W sobotę minął dokładnie rok od legalizacji rekreacyjnej sprzedaży marihuany w Arizonie, która przyniosła ponad miliard dolarów całkowitego przychodu.

Departament Przychodów Arizony ogłosił, że całkowita sprzedaż marihuany brutto osiągnęła ponad 1,2 miliarda dolarów, nie licząc grudniowych raportów końcowych, przewyższając początkowe prognozy.

Znacznie przewyższyło to również sprzedaż w pierwszym roku w innych stanach, które zalegalizowały rekreacyjną marihuanę. Przykładowo przychody z Kolorado wyniosły 292 miliony dolarów, Oregon zainkasował prawie 345 milionów dolarów, Waszyngton ponad 185 milionów dolarów, a Nevada - prawie 425 milionów dolarów.

Dochody podatkowe z rekreacyjnej sprzedaży marihuany przyniosły ponad 190 milionów dolarów wpływów.

Z tego rocznego dochodu z podatków:
- 7,3 miliona to podatek od sprzedaży edukacji,
- 92,9 miliona dolarów to podatek akcyzowy od marihuany, który finansuje uczelnie, wydziały zdrowia w hrabstwach i wiele innych.

Źródło: ABC15.com

Antarctic Snow Cruiser (Antarktyczny Krążownik Śnieżny) był pojazdem zaprojektowanym w latach 1937-1939 pod kierownictwem Thomasa Poultera, mającym ułatwić transport na Antarktydzie podczas Ekspedycji Służby Antarktycznej Stanów Zjednoczonych (1939-41). Krążownik był również opisywany jako "Pingwin", "Pingwin 1" lub "Żółw" w niektórych opublikowanych materiałach.

Poulter był drugim w hierarchi dowódcą Drugiej Ekspedycji Antarktycznej Byrda, rozpoczętej w 1934 roku. W czasie pobytu na Antarktydzie Poulter opracował kilka innowacyjnych rozwiązań. Jednak masywny krążownik śnieżny generalnie nie działał tak, jak oczekiwano w trudnych warunkach (gładkie opony stworzone tak by nie pokryły się śniegiem, nie trzymały się lodu) i ostatecznie został porzucony na Antarktydzie. Odnaleziony ponownie pod głęboką warstwą śniegu w 1958 roku, później znów zniknął z powodu zmieniających się warunków atmosferycznych.

Projekt i budowa

29 kwietnia 1939 roku Poulter i The Research Foundation of the Armour Institute of Technology pokazali plany urzędnikom w Waszyngtonie. Fundacja miała sfinansować koszty i nadzorować budowę, a pojazd służyć Służbie Antarktycznej Stanów Zjednoczonych. Prace rozpoczęły się 8 sierpnia 1939 roku i trwały 11 tygodni. 24 października 1939 r. pojazd został po raz pierwszy uruchomiony w Pullman Company na południe od Chicago i rozpoczął podróż na odległość 1640 km do nabrzeża wojskowego w Bostonie. Podczas podróży uszkodzony układ kierowniczy spowodował, że pojazd zjechał z małego mostu na Lincoln Highway i wpadł do strumienia w pobliżu miasta Gomer w Ohio, gdzie pozostał przez trzy dni. Po dotarciu do Bostonu, 15 listopada 1939 roku na pokładzie USCGC North Star wyruszył na Antarktydę.

Przybycie na Antarktydę

Snow Cruiser przybył do Little America w Zatoce Wielorybów na Antarktydzie z ekspedycją United States Antarctic Service Expedition na początku stycznia 1940 roku i napotkał wiele problemów. Konieczne było zbudowanie rampy z drewna, aby rozładować pojazd. Gdy pojazd był rozładowywany ze statku, jedno z kół przebiło się przez rampę. Załoga wiwatowała, gdy Poulter uwolnił pojazd z rampy, ale wiwaty ucichły, gdy pojazd nie poruszał się po śniegu i lodzie. Duże, gładkie, pozbawione bieżnika opony zostały pierwotnie zaprojektowane dla dużego pojazdu bagiennego - obracały się swobodnie i zapewniały bardzo niewielki ruch do przodu, zapadając się aż o 3 stopy (0,91 m) w śnieg. Załoga przymocowała dwie zapasowe opony do przednich kół pojazdu i zainstalowała łańcuchy na tylnych kołach, ale nie była w stanie przezwyciężyć braku trakcji. Załoga odkryła później, że opony miały lepszą trakcję, gdy jechały do tyłu. Najdłuższa przebyta trasa wyniosła 92 mile (148 km) - przejechana całkowicie na wstecznym biegu. 24 stycznia 1940 r. Poulter wrócił do Stanów Zjednoczonych, pozostawiając F. Altona Wade'a na czele reszty załogi. Naukowcy przeprowadzili eksperymenty sejsmologiczne, pomiary promieniowania kosmicznego i pobierali próbki rdzeni lodowych, mieszkając w pokrytym śniegiem i drewnem krążowniku śnieżnym. Finansowanie projektu zostało anulowane, gdy w Stanach Zjednoczonych skupiono się na II wojnie światowej.

Ponowne odkrycie i ostateczny los

Podczas Operacji Highjump pod koniec 1946 r. zespół ekspedycyjny odnalazł pojazd i odkrył, że potrzebuje on jedynie powietrza w oponach i kilku napraw, aby był sprawny.

W 1958 r. międzynarodowa ekspedycja odnalazła krążownik śnieżny na Little America III przy użyciu buldożera. Był przykryty 23 stopami (7 m) śniegu, ale długa bambusowa tyczka wyjawiła jego pozycję. Udało się dokopać do spodu kół i dokładnie zmierzyć ilość śniegu, jaki spadł od czasu porzucenia krążownika. Wewnątrz pojazd był dokładnie taki, jakim zostawiła go załoga - z papierami, czasopismami i papierosami porozrzucanymi dookoła.

Późniejsze ekspedycje nie odnotowały żadnych śladów pojazdu. Chociaż istniały pewne nieuzasadnione spekulacje, że (pozbawiony trakcji) krążownik śnieżny został wywieziony przez Związek Radziecki w czasie zimnej wojny, pojazd najprawdopodobniej znajduje się na dnie Oceanu Południowego lub jest zakopany głęboko pod śniegiem i lodem. Lód antarktyczny jest w ciągłym ruchu, a szelf lodowy stale przesuwa się w kierunku morza. W 1963 roku duży fragment szelfu lodowego Rossa oderwał się i podryfował dalej. Nie wiadomo, po której stronie szelfu lodowego znajdował się Cruiser.



