David Foster Wallace, który odszedł w 2008 roku, był najgenialniejszym amerykańskim pisarzem swojego pokolenia. W przemówieniu, które opublikowano po raz pierwszy na łamach The Guardian, zastanawia się nad trudnościami życia codziennego i "dożyciem trzydziestki, a może pięćdziesiątki, bez chęci strzelenia sobie w łeb".

Płyną sobie dwie młode rybki i przypadkiem spotykają starszą rybę płynącą w drugą stronę, która kiwa do nich głową i mówi: "Dzień dobry, chłopcy, jak tam woda?". I te dwie młode rybki płyną przez jakiś czas, aż w końcu jedna z nich spogląda na drugą i mówi: "Co to do cholery jest woda?".

Jeśli obawiasz się, że zamierzam przedstawić się tutaj jako stara, mądra ryba wyjaśniająca, czym jest woda, proszę, nie martw się. Nie jestem starą, mądrą rybą. Bezpośredni sens opowieści o rybie polega na tym, że najbardziej oczywiste, wszechobecne, ważne rzeczywistości są często tymi, które najtrudniej dostrzec i o których najtrudniej mówić. W formie angielskiego zdania jest to oczywiście tylko banalny frazes - ale faktem jest, że w codziennych okopach dorosłej egzystencji banalne frazesy mogą mieć znaczenie życia lub śmierci. Może to brzmieć jak hiperbola lub abstrakcyjny nonsens. Przejdźmy więc do konkretów.

Okazuje się, że ogromny procent spraw, co do których z automatu nie mam żadnych wątpliwości, jest całkowicie błędny i zwodniczy. Oto jeden z przykładów całkowitej bezsensowności czegoś, do czego mam tendencję do bycia automatycznie pewnym: wszystko w moim własnym bezpośrednim doświadczeniu wspiera moje głębokie przekonanie, że jestem absolutnym centrum wszechświata, najprawdziwszą, najbardziej żywą i najważniejszą osobą w istnieniu. Rzadko mówimy o tego rodzaju naturalnym, podstawowym egocentryzmie, ponieważ jest on społecznie odrażający, ale w głębi duszy jest on taki sam dla każdego z nas. Jest to nasze domyślne ustawienie, wbudowane w nasze struktury zaraz po urodzeniu. Pomyślcie tylko: nie ma żadnego doświadczenia, którego nie miałeś, a w którym nie znajdowałeś się w absolutnym centrum. Świat, którego doświadczasz, jest przed tobą, za tobą, po twojej lewej lub prawej stronie, na ekranie telewizora, monitora czy czegokolwiek innego. Myśli i uczucia innych ludzi muszą być ci jakoś przekazane, ale twoje własne są natychmiastowe, pilne, prawdziwe - rozumiesz o co chodzi. Ale proszę, nie przewiduj, że szykuję się do wygłaszania kazań na temat współczucia, kierowania się innymi czy tak zwanych "cnót". To nie jest kwestia cnoty - to kwestia mojego wyboru, aby w jakiś sposób zmienić lub uwolnić się od mojego naturalnego, wbudowanego ustawienia domyślnego, którym jest głębokie i dosłowne skupienie na sobie oraz postrzeganie i interpretowanie wszystkiego przez pryzmat własnego ja.

