Czy kiedykolwiek prowadziłeś rozmowę z samym sobą, taką, która odbywała się wewnątrz twojego umysłu? Jeśli tak, to jesteś jednym z wielu, którzy prowadzą wewnętrzny monolog - lub wewnętrzny głos - który opowiada o Twoich myślach przez cały dzień. Ale czy wiesz, że wielu ludzi nie ma takiego wewnętrznego dialogu? Choć niektórym może się to wydawać kuriozalne, to równie dziwne dla kogoś, kto nie ma wewnętrznego monologu, jest wyobrażenie sobie, jak on się objawia.

Temat mowy wewnętrznej wywołał poruszenie na Twitterze po tym, jak użytkownik KylePlantEmoji zamieścił swoją własną obserwację na ten temat. "Ciekawostka: niektórzy ludzie prowadzą wewnętrzną narrację, a niektórzy nie" - zatweetował. "To znaczy myśli niektórych ludzi są jak zdania, które 'słyszą', a niektórzy ludzie po prostu mają abstrakcyjne myśli niewerbalne i muszą je świadomie werbalizować. A większość ludzi nie jest świadoma istnienia tego drugiego typu człowieka".

Wywołało to gwałtowne reakcje w sieci, ponieważ ludzie po obu stronach medalu wyobrażali sobie, jak wyglądałoby życie z lub bez ich wewnętrznego monologu. Samo zjawisko jest od lat przedmiotem debaty naukowców. Psychologowie zaczęli przyglądać się funkcji mowy wewnętrznej w latach 30-tych XX wieku. A konkretnie był to rosyjski psycholog Lew Wygotski, który zasugerował, że zewnętrzna rozmowa może zostać uwewnętrzniona. Zaproponował on nawet, że ta wewnętrzna mowa jest bardzo skrócona i zawiera wiele pominięć. Pomysł, że mowa zewnętrzna staje się zinternalizowana, jest również poparty dowodami na to, że ta sama część mózgu - obszar Broca - zajmuje się obiema tymi sferami.

Więc jeśli nie masz wewnętrznego monologu to czy powinieneś się martwić? Nie bardzo. Badania pokazują, że niektóre osoby w ogóle go nie doświadczają, podczas gdy inne doświadczają go tylko od czasu do czasu. - Jestem przekonany, że mowa wewnętrzna jest solidnym zjawiskiem. Jeśli użyjemy odpowiedniej metody, nie ma wątpliwości, czy mowa wewnętrzna występuje w danym momencie, czy nie - twierdzi Russell T. Hurlburt, profesor psychologii na Uniwersytecie w Nevadzie. - I jestem pewny co do różnic indywidualnych - niektórzy ludzie mówią do siebie dużo, niektórzy nigdy, niektórzy sporadycznie.

Co ciekawe, naukowcy z Uniwersytetu Harvarda odkryli, że myślenie wizualne i werbalne są ze sobą silnie powiązane. Chociaż ludzie często myślą o sobie, że są albo bardziej werbalni, albo wzrokowi - niekoniecznie tak jest. W rzeczywistości, ludzie z wyraźnym monologiem wewnętrznym zazwyczaj mają silniejsze wizualizacje umysłowe, które towarzyszą ich słownym myślom.

Niezależnie od tego, czy w Twojej głowie stale obecna jest narracja, czy też nie słyszysz nic, debata ta rodzi interesujące pytania dotyczące sposobu, w jaki myślimy i przetwarzamy informacje. Z pewnością następnym razem, gdy zobaczysz kogoś zagubionego w myślach, możesz się zastanowić, cóż to za rozmowa toczy się w jego głowie.

Źródło: MyModernMet

Kiedy myślimy o mistrzach przesłuchań, przychodzą nam na myśl okrutne postaci. Osoby, które są w stanie zadać innym ogromny ból fizyczny lub emocjonalny bez odczuwania empatii. To całkowicie nieludzkie zajęcie, ale w sferze społecznej zawsze było niezbędnym zasobem, zwłaszcza w czasach wojny.

Ta sama myśl pojawia się, gdy myślimy o nazistach, o idei złych jednostek. Podczas gdy nie jest to prawdą w przypadku większości, która po prostu podążała za reżimem, inni - wielu z tych, którzy stali na czele partii - byli dumni ze swojej polityki i praktyk. Kiedy więc te dwie rzeczy są połączone - przesłuchujący oraz nazista - wyrażenie to ma bardzo mroczne konotacje.

Ten konkretny przesłuchujący piął się po szczeblach kariery i przed II wojną światową nadzorował obozy dla więźniów znane jako Dulag Lufts. Kiedy schwytano wrogów państwa, zwracano na nich uwagę specjaliście znanemu jako Hanns Scharff. Mówiąc płynnie po angielsku, sam siebie określał jako "pająka czyhającego na sieci".

Od sprzedawcy do wywiadowcy

Scharff urodził się w 1907 roku w Prusach Wschodnich. Dorastał w mieście Lipsk, gdzie studiował sztukę i uczył się rodzinnego biznesu tekstylnego. Po osiągnięciu pełnoletności został wysłany do Afryki Południowej, gdzie nauczył się biegle języka angielskiego. Doskonale radził sobie w dziale sprzedaży firmy, obsługując klientów, którzy uważali go za dżentelmena w interesach.