Innowacyjne rozwiązania zastosowane w krążowniku to m.in.:

- koła i opony chowały się w obudowach, gdzie były ogrzewane przez spaliny silnika. Miało to zapobiec pękaniu mieszanki gumy naturalnej w niskich temperaturach,
- długie zwisy przednie i tylne nadwozia miały pomóc w pokonywaniu szczelin o szerokości do 4,6 m. Przednie koła miały być chowane tak, aby przód mógł być przepchnięty przez szczelinę. Następnie przednie koła miały być wyciągnięte (a tylne schowane), aby przeciągnąć pojazd przez resztę drogi. Proces ten wymagał skomplikowanej, 20-stopniowej procedury,
- podkładka na szczycie pojazdu została zaprojektowana tak, aby pomieścić mały samolot (5-pasażerski dwupłatowiec Beechcraft). Samolot miał zostać wciągnięty na miejsce za pomocą wciągarki. Samolot miał być wykorzystywany do prowadzenia badań lotniczych,
- płyn chłodzący silnika krążył w całej kabinie w celu ogrzewania. System ogrzewania był bardzo wydajny i załoga donosiła, że do spania potrzebowała tylko lekkich koców,
- nadmiar energii elektrycznej mógł być magazynowany w akumulatorach do zasilania świateł i urządzeń, gdy silnik nie pracował,
- dzięki wyeliminowaniu dużych mechanicznych elementów napędowych w całym pojeździe, spalinowo-elektryczny układ napędowy pozwolił na zastosowanie mniejszych silników i uzyskanie więcej miejsca dla załogi. Jest to prawdopodobnie pierwsze zastosowanie spalinowo-elektrycznego układu napędowego w czterokołowym pojeździe tej wielkości. Taka konstrukcja jest obecnie powszechnie stosowana w dużych nowoczesnych ciężarówkach górniczych.

Źródło: Wikipedia (ENG)

Miasto Tacoma uruchomiło program pilotażowy, w ramach którego bezdomni będą opłacani za zbieranie śmieci i gruzu z ulic. Ma to na celu usunięcie śmieci z ulic miasta, a jednocześnie zapewnienie pracy osobom pozbawionym dachu nad głową.

Inicjatywa jest wynikiem starań radnego miasta Roberta Thomsa, który uważa, że projekt ten przyniesie duże korzyści.

- Chodzi o to, aby zbudować ten rodzaj wewnętrznej dumy, że zrobiłeś coś sam i że zostałeś za to nagrodzony w formie tego, czego ludzie potrzebują - powiedział. - A to są przecież zasoby.

Wśród rosnących stosów śmieci i gruzu, które piętrzą się na zewnątrz obozowiska bezdomnych, które rozciąga się na kilka bloków miejskich w centrum Tacomy, jeden z bezdomnych Stephen Nelson powiedział, że jest gotowy iść do pracy.

- Jasne, że to zrobię - oznajmił. - Wciąż żyję, chodzę i mówię. Jeśli ja mogę pracować, to oni też.

Chociaż Nelson jest bezdomny, ma odpowiednie nastawienie do ludzi, których miasto chce zatrudnić.

- Nie postrzegam ludzi, którzy są uzależnieni od narkotyków, jako idealnych kandydatów do tej pracy - powiedział Thoms, dodając, że chce zacząć od płacenia minimalnej stawki, która wynosi nieco więcej niż 13 dolarów za godzinę.

Thoms powiedział, że wierzy, iż inne miasta systemu zatok Puget Sound, takie jak Seattle, również mogą czerpać korzyści z programu Tacomy.

- Myślę, że jest to bardzo innowacyjne - oświadczył. - Według moich informacji jest to pierwszy taki projekt w stanie Waszyngton.

Tacoma przeznaczyła nieco ponad 60 tys. dolarów na program i nawiązała współpracę z Valeo Vocation, grupą zajmującą się pośrednictwem pracy, która będzie prowadzić działania informacyjne i szkolenia dla osób objętych projektem.

- Wszystko zostało przetestowane i zatwierdzone do wdrożenia - powiedział Norman Brickhouse, dyrektor ds. usług z Valeo Vocation, dodając, że jego agencja notowała już podobne sukcesy, pomagając ludziom mieszkającym w schroniskach znaleźć pracę. - Mogą pracować, a potem wrócić do swojego namiotu.

Według niektórych szacunków, na ulicach Tacomy mieszka od 500 do 700 bezdomnych, co stanowi największą ich liczbę ze wszystkich miast w hrabstwie Pierce.

Thoms mówi, że Plemię Puyallap również zaoferowało finansowanie tego programu i jeśli się powiedzie, lokalne firmy, takie jak Almond Roca, również rozważą zatrudnienie bezdomnych.

Źródło: KomoNews

Dwa lata temu miasto Stockton w Kalifornii rozpoczęło odważny eksperyment - postanowiło rozdawać 125 osobom po 500 dolarów miesięcznie przez 24 miesiące, bez żadnych ograniczeń i bez wymagań dotyczących pracy. Ludzie ci zostali losowo wybrani z dzielnic, w których dochód gospodarstwa domowego był na poziomie mediany lub poniżej. Mogli oni wydać pieniądze w dowolny sposób. W międzyczasie naukowcy badali, jaki wpływ na ich życie miała gotówka.

Wyniki z pierwszego roku eksperymentu, który trwał od lutego 2019 do lutego 2020, są już dostępne. I są one niezwykle zachęcające dla jego uczestników, a także dla zwolenników, którzy uważają bezwarunkowe transfery pieniężne za skuteczny sposób pomagania ludziom w ucieczce od ubóstwa.

Najbardziej zdumiewającym odkryciem jest to, że osoby, które otrzymały gotówkę, zdołały zapewnić sobie pracę w pełnym wymiarze godzin ponad dwukrotnie częściej niż osoby z grupy kontrolnej, które nie otrzymały gotówki. W ciągu roku odsetek osób otrzymujących gotówkę, które miały pracę w pełnym wymiarze godzin, skoczył z 28% do 40%. Grupa kontrolna w tym samym okresie odnotowała jedynie 5-procentowy skok.

Badacze napisali w swoim raporcie, że pieniądze dały odbiorcom stabilność, której potrzebowali, by wyznaczać cele, podejmować ryzyko i znajdować nowe miejsca pracy. Jeden z mężczyzn w wieku 30 lat był uprawniony do uzyskania licencji na nieruchomości od ponad roku, ale nie uzyskał jej, ponieważ nie mógł sobie pozwolić na wzięcie wolnego w pracy. Dzięki wolności oferowanej przez dodatkowe 500 dolarów miesięcznie, powiedział, że jego życie "zmieniło się o 180 stopni (...) ponieważ mam więcej czasu i wartości netto, aby się uczyć i (...) aby osiągnąć moje cele".

