekspansji pustyni Sahara na południe.

Sinnassamy zwraca uwagę na dwa błędy w tym postrzeganiu. Pierwszym z nich jest fakt, że inicjatywa Wielkiego Zielonego Muru jest czymś znacznie bardziej złożonym niż tylko sadzeniem pasów drzew na całym kontynencie.

- Za nazwą lub marką "Wielki Zielony Mur" różni ludzie widzą różne rzeczy. Niektórzy widzieli po prostu pas drzew ze wschodu na zachód, ale to nigdy nie była nasza wizja - wyjaśnia. "W Nigrze, Mali i Burkina Faso (...) naturalna regeneracja zarządzana przez rolników przyniosła wspaniałe rezultaty. Chcemy powielać i zwiększać skalę tych osiągnięć w całym regionie. Bardzo możliwe jest przywrócenie drzew w krajobrazie i przywrócenie praktyk agroleśniczych bez sadzenia drzew. Jest to również zrównoważony sposób regeneracji agroleśnictwa i terenów parkowych.

Drugim błędnym przekonaniem, na które wskazuje Sinnassamy, jest to, że pustynia Sahara w rzeczywistości nie rozszerza się.

- Nie walczymy z pustynią - mówi. - Na większości obszarów, na których pracujemy w tych 11 krajach, pustynia nie postępuje. Pustynia jest bardzo stabilnym ekosystemem. Oczywiście, są pewne obszary na jej obrzeżach - na przykład w Senegalu, Mauretanii i Nigerii - gdzie występują pewne ruchy piasku. Ale z perspektywy geograficznej, z biegiem czasu pustynia była stosunkowo stabilna na tym obszarze.

W 2014 roku Unia Europejska i Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, we współpracy z partnerami afrykańskimi i innymi partnerami regionalnymi, uruchomiły program Action Against Desertification, którego celem jest rozbudowa muru. Nigeria stworzyła tymczasową agencję wspierającą rozwój projektu.

Drylands Monitoring Week (2015) ocenił stan pomiarów na terenach suchych i zainicjował współpracę w kierunku wielkoskalowego, kompleksowego monitoringu. Planowanie (w tym wybór roślinności i praca z lokalnymi społecznościami) i nasadzenia/przywracanie gruntów nastąpiły tuż po tym (w tym w Etiopii, Senegalu, Nigerii i Sudanie).

Do 2016 roku obsadzono ok. 15 procent docelowego areału. W tym samym roku w 21 krajach realizowano projekty związane z murem, w tym naturalną regenerację wspieraną przez rolników.

Rekultywacja nagiej ziemi została z powodzeniem zademonstrowana w Burkina Faso, choć problemem pozostaje bezpieczeństwo w obliczu działalności terrorystycznej.

Źródło: National Geographic, Wikipedia (ENG)

Niedawne badania nad agresywnymi zachowaniami u ponad tysiąca gatunków ssaków wykazały, że to surykatka jest ssakiem, który ma największe szanse zostania zamordowanym przez jednego z przedstawicieli swojego gatunku.

Badanie, prowadzone przez José María Gómez z Uniwersytetu w Granadzie w Hiszpanii, opublikowane w 2016 roku w czasopiśmie Nature, przeanalizowało ponad 4 miliony przypadków śmierci wśród 1024 gatunków ssaków i porównało je z wynikami 600 badań nad przemocą wśród ludzi od czasów starożytnych do dziś.

Wyniki badań mówią nam dwie rzeczy:
1. Pewna ilość przemocy między ludźmi jest przypisana do naszego miejsca na drzewie ewolucyjnym.
2. Surykatki są zaskakująco mordercze.