Przykładowo: jest przeciętny dzień, a ty wstajesz rano, idziesz do swojej wymagającej pracy i ciężko pracujesz przez dziewięć lub dziesięć godzin, a pod koniec dnia jesteś zmęczony i zestresowany i wszystko, czego chcesz, to wrócić do domu i zjeść dobrą kolację, a może zrelaksować się przez kilka godzin, a następnie położyć się wcześnie, ponieważ musisz wstać następnego dnia i zrobić to wszystko ponownie. Ale wtedy przypominasz sobie, że nie ma jedzenia w domu - nie miałeś czasu na zakupy w tym tygodniu, z powodu twojej wymagającej pracy - i teraz, po pracy, musisz wsiąść do samochodu i jechać do supermarketu. Trwa końcówka dnia roboczego, a ruch uliczny jest naprawdę dokuczliwy, więc dotarcie do sklepu trwa o wiele dłużej niż powinno, a kiedy w końcu tam docierasz - supermarket jest zatłoczony, ponieważ oczywiście jest to pora dnia, kiedy wszyscy inni ludzie pracujący również próbują zrobić jakieś zakupy spożywcze, a sam sklep jest ohydnie, fluorescencyjnie oświetlony i przesiąknięty zabijającymi duszę melodiami lub korporacyjnym popem i jest to ostatnie miejsce, w którym chciałbyś teraz przebywać, ale nie możesz po prostu wejść i szybko wyjść. Musisz wędrować po całym tym ogromnym, rozświetlonym sklepie, aby znaleźć to, czego chcesz i musisz manewrować swoim wózkiem pomiędzy tymi wszystkimi pozostałymi zmęczonymi, spieszącymi się ludzi z wózkami i oczywiście są tam też frustrująco powolni starzy ludzie, gapy i dzieci, które blokują przejście, a ty musisz zacisnąć zęby i starać się być uprzejmym, prosząc ich, aby cię przepuścili. I w końcu gromadzisz wszystkie niezbędne zapasy na kolację, z tym że teraz okazuje się, że nie ma wystarczająco dużo otwartych kas, mimo że kończą się godziny szczytu, więc kolejka jest niewiarygodnie długa, co jest głupie i wręcz chore, ale nie można przecież wyładować swojej furii na zapracowanej ekspedientki przy kasie.

W każdym razie w końcu docierasz na przód kolejki, płacisz za swoje produkty i czekasz na uwierzytelnienie karty przez maszynę, a potem słyszysz słowa "Miłego dnia" wypowiadane głosem, który przypomina głos śmierci, a następnie musisz wziąć pofałdowane, cienkie plastikowe torby z zakupami do wózka i prowadzić go przez zatłoczony, wyboisty, rozświetlony parking, po czym próbujesz załadować reklamówki do samochodu w taki sposób, żeby nic z nich nie wypadło i nie toczyło się po bagażniku w drodze do domu, a potem musisz jechać samochodem przez zatłoczony, wyboisty, rozświetlony parking, a następnie trzeba jechać całą drogę do domu przez powolny i ciężki ruch uliczny w godzinach szczytu, i tak dalej.

Chodzi o to, że drobne, frustrujące bzdury, takie jak te, to właśnie miejsce, w którym pojawia się konieczność dokonywania wyboru. Ponieważ korki, zatłoczone przejścia i długie kolejki do kas dają mi czas na myślenie, a jeśli nie podejmę świadomej decyzji o tym, jak myśleć i na co zwracać uwagę, będę wkurzony i nieszczęśliwy za każdym razem, kiedy będę musiał zrobić zakupy spożywcze, ponieważ moim naturalnym ustawieniem domyślnym jest pewność, że sytuacje takie jak ta są tak naprawdę o mnie, o moim głodzie, moim zmęczeniu i moim pragnieniu, aby po prostu wrócić do domu, i będzie się wydawało, że wszyscy inni stoją po prostu na mojej drodze, a kim są ci wszyscy ludzie na mojej drodze? I spójrzcie, jak odpychająca jest większość z nich, jak głupi, krowopodobni i bez wyrazu i nieludzcy wydają się tutaj w kolejce do kasy, albo jak irytujące i niegrzeczne jest to, że ludzie rozmawiają głośno przez telefony komórkowe w środku kolejki, i spójrzcie, jak głęboko niesprawiedliwe jest to: pracowałem bardzo ciężko przez cały dzień, jestem głodny i zmęczony, a nie mogę nawet wrócić do domu, żeby coś zjeść i odpocząć z powodu tych wszystkich głupich, cholernych ludzi.

