Kwestia zbliżającego się wielkimi krokami strajku nauczycieli to obecnie temat numer jeden w polskich mediach. Społeczeństwo pozostaje podzielone - jedni popierają protesty belfrów, inni mieszają ich z błotem. Jak wygląda sytuacja z perspektywy nauczyciela-stażysty, który dopiero puka do bram oświaty? W tym tekście chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami (jak i wysokością zarobków) oraz skonfrontować z rzeczywistością najpopularniejsze mity związane z tym zawodem.

Mam 27 lat, mieszkam w Jaworznie (miasto w województwie śląskim z nieco ponad 92 tysiącami obywateli). Na co dzień pracuję w szkole podstawowej, gdzie uczę języka angielskiego i pracuję z uczniami z klas: czwartych, ósmych, a także trzecich klas gimnazjalnych (gimnazja są w tym roku wygaszane, to ostatni rok szkolny z ich udziałem). Pracuję na cały etat, 18 godzin lekcyjnych w tygodniu. Poza pracą w szkole zajmuję się tłumaczeniami. No dobrze - do rzeczy.

Perspektywy i zarobki

Od 2018 roku awans zawodowy nauczycieli przeszedł pewne zmiany. Aby uzyskać wyższy stopień awansu zawodowego, stażysta będzie musiał zrealizować staż w wymiarze 1 roku i 9 miesięcy (czyli mówiąc prościej - stanowi to dwa lata szkolne). Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdyż aby w ogóle ROZPOCZĄĆ staż, trzeba pracować od 1 września i posiadać umowę na czas określony na okres dwóch lat. Jeżeli więc przychodzimy do jakiejś szkoły na roczne zastępstwo, czas ten możemy liczyć jako nieważny - nie będziemy mogli myśleć o wliczeniu go do okresu odbycia stażu.

W wielkim skrócie - jeżeli w dzisiejszych trudnych czasach uda się nawet komuś na stałe zakotwiczyć jako nauczyciel w szkole, to licząc wszystkie wymagane terminy i okresy (czas odbywania stażu, okres pracy na danym stopniu zawodowym itd.) i pracując nieprzerwanie, awans od stopnia nauczyciela-stażysty na nauczyciela dyplomowanego zajmie według dzisiejszych zasad 15 lat.

15 lat. Słownie: piętnaście.

Pracę w szkole rozpocząłem będąc na ostatnim roku studiów magisterskich, wchodząc do podstawówki na zastępstwo za ciężarną nauczycielkę. Miało to miejsce w październiku, tak więc nie mogłem rozpocząć stażu w myśl przepisów. Po roku udało mi się znaleźć pracę w innej szkole podstawowej, również w ramach rocznego zastępstwa. Cyk - kolejny rok w plecy. Brak umowy na dwa lata.

Dodam tylko, że sam staż to cała sterta papierów. Plan rozwoju zawodowego, ocena nauczyciela, opinie, wnioski itd. To oczywiście wiem tylko ze słuchu, od moich starszych kolegów "z branży".

Kwestia zarobków nauczyciela to sprawa nadzwyczajnie elastyczna. Pensje różnią się ze względu na różne czynniki - głównymi są tzw. dodatki motywacyjne przyznawane przez dyrektorów, które w dużej mierze uzależnione są od wielkości miejscowości, w której znajduje się szkoła. Są też wszelkie inne czynniki kształtujące pensję belfra - np. dodatek za lata pracy, warunki pracy itd. Ile więc zarabiam, będąc stażystą w niemałym mieście? Zerknijmy na trzy ostatnie "pobory":

Różnica w zarobkach wynika z zastępstw płatnych, które narzucono mi w tych miesiącach.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w marcu otrzymałem tzw. "trzynastkę", gdyż udało mi się przepracować ostatnie 12 miesięcy na stanowisku nauczyciela. Otrzymałem wtedy takie pieniądze:

Mamy tutaj do czynienia z dwoma przelewami, gdyż pochodzą one od dwóch szkół, w których pracowałem na przestrzeni ostatniego roku.

Nie znam oczywiście kwot, które zarabiają nauczyciele dyplomowani - z rozmów z nimi wynika, że jest to ok. 2600zł netto. Wskazywałoby to, że wysokości zarobków podawane w mediach ogólnopolskich (sięgające nawet 6000zł brutto) można włożyć między bajki.

Nie mam zamiaru wrzucać gdzieś tutaj podprogowego przekazu na temat zarobków (czyt. mojej opinii), każdy z Was widząc te kwoty może sobie wyrobić zdanie na ten temat - do czego zachęcam.

Mity

Nie znalazłem wpisu, który lepiej prezentowałby podejście przeciwników strajku nauczycieli i osób, które sceptycznie podchodzą do tego zawodu i jego znaczenia. Przyjrzyjmy się zatem poniższej liście i spróbujmy przeanalizować jej punkty z mojej perspektywy:

1. Etat nauczyciela to dzisiaj 18 godzin tygodniowo. Przy czym są to godziny "przy tablicy", czyli innymi słowy godziny lekcyjne. Nie sposób policzyć natomiast godzin, które nauczyciel spędza na pracy poza szkołą, tj. przygotowywanie i ocenianie prac pisemnych, przygotowywanie się do kolejnych lekcji (w tym materiałów w różnej postaci: wideo, zdjęcia, audio, ćwiczenia itd.), zebrania, konferencje, szkolenia, konsultacje, kółka zainteresowań i wiele innych. Do tego mnóstwo pracy papierkowej - sprawozdania, opinie, plan rozwoju i inne. Dochodzi nawet do tego, że w niektórych szkołach wstawienie komuś "jedynki" na koniec semestru/roku trzeba argumentować pisemnie, tworząc tekst na ok. jedną stronę A4. Tak - trzeba rozpisywać, że ktoś się nie uczy albo ignoruje przedmiot i napisać to w kilkunastu zdaniach. Do każdego takiego ucznia osobno.

