Latem 2018 roku 13-letni Jaequan Faulkner otworzył własny biznes oparty na sprzedaży hot dogów za dwa dolary oraz napojów gazowanych i chipsów (w tym przypadku wymagał zapłaty jednego dolara za sztukę). Odpowiednie stanowisko Jaequan wystawił przed swoim domem w Minnesocie.

Jednak jego przedsięwzięcie nie spodobało się wszystkim - ktoś wysłał anonimowego maila ze skargą do Departamentu Zdrowia w Minneapolis. Wszak młodzieniec działał jako nielicencjonowany sprzedawca przekąsek.

- Powiedziano mi, że ktoś wysłał skargę - oznajmił młody przedsiębiorca w wywiadzie dla CNBC.

Faulkner nieświadomie stał się najnowszym przypadkiem w napływie dzieci próbujących zarabiać pieniądze na boku, których działania często spotykają się z protestami wściekłych dorosłych. W przypadku, który stał się viralowy, pewna kobieta, która zyskała pejoratywny przydomek "Permit Patty" (w wolnym tłumaczeniu: "Patty od zezwoleń"), wezwała władze do sprawdzenia młodej dziewczyny sprzedającej wodę.

Dan Huff, dyrektor ds. zdrowia środowiska w Departamencie Zdrowia w Minneapolis, powiedział w rozmowie z dziennikarzem CNBC: - Zanim odpowiedzieliśmy na skargę, wstrzymaliśmy się z odpowiedzią, dając sobie czas na wymyślenie sposobu, w który można by mu pomóc".

- Zamiast mnie zamknąć, członkowie rady miasta zebrali się, aby przedyskutować sprawę i powiedzieli: "OK, w jaki sposób możemy pomóc temu dziecku, aby go poinstruować? - stwierdził Faulkner.

Będąc pod wrażeniem przedsiębiorczości młodego człowieka inspektorzy zdrowia postanowili nauczyć go prawidłowego obchodzenia się z żywnością, aby pomóc mu w uporaniu się z legalnymi kwestiami związanymi z biznesem hotdogowym.

Stragan nastolatka przeszedł inspekcję, a inspektorzy sami zapłacili 87 dolarów za "krótkoterminowe pozwolenie na sprzedaż jedzenia", które chłopiec otrzymał 16 lipca.

- Zwyczajnie ruszył z kopyta. Nigdy się nie poddawał i wciąż brnął do przodu. I przy okazji pchał do przodu i mnie - powiedział wujek Jaequana, Jerome Faulkner.

Stoisko z hot dogami serwował lunch w dni powszednie od 11:00 do 15:00, a Jerome okazał się również pragmatyczny. - Nie jest to łatwa praca dla 13-latka - żartował wujek. - Jaequan wykrzykuje tylko: "Potrzebuję tego, potrzebuję tamtego" i zwyczajnie mu to dostarczam, podczas gdy on kontroluje kasę. Całkiem dobrze zna się na obsłudze kasy fiskalnej.

Jerome oszacował, że wspólnie sprzedawali "od 100 do 150 hot dogów dziennie". Jego siostrzeniec planował wykorzystać pieniądze na ubrania do szkoły, ale wyraził nadzieję, że pozostanie w branży spożywczej - pracując po lekcjach.

- Kolejnym krokiem będzie dla mnie odnaleźć małe miejsce, restaurację lub coś w tym rodzaju - powiedział Faulkner dla CNBC. - Zaraz po wyjściu ze szkoły mogę tam iść i zacząć pracować. Gdzieś na stałe, ale ważne, żeby było to małe przedsięwzięcie, niewielkie.

Zapytany o to jakie lekcje wyciągnie ze swojego sukcesu tamtego lata, wspomniał o mądrości rodzinnej.

- Ciocia zawsze mi mówiła: "Nikt nie może cię zatrzymać oprócz ciebie. Jeśli powiesz sobie: "Nie potrafię tego zrobić", to po prostu przygotujesz się na porażkę.

Źródło: CNBC

W 2013 roku Hiszpanie zaprezentowali światu ich nowe dziecko - okręt podwodny, który niestety posiadał pewien problem z wagą. Właściwie chodzi tutaj o niemałą nadwagę, bo aż 70 ton "za dużo" - władze natychmiast wyraziły zaniepokojenie, że łodzie wypuszczone w tym stanie na wody nie będą w stanie wypłynąć z powrotem na powierzchnię.