Krytycy programów pomocy gotówkowej często twierdzą, że rozdawanie "darmowych pieniędzy" sprawi, że ludzie będą mniej skłonni do znalezienia pracy. Jednak z dotychczasowych badań wynika, że bezwarunkowa gotówka nie zniechęca do pracy. W wielu programach - od Alaski i Karoliny Północnej w USA, po Finlandię i Hiszpanię w Europie - nie miało to żadnego wpływu na zatrudnienie. W niektórych przypadkach wydaje się, że ośmielają one osoby o skłonnościach przedsiębiorczych. Na przykład w Japonii wstępne wyniki badań wykazały, że beneficjenci są 3,9 razy bardziej zainteresowani rozpoczęciem nowej działalności gospodarczej.

Pomijając kwestię zatrudnienia, istnieją wyraźne korzyści z bezwarunkowych programów gotówkowych. Eksperyment w Stockton - który został przeprowadzony jako randomizowana próba kontrolowana i poddany niezależnej ocenie - wlicza się do rosnącej liczby dowodów z eksperymentów z dochodem podstawowym na całym świecie, które pokazują, że otrzymywanie bezwarunkowej gotówki zazwyczaj zwiększa szczęście, zdrowie, frekwencję w szkole i zaufanie do instytucji społecznych, jednocześnie zmniejszając przestępczość.

Więcej korzyści - i pewne ograniczenia - z procesu o gwarantowany dochód w Stockton

Program w Stockton przyniósł także inne korzyści. Osoby otrzymujące gotówkę zgłaszały, że są mniej niespokojne i przygnębione niż grupa kontrolna. Średnio, odbiorcy "doświadczyli klinicznie i statystycznie istotnej poprawy zdrowia psychicznego, której nie doświadczyła grupa kontrolna - przechodząc od prawdopodobnego łagodnego zaburzenia zdrowia psychicznego do prawdopodobnego dobrego samopoczucia psychicznego w ciągu rocznej interwencji", jak twierdzą badacze.

Gotówka pozwoliła również odbiorcom pomóc ich rodzinie i przyjaciołom. Na przykład, jedna kobieta użyła gotówki, aby pomóc rodzeństwu kupić ubrania szkolne dla ich dzieci i pomóc synowej zapłacić za ubezpieczenie samochodu. Inna kupiła pieluchy dla swoich wnuków.

To nie pierwszy raz, kiedy widzimy, że programy gotówkowe mają pozytywny wpływ na szerszą społeczność. W Kenii transfery gotówkowe pobudziły gospodarkę i przyniosły korzyści nie tylko samym beneficjentom, ale także mieszkańcom pobliskich wiosek.

Warto zwrócić uwagę na pewien detal w badaniu w Stockton - każdy z uczestników otrzymał 500 dolarów miesięcznie na kartę debetową, aby badacze mogli zobaczyć, jak wykorzystują pieniądze. Jednak 40 procent z nich było albo wypłacane w gotówce, albo przelewane na istniejące konto bankowe, więc badacze musieli polegać na uczestnikach, by powiedzieli im, na co poszły pieniądze.

Z pieniędzy śledzonych na kartach debetowych, odbiorcy wydawali najwięcej na artykuły pierwszej potrzeby, takie jak jedzenie (37 procent), artykuły gospodarstwa domowego i ubrania (22 procent), media (11 procent) i koszty samochodu (10 procent). Na alkohol i papierosy wydali mniej niż 1 procent.

Choć liczby te nie oddają pełnego obrazu sytuacji, stanowią jednak przeciwwagę dla szkodliwych stereotypów i błędnych założeń: że ludzie, którzy stają się biedni, stają się tacy, ponieważ nie potrafią racjonalnie podejmować decyzji i samokontrolować się, a także że wydają wolne pieniądze na niepoważne rzeczy lub substancje uzależniające. Dowody nie potwierdzają tych przekonań.

Eksperyment w Stockton był niewielkim badaniem, w którym wzięło udział tylko 125 osób otrzymujących gotówkę, więc jego wyniki powinny być postrzegane raczej jako dowody potwierdzające skuteczność programów gotówkowych niż jako ostateczny dowód. Niemniej jednak, wyniki tego finansowanego przez filantropów programu - oficjalnie znanego jako Stockton Economic Empowerment Demonstration (SEED), który otrzymał grant w wysokości 1 miliona dolarów od Economic Security Project - pomagają podkreślić, że ubóstwo to brak gotówki, a nie charakter, i w użyteczny sposób dodają do zbioru dowodów na to, że "darmowe" pieniądze nie zniechęcają do zatrudnienia - mogą je wręcz zwiększyć.

Implikacje dla polityki, w czasie pandemii i później

Przesłanie, że darmowe pieniądze mogą faktycznie poprawić perspektywy zatrudnienia, pojawia się w krytycznym momencie, gdy administracja Bidena próbuje przeforsować pakiet pomocy pandemicznej, który obejmowałby bezpośrednie czeki dla milionów Amerykanów.

Pandemia sprawiła, że idea bezpośrednich płatności stała się bardziej popularna. Z kryzysem Covid-19 generującym tak wiele strat finansowych i niepewności, zwolennicy argumentowali, że obywatele desperacko potrzebują pewnego rodzaju dolnej granicy dochodów. Na tym tle, SEED zapoczątkował coś znacznie większego: Mayors for a Guaranteed Income, koalicję burmistrzów, którzy naciskają na USA, aby wdrożyć federalny dochód gwarantowany. Zarówno SEED, jak i koalicja burmistrzów są dziełem Michaela Tubbsa, byłego burmistrza Stockton.

Tubbs od lat promuje ideę, że dochód gwarantowany mógłby odmienić życie mieszkańców Stockton, ale dał też do zrozumienia, że ten eksperyment dotyczy o wiele więcej niż tylko jego miasta. - Stockton jest swego rodzaju pośrednikiem dla Ameryki: jej różnorodności, jej ludzi - powiedział. - To miejsce, które się rozwija i ma wielkie, śmiałe pomysły.

Dochód gwarantowany jest wielkim, śmiałym pomysłem, który mógłby poprawić życie milionów Amerykanów, gdyby został wprowadzony na szerszą skalę. Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to lekarstwo na systemowe przeszkody, które powstrzymują ludzi od zdrowego, stabilnego życia.

Jak napisali badacze SEED w swoim raporcie: "dochód gwarantowany nie powinien być traktowany jako jedyne podejście do stabilności gospodarstw domowych, ale raczej jako jedna z opcji polityki, która powinna być wdrażana wraz z innymi, aby uzupełnić niedoskonałości rynku". Inne opcje polityczne obejmują zwiększenie podaży przystępnych cenowo mieszkań i podniesienie płacy minimalnej.

Na razie dostępne są tylko dane z pierwszego roku eksperymentu w Stockton - na pełne wyniki musimy poczekać do 2022 roku. Jednak wyniki samego pierwszego roku wskazują, że programy gwarantowanego dochodu - w połączeniu z lepszą polityką społeczną - mogą pomóc w długiej walce z ubóstwem.