Lub jeśli jestem w bardziej świadomej społecznie formie mojego domyślnego ustawienia, mogę spędzić czas w korku pod koniec dnia, będąc wściekłym i zdegustowanym na wszystkie ogromne, głupie, blokujące pas ruchu SUV-y i Hummery i pickupy spalające swoje nieekonomiczne, niedbałe, 40-galonowe zbiorniki gazu, i mogę rozwodzić się nad faktem, że patriotyczne lub religijne naklejki na zderzakach zawsze wydają się tkwić na największych, najbardziej obrzydliwie zapyziałych pojazdach prowadzonych przez najbrzydszych, najbardziej niewybrednych i agresywnych kierowców, którzy zazwyczaj rozmawiają przez telefony komórkowe, gdy odcinają innych, by dostać się tylko pięć cholernych metrów do przodu w korku. I mogę myśleć o tym, jak dzieci naszych dzieci będą nami gardzić za marnowanie paliwa i prawdopodobnie spieprzenie klimatu, i jak zepsuci, głupi i obrzydliwi wszyscy jesteśmy, i jak to wszystko jest po prostu do bani.

Jeśli zdecyduję się myśleć w ten sposób - w porządku, wielu z nas tak robi, z wyjątkiem tego, że myślenie w ten sposób jest zazwyczaj tak łatwe i automatyczne, że nie musi być wyborem. Myślenie w ten sposób jest moim naturalnym ustawieniem domyślnym. Jest to automatyczny, nieświadomy sposób, w jaki doświadczam nudnych, frustrujących, zatłoczonych części dorosłego życia, kiedy działam na automatycznym, nieświadomym przekonaniu, że jestem w centrum świata i że moje bezpośrednie potrzeby i uczucia są tym, co powinno określać priorytety świata. Rzecz w tym, że istnieją oczywiście różne sposoby myślenia o tego rodzaju sytuacjach. W tym ruchu ulicznym, wśród tych wszystkich pojazdów, które utknęły i stoją na mojej drodze, nie jest wykluczone, że niektórzy z tych kierowców w SUV-ach mieli w przeszłości straszne wypadki samochodowe, a teraz uważają prowadzenie samochodu za tak traumatyczne, że ich terapeuta nakazał im kupno ogromnego, ciężkiego SUV-a, żeby mogli czuć się wystarczająco bezpiecznie, by prowadzić. Albo że Hummer, który właśnie zajechał mi drogę, jest być może prowadzony przez ojca, którego małe dziecko jest ranne lub chore w foteliku obok niego, a on próbuje pędzić do szpitala i spieszy się o wiele bardziej, niż ja - to ja tak naprawdę jestem na jego drodze.

Raz jeszcze proszę, nie myśl, że daję ci moralne rady, albo że mówię, że "powinieneś" myśleć w ten sposób, albo że ktokolwiek oczekuje, że po prostu automatycznie to zrobisz, ponieważ jest to trudne, wymaga silnej woli i wysiłku umysłowego, i jeśli jesteś taki jak ja, w niektóre dni nie będziesz w stanie tego zrobić, albo po prostu nie będziesz chciał. Ale przez większość dni, jeśli jesteś wystarczająco świadomy, aby dać sobie wybór, możesz wybrać, aby spojrzeć inaczej na tę grubą, martwą, zmaltretowaną panią, która właśnie krzyczała na swoje małe dziecko w kolejce do kasy - może zazwyczaj taka nie jest, może nie spała przez trzy noce trzymając za rękę swojego męża, który umiera na raka kości, a może ta właśnie pani jest nisko opłacaną urzędniczką w Departamencie Pojazdów Samochodowych, która właśnie wczoraj pomogła twojemu małżonkowi rozwiązać koszmarny problem z biurokracją poprzez jakiś mały akt biurokratycznej życzliwości. Oczywiście, żadna z tych rzeczy nie jest wielce prawdopodobna, ale nie jest też niemożliwa - zależy to tylko od tego, co chcesz wziąć pod uwagę. Jeśli jesteś automatycznie przekonany, że wiesz, czym jest rzeczywistość oraz kto i co jest naprawdę ważne - jeśli chcesz działać na ustawieniach domyślnych - wtedy, podobnie jak ja, nie będziesz brał pod uwagę możliwości, które nie są bezcelowe i irytujące. Ale jeśli naprawdę nauczyłeś się jak myśleć, jak zwracać uwagę, wtedy będziesz wiedział, że masz inne opcje. Będziesz w stanie doświadczyć zatłoczonej, głośnej, powolnej, konsumpcyjnej sytuacji typu piekło jako nie tylko znaczącej, ale i świętej, płonącej tą samą siłą, która zapaliła gwiazdy - współczuciem, miłością, podpowierzchniową jednością wszystkich rzeczy. Nie żeby te mistyczne rzeczy były koniecznie prawdziwe: jedyną rzeczą, która jest kapitalnie prawdziwa, jest to, że możesz zdecydować, jak będziesz próbował to interpretować. Możesz świadomie decydować, co ma znaczenie, a co nie. Ty decydujesz, czemu warto przypisać większe znaczenie.