Hanns ożenił się z angielską damą o imieniu Margaret Stokes, która była córką legendarnego kapitana RAF-u (Królewskich Sił Powietrznych) o nazwisku Claud Stokes. Ta informacja będzie do pewnego stopnia zbiegiem okoliczności później w tej historii. Nowożeńcy Hanns i Margaret pojechali pewnego lata na wakacje do Niemiec, ale to zmieniło się w dłuższy pobyt niż początkowo zakładano.

Wybuchła II wojna światowa. Będąc jeszcze obywatelem niemieckim, Scharff został wysłany do dywizji Wehrmachtu na szkolenie wojskowe, z przeznaczeniem na front rosyjski. Uparł się jednak pozostać w Niemczech i wykorzystał swoją biegłą znajomość angielskiego, aby awansować i zostać kapralem. Niemiec wylądował w Oberursel koło Frankfurtu, w Centrum Wywiadu i Oceny prowadzonym przez osławione Siły Powietrzne Luftwaffe. W tej placówce przesłuchiwano schwytanych alianckich pilotów (z wyjątkiem Sowietów). Scharff został oficerem ds. przesłuchań.

Nowy oficer szybko wprowadził swoje własne metody, ponieważ nie był zachwycony dotychczasowymi technikami. W Dulag Luft jeńcy pochodzili głównie z zestrzelonych samolotów brytyjskich, których piloci byli przerażeni możliwością schwytania przez reżim nazistowski. Już wcześniej krążyły pogłoski o tajnej policji zwanej Gestapo, która miała stosować przerażające techniki tortur.

Pomimo wytycznych Konwencji Genewskiej nadal stosowano nielegalne tortury. Kiedy schwytano kilku pilotów armii amerykańskiej, Scharff otrzymał pierwszą szansę. Pracę rozpoczął jeszcze przed spotkaniem, zdobywając wszelkie możliwe informacje na ich temat. Odmówił noszenia munduru - do ekstrapolacji informacji wystarczył mu zwykły strój.

Byłem jak pająk siedzący na swojej sieci, mając pod ręką wszystkie elementy, których mogłem użyć, oprócz brutalności.

Technika przesłuchań Scharffa

Więźniowie nie zastali pająka, lecz dżentelmena. I właśnie dlatego Hanns Scharff jest tak wyjątkowy. Był zarówno nazistą, jak i przesłuchującym, ale postanowił nie robić tego, czego od niego oczekiwano. Historia przesłuchań zawsze wiązała się z torturami, ale on był na tyle odważny, by je potępić.  Bez wątpienia na początku zarówno więźniowie, jak i jego koledzy przypuszczali, że to podstęp, ale Scharff z wielkim powodzeniem stosował psychologię, a nigdy siłę.

Fakt, że mówił doskonale po angielsku, sprawił, że zyskał ich zaufanie. Stworzył iluzję, że wie więcej niż się wydawało, dzięki czemu piloci czuli, że wszelkie szczegóły, które podawali, były już powszechnie znane. Niektórzy nawet zgłaszali się na ochotnika, ponieważ byli tak dobrze traktowani - zabierano ich na wycieczki do lasów i zoo, a Scharff był ich przewodnikiem. Otrzymali opiekę medyczną i obfite zaopatrzenie w żywność. Ich dobre doświadczenia i traktowanie znajdują odzwierciedlenie w księdze gości obozu, gdzie więźniowie opisują gościnność tego miejsca.

Jedynym podstępnym aspektem - wspaniałą bronią dla przesłuchującego - było informowanie więźniów, że wyda ich w ręce osławionego gestapo, jeśli nie będą współpracować lub próbować ucieczki. Ale szczerze mówiąc, nigdy tego nie robił. Bo tego jednego więźnia, który nic nie powiedział - słynnego pilota "Gabby'ego" Gabreskiego - Hanns nie ukarał. Mimo że Gabby nigdy mu nie pomógł, pozostali przyjaciółmi i spotkali się ponownie po zakończeniu wojny.

Hanns wiedział, że chociaż ci jeńcy byli jego wrogami z imienia, byli ludźmi, którzy nie rozpoczęli wojny. Będzie pamiętany i czczony za to, że nigdy nie zadał bólu innej duszy, mimo że tego od niego oczekiwano.

Wpływ na FBI i przyjęcie obywatelstwa amerykańskiego

Długo po zakończeniu II wojny światowej Scharff osiedlał się w różnych krajach, ale nigdy u swojego wroga - USA. Pentagon wiedział o tym i namówił go do pracy dla nich. Gazety i czasopisma zaczęły publikować jego metody. Zgłaszał się do amerykańskich sił powietrznych i miał wpływ na wiele osób, w tym na byłego agenta FBI Ali Soufana, który brał udział w śledztwie w sprawie 11 września i w Guantanamo Bay.

Po przejściu na emeryturę Hanns przyjął obywatelstwo amerykańskie i zajął się swoją pierwszą miłością - sztuką. Projektował mozaiki na słynnych pomnikach, takich jak Zamek Kopciuszka w Disneylandzie. Hanns jest wspaniałym przykładem stawania w obronie tego, co słuszne, co jest niezwykle heroiczne, biorąc pod uwagę to, co działo się w nazistowskich Niemczech.