Źródło: VOX.com

poniedziałek, 08 luty 2021 11:17

Największa szkolna masakra w historii USA

Columbine, Virginia Tech, University of Texas, Sandy Hook - przerażająca historia amerykańskich strzelanin w szkołach to lista, której członków nie sposób wymienić pojedynczo. Wspomnienie o jakiejkolwiek z nich automatycznie budzi skojarzenia z innymi. Jednak jedna nazwa jest wymieniania zaskakująco rzadko, a mowa o najstarszej i najbardziej śmiercionośna masakry szkolnej w historii USA: zamachu bombowym w szkole Bath.

W 1927 roku Bath było wioską liczącą 300 mieszkańców, mimo że znajdowała się 16 kilometrów od Lansing, stolicy stanu. Miejscową instytucją edukacyjną była Bath Consolidated School, zbudowana zaledwie pięć lat wcześniej, aby zastąpić rozproszone jednopokojowe szkoły na okolicznych polach uprawnych. Uczyło się w niej 314 uczniów z całego regionu, wielu z nich było dziećmi farmerów. Niektórzy uczniowie byli dowożeni, a wszyscy uczęszczali na zajęcia ze swoimi rówieśnikami w trakcie edukacji w szkole podstawowej i średniej.

18 maja był ostatnim dniem zajęć dla uczniów w tamtym roku, ale o 8:45 północne skrzydło trzypiętrowej budowli eksplodowało z taką siłą, że huk był słyszalny wiele kilometrów dalej.

- Wiedzieliśmy, że to przyszło z Bath, ale nie wiedzieliśmy co to było, więc wskoczyliśmy do starego samochodu i pojechaliśmy tak szybko jak tylko mogliśmy, żeby zbadać sprawę - powiedziała Irene Dunham dziennikowi Lansing State Journal. Stulatka jest najstarszą żyjącą osobą, która przeżyła katastrofę. Miała wtedy 19 lat, była uczennicą ostatniej klasy szkoły średniej - tego ranka została w domu z powodu bólu gardła.

- Pod dachem znajdowała się sterta ciał dzieci w wieku około pięciu lub sześciu lat, niektóre z nich miały powyrywane ręce, niektóre nogi, a część z nich nawet głowy. Nie można było ich rozpoznać, ponieważ były pokryte kurzem, gipsem i krwią - napisał lokalny redaktor Monty J. Ellsworth w swojej relacji z 1927 roku, zatytułowanej "The Bath School Disaster". - To cud, że część rodziców nie straciła przytomności, zanim zadanie wydostania dzieci z rumowiska zostało zakończone. Było to już między piątą a szóstą wieczorem, kiedy wyciągnięto ostatnie dziecko.

Podczas gdy członkowie społeczności pospieszyli na pomoc po eksplozji, zdobywając liny, aby podnieść zawalony dach i wyciągnąć uczniów i nauczycieli spod gruzów, na miejsce podjechał członek zarządu szkoły o nazwisku Andrew Kehoe. Kehoe wysiadł ze swojej ciężarówki wypełnionej dynamitem i odłamkami, wycelował w nią karabin i strzelił. W wyniku eksplozji zginął kurator szkoły, kilku innych przechodniów i sam Kehoe.

Oprócz setek kilogramów materiałów wybuchowych, które wywołały eksplozję w szkole, pracownicy straży pożarnej i policjanci znaleźli kolejne 200 kilogramów niewybuchłego dynamitu, który był umocowany w piwnicy szkoły, wraz z pojemnikiem z benzyną, który mógł być tam umieszczony w celu wywołania pożaru, gdyby zawiódł sam dynamit. Kehoe spalił również swoją farmę i zabił żonę oraz dwa konie - ich ciała znaleziono na farmie, wraz z tabliczką przyczepioną do ogrodzenia, z napisem: "Przestępców się tworzy, a nie rodzi".

Przed dokonaniem masakry Kehoe był szarym członkiem społeczności. Mieszkał z żoną, Nellie, na farmie i pełnił funkcję skarbnika w radzie szkoły w Bath. Ten były elektryk posiadał duży zapas materiałów wybuchowych - nadwyżki z czasów I wojny światowej - zakupionych od rządu, których używał, aby pomóc farmerom w usuwaniu pniaków drzew. Przed zamachem doszło do kilku niezwykłych incydentów: Kehoe zabił psa swojego sąsiada, zatłukł na śmierć jednego ze swoich koni i pokłócił się z członkami rady szkolnej o koszty bieżących podatków na rzecz skonsolidowanej placówki. Ale nigdy nie było to nic tak niepokojącego, żeby inni mieszkańcy wsi mieli jakiekolwiek podejrzenia, co się zbliża.

- Wiele z tych głupich rzeczy, które zrobił, było po prostu kretyńskimi incydentami, które ludzie od czasu do czasu popełniają - mówi Arnie Bernstein, autor książki pt. "Bath Massacre: America's First School Bombing".

Ostatecznie zginęły 44 osoby, w tym 38 uczniów. Nie był to pierwszy zamach bombowy w historii kraju - co najmniej osiem osób zginęło podczas wiecu na Haymarket Square w Chicago w 1886 roku, a 30, gdy bomba eksplodowała na Manhattanie w 1920 roku. Ale żaden nie był tak śmiercionośny jak ten, ani nie pochłonął tak wiele żyć dzieci.

Gazety starały się nadać sens tej tragedii. Nazywały Kehoe szalonym, obłąkanym, niepoczytalnym. Chociaż w tamtym czasie niewiele rozumiano na temat chorób psychicznych, media wciąż próbowały odkryć przyczyny zamachu. - W czerwcu poprzedniego roku powiadomiono go, że hipoteka na jego farmie zostanie przejęta, i to mogła być okoliczność, która uruchomiła w jego mózgu mechanizm anarchii i szaleństwa - twierdził "New York Times", a "Boston Daily Globe" sugerował, że dwa urazy głowy mogły zakłócić jego normalne myślenie.

- W podsumowaniu śledztwa napisano, że przez cały czas sprawca był racjonalnie myślący - mówi Bernstein. - Trzeba mieć racjonalny umysł, żeby to wszystko zaplanować. W rzeczywistości nie ma żadnego powodu takiego obrotu spraw.

W bezpośrednim następstwie zamachu bombowego, społeczność miasta została zalana kondolencjami i darowiznami, a także turystami. Podczas gdy w weekend w domach w Bath odbywały się pogrzeby, przez miasto przejechało aż 50 tys. osób, powodując ogromne korki. Jednak niemal tak szybko, jak narastała medialna gorączka, tak szybko się ona skończyła - po części z powodu pierwszego w historii lotu transatlantyckiego Charlesa Lindbergha, który odbył się dwa dni po zamachu. W połączeniu z brakiem prawdziwych mediów masowych, zamach bombowy w Bath szybko zniknął z obiegu wiadomości.