Były hiszpański urzędnik oznajmił, że problem ten wyniknął z błędu w obliczeniach. Ktoś najprawdopodobniej... pomylił miejsca po przecinku.

- Był to katastrofalny błąd - oświadczył Rafael Bardaji, który w przeszłości był dyrektorem Biura Oceny Strategicznej w hiszpańskim Ministerstwie Obrony.

Isaac Peral, pierwszy przedstawiciel nowej klasy okrętów podwodnych z silnikiem Diesla, był już niemal ukończony, gdy inżynierowie odkryli pewien problem. Pomoc w jego rozwiązaniu miała nadejść z Zachodu - podwykonawca z amerykańskiej marynarki wojennej w Connecticut, Electric Boat, podpisał umowę, która miała pomóc hiszpańskiemu Ministerstwu Obrony w znalezieniu sposobów na odchudzenie okrętu ważącego 2200 ton.

Wspomniany kontrakt z Electric Boat wzywał Hiszpanię do zapłaty 14 milionów dolarów w ciągu trzech lat za ocenę problemu z programem okrętów podwodnych S-80 i zakres prac, które byłyby konieczne do jego rozwiązania - co potwierdził hiszpański minister obrony w oświadczeniu dla The Associated Press.

Bardaji, który później został starszym pracownikiem zespołu analitycznego Strategic Studies Group w Madrycie, powiedział, że urzędnicy mieli dokonać przeglądu opcji oferowanych przez Electric Boat. Dodał przy tym, że preferowaną opcją było wydłużenie kadłuba okrętu podwodnego, być może o 5 lub 6 metrów, aby zwiększyć wyporność.

W przeciwnym razie waga okrętu musiałaby zostać zmniejszona, a hiszpańska marynarka wojenna nie chciała narażać na szwank takich aspektów jak system walki lub niezależny od powietrza układ napędowy.

Isaac Peral, nazwany na cześć XIX-wiecznego hiszpańskiego projektanta okrętów podwodnych, był wówczas jednym z czterech okrętów tej klasy będących na etapie konstruowania. Kraj zainwestował około 2,7 miliarda dolarów w ten program. Pierwszą dostawę zaplanowano na rok 2015, jednak pracownicy hiszpańskiej stoczni Navantia stwierdzili, że problemy z wagą mogą spowodować opóźnienia sięgające nawet dwóch lat.

Okręt o długości 233 stóp (ok. 71 metrów) miał za zadanie przewozić 32-osobową załogę wraz z ośmioma żołnierzami sił specjalnych i systemami uzbrojenia do działań wojennych na powierzchni i przeciw okrętom podwodnym.

Ministerstwo Obrony stwierdziło, że problemy techniczne są normalne w przypadku projektów na taką skalę.

- Wyzwania technologiczne, przed którymi stoją te programy podczas ich opracowywania, to znacznie więcej niż proste obliczenia - oznajmił minister. - Wszystkie główne programy wojskowe, zwłaszcza te związane z okrętami podwodnymi, doświadczały pewnych opóźnień i często wymagały wsparcia partnera technologicznego.

Bardaji wyjawił, że problem został odkryty w drugiej połowie 2012 roku, a Navantia przekazała pracownikom ministerstwa, że najwyraźniej ktoś umieścił przecinek dziesiętny w niewłaściwym miejscu.

- Najwyraźniej ktoś w obliczeniach na samym początku popełnił błąd i nikt nie zwracał uwagi na ich dokładne sprawdzenie - powiedział.

Electric Boat, główny wykonawca floty atomowych okrętów podwodnych amerykańskiej marynarki wojennej, parafował kontrakt w drodze zagranicznej umowy sprzedaży wojskowej między amerykańską marynarką wojenną a hiszpańskim Ministerstwem Obrony - ogłosiło w 2013 roku Naval Sea Systems Command.

Firma ta, będąca oddziałem General Dynamic Corp., pomogła również innym krajom w ich programach okrętów podwodnych. Warto wymienić choćby pomoc w rozwoju okrętów podwodnych ataku nuklearnego klasy Astute dla Brytyjskiej Marynarki Wojennej w 2003 roku i prace na podstawie innej umowy sprzedaży wojskowej nad australijskim okrętem Collins.