Wierzył, że ludzie są ludźmi bez względu na to, skąd pochodzą i traktował aliantów z takim samym szacunkiem, z jakim odnosił się do sił osi. Nawet gdy toczą się wojny, wciąż istnieją takie jasne punkty jak Hanns Scharff, które są nie tylko inteligentne, ale i na tyle odważne, by wprowadzić swoje metody w życie.

Źródło: STS World

Myśląc o tym, co chcesz osiągnąć w ciągu najbliższych kilku miesięcy i lat, prawdopodobnie masz kilka celów, które zakładają, że "staniesz się" kimś - na przykład dobrym sportowcem lub znakomitym lekarzem. Nazywamy je "celami tożsamościowymi", ponieważ służą osiągnięciu pewnej tożsamości i można je osiągnąć, angażując się w działania związane z tożsamością, takie jak trening do maratonu czy pójście na studia medyczne. Aby wprowadzić te zachowania w życie, możemy powiedzieć o nich innym: "Hej, zamierzam w tym roku przebiec maraton!" lub "Hurra! Jesienią wybieram się na studia medyczne!". Być może mamy poczucie, że mówienie innym o naszych zamierzonych działaniach pomoże nam je zrealizować, a w konsekwencji pomoże nam zbliżyć się do osiągnięcia naszych ostatecznych celów tożsamościowych. Jednak w tym tekście autorka opisuje dowody na to, że tak nie jest: mówienie innym o naszych planach dotyczących działań związanych z tożsamością może utrudnić nam ich realizację.

Dlaczego mówienie innym o naszych planach dotyczących działań związanych z tożsamością może powstrzymać nas przed ich faktycznym dokonaniem? Badania prowadzone przez Petera Gollwitzera wykazały, że jednostki czują się bliższe osiągnięcia swoich celów tożsamościowych, gdy ich działania związane z tożsamością (np. uczęszczanie na studia medyczne) są zauważane przez innych. Na podstawie tej pracy Gollwitzer i jego współpracownicy wysunęli hipotezę, że nawet jeśli inni zauważają tylko nasze plany dotyczące działań związanych z tożsamością, możemy również czuć się bliżej osiągnięcia naszych celów tożsamościowych. Ponieważ czujemy się wtedy bliżsi osiągnięcia naszych celów tożsamościowych, możemy odczuwać mniejszą potrzebę faktycznego realizowania tych zachowań. Dowody na potwierdzenie tej hipotezy zostały przedstawione w kilku różnych badaniach, z których jedno opisujemy tutaj.

Naukowcy badali studentów prawa, których celem tożsamościowym było osiągnięcie sukcesu w zawodzie prawnika. Poprosili ich o określenie w skali od 1 do 9, jak bardzo zamierzają "jak najlepiej wykorzystać możliwości edukacyjne w zakresie prawa". Innymi słowy, dali uczestnikom szansę na stwierdzenie, że mają plan, aby wprowadzić w życie określone zachowanie związane z tożsamością. Następnie miała miejsce jedna z dwóch rzeczy. W warunku rzeczywistości społecznej, eksperymentator potwierdzał, że uczestnik zakreślił opcję, którą chciał, a następnie wrzucał kwestionariusz do pudełka. W warunku bez rzeczywistości społecznej, uczestnicy byli po prostu instruowani, by wypełnić kwestionariusz, a następnie wrzucić go do pudełka bez jakiegokolwiek sprawdzania arkusza.

Aby zbadać, w jakim stopniu społeczne uznanie planu wykonania zachowania związanego z tożsamością wpływa na to, jak skutecznie ludzie realizują swoje plany, uczestnicy otrzymali 45 minut na pracę nad 20 różnymi sprawami z zakresu prawa karnego. Następnie badacze dokumentowali, ile minut uczestnicy spędzili pracując nad sprawami prawnymi. Wyniki pokazały, że uczestnicy w warunkach rzeczywistości społecznej (ci, których plany od razu zostały sprawdzone przez eksperymentatora) pracowali przez znacząco mniej czasu niż uczestnicy w warunkach braku rzeczywistości społecznej (ci, których plany nie zostały odczytane na głos przez eksperymentatora).

Społeczne rozpoznanie własnych planów nie tylko utrudnia ich realizację, ale może też prowadzić do przedwczesnego poczucia, że już posiadamy pożądaną tożsamość. W innym badaniu studenci prawa przychodzili do laboratorium i indywidualnie spotykali się z dwiema innymi osobami, które rzekomo również były studentami prawa. Wszyscy zostali poproszeni o spisanie planów, które miały im pomóc w osiągnięciu sukcesu w zawodzie prawnika. W warunku social-reality, uczestnicy musieli przeczytać na głos te plany do eksperymentatora i dwóch innych "studentów prawa". W warunku bez rzeczywistości społecznej poproszono ich o ocenę atrakcyjności dziesięciu zdjęć.