- W pewnym sensie to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaka mogła się przytrafić miastu, ponieważ dało im to czas na żałobę i przyswojenie - mówi Bernstein.

W ciągu jednego roku szkoła została wyremontowana, a zajęcia przeniesiono z lokalnych sklepów z powrotem do budynku szkolnego. Szkoła pozostała na swoim miejscu aż do lat 70-tych, kiedy to została zburzona i zastąpiona parkiem pamięci. W centrum parku stoi kopuła, dokładnie w tym samym miejscu, w którym znajdowałaby się na budynku szkoły. Dla Bernsteina jest to miejsce ciszy i spokoju, odpowiedni hołd dla uczniów i członków społeczności, którzy zginęli.

- W obliczu horroru odkrywamy, jak bardzo jesteśmy przyzwoici - mówi Bernstein. - To, według mnie, jest pięknem Bath.

Źródło: Smithsonian Magazine

piątek, 05 luty 2021 10:18

Eksperymenty USA na ludziach w Gwatemali

Eksperymenty syfilisowe w Gwatemali były prowadzonymi przez Stany Zjednoczone eksperymentami na ludziach, przeprowadzanymi w Gwatemali w latach 1946-1948. Eksperymentami kierował lekarz John Charles Cutler, który uczestniczył również w późnej fazie eksperymentu kiłowego w Tuskegee. Lekarze zarażali żołnierzy, prostytutki, więźniów i chorych psychicznie syfilisem i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową, bez świadomej zgody badanych. W wyniku eksperymentu zginęły co najmniej 83 osoby. Badania serologiczne kontynuowano do 1953 r. z udziałem tych samych narażonych grup społecznych oraz dzieci z państwowych szkół, sierocińca i wiejskich miasteczek, jednak celowe zarażanie pacjentów zakończyło się wraz z zakończeniem pierwotnych badań. 1 października 2010 r. prezydent USA, sekretarz stanu oraz sekretarz ds. zdrowia i usług oficjalnie przeprosili Gwatemalę za naruszenie zasad etycznych, które miało miejsce. Gwatemala potępiła ten eksperyment jako zbrodnię przeciwko ludzkości i tamtejsze władze wniosły pozew sądowy.

Kontekst historyczny

Od 1947 roku prowadzono badania nad zapobieganiem syfilisowi na królikach poprzez wstrzykiwanie penicyliny. Mniej więcej w tym samym czasie specjaliści medyczni, w tym amerykański chirurg generalny dr Thomas Parran, starali się poszerzyć wiedzę na temat chorób przenoszonych drogą płciową i odkryć bardziej skuteczne metody leczenia u ludzi. Wraz z początkiem II wojny światowej, ten nacisk na nową wiedzę stał się silniejszy i zdobył więcej zwolenników. Było to w dużej mierze spowodowane wysiłkiem, aby chronić amerykańską populację wojskową przed rosnącymi infekcjami chorób wenerycznych, takich jak rzeżączka, a także szczególnie bolesnym reżimem profilaktyki, który obejmował wstrzykiwanie proteinianu srebra do penisów badanych. W tym czasie szacowano, że choroby weneryczne dotkną 350 tys. żołnierzy, co równałoby się z likwidacją dwóch dywizji zbrojnych w ciągu roku. Koszty tych strat, które w tamtym czasie wyniosłyby około 34 milionów dolarów, spowodowały pilne przyspieszenie badań nad metodami leczenia chorób wenerycznych.

Pierwszym eksperymentem, który nastąpił po naciskach na nowe osiągnięcia w leczeniu STD i środkach zapobiegawczych, były eksperymenty więzienne w Terre Haute w latach 1943-1944, prowadzone i wspierane przez część tych samych osób, które brały udział w gwatemalskich eksperymentach z syfilisem zaledwie kilka lat później. Celem tego eksperymentu było znalezienie bardziej odpowiedniej profilaktyki STD poprzez zarażenie rzeżączką osób zapisujących się spośród populacji więziennej. Choć początkowo pomysł wykorzystania ludzi budził kontrowersje, poparcie dr Thomasa Parrana i oficera wykonawczego Korpusu Medycznego Armii Stanów Zjednoczonych, pułkownika Johna A. Rodgersa, pozwoliło dr Johnowi F. Mahoneyowi i dr Cassiusowi J. Van Slyke na rozpoczęcie eksperymentów. Dr John Cutler, młody współpracownik dr Mahoneya, pomagał w prowadzeniu eksperymentów, a następnie stanął na czele eksperymentów z syfilisem w Gwatemali.

Eksperymenty w Terre Haute były prekursorem eksperymentów gwatemalskich. Jako pierwsze pokazały, jak gorliwie przywódcy wojskowi naciskali na nowe osiągnięcia w walce z chorobami wenerycznymi i ich gotowość do zarażania ludzi, a także wyjaśniły, dlaczego klinicyści prowadzący badania wybrali Gwatemalę - aby uniknąć ograniczeń etycznych związanych z indywidualną zgodą, innych niekorzystnych konsekwencji prawnych i złego rozgłosu.

Klinicyści prowadzący badania

Eksperymentami kierował lekarz United States Public Health Service - John Charles Cutler, który wcześniej brał udział w podobnych eksperymentach więziennych w Terre Haute, w których wybranych ochotników zarażano rzeżączką.

Cutler brał również później udział w późnych etapach eksperymentu z kiłą w Tuskegee. Podczas gdy w eksperymencie Tuskegee śledzono naturalny rozwój kiły u osób już zarażonych, w Gwatemali lekarze celowo zarażali zdrowe osoby chorobami, z których część może być śmiertelna, jeśli nie jest leczona. Wydaje się, że celem badania było określenie wpływu penicyliny na zapobieganie i leczenie chorób wenerycznych. Badacze płacili prostytutkom zarażonym kiłą za uprawianie seksu z więźniami, podczas gdy inne osoby były zarażane poprzez bezpośrednie zaszczepienie im bakterii. Poprzez celowe narażenie na rzeżączkę, kiłę i chancroid, w eksperymentach wzięło udział łącznie 1308 osób. Z tej grupy, w przedziale wiekowym 10-72 lata, 678 osób (52%) można uznać za poddane jakiejś formie leczenia. Ukrywając się przed społeczeństwem, John Charles Cutler wykorzystywał zdrowe osoby w celu udoskonalenia tego, co nazywał "czystą nauką."