Źródło: o.Canada.com (za The Associated Press)

Osoby regularnie podróżujące samolotami, które narzekają na niepożądane atrakcje w czasie lotu, prawdopodobnie nigdy nie natknęły się na niezapowiedziane podniebne karaoke.

W 2013 roku pasażerowie lotu linii American Airlines zmuszeni byli do podjęcia nieplanowanego postoju na lotnisku w Kansas City po tym, jak niesforna pasażerka nie przestawała śpiewać utworu "I Will Always Love You". Planowany lot z Los Angeles do Nowego Jorku został zakłócony po około trzech godzinach od startu, kiedy to kobieta zaczęła uprzykrzać życie załodze.

- Kobieta ta była szczególnie uciążliwa i wyproszono ją z samolotu za przeszkadzanie załodze lotu - oświadczył Joe McBride, rzecznik prasowy lotniska w Kansas City. - Na pokładzie samolotu znajdował się Federalny Szeryf Powietrzny, który obezwładnił kobietę i skuł ją w kajdanki, po czym wyprowadził z samolotu - dodał.

I pomyśleć, że wielu z nas narzeka na niechciane atrakcje w czasie lotu...

Filmik autorstwa jednego z pasażerów przedstawia kobietę odprowadzaną przez dwóch policjantów po nieplanowanym lądowaniu. Wychodząc z samolotu, kobieta wykrzyczała słowa kończące znany cover Whitney Houston. Jak się później okazało, wypuszczono ją na wolność bez żadnych zarzutów po owocnej współpracy z policją, jednak American Airlines odmówili jej możliwości dokończenia podróży.

Nikt nie wie dlaczego kobieta nie chciała przestać śpiewać, jednak pasażerka o imieniu Jezebel twierdzi, że cierpi ona na cukrzycę.

Źródło: Huffington Post

Był 6 września 2006 roku - w godzinach popołudniowych 14-letnia Elizabeth Shoaf z Leaning Tree Road w Lugoff w Południowej Karolinie szła do domu po wyjściu ze szkolnego autobusu. Zegarki wskazywały wówczas godzinę 16:30. Podczas przechadzki podszedł do niej mężczyzna w mundurze bojowym. Był to Vinson Filyaw, bezrobotny przestępca seksualny, którego policja usiłowała odnaleźć przez kilka miesięcy po tym, jak zmolestował on pewnego 12-latka. Filyaw zyskał zaufanie Elizabeth, twierdząc, że jest policjantem.

Po założeniu kajdanek na nastolatkę, Filyaw zaprowadził Elizabeth w głąb lasu na około godzinę, tak aby ją zdezorientować. W końcu przyprowadził ją do podziemnego bunkra, który wykopał w ziemi obok swojej przyczepy. Schronienie to miało nieco ponad metr szerokości i 6 metrów długości.

W środku znajdował się ręcznie wykopany wychodek, prowizoryczne łóżko i półki wykonane z gałęzi. Były tam też dwa granaty domowej roboty i pistolet flarowy. Bunkier znajdował się około 1,5 kilometra od domu Elizabeth.

Będąc już pod ziemią, Filyaw rozebrał przerażoną dziewczynę, związał ją łańcuchami, a następnie zgwałcił. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 10 dni. Mężczyzna gwałcił Elizabeth od dwóch do pięciu razy dziennie. Co więcej, Filyaw umieścił ładunki wybuchowe wokół szyi dziewczyny i ostrzegł ją, że całość wybuchnie, jeśli ta spróbuje uciec. Jak twierdził sam porywacz, w pobliżu znajdował się zbiornik wodny w postaci stawu. Może to oznaczać, że zamierzał on przetrzymywać swoją ofiarę w bunkrze przez kolejne miesiące, jeśli nie lata.

Kiedy Elizabeth nie wróciła do domu ze szkoły, jej rodzice zgłosili jej zaginięcie. Pomimo ich niebezpodstawnych obaw, że stało się coś złego, policja założyła, iż była to tylko młodzieńcza ucieczka z domu. Rodzice utrzymywali, że tego typu rozwiązanie nie byłoby w jej stylu. Mimo to policja odmówiła uruchomienia tzw. "Amber Alert" (system alarmowy, który służy do udostępniania fotografii zaginionych dzieci poprzez rozpowszechnianie komunikatów środkami masowego przekazu) i sklasyfikowała ją jako uciekinierkę.