Bo istnieje jeszcze coś innego, co także jest prawdą. W codziennych okopach dorosłego życia, nie ma czegoś takiego jak ateizm. Nie ma czegoś takiego jak brak uwielbienia. Wszyscy oddają cześć. Jedyny wybór, jaki mamy, dotyczy tego, co czcimy. A znakomitym powodem wyboru jakiegoś boga lub duchowej istoty do czczenia - czy to Jezusa, czy Allaha, czy Jahwe, czy wiccańską matkę-boginię, czy Cztery Szlachetne Prawdy, czy jakiś niezrozumiały zestaw zasad etycznych - jest to, że prawie wszystko inne, co czcisz, zje cię żywcem. Jeśli czcisz pieniądze i rzeczy namacalne - jeśli to w nich upatrujesz prawdziwego sensu życia - to nigdy nie będziesz miał dość. Nigdy nie poczujesz, że masz wystarczająco dużo. Taka jest prawda. Czcij swoje własne ciało, piękno i powab seksualny, a zawsze będziesz czuł się brzydki, a kiedy czas i wiek zaczną to pokazywać, umrzesz milion razy, zanim w końcu cię zakopią. Na pewnym poziomie wszyscy już to znamy - zostało to skodyfikowane jako mity, przysłowia, frazesy, bromki, epigramaty, przypowieści: czyt. szkielet każdej wielkiej opowieści. Sztuką jest utrzymanie prawdy na pierwszym planie w codziennej świadomości. Czczenie władzy - będziesz czuł się słaby i przestraszony, i będziesz potrzebował coraz więcej władzy nad innymi, aby utrzymać strach na dystans. Czczenie swojego intelektu, bycie postrzeganym jako inteligentny - skończysz czując się głupkiem, oszustem, zawsze na granicy bycia odkrytym.

Zdradliwą rzeczą w tych formach kultu nie jest to, że są one złe czy grzeszne - chodzi o to, że są one nieświadome. Są to ustawienia domyślne. To rodzaj kultu, w który stopniowo wpadasz, dzień po dniu, stając się coraz bardziej wybiórczym w tym, co widzisz i jak mierzysz wartość, nie będąc w pełni świadomym, że to właśnie robisz. A świat nie będzie cię zniechęcał do działania w oparciu o domyślne ustawienia, ponieważ świat ludzi, pieniędzy i władzy całkiem nieźle sobie radzi na paliwie strachu, pogardy, frustracji, pragnień i kultu samego siebie. Nasza obecna kultura okiełznała te siły w sposób, który przyniósł niezwykłe bogactwo, komfort i wolność osobistą. Wolność bycia panami naszych własnych królestw wielkości czaszki, samemu będąc w centrum całego stworzenia. Ten rodzaj wolności ma wiele do zaoferowania. Istnieją jednak różne rodzaje wolności, a o tej najcenniejszej nie usłyszysz zbyt wiele w wielkim zewnętrznym świecie zwycięstw, osiągnięć i popisów. Naprawdę istotny rodzaj wolności wiąże się z uwagą, świadomością, dyscypliną, wysiłkiem i zdolnością do prawdziwej troski o innych ludzi i poświęcania się dla nich, nieustannie, na niezliczone, drobne, mało seksowne sposoby, każdego dnia. To jest prawdziwa wolność. Alternatywą jest nieświadomość, domyślne ustawienie, "wyścig szczurów" - nieustannie dręczące poczucie, że miało się i straciło jakąś nieskończoną rzecz.