Dr John F. Mahoney prowadził eksperymenty w więzieniu Terre Haute i nadzorował dr Cutlera podczas eksperymentu z syfilisem w Gwatemali. Mahoney ukończył studia medyczne w 1914 roku, a cztery lata później został mianowany asystentem chirurga w United States Public Health Service. Do 1929 roku dr Mahoney pracował jako dyrektor Laboratorium Badań nad Chorobami Wenerycznymi na Staten Island, gdzie w 1943 roku rozpoczęły się eksperymenty w Terre Haute, tam też po raz pierwszy asystował mu Cutler. Po zaprzestaniu eksperymentów w Terre Haute z powodu braku możliwości precyzyjnego zakażenia uczestników rzeżączką, dr Mahoney zajął się badaniem wpływu penicyliny na kiłę. Jego badania wykazały ogromny sukces w leczeniu penicyliną i armia amerykańska przyjęła ją do receptury STD. Chociaż wydawało się to obiecujące, Mahoney i jego współpracownicy kwestionowali długoterminową skuteczność eliminacji choroby całkowicie u ludzi. Mahoney, Cutler i inni badacze uważali, że mniejsza, bardziej kontrolowana grupa osób do badań byłaby bardziej pomocna w znalezieniu tego lekarstwa. Doprowadziło to do wykorzystania obywateli Gwatemali jako uczestników badania.

Genevieve Stout była pracownikiem Pan American Sanitary Bureau, która promowała i ustanowiła badania serologiczne w gwatemalskich laboratoriach. Zainicjowała VDRL i Centrum Szkoleniowe w Ameryce Środkowej począwszy od 1948 roku i pozostała w Gwatemali do 1951 roku. Tutaj przeprowadziła kilka niezależnych eksperymentów serologicznych do badań nad STD po dr Cutlerze.

Dr Funes i dr Salvado byli również pracownikami Pan American Sanitary Bureau, którzy pozostali w Gwatemali po zakończeniu pracy dr Cutlera.  Chcąc rozwijać swoją karierę zawodową, zdecydowali się pozostać i kontynuować obserwacje uczestników eksperymentów nad syfilisem, np. poprzez zbieranie danych od sierot, więźniów, pacjentów psychiatrycznych i dzieci szkolnych. Takie okresowe zbieranie danych polegało na pobieraniu próbek krwi i nakłuciach lędźwiowych od uczestników. Dane były wysyłane z powrotem do Stanów Zjednoczonych, gdzie wiele z tych próbek krwi wykazało pozytywny wynik testu na syfilis. Dr Funes zbierał próbki od uczestników do 1953 roku.

Przeprosiny i odpowiedź

Informacje na temat tych eksperymentów odkryła profesor Susan Mokotoff Reverby z Wellesley College. Reverby znalazła te dokumenty w 2005 roku podczas śledztwa nad badaniami nad syfilisem w Tuskegee, w zarchiwizowanych papierach Cutlera, i podzieliła się swoimi odkryciami z przedstawicielami rządu Stanów Zjednoczonych.

Francis Collins, dyrektor NIH w momencie ujawnienia tych doniesień, nazwał eksperymenty "mrocznym rozdziałem w historii medycyny" i dodał, że współczesne przepisy zabraniają prowadzenia badań na ludziach bez świadomej zgody.

W październiku 2010 roku rząd Stanów Zjednoczonych oficjalnie przeprosił i ogłosił, że łamanie praw człowieka w tych badaniach medycznych jest nadal potępiane, niezależnie od tego, ile czasu upłynęło. Po przeprosinach Barack Obama zażądał 24 listopada 2010 roku przeprowadzenia śledztwa przez Prezydencką Komisję do Badania Problemów Bioetycznych. Komisja doszła dziewięć miesięcy później do wniosku, że eksperymenty "wiązały się z rażącym naruszeniem etyki, ocenianym zarówno w świetle dzisiejszych standardów, jak i rozumienia samych badaczy". We wspólnym oświadczeniu Sekretarz Stanu Hillary Clinton i Sekretarz Zdrowia i Usług Społecznych Kathleen Sebelius powiedziały:

Choć wydarzenia te miały miejsce ponad 64 lata temu, jesteśmy oburzeni, że tak naganne badania mogły być prowadzone pod przykrywką zdrowia publicznego. Głęboko żałujemy, że do tego doszło i przepraszamy wszystkie osoby, które zostały dotknięte tak odrażającymi praktykami badawczymi. Zachowanie prezentowane podczas badań nie reprezentuje wartości USA, ani naszego zaangażowania na rzecz godności ludzkiej i wielkiego szacunku dla mieszkańców Gwatemali.

Prezydent Barack Obama przeprosił prezydenta Álvaro Coloma, który nazwał eksperymenty "zbrodnią przeciwko ludzkości".

- Z raportu jasno wynika, że amerykańscy badacze rozumieli głęboko nieetyczną naturę badań. W rzeczywistości gwatemalskie badania nad syfilisem były prowadzone akurat w czasie, gdy w Norymberdze (grudzień 1946 - sierpień 1947) rozwijał się "Proces Lekarzy", w którym 23 niemieckich lekarzy stanęło przed sądem za udział w nazistowskich programach eutanazji lub eksperymentów medycznych na więźniach obozów koncentracyjnych - oznajmił Obama.

Rząd USA zwrócił się do Instytutu Medycyny o przeprowadzenie przeglądu tych eksperymentów począwszy od stycznia 2011 roku.

Źródło: Wikipedia

W 1975 roku Gary Dahl wprowadził na rynek kolekcjonerską zabawkę o wdzięcznej nazwie "Pet Rock". Były to gładkie kamienie z meksykańskiej plaży Rosarito. Sprzedawano je jak żywe zwierzęta domowe, w niestandardowych kartonowych pudełkach, w komplecie ze słomą i otworami do oddychania. Szał na ten produkt trwał około sześciu miesięcy, kończąc się po krótkim wzroście sprzedaży w okresie świątecznym w grudniu 1975 roku. Chociaż do lutego 1976 roku zostały zdyskontowane ze względu na niższą sprzedaż, Dahl sprzedał ponad milion Pet Rocks (za 4 dolary za sztukę) i stał się milionerem.

Za zarobione pieniądze Dahl otworzył bar o nazwie "Carry Nations" w centrum Los Gatos w Kalifornii, co było nawiązaniem do aktywistki Carrie Nation. Dahl kontynuował pracę w reklamie, jednak przez lata unikał wywiadów, ponieważ "banda czubków" nękała go pozwami i groźbami. Jak sam skomentował w 1988 roku: - Czasami patrzę wstecz i zastanawiam się, czy moje życie byłoby prostsze, gdybym tego nie zrobił.