Żeby nie było niedomówień - autorzy badania nie mieli na celu udowodnienia (lub obalenia) teorii o przemocy surykatek. Badali raczej, co dane dotyczące ssaków mogą nam powiedzieć o ludziach. Jednak Ed Yong z The Atlantic uporządkował szeroką listę ssaków, aby stworzyć ten pomocny wykres, w którym zwierzęta zostały sklasyfikowane według ich morderczości:

Niektóre ze zwierząt cieszących się opinią łagodnych są w rzeczywistości bardziej niebezpieczne dla siebie nawzajem niż stworzenia znane z agresji. Szynszyle zabijają się nawzajem częściej niż niedźwiedzie brunatne. Nowozelandzkie lwy morskie są bardziej mordercze niż te "tradycyjne" lwy.

Jak widać, około 20 procent zgonów surykatek to morderstwa. Ich przemoc została udokumentowana - badanie z 2006 roku opisane w National Geographic udokumentowało surykatki-matki zabijające potomstwo innych samic, aby utrzymać dominację.

W najgorszych czasach ludzie także przejawiają mordercze zachowania - nowo opublikowane badania wykazały wskaźniki śmiertelnej przemocy między 15 a 30 procent dla populacji ludzkich żyjących między 500 a 3000 lat temu.

Dziś wskaźnik śmiertelnej przemocy jest znacznie niższy. Jak zauważa towarzyszący artykuł opublikowany w środę w Nature przez biologa ewolucyjnego Marka Pagela:

"Wskaźniki zabójstw w nowoczesnych społeczeństwach, które mają siły policyjne, systemy prawne, więzienia i silne postawy kulturowe, a które odrzucają przemoc, są, na poziomie mniej niż 1 na 10 tys. zgonów (lub 0,01%), około 200 razy niższe niż przewidywania autorów dla naszego stanu natury."

Nie jesteśmy więc, co do zasady, tak zabójczo brutalni wobec naszych bliźnich jak surykatki wobec siebie nawzajem. Badanie dowodzi jednak, że w całej historii ludzkości, ludzie są nadal bardziej zabójczo brutalni niż przeciętny ssak.

Autorzy wykorzystali fakt, że blisko spokrewnione gatunki zazwyczaj wykazują podobne wskaźniki przemocy interpersonalnej, aby przewidzieć 2-procentowy wskaźnik śmiertelnej przemocy wśród ludzi. Oznacza to, że 2 na każde 100 ludzkich zgonów byłoby morderstwem, biorąc pod uwagę tylko nasze miejsce na drzewie ewolucyjnym, a nic o naciskach politycznych, technologii czy normach społecznych.

Dla porównania, wśród wszystkich ssaków tylko 0,3 procent zgonów to morderstwa. Dla wspólnego przodka naczelnych wskaźnik ten wynosi 2,3 procent.

Biorąc pod uwagę 2 procent jako ludzki punkt odniesienia, okazuje się, że jesteśmy zarówno niezwykle pokojowi jak na naczelne, jak i niezwykle brutalni jak na ssaki.

Jedną z krytycznych uwag na temat ludzkiej części pracy, z ogromnymi zbiorami danych z 600 wcześniejszych badań, jest to, że definicja morderczych zachowań jest zbyt szeroka. Autorzy włączają do swojej analizy dzieciobójstwo, egzekucje, kanibalizm i śmierć na polu bitwy.

Polly Wiessner, antropolog z University of Utah, powiedziała w rozmowie z The Atlantic: - Stworzyli prawdziwą mieszaninę postaci, wrzucając indywidualne konflikty ze społecznie zorganizowaną agresją, zrytualizowanym kanibalizmem i nie tylko. Źródła danych dotyczących prehistorycznej przemocy są bardzo zróżnicowane pod względem wiarygodności. Gdy są wyrwane z kontekstu, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej.

Źródło: NPR.org

Poznajcie rudego wilka - najbardziej zagrożonego członka rodziny psów na świecie.

Pochodzące ze Stanów Zjednoczonych wilki rude lub wilki czerwone (Canis rufus) mają płowe, czerwonawe umaszczenie i są pośredniej wielkości między wilkami szarymi a kojotami. Ma to sens, ponieważ te dwa gatunki w przeszłości krzyżowały się ze sobą, tworząc przodków wilków czerwonych. Niemniej jednak ostatnie badania pokazują, że rude wilki są odrębnym gatunkiem.