Następnie uczestnicy byli proszeni o ocenę, w jakim stopniu czuli się w tym momencie jurystami. Wyniki te ujawniły, że uczestnicy czuli się bardziej jak prawnik w społecznej rzeczywistości warunku niż w nie-społecznej rzeczywistości warunku. Kiedy ludzie opowiedzieli innym studentom o swoich planach zostania odnoszącym sukcesy prawnikiem, rzeczywiście czuli się bardziej jak prawnicy! Można sobie wyobrazić, że gdy czujemy się bardziej jak prawnicy, może być mniej prawdopodobne, że włożymy w to wystarczająco wiele pracy.

Zdaniem autorki te wnioski są szczególnie istotne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że tak wielu z nas ogłasza na Facebooku swoje plany zaangażowania się w działania związane z tożsamością (np. "Zaczynam dziś trening maratoński" lub "Przez cały weekend będę w bibliotece"). Otrzymujemy wtedy społeczne uznanie w postaci polubień i komentarzy. Być może teraz będziemy świadomi, jak te nawyki mogą przeszkadzać w realizacji planów i osiągnięciu upragnionej tożsamości.

Źródło: Berkeley Science Review

wtorek, 09 marzec 2021 09:51

Przeglądanie kocich memów a psychologia

Jason Eppink, kurator wystawy How Cats Took Over the Internet w Museum of the Moving Image, zwrócił swego czasu uwagę na "niebotyczną rolę" kotów w Internecie. Magazyn Wired uznał z kolei, że słodkość kotów jest "zbyt uproszczonym" wytłumaczeniem ich popularności w sieci. Przeprowadzone badanie naukowe wykazało, że uczestnicy byli bardziej szczęśliwi po obejrzeniu filmów z kotami.

Wspomniane badanie naukowe wykazało, że uczestnicy byli bardziej szczęśliwi po obejrzeniu filmów o kotach. Naukowiec stojący za badaniem wyjaśnił: - Jeśli chcemy lepiej zrozumieć wpływ Internetu na nas jako jednostki i na społeczeństwo, to badacze nie mogą już ignorować kotów w Internecie, a konsumpcja mediów związanych z kotami w sieci zasługuje na uwagę empiryczną. The Huffington Post zasugerował, że filmy są formą prokrastynacji, gdzie większość procesu przeglądania kocich memów ma miejsce podczas pracy lub pozornego studiowania, podczas gdy IU Bloomington skomentował "to więcej niż tylko rozrywka - czynność ta zwiększa energię widzów i pozytywne emocje oraz zmniejsza negatywne uczucia. BusinessInsider argumentuje "zbiega się to z wynikami badań wskazującymi na wpływ zwierząt na ludzi". Badanie z 2015 roku przeprowadzone przez Jessicę Gall Myrick wykazało, że ludzie byli ponad dwa razy bardziej skłonni do zamieszczenia zdjęcia lub wideo kota w Internecie niż do zamieszczenia selfie.

Maria Bustillos uważa, że filmy wideo z kotami są "krystalizacją wszystkiego, co istoty ludzkie kochają w kotach", z ich "naturalnym pięknem i majestatem" będącym "tylko jednym maleńkim poślizgiem od całkowitego upokorzenia", które Bustillos postrzega jako zwierciadło ludzkiego stanu. Kiedy twórca World Wide Web, Tim Berners-Lee, został poproszony o przykład popularnego zastosowania internetu, którego nigdy by nie przewidział, odpowiedział: "Kocięta". Praca z 2014 roku argumentuje, że "nieświadomość" kotów jest rzadka w erze hiperinwigilacji, a zdjęcia kotów przemawiają do ludzi, ponieważ pozwalają im wyobrazić sobie "możliwość wolności od nadzoru", jednocześnie przedstawiając moc kontrolowania tego nadzoru jako nieproblematyczną. Magazyn Time uważał, że zdjęcia kotów trafiają do natury widzów jako "tajnych podglądaczy".

The Cheezburger Network uważa, że koty są "idealnym płótnem" dla ludzkich emocji, ponieważ mają ekspresyjne aspekty twarzy i ciała. Mashable zaproponował "kocią słodycz, bezkompromisowość, popularność wśród geeków, cechy pustego płótna, problemy z osobowością i fakt, że psy po prostu nie mają 'tego czegoś'" jako możliwe wyjaśnienia popularności kotów w Internecie. Praca zatytułowana ""I Can Haz Emoshuns?" - Understanding Anthropomorphosis of Cats among Internet Users" stwierdzono, że Tagpuss, aplikacja, która pokazywała użytkownikom zdjęcia kotów i prosiła ich o wskazanie emocji, "może być wykorzystana do identyfikacji kocich zachowań, które trudno rozróżnić laikom".

Jason Eppink wyjaśnił natomiast: "Ludzie w sieci są bardziej skłonni do zamieszczenia postu o kocie niż o innym zwierzęciu, ponieważ to się niejako utrwala. To staje się samospełniającą się przepowiednią". Natomiast Jason Kottke uważa, że koty są "łatwiejsze do uprzedmiotowienia" i dlatego "łatwiej z nich żartować". Dziennikarz Jack Shepherd zasugerował, że koty są bardziej popularne niż psy, ponieważ psy "za bardzo się starają", a humorystyczne zachowanie psa byłoby postrzegane jako próba walidacji. Shepherd postrzega zachowanie kotów jako "chłodne, bezwysiłkowe i pozbawione troski o to, co można by o nim pomyśleć. To sztuka dla samej sztuki".