Rozwój

W kwietniu 1975 roku, będąc w barze z przyjacielem, Gary Dahl słuchał, jak jego znajomi narzekają na swoje zwierzęta domowe, co podsunęło mu pomysł na idealnego "pupilka" - kamień. Taki zwierzak nie musiałby być karmiony, wyprowadzany na spacer, kąpany ani czesany, nie mógłby umrzeć, zachorować ani być nieposłusznym. Dahl powiedział, że miały to być idealne zwierzęta domowe i żartował z tego ze swoimi przyjaciółmi. Mężczyzna wziął jednak swój pomysł na "zwierzaka" na poważnie i opracował instrukcję obsługi zwierzęcia kamiennego. Instrukcja była pełna kalamburów i gagów, które odnosiły się do kamienia jako prawdziwego zwierzaka.

Największym wydatkiem Dahla było wykrawanie i produkcja pudełek. Kamienie kosztowały tylko jednego centa za sztukę, a słoma była prawie za darmo. W przypadku pierwszego nakładu książeczek, Dahl miał zlecenie drukarskie dla klienta i "przyczepił" książeczkę z pet rock do głównego zlecenia. W ten sposób powstała partia, która wymagała jedynie przycięcia, prawie bez żadnych kosztów.

Marketing

W zestawie znajdował się 32-stronicowy oficjalny podręcznik szkoleniowy zatytułowany: "The Care and Training of Your Pet Rock", zawierający instrukcje, jak prawidłowo wychowywać i dbać o swojego nowego Pet Rocka (celowo brakowało instrukcji dotyczących karmienia, kąpieli i tak dalej). Instrukcja zawierała gagi, kalambury i żarty, a także wymieniała kilka komend, których można było nauczyć nowego zwierzaka. Podczas gdy "siad" i "zostań" były łatwe do opanowania, "przewrócenie się" wymagało zazwyczaj dodatkowej pomocy ze strony tresera. "Chodź", "stój" i "daj łapę" okazały się prawie niemożliwe do nauczenia; jednak "atak" był dość prosty (również z dodatkową pomocą siły właściciela).

Pet Rock stał się ponownie dostępny do zakupu 3 września 2012 roku. Firmą, która posiada obecnie prawa do znaku towarowego Pet Rock w Stanach Zjednoczonych, jest Rosebud Entertainment.

Źródło: Wikipedia

sobota, 30 styczeń 2021 08:27

"Prawo Głupiego Kierowcy" z Arizony

Niemal każdy obywatel Stanów Zjednoczonych jest zaznajomiony z pojęciem "Prawa Głupiego Kierowcy" funkcjonującego na terenie Arizony. Nazwa ta z pewnością budzi zaciekawienie - więc o co w tym wszystkim chodzi?

Przydomek "Stupid Motorist Law" został nadany sekcji 28-910 z Arizona Revised Statutes. W telegraficznym skrócie prawo to mówi, że jeśli kierowca omija barykadę zamykającą drogę z powodu wysokiej wody, to osobnik ten będzie płacić za ratunek, jeśli utkną w wodzie i personel ratowniczy będzie zmuszony wydobyć ich na bezpieczny grunt.

Redaktorzy KOLD News rozmawiali z personelem ratowniczym o prawie i usłyszeli, że nadal zdarzają się nieroztropni kierowcy w południowej Arizonie, do których najwyraźniej nie dociera powaga sytuacji. Jednym z problemów jest to, że o ile powszechnie wiadomo, nikt nie został o coś takiego oskarżony na mocy prawa.

Pełne brzmienie prawa można znaleźć poniżej:

28-910. Odpowiedzialność za działania ratownicze na obszarach powodziowych; definicje

A. Kierujący pojazdem na ulicy publicznej lub autostradzie, która jest tymczasowo objęta wzrostem poziomu wody, w tym wód gruntowych lub przelewem wody, i która jest zabarykadowana z powodu powodzi, jest odpowiedzialny za koszty wszelkich działań ratunkowych, które są wymagane do usunięcia z ulicy publicznej lub autostrady kierowcy lub pasażera pojazdu, który staje się niezdolny do działania na ulicy publicznej lub autostradzie lub pojazdu, który staje się niezdolny do działania na ulicy publicznej lub autostradzie, lub obu.

B. Osoba skazana za naruszenie sekcji 28-693 za wjechanie pojazdem na obszar, który jest tymczasowo pokryty przez wzrost poziomu wody, w tym wód gruntowych lub przelewu wody, może być odpowiedzialna za wydatki na wszelkie działania ratunkowe, które są wymagane do usunięcia z tego obszaru kierowcy lub jakiegokolwiek pasażera pojazdu, który staje się niezdatny do użytku na tym obszarze lub pojazdu, który staje się niezdatny do użytku na tym obszarze, lub obu.

C. Wydatki związane z działaniami ratowniczymi obciążają osobę odpowiedzialną za te wydatki zgodnie z podsekcją A lub B niniejszej sekcji. Opłata stanowi dług tej osoby i może być pobierana proporcjonalnie przez agencje publiczne, podmioty nastawione na zysk lub podmioty nienastawione na zysk, które poniosły wydatki. Odpowiedzialność osoby za wydatki związane z reakcją w nagłych wypadkach nie może przekroczyć dwóch tysięcy dolarów za pojedynczy przypadek. Odpowiedzialność nałożona na mocy niniejszej sekcji jest uzupełnieniem, a nie ograniczeniem wszelkiej innej odpowiedzialności, która może być nałożona.

D. Polisa ubezpieczeniowa może wyłączyć pokrycie odpowiedzialności osoby za wydatki związane z reakcją w nagłych wypadkach na mocy niniejszej sekcji.

E. Dla celów niniejszej sekcji:

1. "Wydatki na reakcję w sytuacji kryzysowej" oznaczają uzasadnione koszty poniesione bezpośrednio przez agencje publiczne, podmioty nastawione na zysk lub podmioty nienastawione na zysk, które podejmują odpowiednią reakcję w sytuacji kryzysowej w związku z danym zdarzeniem.

2. "Agencja publiczna" oznacza ten stan oraz każde miasto, hrabstwo, korporację miejską, dystrykt lub inną władzę publiczną, która znajduje się w całości lub w części w tym stanie i która zapewnia usługi policyjne, przeciwpożarowe, medyczne lub inne usługi ratownicze.

3. "Rozsądne koszty" obejmują koszty świadczenia usług policyjnych, przeciwpożarowych, ratowniczych i ratownictwa medycznego na miejscu zdarzenia oraz wynagrodzenia osób, które reagują na zdarzenie, ale nie obejmują opłat naliczanych przez pogotowie ratunkowe, które jest regulowane zgodnie z tytułem 36, rozdział 21.1, artykuł 2.

Źródło: KOLD News 13

czwartek, 28 styczeń 2021 10:32

67-letnia Lady Ninja z Kalifornii

Choć jej umiejętności w sztukach walki może nie są już takie jak kiedyś, i tak nie warto z nią zadzierać. Poznajcie Lorenzę Marrujo, 67-latkę z Kalifornii okrzykniętą przez amerykańską prasę mianem Lady Ninja.