Jedynym miejscem, gdzie wilki czerwone pozostają na wolności, jest Alligator River National Wildlife Refuge we wschodniej części Karoliny Północnej i okolicznych hrabstwach. Szacuje się, że istnieje tylko 35 lub mniej dzikich wilków czerwonych, a Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody klasyfikuje je jako krytycznie zagrożone.

Historia

Podobnie jak inne wilki, zwierzęta te były przedmiotem polowań i prześladowań na masową skalę w XIX i na początku XX wieku. Do lat 60. XX wieku pozostała tylko niewielka populacja w południowo-zachodniej Luizjanie i wschodnim Teksasie. Rozpoczęto plan ratunkowy, w ramach którego w latach 1974-1980 pochwycono 14 zwierząt, aby stworzyć populację żyjącą w niewoli w Point Defiance Zoo and Aquarium w stanie Waszyngton.

Jak się okazało - dokonano tego w samą porę, gdyż gatunek ten został uznany za wymarły na wolności w 1980 roku.

Hodowla w niewoli zwiększyła ich liczebność, a w 1987 roku naukowcy wypuścili cztery pary do rezerwatu Alligator River. Od 1992 roku U.S. Fish and Wildlife Service próbowało również stworzyć populację w Parku Narodowym Great Smoky Mountains, ale próba ta nie powiodła się częściowo z powodu niskiej gęstości występowania potencjalnego żeru, a zwierzęta wyprowadziły się z parku w poszukiwaniu pożywienia. Pozostałe w Smoky Mountains wilki zostały zabrane do schroniska w Północnej Karolinie w 1998 roku.

Populacja osiągnęła szczyt w Karolinie Północnej w 2006 roku na poziomie około 130 osobników, ale od tego czasu zmniejszyła się do 25-35 przedstawicieli.

Wygląd

Wilki rude dorastają do 66 centymetrów wzrostu, a dorosłe osobniki mierzą około 122 cm długości od czubka ogona do nosa. Ich waga waha się od około 20 do 36 kilogramów, mają spiczaste uszy i szerokie pyski, szerokie głowy i długie smukłe nogi. Bywają one często mylone z kojotami, choć są znacznie większe.

Siedlisko i zasięg występowania

Wilki czerwone zamieszkiwały niegdyś cały południowy wschód Stanów Zjednoczonych, aż po północny Nowy Jork, północny zachód do Missouri i aż do połowy Teksasu. W latach 60. zwierzęta te żyły głównie na terenach bagiennych i przybrzeżnych preriach, ale to głównie dlatego, że były to jedyne obszary, na których przetrwały.

Zachowanie

Podobnie jak wszystkie wilki, zwierzęta te tworzą zwarte stada i są bardzo towarzyskie. Stada te, składające się zazwyczaj z pary hodowlanej i ich potomstwa w różnych latach, liczą od pięciu do ośmiu osobników.

Wilki czerwone łączą się w pary na całe życie, a pary te kopulują zazwyczaj raz w roku, w lutym. Szczenięta rodzą się zwykle w kwietniu lub maju i są umieszczane w dobrze ukrytych norach.

Dieta

Te psowate są mięsożercami  i lubią polować i jeść jelenie, szopy i małe ssaki, takie jak króliki i myszy. Mogą konsumować do dwóch kilogramów żywności dziennie.

Klasyfikacja i ochrona

W odniesieniu do statusu taksonomicznego czerwonych wilków powstawało wiele nieścisłości i pytań, ale ich klasyfikacja została ostatecznie rozwiązana przez długie badanie opublikowane w 2019 roku przez National Academy of Sciences, które stwierdza, że czerwone wilki są prawowitym gatunkiem wilka (Canis rufus) oddzielonym od szarych wilków i kojotów.