Koty historycznie były związane z magią i były czczone przez różne kultury ludzkie, starożytnych Egipcjan czczących je jako bogów i stworzeń objawiających się jako demony w starożytnej Japonii, takich jak bakeneko. Magazyn Vogue zasugerował, że popularność kotów w Internecie jest uwarunkowana kulturowo, są one popularne w Ameryce Północnej, Europie Zachodniej i Japonii. Inne narody faworyzują różne zwierzęta w sieci, Ugandyjczycy dzielą się zdjęciami kóz i kurczaków, Meksykanie wolą lamy, a chińscy internauci dzielą się zdjęciami kraba rzecznego i konia trawiasto-błotnego ze względu na podwójne znaczenie ich nazw, co pozwala im "obalić rządowe cenzury internetowe".

Źródło: Wikipedia (ENG)

Śmierć jednostki może mieć silny wpływ na nasze emocje, ale wraz z rosnącą liczbą zmarłych rośnie nasza obojętność. Dlaczego?

"Jeśli spojrzę na tłum, nigdy nie będę działać. Jeśli spojrzę na jednostkę, będę działać". Są to słowa kobiety, której czyny miłosierdzia i dobroci przyniosły jej świętość - Matki Teresy.

Stanowią one przykład jednego z najbardziej zadziwiających aspektów ludzkiej reakcji na trudną sytuację innych. Podczas gdy większość z nas postrzega pojedynczą śmierć jako tragedię, możemy mieć trudności z taką samą reakcją na utratę życia na dużą skalę. Najczęściej śmierć wielu osób staje się po prostu statystyką.

Przykładowo miliony istnień ludzkich utraconych w wyniku klęsk żywiołowych, wojen lub głodu stają się zbyt wielkie, by je pojąć.

Nawet teraz możemy zaobserwować ten sam dziwny proces, gdy wzrasta światowa liczba zgonów spowodowanych koronawirusem. Liczba ofiar śmiertelnych wirusa przekroczyła już 2 miliony, a na całym globie odnotowano ponad 112 milionów przypadków. Każda śmierć jest tragedią, która rozgrywa się na poziomie indywidualnym, a rodziny są wstrząśnięte i pogrążone w żałobie. Ale jak my to widzimy - czy ktoś jest w stanie ogarnąć tak wielkie liczby?

W Stanach Zjednoczonych, które niedawno osiągnęły ponury kamień milowy 500 tys. ofiar, dziennikarze szukają sposobów, aby pomóc ludziom zrozumieć zakres problemu. Liczba ta jest "dziesięć razy większa niż liczba Amerykanów straconych podczas całej wojny w Wietnamie" i "przekracza liczbę ofiar śmiertelnych amerykańskich wojsk w każdym konflikcie od czasów wojny koreańskiej".

Jednak nasza niezdolność do zrozumienia cierpienia, jakie niosą ze sobą takie liczby, może zaszkodzić sposobowi, w jaki reagujemy na takie tragedie. Nawet teraz istnieją dowody na to, że ludzie cierpią na zmęczenie wiadomościami o koronawirusie i mniej czytają o pandemii.

Może to być spowodowane, po części, psychologicznym zjawiskiem znanym jako psychiczne odrętwienie, ideą, że "im więcej ludzi umiera, tym mniej nas to obchodzi".

- Szybkie, intuicyjne przeczucie jest pod wieloma względami cudowne, ale ma też pewne wady - mówi Paul Slovic, psycholog z University of Oregon, który od dziesięcioleci bada psychiczne odrętwienie. - Jedną z nich jest to, że nie radzi sobie zbyt dobrze z liczbami w kategoriach wielkości. Jeśli mówimy o życiu, to jedno życie jest niezwykle ważne i cenne i zrobimy wszystko, aby je chronić, uratować, ocalić tę osobę. Ale gdy liczby rosną, nasze uczucia nie wzrastają proporcjonalnie.

W rzeczywistości badania Slovica sugerują, że w miarę jak liczby statystyczne związane z tragedią stają się coraz większe, stajemy się znieczuleni i mniej emocjonalnie na nie reagujemy. To z kolei zmniejsza prawdopodobieństwo podjęcia przez nas działań niezbędnych do powstrzymania ludobójstwa, wysyłania pomocy po klęskach żywiołowych czy uchwalania przepisów zwalczających globalne ocieplenie. W przypadku pandemii, może to prowadzić do pewnego rodzaju apatii, która sprawia, że ludzie stają się obojętni na mycie rąk lub noszenie maseczek - oba te czynniki okazały się ograniczać przenoszenie wirusa.

Częścią problemu może być to, że w miarę jak liczby stają się coraz większe, coraz mniej znaczą dla nas osobiście.

- Z ewolucyjnego punktu widzenia skupialiśmy się na rzeczach, które groziły nam natychmiastową śmiercią, lub na interakcjach w małych grupach - mówi Melissa Finucane, starszy behawioralista i socjolog w zarządzie Rand Corporation, która badała proces podejmowania decyzji i ocenę ryzyka. - Teraz próbujemy zrozumieć bardzo złożone scenariusze ryzyka, w których dostępnych jest wiele danych statystycznych. Ale przeciętny człowiek, który nie jest analitykiem statystycznym lub epidemiologiem, nie ma narzędzi, których potrzebujemy na wyciągnięcie ręki, aby dokonać osądu czegoś tak rozległego i złożonego jak globalna pandemia.