Lokalne władze twierdzą, że mężczyzna z Kalifornii boleśnie przekonał się o umiejętnościach Marrujo po tym, jak zaczął szarpać się z pewną 82-letnią kobietą w budynku mieszkalnym w Fontanie.

67-letnia przyjaciółka kobiety, Lorenza Marrujo, dołączyła do szarpaniny i po szybkim kopnięciu, manewrze zgięcia palców i kilku solidnych uderzeniach łokciem w mostek było po wszystkim. Policja przybyła na miejsce i znalazła napastnika dociśniętego przez Marrujo do podłogi - jednym kolanem uciskała go na szyi, a drugim na klatce piersiowej.

Marrujo, która lubi być określana mianem "Lady Ninja" i ma czarny pas w jiujitsu, powiedziała, że przebywała w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze w poniedziałek, kiedy usłyszała krzyki dochodzące z lokum sąsiada i zdecydowałą się niezwłocznie zbadać sprawę.

Na miejscu, jak sama relacjonuje, znalazła mężczyznę atakującego jej 82-letnią przyjaciółkę, Elizabeth McCray. Marrujo, która mierzy zaledwie ok. 150 cm i waży około 45 kg, nie zawahała się zmierzyć z młodszym, mierzącym 175 cm i ważącym 77 kg napastnikiem.

- Musiałam wygiąć jego palce do tyłu (...) aby go od niej oderwać - powiedziała w rozmowie The Press-Enterprise z Riverside. - Krzyczał z bólu, bo to jedna z moich flagowych technik, zginanie palców. Następnie uderzyłam łokciem dwa razy w jego mostek.

Rejestry więzienne San Bernardino County ukazują, że 59-letni Donald Robert Prestwood został przesłuchany w związku z dochodzeniem dotyczącym znęcania się nad osobami starszymi. Funkcjonariusz Jennie Venzor wyjawiła, że władze kontynuują dochodzenie i możliwe jest, że może on mierzyć się z dodatkowymi zarzutami.

Nie wyznaczono daty rozprawy i nie było wiadomo, czy Prestwood ma adwokata.

Marrujo powiedziała, że krótko przed atakiem Prestwood, który kiedyś mieszkał w tym samym budynku mieszkalnym, pojawił się u niej, wyglądając na odurzonego i mówił, że szuka swojej partnerki. Lady Ninja przegoniła go kijem baseballowym.

Marrujo, która kiedyś pracowała jako ochroniarz, powiedziała, że zaczęła trenować sztuki walki prawie 40 lat temu w celach samoobrony. Mimo to, skarżyła się po ataku, że nie była tak ostra w walce, jak za dawnych lat.

- Moje ciało miejscami szwankuje - powiedziała, dodając, że "zrobiłaby więcej szkód", gdyby była nieco lepiej przygotowana.

McCray była jednak pod wrażeniem. - Nie pomyślałabym, że mała dama będzie miała siłę, aby zrobić coś takiego - powiedziała.

Policja też nie kryła zachwytu, chociaż ostrzegła, że w wielu przypadkach bezpieczniej jest zadzwonić do nich i pozwolić profesjonalistom zająć się daną sprawą.

- Ale w tym przypadku to zadziałało, a ona uratowała życie swojej przyjaciółki - powiedziała Venzor agencji The Associated Press.

- Ona jest filigranowa, ma ok. 150cm wzrostu i może 45 kg wagi - dodaje funkcjonariuszka. - Ale jest przy tym niezwykle silna.

Źródło: USA Today

Pod koniec stycznia minie 15 lat od jednego z najtragiczniejszych wypadków z udziałem pociągu w nowożytnych Stanach Zjednoczonych. W wyniku zderzenia z SUV-em porzuconym na torach zginęło 11 osób, co do dzisiaj uważane jest za niezwykle szokujące wydarzenie dla lokalnej społeczności w Glendale.

Sieć pociągowa Metrolink wydała miliony dolarów na udoskonalenie swoich wagonów i nadal inwestuje pieniądze we wprowadzanie nowych technologii, tak aby uniknąć dalszych wypadków tych rozmiarów. Tragedia z Glendale jest dla nich czynnikiem motywującym do ulepszania środków ostrożności.

- Przeszliśmy długą drogę od tamtych czasów i z pewnością możemy dziś dość bezpiecznie i pewnie stwierdzić, iż jesteśmy najbezpieczniejszą linią kolejową w kraju - powiedział Jeff Lustgarten, rzecznik agencji.

Przypomnijmy - do zdarzenia doszło krótko po godzinie 6 rano 26 stycznia 2005 roku. Pociąg 100 Metrolink jechał na południe, kiedy uderzył w SUV-a porzuconego na torach w pobliżu granicy Glendale i Los Angeles.

Pociąg wykoleił się i doszło do katastrofy, w której zginęło 11 osób, a prawie 200 zostało rannych.

Juan Manuel Alvarez, który powiedział śledczym, że zamierzał popełnić samobójstwo, w ostatniej chwili zmienił zdanie i opuścił samochód. Obecnie odsiaduje 11 kar dożywotnich.

Metrolink w 2009 roku zgodził się zapłacić około 39 milionów dolarów w ramach ugody.

Wypadek ten uważany był za najtragiczniejszy w historii USA aż przez trzy lata, jednak we wrześniu 2008 roku pociąg osobowy zderzył się z towarowym odpowiednikiem od Union Pacific w Chatsworth, zabijając przy tym 25 osób.

- W 2010 roku Metrolink rozpoczął produkcję wagonów pasażerskich i kabinowych wyposażonych w "technologię zarządzania energią zderzeniową" - powiedział Lustgarten.

Jego zdaniem są one zaprojektowane tak, aby zderzaki pochłaniały lwią część energii w przypadku kolizji. Mężczyzna dodał, że w środku zainstalowano "łamliwe" stoły, które po uderzeniu powinny się złożyć, aby ograniczyć ewentualne obrażenia.

Prawie 140 nowych wagonów zostało zakupionych w cenie 210 milionów dolarów.

Po tragedii w Chatsworth, do której doszło po tym jak konduktor pisał SMS-y, zainstalowano kamery, aby upewnić się, że załoga sumiennie wykonuje swoją pracę.

Najnowszym "środkiem odstraszającym", który został wprowadzony w życie, jest system kontroli pozytywnej pociągu, który Lustgarten określił jako jedną z największych technologii ratujących życie, jaką widział przemysł kolejowy.

- Jest to technologia oparta na społeczności i globalnym pozycjonowaniu, która pozwala na przejęcie naszych pociągów, bezpieczne sterowanie i wyłączenie ich, jeśli konduktor nie robi tego, co powinien - powiedział Lustgarten.

Źródło: LA Times

Free Joomla! template by L.THEME