Wiem, że te rzeczy prawdopodobnie nie brzmią wesoło, beztrosko czy inspirująco. To, o czym mówię, przynajmniej w moich oczach, to prawda z całą masą retorycznych bzdur odłożonych na bok. Oczywiście, możesz myśleć o tym, co chcesz. Ale proszę, nie traktujcie tego jak kazania dr Laury. Nie chodzi tu o moralność, religię, dogmaty, czy wielkie, wymyślne pytania o życie po śmierci. Wielka Prawda dotyczy życia przed śmiercią. Chodzi o to, by dożyć trzydziestki, a może pięćdziesiątki, nie chcąc strzelić sobie w łeb. Chodzi o prostą świadomość - świadomość tego, co jest tak prawdziwe i istotne, tak ukryte w zasięgu wzroku wokół nas, że musimy sobie ciągle przypominać, w kółko: "To jest woda, to jest woda".

Fragment ten przytoczono z mowy inauguracyjnej, którą autor wygłosił do klasy kończącej studia w Kenyon College (Ohio, USA).

Źródło: The Guardian

piątek, 05 luty 2021 10:18

Eksperymenty USA na ludziach w Gwatemali

Eksperymenty syfilisowe w Gwatemali były prowadzonymi przez Stany Zjednoczone eksperymentami na ludziach, przeprowadzanymi w Gwatemali w latach 1946-1948. Eksperymentami kierował lekarz John Charles Cutler, który uczestniczył również w późnej fazie eksperymentu kiłowego w Tuskegee. Lekarze zarażali żołnierzy, prostytutki, więźniów i chorych psychicznie syfilisem i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową, bez świadomej zgody badanych. W wyniku eksperymentu zginęły co najmniej 83 osoby. Badania serologiczne kontynuowano do 1953 r. z udziałem tych samych narażonych grup społecznych oraz dzieci z państwowych szkół, sierocińca i wiejskich miasteczek, jednak celowe zarażanie pacjentów zakończyło się wraz z zakończeniem pierwotnych badań. 1 października 2010 r. prezydent USA, sekretarz stanu oraz sekretarz ds. zdrowia i usług oficjalnie przeprosili Gwatemalę za naruszenie zasad etycznych, które miało miejsce. Gwatemala potępiła ten eksperyment jako zbrodnię przeciwko ludzkości i tamtejsze władze wniosły pozew sądowy.

Kontekst historyczny

Od 1947 roku prowadzono badania nad zapobieganiem syfilisowi na królikach poprzez wstrzykiwanie penicyliny. Mniej więcej w tym samym czasie specjaliści medyczni, w tym amerykański chirurg generalny dr Thomas Parran, starali się poszerzyć wiedzę na temat chorób przenoszonych drogą płciową i odkryć bardziej skuteczne metody leczenia u ludzi. Wraz z początkiem II wojny światowej, ten nacisk na nową wiedzę stał się silniejszy i zdobył więcej zwolenników. Było to w dużej mierze spowodowane wysiłkiem, aby chronić amerykańską populację wojskową przed rosnącymi infekcjami chorób wenerycznych, takich jak rzeżączka, a także szczególnie bolesnym reżimem profilaktyki, który obejmował wstrzykiwanie proteinianu srebra do penisów badanych. W tym czasie szacowano, że choroby weneryczne dotkną 350 tys. żołnierzy, co równałoby się z likwidacją dwóch dywizji zbrojnych w ciągu roku. Koszty tych strat, które w tamtym czasie wyniosłyby około 34 milionów dolarów, spowodowały pilne przyspieszenie badań nad metodami leczenia chorób wenerycznych.

