Z uwagi na coraz większe zagrożenie ze strony rosnącej populacji kleszczy oraz rozprzestrzeniania boreliozy, wielu miłośników przyrody w USA chętnie zaprasza na swoje podwórka oposy - dlaczego? Naukowcy odkryli, że torbacze te funkcjonują niemal jak mały odkurzacz przeciwko kleszczom - jeden osobnik jest w stanie pochłonąć około 5000 sztuk w sezonie.

- Okazuje się, że oposy to doskonali czyściciele. Nigdy wcześniej nie zwracaliśmy uwagi na to, że potrafią one pożreć ponad 95% żerujących na nich kleszczy. Tak więc taki dydelf spaceruje sobie po lesie, "odkurza" go ze znajdujących się w nim kleszczy, doprowadzając do eksterminacji ponad 90% tych pajęczaków, czym znacznie przyczynia się do ochrony naszego zdrowia - oznajmił Rick Ostfeld z Cary Institute of Ecosystem Studies.

Kolejne zalety

Oposy są bardzo pożyteczne dla ekosystemu i środowiska, nie tylko z uwagi na swoje "zmiatanie" kleszczy. Polują również na karaluchy, szczury i myszy - a dodatkowo pożerają także szczątki innych zwierząt (innymi słowy - padlinę). Z kolei ogrodnicy nie kryją zadowolenia z faktu, że oposy lubią również zajadać się ślimakami oraz przejrzałymi owocami.

Sympatyczne torbacze są także odporne na jad węży i zdarza im się atakować te gady - wliczając w to jadowite gatunki takie jak żmije czy grzechotniki. Tak więc przebywanie w sąsiedztwie oposów może znacząco zniwelować szanse na spotkanie takich węży na swojej drodze.

Nocna zmiana

Dorosłe oposy są samotnikami aktywnymi w nocy, które mieszkają w norach i szczelinach - nigdy nie budują własnych gniazd, preferują zajmować te już istniejące. Schronienia szukają pod ziemią, na drzewach - ale potrafią ulokować się niemal wszędzie.

W obliczu zagrożenia oposy zastygają w miejscu i udają martwych. Nie mają nad tym kontroli - być może rzeczywiście strach jest dla nich paraliżujący albo wytworzyli taki odruch w procesie ewolucji, gdyż niemal każdy drapieżnik jest w stanie ich dogonić. Taki osobnik w stanie katatonii ocknie się po upływie jednej lub dwóch godzin, jeśli pozostanie nietknięty.

Ten niesamowity gatunek jest jedynym przedstawicielem torbaczy w Ameryce Północnej. W trakcie tzw. Wielkiej Migracji Amerykańskiej, do której doszło około 3 miliony lat temu, opos był jedynym torbaczem, który potrafił przenieść się z Ameryki Południowej na północ i przetrwać w tamtejszych warunkach.

W ramach ciekawostki warto dodać, że oposy rozmnażają się dwa razy w ciągu roku. Po udanym sparowaniu samiec opuszcza partnerkę i nigdy do niej nie wraca. Po trwającej od 12 do 13 dni ciąży samica wydaje na świat nawet do 20 młodych w jednym miocie.

Źródło: National Wildlife Federation

piątek, 09 wrzesień 2016 08:15

Jak chłonąć język obcy? Na ratunek seriale!

Często na zajęciach przychodzi mi usłyszeć pytanie: „Piotrek, jak najlepiej jest się uczyć języka obcego?”. Oczywiście nie ma tutaj jednej, uniwersalnej, jasnej i przejrzystej odpowiedzi. No, chyba że zapisać się na kurs do „Standardu”! :) Póki co chętnie podzielę się jednak z Wami, drodzy czytelnicy, sposobem, który w moim przypadku sprawdził się w stu procentach.

Otóż ja, odkąd tylko sięgam pamięcią, uczyłem się i chłonąłem język angielski na zasadzie „rzucenia się na głęboką wodę”. Kiedy byłem (nieco rozbrykanym zresztą) dzieciakiem, mama postanowiła kupić mi (zapewne nie było to działanie celowe) pewną gazetę z Królikiem Bugsem na okładce i kasetą magnetofonową w środku. Nie pamiętam już nawet jej tytułu, ale całkiem możliwe, że brzmiał on mniej więcej tak: „O.K.”. Więc oto ja, pożyczywszy od mojego starszego brata tzw. walkman, słuchałem godzinami tej kasety, w której aktorzy dubbingujący postaci ze „Zwariowanych Melodii” tłumaczyli pewne zwroty z języka angielskiego, stosowali je w autentycznych sytuacjach oraz zadawali dzieciakom stosowne zadania. Wsłuchiwałem się w serię takich kaset, zamiast delektować się nagraniami Budki Suflera czy Ich Troje. Jakby to ładnie określić? Świr, o. W ten oto sposób od samego początku miałem mocny start w język angielski. Zadziałała tutaj w większej mierze podświadomość, więc panowie Jung i Freud mogliby tutaj być dumni.

Wiadomo — jako osoba dorosła, która pragnie poznać jakiś nowy język, ciężko o wsłuchiwanie się długimi godzinami w nagrania audio. Raz, że przeważnie nie ma na to czasu, a dwa — nie jest to szczególnie pasjonujące dla pełnoletnich. Dlatego też w takim wypadku gorąco polecam... oglądanie seriali. Zagranicznych, rzecz jasna. Dzięki temu chłoniemy język i poznajemy różne przydatne, najczęściej używane zwroty. Żeby zwiększyć efektywność naszego „edukacyjnego oglądania”, polecam - kiedy już zdobędziemy dany serial/film z legalnego źródła ;) - popracować nieco nad napisami. Przede wszystkim - zorganizować je sobie w wersji językowej, która jest obecna w nagraniu. Więc jeżeli delektujemy się seansem „The Walking Dead” czy „House of Cards”, to pobierzmy sobie angielskie napisy.

Ktoś powie — zaraz, zaraz. Od samego początku mam balansować pomiędzy lawiną zagranicznych zwrotów, sentencji i słówek? Tak, w tym właśnie zawarty jest cały sens tej strategii! Możemy jednak nieco ułatwić sobie pierwsze starcia z takową. Wystarczy wejść na stronę Waytomaster, wgrać nasze napisy, a serwis ten wyłapie te, które mogą być „trudniejsze”. Wtedy zaprezentuje nam tłumaczenia danych słów, następnie wgra je do naszych napisów, a my podczas seansu będziemy mogli oglądać te słówka z tłumaczeniem w nawiasie. Proste, łatwe i przyjemne. A - i skuteczne, dodajmy!

Także — łączmy przyjemne z pożytecznym i oglądajmy seriale bądź filmy. Zasłońmy się przy tym chęcią do poznania języka obcego. Opinia publiczna wybaczy! :)

Opublikowano w Nowości w Standardzie

Free Joomla! template by L.THEME