W czerwcu 2018 roku Fish and Wildlife Service zaproponował zezwolenie właścicielom gruntów w Karolinie Północnej na zastrzelenie zwierząt, jeśli dotarł zabłąkane na ich teren, co zostało uchylone w sądzie w listopadzie 2018 roku. Nadal nielegalne jest zabijanie tych zwierząt, chociaż rany postrzałowe były główną przyczyną ich ostatnich zgonów.

AKTUALIZACJA: W marcu 2021 roku The Guardian poinformował, że na wolności pozostało już być może nie więcej niż 10 czerwonych wilków i wszystkie znajdują się tylko w jednym miejscu: Karolinie Północnej.

Źródło: National Geographic, The Guardian

Pomimo faktu, że klimat Islandii nie jest idealny do uprawy bananów, kraj ten posiada prawdopodobnie największą w Europie plantację bananów. Znajdująca się w szklarni w miejscowości Reykir w południowej Islandii, plantacja bananów jest zarządzana przez Islandzki Uniwersytet Rolniczy. Roczne zbiory są jednak dość niskie, wynoszą zaledwie 500-2000 kg rocznie.

Banany po raz pierwszy posadzono na Islandii w 1941 roku. Wykorzystując tanią energię geotermalną do ogrzewania szklarni i tanią elektryczność do oświetlania w najciemniejszych miesiącach, można było uprawiać banany na środku północnego Atlantyku. Cła importowe na produkty spożywcze i owoce sprawiły, że islandzkie banany były konkurencyjne, a Islandczycy spożywali banany produkowane w kraju do późnych lat 50. Jednak od 1959 roku wszystkie banany sprzedawane w sklepach pochodzą z importu.

Twierdzenie, że Islandia ma największą plantację bananów w Europie zostało zakwestionowane przez grupę sceptyków. Ponieważ jest to jednak intrygująca historia, przetrwała wszelkie próby sprostowania. Jednym z argumentów używanych przez "obóz zwolenników Islandii jako największego producenta bananów w Europie" jest to, że Hiszpania, największy europejski producent bananów, w rzeczywistości uprawia banany na Wyspach Kanaryjskich, które są częścią Afryki, a nie Europy, co czyni te banany afrykańskimi, a nie europejskimi.

Plantacja bananów w Reykir jest prowadzona przez Islandzki Uniwersytet Rolniczy, który uprawia banany w swojej stacji badawczej w Reykir od lat 50. ubiegłego wieku. Od tego czasu banany pozostają w całkowitej izolacji, chronione przed kontaktem z chorobami roślin, w tym z chorobą panamską, która obecnie dziesiątkuje światowe plantacje bananów. Wiele osób obawia się, że choroba ta, wywoływana przez grzyby, może zniszczyć banany Cavendish, które są obecnie najczęściej spożywanym rodzajem tych owoców.

Guðríður Helgadóttir, który zarządza stacją badawczą w Reykir, powiedział islandzkiej National Broadcasting Service, że izolacja islandzkich bananów może stać się bardzo ważna w najgorszym scenariuszu. - Kto wie, może będziemy mieli w rękach coś bardzo cennego - skwitował.

Źródło: Iceland Magazine

czwartek, 13 sierpień 2020 08:13

Rozkwitająca fauna w Czarnobylu

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, iż istnieje dobrze prosperująca populacja zwierząt radioaktywnych, które przejęły opuszczoną czarnobylską strefę zamkniętą, mimo że obszar ten jest wysoce toksyczny dla ludzi.

26 kwietnia 1986 roku reaktor numer cztery w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, znajdującej się na terenie ówczesnego Związku Radzieckiego, doznał skoku mocy, czego skutkiem była eksplozja, w wyniku której w niektórych częściach Europy powstała chmura materiałów radioaktywnych.

Był to najgorszy wypadek jądrowy na świecie. Po wybuchu ewakuowano około 350 tysięcy osób.