Może to mieć jednak poważne konsekwencje odnośnie tego, jak radzimy sobie w obliczu tragedii na dużą skalę.

W serii badań przeprowadzonych w Szwecji w 2014 roku, Slovic i jego koledzy wykazali, że nie tylko stajemy się odrętwiali na znaczenie rosnących liczb, ale nasze współczucie może faktycznie zanikać lub załamywać się ogólnie wraz ze wzrostem liczby.

Uczestnikom pokazano zdjęcie biednego dziecka lub zdjęcie dwojga biednych dzieci i zapytano ich o gotowość do przekazania datku. Zamiast czuć się dwa razy bardziej smutni i dwa razy bardziej chętni do pomocy, ludzie przekazywali mniej datków, gdy widzieli dwoje dzieci zamiast jednego. Slovic twierdzi, że dzieje się tak dlatego, że jednostka jest dla ludzi najłatwiejszym modułem do zrozumienia i wykazania empatii.

- Jeśli widzisz jedno dziecko, możesz skupić się na nim - mówi Slovic. - Możesz myśleć o tym, kim jest i jak jest podobne do twojego własnego dziecka. Możesz skoncentrować się głębiej na jednej osobie niż na dwóch. Przy dwójce twoja uwaga zaczyna słabnąć, podobnie jak uczucia. A uczucia są tym, co kieruje naszym zachowaniem.

Badania Slovica wykazały również, że pozytywne uczucia związane z darowizną dla jednego dziecka, czyli "ciepły blask", zmniejszały się, gdy ludziom przypominano o dzieciach, którym nie byli w stanie pomóc, a zjawisko to on i jego koledzy nazywają "pseudo-nieefektywnością".

Uczestnikom biorącym udział w badaniu pokazano zdjęcia pojedynczego dziecka, ale połowa z nich otrzymała również statystyki dotyczące liczby innych osób głodujących w regionie, z którego pochodziło dziecko. Jest to dokładnie takie podejście, jakie wielu z nas widziało w filmach charytatywnych po katastrofach naturalnych.

- Myśleliśmy, że jeśli pokażemy, jak poważny jest to problem, ludzie będą bardziej zmotywowani do pomocy - mówi Slovic. Zamiast tego, darowizny spadły o połowę, gdy zdjęcie zawierało statystyki. Częściowo przyczyną takiego zachowania jest to, że w gruncie rzeczy jesteśmy raczej egoistycznymi istotami.

- Przekazujemy darowizny, ponieważ chcemy pomóc, ale to również sprawia, że czujemy się dobrze - mówi Slovic. - Nie jest tak dobrze pomóc dziecku, gdy zdajesz sobie sprawę, że jest ono jednym na milion. Czujesz się źle, że nie możesz pomóc wszystkim i te złe uczucia pojawiają się, mieszają się z dobrymi uczuciami i dewaluują je.

Ma to również związek z tym, jak duży wpływ przewidują ludzie dla swoich czynów. Gdy liczba cierpiących lub umierających w tragedii rośnie, nasze datki i wysiłki coraz bardziej wydają się być kroplą w morzu.

W badaniach przeprowadzonych przez Slovica i jego kolegów po ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku, kiedy to w ciągu 100 dni zginęło 800 tys. ludzi, a miliony zostały przesiedlone, poproszono grupę ochotników, aby wyobrazili sobie, że są przedstawicielem sąsiedniego kraju odpowiedzialnym za obóz dla uchodźców. Mieli zdecydować, czy pomóc 4500 uchodźcom w zapewnieniu dostępu do czystej wody, czy też nie. Połowie powiedziano, że obóz daje schronienie dla 250 tys. osób, a pozostałym, że ma 11 tys. uchodźców.

- Ludzie byli znacznie bardziej skłonni do ochrony 4500 osób z 11000 niż z 250000, ponieważ reagują na proporcję, a nie na rzeczywistą liczbę - mówi Slovic. - W pierwszym scenariuszu wydaje się, że nie warto. Ale jeśli możesz zmniejszyć ilość osób, które cierpią prawie o połowę, to wydaje się, że to wielka sprawa, nawet jeśli wciąż jest to ta sama liczba osób.

Oczywiście, istnieją powody, dla których niektórzy ludzie decydują się całkowicie unikać smutnych wiadomości lub głębokiego myślenia o tragediach. Wielokrotne oglądanie wiadomości o brutalnych wydarzeniach jest związane z wyższym poziomem ostrego stresu, który może negatywnie wpływać na nasze zdrowie psychiczne.

Jedno z badań przeprowadzonych po zamachu bombowym na maratonie w Bostonie w 2013 r. wykazało, że uczestnicy, którzy śledzili relacje z ataku przez sześć lub więcej godzin dziennie w tygodniu następującym po tym wydarzeniu, byli dziewięciokrotnie bardziej narażeni na zgłoszenie wysokiego poziomu ostrego stresu nawet kilka tygodni później.