Ta, przecież tak często przytaczana, osiemnastka - to liczba-widmo. To nie jest tak, że spędzamy 18 godzin tygodniowo w szkole i jedziemy do domu z uśmiechem na ustach, gdzie przez resztę czasu się obijamy.

2. I tak i nie. Część nauczycieli rzeczywiście tak robi - często wynika to z faktu, że mogą sobie na to pozwolić - kwestia przedmiotu. Jeżeli moi uczniowie piszą kartkówkę ze słówek czy danego zagadnienia gramatycznego, to sprawdzenie jej to kwestia paru sekund. Gorzej mają np. nauczyciele matematyki, którzy muszą skrupulatnie sprawdzać wszelkie działania itd.

Bywa też tak, że nauczyciele sprawdzają prace pisemne "na szybko", ponieważ nie mają na to czasu kiedy indziej. Ot tak, po prostu.

3. Tutaj się zgodzę, "dużo wolnego" to rzeczywiście przywilej pracy nauczyciela. Always look on the bright side of life, doceniam ten jeden aspekt.

Żeby jednak nie było tak różowo - wolne w roku szkolnym (święta, ferie) najczęściej spędzamy na papierkach. Nie mamy również prawa do urlopu płatnego w trakcie roku szkolnego - w grę wchodzi albo zwolnienie lekarskie (na którym otrzymujemy ok. 70% normalnego wynagrodzenia) albo urlop bezpłatny (powodujący znaczne straty pieniężne).

4. Być może. Tak samo "wielu" policjantów wcina pączki za biurkiem, "wiele" ekspedientek siedzi z głowami w telefonach lub nawet prowadzi przez nie rozmowy w godzinach pracy, "wielu" kierowców tirów raz za razem zasypia za kierownicą. Takie sytuacje się zdarzają, ale nie powinny one tworzyć wizerunku zawodu jako grupy społecznej.

5. Ciężko wysuwać mi argumenty na tej płaszczyźnie, gdyż nauka języka znacząco różni się od nauki innych przedmiotów: na lekcjach języka angielskiego nauczyciel musi brać pod uwagę materiał oraz formę. Inne przedmioty to tylko i wyłącznie materiał, który trzeba opanować. Często jest go za dużo, aby być w stanie go wyczerpująco opisać przez 45 minut. Chcąc poznać go w całości, trzeba niestety zainteresować się nim samemu, poza godzinami lekcyjnymi.

6. W sensie wszyscy? To taka tradycja w tym zawodzie?

7. Patrz wyżej.

8. Zgoda. Faktycznie można przyciągać uwagę i prowadzić lekcję ciesząc się zainteresowaniem i dobrą dyscypliną klasy, gdyż uczniowie najzwyczajniej w świecie słuchają z uwagą tego, co i jak mówi nauczyciel. Tylko znowu - generalizacja. Wszyscy nauczyciele tak "smędzą"?

9. Większość nauczycieli naprawdę NIE czerpie satysfakcji ze wstawiania złych ocen - no bo dlaczego? Co im to da? Często wyciągamy do uczniów rękę, zadając zadania dodatkowe w ramach projektu lub inne aktywności, które pomogą im w polepszeniu sytuacji z ocenami. Problem polega na tym, że bardzo często uczniowie odtrącają pomocną dłoń i nie robią nic.

Z pustego i Salomon nie naleje.

10. To w jakiś sposób łączy się z punktem ósmym, do którego w tym momencie pragnę Was odesłać.

11. Bzdury.

12. I właśnie o to chcemy teraz zawalczyć. Dobrze opłacany nauczyciel to nauczyciel zmotywowany. Do pracy, do kształcenia się, do jak najlepszego wypełniania swojej misji. Wyższe zarobki to tak naprawdę zaledwie krok w dążeniu do polepszenia oświaty. Krok, który należy wykonać.

13. Czyli w tym zawodzie powinni pracować sami niewykształceni, sfrustrowani, nieznający się na swoim przedmiocie?

To poprawi sytuację.

14. Pełna zgoda. Też jestem zwolennikiem teorii, że nie powinno się zabraniać używania telefonów w szkole - to tworzy sztuczne środowisko, gdyż poza budynkiem szkolnym telefony i technologia są powszechne.

Osobiście pozwalam uczniom na korzystanie z tych dobrodziejstw. Ba - często ich nawet do tego zachęcam, żeby korzystali np. ze słowników w telefonie, pisząc na lekcji list formalny lub inną pracę pisemną tego rodzaju.

15. Nie znam takiego przypadku, ale nie chcę popełniać tutaj błędu poznawczego ("znam/nie znam kogoś takiego, więc wszyscy tak robią/nie robią") tak jak autor tej listy.

16. Bzdury + generalizacja.

17. Patrz punkt 14.

18. Bzdury, w sensie to po przecinku.

19. Bzdury.

20. Dobry nauczyciel potrafi przekazać wiedzę w sposób interesujący. Słaby nauczyciel nie. To naprawdę proste - ponownie trzeba podkreślić, że taka sytuacja ma miejsce nie tylko w szkolnictwie. Są dobrzy i słabi lekarze, są dobrzy i słabi aktorzy, są dobrzy i słabi policjanci - możemy tak bez końca.

 

Do zobaczenia w poniedziałek.

Opublikowano w Nowości w Standardzie

Free Joomla! template by L.THEME