Obecnie tereny otaczające elektrownię jądrową w Czarnobylu są prawie całkowicie pozbawione ludzi, z wyjątkiem kilku mieszkańców, którzy mieszkają w czarnobylskiej strefie zamkniętej.

Jednak skażony obszar jest dzisiaj zamieszkiwany przez różnorodną społeczność dzikiej przyrody.

Naukowcy i badacze nadal badają, w jaki sposób dokładnie zwierzęta są narażone na promieniowanie radioaktywne, ale wiele dotychczasowych badań wskazuje na najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, dlaczego zwierzęta te wybrały te tereny: a jest nim brak ludzi.

- Przyroda kwitnie, gdy człowiek zostaje usunięty z równania, nawet po najgorszym wypadku nuklearnym na świecie - powiedział Jim Smith, ekolog, który badał życie w pobliżu Czarnobyla, w rozmowie z National Geographic.

Zdjęcia ukazujące rozkwit fauny w Czarnobylu można znaleźć na stronie BusinessInsider.com.

31 października 1832 roku młody Karol Darwin wszedł na pokład HMS Beagle i zdał sobie sprawę, że wraz z nim na pokład statku dostały się tysiące intruzów. Mowa o małych czerwonych pająkach o szerokości jednego milimetra. Statek znajdował się ok. 95 kilometrów od brzegu, więc stworzenia musiały odpłynąć z wybrzeża argentyńskiego. „Wszystkie liny były pokryte i otoczone pajęczyną”, pisał Darwin.

Pająki nie posiadają skrzydeł, ale mimo to mogą wzbić się w powietrze. Wspinają się na odsłonięty punkt, unoszą brzuch do nieba, wytłaczają pasma jedwabiu i odfruwają. To zachowanie nazywa się balonowaniem. Może on przenosić pająki z dala od drapieżników i konkurentów lub w kierunku nowych ziem z dużymi zasobami. Ale bez względu na powód, jest to z pewnością niezwykle skuteczny środek transportu. Obecność pająków odnotowano już m.in. cztery kilometry nad ziemią i 1600 kilometrów wgłąb morza.

Powszechnie uważa się, że baloniarstwo funkcjonuje, ponieważ jedwab łapie wiatr, ciągnąc za sobą pająka. Ale to nie do końca ma sens, zwłaszcza że pająki "latają" tylko podczas lekkich wiatrów. Pająki nie wystrzeliwują jedwabiu z brzucha i wydaje się mało prawdopodobne, aby tak delikatny wietrzyk mógł być wystarczająco silny, aby rozproszyć nitki - nie mówiąc już o uniesieniu największych gatunków w górę lub wygenerowaniu dużych przyspieszeń przy starcie pajęczaków. Sam Darwin stwierdził, że szybkość lotu pająków jest „zupełnie nie do wyjaśnienia”, a jego przyczyna jest „niewytłumaczalna”.

Jednak Erica Morley i Daniel Robert znaleźli wyjaśnienie. Duet, który pracuje na uniwersytecie w Bristolu, udowodnił, że pająki wyczuwają pole elektryczne Ziemi i używają go do wystrzelenia siebie w powietrze.

Każdego dnia na całym świecie szaleje około 40 tys. burz, zmieniając tym samym atmosferę Ziemi w gigantyczny obwód elektryczny. Górne obszary atmosfery mają ładunek dodatni, a powierzchnia planety - ładunek ujemny. Nawet w słoneczne dni przy bezchmurnym niebie powietrze przenosi napięcie około 100 woltów na każdy metr nad ziemią. W mglistych lub burzowych warunkach gradient ten może wzrosnąć do dziesiątek tysięcy woltów na metr.