Pierwszym eksperymentem, który nastąpił po naciskach na nowe osiągnięcia w leczeniu STD i środkach zapobiegawczych, były eksperymenty więzienne w Terre Haute w latach 1943-1944, prowadzone i wspierane przez część tych samych osób, które brały udział w gwatemalskich eksperymentach z syfilisem zaledwie kilka lat później. Celem tego eksperymentu było znalezienie bardziej odpowiedniej profilaktyki STD poprzez zarażenie rzeżączką osób zapisujących się spośród populacji więziennej. Choć początkowo pomysł wykorzystania ludzi budził kontrowersje, poparcie dr Thomasa Parrana i oficera wykonawczego Korpusu Medycznego Armii Stanów Zjednoczonych, pułkownika Johna A. Rodgersa, pozwoliło dr Johnowi F. Mahoneyowi i dr Cassiusowi J. Van Slyke na rozpoczęcie eksperymentów. Dr John Cutler, młody współpracownik dr Mahoneya, pomagał w prowadzeniu eksperymentów, a następnie stanął na czele eksperymentów z syfilisem w Gwatemali.

Eksperymenty w Terre Haute były prekursorem eksperymentów gwatemalskich. Jako pierwsze pokazały, jak gorliwie przywódcy wojskowi naciskali na nowe osiągnięcia w walce z chorobami wenerycznymi i ich gotowość do zarażania ludzi, a także wyjaśniły, dlaczego klinicyści prowadzący badania wybrali Gwatemalę - aby uniknąć ograniczeń etycznych związanych z indywidualną zgodą, innych niekorzystnych konsekwencji prawnych i złego rozgłosu.

Klinicyści prowadzący badania

Eksperymentami kierował lekarz United States Public Health Service - John Charles Cutler, który wcześniej brał udział w podobnych eksperymentach więziennych w Terre Haute, w których wybranych ochotników zarażano rzeżączką.

Cutler brał również później udział w późnych etapach eksperymentu z kiłą w Tuskegee. Podczas gdy w eksperymencie Tuskegee śledzono naturalny rozwój kiły u osób już zarażonych, w Gwatemali lekarze celowo zarażali zdrowe osoby chorobami, z których część może być śmiertelna, jeśli nie jest leczona. Wydaje się, że celem badania było określenie wpływu penicyliny na zapobieganie i leczenie chorób wenerycznych. Badacze płacili prostytutkom zarażonym kiłą za uprawianie seksu z więźniami, podczas gdy inne osoby były zarażane poprzez bezpośrednie zaszczepienie im bakterii. Poprzez celowe narażenie na rzeżączkę, kiłę i chancroid, w eksperymentach wzięło udział łącznie 1308 osób. Z tej grupy, w przedziale wiekowym 10-72 lata, 678 osób (52%) można uznać za poddane jakiejś formie leczenia. Ukrywając się przed społeczeństwem, John Charles Cutler wykorzystywał zdrowe osoby w celu udoskonalenia tego, co nazywał "czystą nauką."

Dr John F. Mahoney prowadził eksperymenty w więzieniu Terre Haute i nadzorował dr Cutlera podczas eksperymentu z syfilisem w Gwatemali. Mahoney ukończył studia medyczne w 1914 roku, a cztery lata później został mianowany asystentem chirurga w United States Public Health Service. Do 1929 roku dr Mahoney pracował jako dyrektor Laboratorium Badań nad Chorobami Wenerycznymi na Staten Island, gdzie w 1943 roku rozpoczęły się eksperymenty w Terre Haute, tam też po raz pierwszy asystował mu Cutler. Po zaprzestaniu eksperymentów w Terre Haute z powodu braku możliwości precyzyjnego zakażenia uczestników rzeżączką, dr Mahoney zajął się badaniem wpływu penicyliny na kiłę. Jego badania wykazały ogromny sukces w leczeniu penicyliną i armia amerykańska przyjęła ją do receptury STD. Chociaż wydawało się to obiecujące, Mahoney i jego współpracownicy kwestionowali długoterminową skuteczność eliminacji choroby całkowicie u ludzi. Mahoney, Cutler i inni badacze uważali, że mniejsza, bardziej kontrolowana grupa osób do badań byłaby bardziej pomocna w znalezieniu tego lekarstwa. Doprowadziło to do wykorzystania obywateli Gwatemali jako uczestników badania.