- Jest to również schemat cykliczny - mówi Roxane Silver, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine i jedna z autorek badania. - Im bardziej jesteś zestresowany, tym bardziej prawdopodobne jest, że będziesz zaangażowany w obserwowanie mediów. I może być trudno wyłamać się z tego schematu, zwłaszcza gdy wiadomości są złe. Im więcej wiadomości, tym więcej stresu, im więcej stresu tym więcej wiadomości.

Podczas gdy oglądanie wiadomości dla aktualizacji o najnowszych zasadach obostrzeń i rozprzestrzeniania się wirusa było ważne podczas koronawirusa, jest to źródło rosnącego poziomu niepokoju dla wielu ludzi podczas pandemii.

- To nie jest psychologicznie korzystne i prawdopodobnie będzie związane z niepokojem, obawami, zmartwieniem i strachem, a potencjalnie i smutkiem - mówi Silver. Zamiast pogrążać się w wiadomościach, sugeruje ona wybranie garstki stron i sprawdzanie ich nie więcej niż dwa razy dziennie.

Źródło: BBC

poniedziałek, 15 kwiecień 2019 11:31

5 trików na lepszą pamięć

Zapamiętywanie czegoś to dla ciebie prawdziwa męka? Kilka prostych trików może przynieść zaskakująco dobre efekty.

Większość z nas z pewnością chciałaby mieć lepszą pamięć. Gdybyśmy tak mogli iść do sklepu by zakupić trzy ustalone wcześniej rzeczy i nie zapominać o którejś z nich... Gdybyśmy tak mogli uniknąć chodzenia gdzieś bez zapominania w jakim celu się tam udaliśmy... Gdybyśmy tak mogli czytać jakąś informację i wchłonąć ją bez problemu, zamiast pozwalać jej chwilę później wyparować z naszych umysłów...

Istnieje wiele wypróbowanych i sprawdzonych technik pamięciowych, a część z nich została stworzona dekady temu - jak chociażby mnemoniki czy pałace myśli. Jednak w którym kierunku pod tym względem zmierza dzisiejsza nauka? Potrzeba jeszcze wielu badań, aby ludzkość była w stanie używać takich technik w praktyce, ale jakie rady niosą najnowsze odkrycia w tej dziedzinie?

1. Chodź tyłem

Możemy traktować czas i przestrzeń jako dwie odrębne koncepcje, jednak istnieje między nimi o wiele większe połączenie, niż by się mogło wydawać. Zostawiamy coś „za sobą”. „Patrzymy w przyszłość”, nawet jeżeli chodzi tylko o najbliższy weekend. Oczywiście kwestia postrzegania zależy od danej kultury, ale w krajach zachodnich przyszłość traktuje się jako okres rozciągający się przed nami, a przeszłość - za nami.

Naukowcy z Uniwersytetu w Roehampton postanowili zbadać taką zależność w ludzkim umyśle, aby spróbować odkryć sposób na skuteczniejsze zapamiętywanie.

Pokazywali oni uczestnikom badania listę słów, zestaw zdjęć lub ustawione nagranie, które ukazywało skradnięcie torebki pewnej kobiecie. Dodatkowo poinstruowano ich, że mają chodzić 10 metrów przodem lub tyłem po pokoju w rytm narzucany przez taktomierz. Kiedy testowano później ile byli w stanie zapamiętać z podanego materiału, w każdym przypadku lepsi pod tym względem okazali się ci chodzący tyłem.

Wygląda na to, że chodzenie tyłem w rzeczywistej przestrzeni ułatwiało im umysłom cofanie się w czasie, tak więc ludzie ci byli w stanie łatwiej dotrzeć do zakamarków pamięci.

Trik ten działał nawet wówczas, gdy jedynie wyobrażali sobie chodzenie tyłem, a nie robili tego w rzeczywistości. Rezultaty tego badania z 2018 roku pokrywają się z intrygującym przedsięwzięciem tego rodzaju przeprowadzonym w 2006 roku na szczurach. Kiedy gryzonie próbowały odnaleźć drogę wyjścia z labiryntu, ich neurony powodowały wystrzeliwanie sygnałów przez komórki miejsca w nowo poznanych lokacjach. Naukowcy odkryli, że kiedy szczury przystawały na chwilę w labiryncie, neurony powiązane z daną lokacją poznaną wcześniej powodowały takież wystrzały w odwrotnej kolejności. Tak więc chodzenie tyłem „w głowach” pomagało im zapamiętać poprawną ścieżkę.

Dzisiaj najnowsze badania dowodzą, że kiedy ludzie zapamiętują wydarzenie z przeszłości, odtwarzają je w umyśle w odwrotnej kolejności. Kiedy po raz pierwszy widzimy jakiś obiekt, w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wzory i kolory, a później próbujemy określić co to jest. Natomiast gdy chcemy przypomnieć sobie taki obiekt, to jest na odwrót: najpierw przypominamy sobie obiekt, a dopiero potem, przy odrobinie szczęścia, przywołujemy jego szczegóły.  