"Balonujące" pająki działają w tym planetarnym polu elektrycznym. Kiedy ich jedwab opuszcza ciała, zwykle odbiera ładunek ujemny. To odpycha podobne ujemne ładunki na powierzchniach, na których siedzą pająki, wytwarzając wystarczającą siłę, aby unieść je w powietrze. Pająki mogą zwiększyć te siły, wspinając się na gałązki, liście lub źdźbła trawy. Uziemione rośliny mają taki sam ujemny ładunek jak ziemia, na której rosną, ale wystają w dodatnio naładowane powietrze. Powoduje to wytwarzanie znacznych pól elektrycznych między otaczającym je powietrzem a końcami ich liści i gałęzi - oraz pająkami fruwającymi z tych wierzchołków.

Pomysł ten - ucieczka przez odpychanie elektrostatyczne - został po raz pierwszy zaproponowany na początku 1800 roku, w czasie podróży Darwina. Peter Gorham, fizyk, wskrzesił ten pomysł w 2013 roku i wykazał, że jest on matematycznie wykonalny. Ostatecznie Morley i Robert przetestowali to na prawdziwych pająkach.

Na wstępie wykazali, że pająki potrafią wykryć pola elektryczne. Naukowcy umieścili pajęczaki na pionowych paskach tektury na środku plastikowego pudełka, a następnie wytwarzali pola elektryczne między podłogą a sufitem o sile podobnej do tej, jaką pająki doświadczałyby na zewnątrz. Pola te postrzępiły maleńkie włoski sensoryczne na stopach pająków, znane jako trichobothria. - To tak, jakby pocierać balon i trzymać go przy włosach - mówi Morley.

W rezultacie pająki wykonały szereg ruchów zwanych chodzeniem na palcach - stanęły na końcach nóg i wybiły brzuch w powietrze. - Takie zachowanie można zobaczyć tylko przed balonowaniem - opisuje Morley. Wielu pająkom udało się wystartować, mimo że znajdują się w zamkniętych skrzyniach bez przepływu powietrza. A kiedy Morley wyłączył pola elektryczne w skrzynkach, balonujące pająki zwyczajnie spadły.

- Szczególnie ważnym jest, aby zdawać sobie sprawę, że pająki mogą fizycznie wykrywać zmiany elektrostatyczne w swoim otoczeniu - twierdzi Angela Chuang z University of Tennessee. - To podstawa wielu interesujących pytań badawczych - dodaje. - W jaki sposób różne siły pola elektrycznego wpływają na fizykę startu, lotu i lądowania? Czy pająki wykorzystują informacje o warunkach atmosferycznych do podejmowania decyzji o tym, kiedy poświęcić swoje sieci lub stworzyć nowe?

Prądy powietrzne mogą nadal odgrywać pewną rolę w balonowaniu. W końcu te same włosy, które pozwalają pająkom wyczuwać pola elektryczne, mogą również pomóc im ocenić prędkość lub kierunek wiatru. A Moonsung Cho z Politechniki Berlińskiej niedawno udowodnił, że pająki przygotowują się do lotu, podnosząc przednie nogi na wiatr, prawdopodobnie po to, aby sprawdzić ich siłę.

Tym niemniej badania Morleya i Roberta pokazują, że siły elektrostatyczne same w sobie wystarczają do wyrzucenia pająków w powietrze. - To naprawdę nauka przez duże "N" - mówi Gorham. - Jako fizyk wydawało mi się bardzo jasne, że pola elektryczne odgrywają kluczową rolę, ale mogłem jedynie spekulować, w jaki sposób biologia może to wspierać. Morley i Robert podnieśli to do poziomu pewności, który znacznie przekracza wszelkie moje oczekiwania.

- Myślę, że Karol Darwin byłby równie podekscytowany czytając wyniki tych badań - dodaje.

Źródło: The Atlantic

Polska organizacja charytatywna otrzymała rachunek w wysokości 10000 zł po tym, jak urządzenie śledzące umieszczone na bocianie białym został skradzione w Afryce - a umieszczona tam karta SIM posłużyła później do wykonania mnóstwa kosztownych połączeń telefonicznych.

Free Joomla! template by L.THEME