Genevieve Stout była pracownikiem Pan American Sanitary Bureau, która promowała i ustanowiła badania serologiczne w gwatemalskich laboratoriach. Zainicjowała VDRL i Centrum Szkoleniowe w Ameryce Środkowej począwszy od 1948 roku i pozostała w Gwatemali do 1951 roku. Tutaj przeprowadziła kilka niezależnych eksperymentów serologicznych do badań nad STD po dr Cutlerze.

Dr Funes i dr Salvado byli również pracownikami Pan American Sanitary Bureau, którzy pozostali w Gwatemali po zakończeniu pracy dr Cutlera.  Chcąc rozwijać swoją karierę zawodową, zdecydowali się pozostać i kontynuować obserwacje uczestników eksperymentów nad syfilisem, np. poprzez zbieranie danych od sierot, więźniów, pacjentów psychiatrycznych i dzieci szkolnych. Takie okresowe zbieranie danych polegało na pobieraniu próbek krwi i nakłuciach lędźwiowych od uczestników. Dane były wysyłane z powrotem do Stanów Zjednoczonych, gdzie wiele z tych próbek krwi wykazało pozytywny wynik testu na syfilis. Dr Funes zbierał próbki od uczestników do 1953 roku.

Przeprosiny i odpowiedź

Informacje na temat tych eksperymentów odkryła profesor Susan Mokotoff Reverby z Wellesley College. Reverby znalazła te dokumenty w 2005 roku podczas śledztwa nad badaniami nad syfilisem w Tuskegee, w zarchiwizowanych papierach Cutlera, i podzieliła się swoimi odkryciami z przedstawicielami rządu Stanów Zjednoczonych.

Francis Collins, dyrektor NIH w momencie ujawnienia tych doniesień, nazwał eksperymenty "mrocznym rozdziałem w historii medycyny" i dodał, że współczesne przepisy zabraniają prowadzenia badań na ludziach bez świadomej zgody.

W październiku 2010 roku rząd Stanów Zjednoczonych oficjalnie przeprosił i ogłosił, że łamanie praw człowieka w tych badaniach medycznych jest nadal potępiane, niezależnie od tego, ile czasu upłynęło. Po przeprosinach Barack Obama zażądał 24 listopada 2010 roku przeprowadzenia śledztwa przez Prezydencką Komisję do Badania Problemów Bioetycznych. Komisja doszła dziewięć miesięcy później do wniosku, że eksperymenty "wiązały się z rażącym naruszeniem etyki, ocenianym zarówno w świetle dzisiejszych standardów, jak i rozumienia samych badaczy". We wspólnym oświadczeniu Sekretarz Stanu Hillary Clinton i Sekretarz Zdrowia i Usług Społecznych Kathleen Sebelius powiedziały:

Choć wydarzenia te miały miejsce ponad 64 lata temu, jesteśmy oburzeni, że tak naganne badania mogły być prowadzone pod przykrywką zdrowia publicznego. Głęboko żałujemy, że do tego doszło i przepraszamy wszystkie osoby, które zostały dotknięte tak odrażającymi praktykami badawczymi. Zachowanie prezentowane podczas badań nie reprezentuje wartości USA, ani naszego zaangażowania na rzecz godności ludzkiej i wielkiego szacunku dla mieszkańców Gwatemali.

Prezydent Barack Obama przeprosił prezydenta Álvaro Coloma, który nazwał eksperymenty "zbrodnią przeciwko ludzkości".

- Z raportu jasno wynika, że amerykańscy badacze rozumieli głęboko nieetyczną naturę badań. W rzeczywistości gwatemalskie badania nad syfilisem były prowadzone akurat w czasie, gdy w Norymberdze (grudzień 1946 - sierpień 1947) rozwijał się "Proces Lekarzy", w którym 23 niemieckich lekarzy stanęło przed sądem za udział w nazistowskich programach eutanazji lub eksperymentów medycznych na więźniach obozów koncentracyjnych - oznajmił Obama.