2. Rysuj  

Co powiecie na rysowanie listy zakupów, a nie jej spisywanie? W 2018 roku mieszana grupa młodszych i starszych ludzi otrzymała listę słów do zapamiętania. Połowę z nich poproszono o stworzenie rysunków każdego ze słów, a pozostałych o spisanie ich przed próbą zapamiętania. Później przeprowadzono stosowne testy, które ukazywały jak wiele udało się im rzeczywiście zapamiętać. Choć niektóre wyrazy były dość problematyczne do narysowania (np. „izotop”), to i tak w ogólnym rozrachunku rysowanie pomogło tak starszym jak i młodszym osobom lepiej przywołać podsunięte im słowa. Szkicowanie robiło różnicę nawet w przypadku osób cierpiących na demencję.

Kiedy coś rysujemy, jesteśmy zmuszeni analizować to bardziej szczegółowo i to właśnie dlatego zwiększają się szanse na zapamiętanie danego konceptu. Spisywanie listy też jest pomocne - dlatego też jeżeli zapomnimy wziąć listę zakupów z domu, to i tak jesteśmy w stanie przypomnieć sobie więcej produktów w sklepie niż w sytuacji, w której nie stworzyliśmy takiej rozpiski w ogóle. Z kolei tworzenie rysunku to „pójście o krok dalej”.  

Co ciekawe - jeżeli ktoś tworzy naprawdę imponujące rysunki i pomyśli, że taka technika zadziała u niego jeszcze lepiej, to może się rozczarować. Jakość rysunku nie ma bowiem żadnego znaczenia.  

3. Pomogą ćwiczenia fizyczne, ale tylko w odpowiednich ramach czasowych

Od dłuższego czasu wiadomo, że ćwiczenia fizyczne (jak choćby bieganie) korzystnie wpływa na naszą pamięć. Regularne ćwiczenia sukcesywnie usprawniają pamięć, ale przy nauce konkretnego materiału nawet jednorazowy trening może pomóc, przynajmniej w krótkim okresie

Jednak badania sugerują, że jeśli odznaczymy się odpowiednim wyczuciem czasu, możemy poprawić naszą pamięć jeszcze bardziej. Osoby, które wykonały 35-minutowy trening interwałowy cztery godziny po uczeniu się zestawu zdjęć połączonych z opisem danej lokacji, były w stanie lepiej zapamiętać takie połączenia niż ci, którzy odbyli taki sam trening tuż po nauce.

W przyszłości naukowcy z pewnością będą pracować nad określeniem odstępu czasu, w którym ćwiczenia fizyczne będą najbardziej pomocne - kluczowym może też być rodzaj materiału, który chcemy zapamiętać.

4. Nic nie rób

Kiedy ludzie cierpiący na amnezję będącą efektem wylewu otrzymali listę 15 wyrazów do zapamiętania, a później otrzymywali kolejne zadanie - to po upływie 10 minut byli w stanie odtworzyć z pamięci średnio zaledwie 14% podanych słów. Kiedy jednak po otrzymaniu listy odesłano ich do zaciemnionego pokoju i kazano „nic nie robić”, to po 15 minutach potrafili przypomnieć sobie średnio aż 49% wyrazów.  

Podobna technika była później wykorzystywana w rozmaitych badaniach przez Michaelę Dewar z Uniwersytetu Herriot-Watt. Odkryła ona, że w przypadku zdrowych ludzi krótka przerwa tuż po nauce przynosiła korzystne efekty nawet tydzień później. Część czytelników może pomyśleć, że być może uczestnicy eksperymentu spędzali te 10 minut w zaciemnionym pomieszczeniu na ciągłym powtarzaniu słówek. Jednak żeby tego uniknąć, Dewar korzystała z wyrazów z języków obcych, które ciężko było uczestnikom wymówić.

Badanie te pokazują, jak niepewne są nowe zapiski w pamięci - na tyle niepewne, że nawet krótka przerwa może zadecydować o tym, zapiski te będą nam towarzyszyć w pamięci na dłużej.

5. Zdrzemnij się

Jeśli chodzenie tyłem, rysowanie, ćwiczenia fizyczne albo nawet krótka przerwa stanowią zbyt duże wyzwanie - to może chociaż drzemka? Sen pomaga nam skonsolidować naszą pamięć poprzez ponowne odtwarzanie informacji, które właśnie poznaliśmy - a przecież nie musi się on odbywać tylko w nocy. Naukowcy z Niemiec dowiedli, że kiedy poda się ludziom kilka słów do zapamiętania, potrafią je oni przywołać z pamięci lepiej po drzemce (trwającej nie dłużej niż 90 minut) niż po obejrzeniu jakiegoś filmu.

Jednak najnowsze badania sugerują, że technika ta najlepiej funkcjonuje w przypadku osób, które są przyzwyczajone do codziennych popołudniowych drzemek. Zainspirowało to Elizabeth McDevitt i jej zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside do próby określenia, czy możliwym jest „wytrenowanie” u ludzi ucinania drzemki. Tak więc przez cztery tygodnie ci „niedrzemiący” usiłowali ucinać krótkie drzemki za dnia, kiedy tylko było to możliwe.

Niestety w ich przypadku takie rozwiązanie nie wzmocniło im pamięci. Stosownym więc może być dłuższy trening - a może są to po prostu ludzie, u których skuteczniejsze będzie chodzenie tyłem, rysowanie, bieganie lub po prostu „nicnierobienie”?

Źródło: BBC Future

Free Joomla! template by L.THEME