W przeciągu następnych 10 dni, Elizabeth pracowała nad zdobyciem zaufania jej porywacza. Próbowała dotrzeć do niego mówiąc o rzeczach, które go interesowały i ujawniając, że interesują ją one w tym samym stopniu. Próbowała sprawić, by mężczyzna uwierzył, że nastolatka cieszy się z takiej sytuacji i jego towarzystwa. W końcu zaczął pozwalać Elizabeth wychodzić na świeże powietrze. Dziewczyna sprytnie zostawiała kosmyki włosów na ziemi, mając nadzieję, że ktoś je znajdzie i "połączy kropki".

Dziesiątego dnia Elizabeth zapytała Filyawa, czy może użyć jego telefonu do grania w gry. Kiedy mężczyzna zasnął, Elżbieta wysłała do swojej rodziny liczne wiadomości. Jej matka otrzymała wiadomość tekstową od córki, w której ta poinformowała ją, że przebywa w dziurze w ziemi i że słyszy ciężarówki jadące obok. Policja była w stanie wyśledzić numer telefonu do wieży telefonicznej w pobliżu podziemnego bunkra.

Gdy policja była już na jego tropie, Filyaw dowiedział się o całej sprawie po obejrzeniu wiadomości na telewizorze z zasilaniem bateryjnym. Początkowo był wściekły na Elizabeth: „Bałam się, że umrę. Był wściekły" - wyjawiła. Gniew szybko przerodził się w strach. Co jeśli policja go znajdzie? Zapytana o radę, Elizabeth zasugerowała, żeby uciekł i był oddalony od funkcjonariuszy, którzy szybko zbliżali się do celu. Porywacz posłuchał tej rady i porzucił Elizabeth w bunkrze.

Wkrótce po jego odejściu Elizabeth nieustannie krzyczała o pomoc z bunkra, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy. Grupa poszukiwawcza, która przeszukiwała okolicę, usłyszała jej krzyki i ostatecznie odkopała legowisko okrutnego pedofila.

Od tamtej pory trwało polowanie na Filyawa. Helikopter policyjny krążył wokół bunkra i otaczającego go obszaru leśnego. Podczas przeszukiwania odkryto trzy inne bunkry, wszystkie wykopane przez Filyawa. Był on zwolennikiem survivalu, który znał każdy zakamarek okolicznego lasu.

Później okazało się, że Filyaw posiadał system tuneli pod swoim domem, prowadzący do kilku podziemnych bunkrów.

W końcu wytropiono go po tym, jak pewna kobieta zadzwoniła na policję, by powiedzieć, że Filyaw próbował ją porwać przed pizzerią 17 września około 2 w nocy. Policja zatrzymała go podążającego drogą międzystanową 20 około 8 kilometrów od jego domu - był uzbrojony w pistolet na śrut, paralizator i długi nóż myśliwski.

Determinacja Elizabeth by przeżyć była nadzwyczaj imponująca. „Patrzę na nią cały czas i zastanawiam się, przez co przeszła i jak tego dokonała” - powiedział później jej ojciec w rozmowie z  "Today". Elizabeth ukończyła szkołę średnią i politechnikę. Po zostawieniu za sobą traumatycznej przeszłości, pragnie jednej rzeczy - aby jej historia była lekcją dla innych.

Źródło: Morbidology

Dwanaście lat temu Mike Merrill znajdował się na rozdrożu ścieżki zawodowej. Tak więc 30-latek zrobił to, co zrobiłby każdy inny ambitny przedsiębiorca: podzielił samego siebie na 100 tys. akcji wartych 1$ każda i pozwolił ludziom w Internecie kupić udziały w jego życiu.

23-letni Joe Arridy, który posiadał wartość ilorazu inteligencji na poziomie 46 i zachowywał się bardziej jak dziecko, przyznał się do morderstwa z 1936 roku - sprawca zgwałcił i zabił siekierą 15-letnią Dorothy Drian w Pueblo w stanie Kolorado.

Przez dziesięciolecia wojsko zapewniało żołnierzom dostęp do tych słodyczy - było ono nawet w stanie zainwestować milion dolarów w pływającą fabrykę lodów.

Większość ludzi zna doskonale proces nagradzania pierwszych trzech miejsc w dyscyplinach olimpijskich. Złoto, srebro, brąz. Ale co powiecie na medale... srebrno-brązowe?

Free Joomla! template by L.THEME