Rząd USA zwrócił się do Instytutu Medycyny o przeprowadzenie przeglądu tych eksperymentów począwszy od stycznia 2011 roku.

Źródło: Wikipedia

czwartek, 28 styczeń 2021 10:32

67-letnia Lady Ninja z Kalifornii

Choć jej umiejętności w sztukach walki może nie są już takie jak kiedyś, i tak nie warto z nią zadzierać. Poznajcie Lorenzę Marrujo, 67-latkę z Kalifornii okrzykniętą przez amerykańską prasę mianem Lady Ninja.

Lokalne władze twierdzą, że mężczyzna z Kalifornii boleśnie przekonał się o umiejętnościach Marrujo po tym, jak zaczął szarpać się z pewną 82-letnią kobietą w budynku mieszkalnym w Fontanie.

67-letnia przyjaciółka kobiety, Lorenza Marrujo, dołączyła do szarpaniny i po szybkim kopnięciu, manewrze zgięcia palców i kilku solidnych uderzeniach łokciem w mostek było po wszystkim. Policja przybyła na miejsce i znalazła napastnika dociśniętego przez Marrujo do podłogi - jednym kolanem uciskała go na szyi, a drugim na klatce piersiowej.

Marrujo, która lubi być określana mianem "Lady Ninja" i ma czarny pas w jiujitsu, powiedziała, że przebywała w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze w poniedziałek, kiedy usłyszała krzyki dochodzące z lokum sąsiada i zdecydowałą się niezwłocznie zbadać sprawę.

Na miejscu, jak sama relacjonuje, znalazła mężczyznę atakującego jej 82-letnią przyjaciółkę, Elizabeth McCray. Marrujo, która mierzy zaledwie ok. 150 cm i waży około 45 kg, nie zawahała się zmierzyć z młodszym, mierzącym 175 cm i ważącym 77 kg napastnikiem.

- Musiałam wygiąć jego palce do tyłu (...) aby go od niej oderwać - powiedziała w rozmowie The Press-Enterprise z Riverside. - Krzyczał z bólu, bo to jedna z moich flagowych technik, zginanie palców. Następnie uderzyłam łokciem dwa razy w jego mostek.

Rejestry więzienne San Bernardino County ukazują, że 59-letni Donald Robert Prestwood został przesłuchany w związku z dochodzeniem dotyczącym znęcania się nad osobami starszymi. Funkcjonariusz Jennie Venzor wyjawiła, że władze kontynuują dochodzenie i możliwe jest, że może on mierzyć się z dodatkowymi zarzutami.

Nie wyznaczono daty rozprawy i nie było wiadomo, czy Prestwood ma adwokata.

Marrujo powiedziała, że krótko przed atakiem Prestwood, który kiedyś mieszkał w tym samym budynku mieszkalnym, pojawił się u niej, wyglądając na odurzonego i mówił, że szuka swojej partnerki. Lady Ninja przegoniła go kijem baseballowym.

Marrujo, która kiedyś pracowała jako ochroniarz, powiedziała, że zaczęła trenować sztuki walki prawie 40 lat temu w celach samoobrony. Mimo to, skarżyła się po ataku, że nie była tak ostra w walce, jak za dawnych lat.

- Moje ciało miejscami szwankuje - powiedziała, dodając, że "zrobiłaby więcej szkód", gdyby była nieco lepiej przygotowana.

McCray była jednak pod wrażeniem. - Nie pomyślałabym, że mała dama będzie miała siłę, aby zrobić coś takiego - powiedziała.

Policja też nie kryła zachwytu, chociaż ostrzegła, że w wielu przypadkach bezpieczniej jest zadzwonić do nich i pozwolić profesjonalistom zająć się daną sprawą.

- Ale w tym przypadku to zadziałało, a ona uratowała życie swojej przyjaciółki - powiedziała Venzor agencji The Associated Press.

- Ona jest filigranowa, ma ok. 150cm wzrostu i może 45 kg wagi - dodaje funkcjonariuszka. - Ale jest przy tym niezwykle silna.

Źródło: USA Today

Free Joomla! template by L.THEME