Powietrze, które wdychamy, może zmieniać nasze zachowanie na różne sposoby. Ludzkość znajduje się obecnie dopiero na etapie poznawania wpływów tego czynnika.

W przyszłości funkcjonariusze policji mogą monitorować poziom zanieczyszczenia w danych miastach. Bazując na takich danych, będą oni wysyłali szczególnie wzmożone patrole do miejsc, w których poziom ten będzie najwyższy w danym dniu.

Być może taki obrót spraw brzmi jak fabuła filmu science fiction, ale najnowsze badania sugerują, że taki scenariusz może wkrótce zawładnąć naszymi żywotami.

A dlaczego? Wspomniane badania wykazały, że poziom zanieczyszczenia powietrza może doprowadzić do: zakłócenia osądu, problemów ze zdrowiem psychicznym, osiągania gorszych wyników w nauce oraz - co jest najprawdopodobniej najgorsze - podniesienia poziomu przestępczości.

Wyniki te nie napawają optymizmem - biorąc pod uwagę, że ponad połowa światowej populacji żyje obecnie w obszarach miejskich. Mało tego - coraz więcej ludzi podróżuje do zanieczyszczonych miejsc. Z danych WHO wynika, że 9 na 10 osób regularnie wdycha powietrze o niebezpiecznie wysokim poziomie zanieczyszczenia.

Taki rodzaj zanieczyszczenia zabija około siedem milionów ludzi rocznie. Czy wkrótce będziemy zmuszeni do wliczania morderstw do tej statystyki?

W 2011 roku Sefi Roth, naukowiec z Londyńskiej Szkoły Ekonomii, zaczął rozmyślać o efektach zanieczyszczenia powietrza. Doskonale zdawał sobie sprawę z negatywnego wpływu tego zjawiska na zdrowie i śmiertelność, a także na częstsze wizyty w szpitalach. Pomyślał sobie jednak, że być może istnieją jeszcze inne konsekwencje takiego zjawiska.

Na początku przeprowadził on badanie mające na celu sprawdzenie, czy zanieczyszczenie powietrza wpływa w jakikolwiek sposób na funkcje poznawcze. Roth i jego zespół obserwowali studentów zdających egzaminy w różnych dniach, mierząc przy tym aktualny poziom zanieczyszczenia powietrza. Wszystkie inne aspekty pozostawały niezmienne: egzaminy były zdawane przez studentów o podobnym poziomie edukacji, w tym samym miejscu, ale przez okres kilku dni.

Naukowiec odkrył, że dochodziło do znaczących zmian w średniej osiąganych rezultatów. Wykazano, że istnieje korelacja pomiędzy najgorszymi wynikami a największym poziomem zanieczyszczenia. W dniach, w których powietrze było najbardziej czyste, studenci osiągali lepsze rezultaty.

- Dostrzegliśmy zdecydowany spadek rezultatów w dniach o wysokim poziomie zanieczyszczenia - skomentował Roth. - Nawet kilka dni przed lub po egzaminach nie zauważyliśmy żadnych efektów. Gorsze rezultaty były odnotowywane tylko i wyłącznie w dniu egzaminów.

W celu poznania skutków długoterminowych, Roth ponownie zbadał ten wpływ po okresie 8-10 lat. Studenci, którzy osiągnęli najgorsze wyniki w dniach z najwyższym poziomem zanieczyszczenia powietrza, dostali się na mniej renomowane uczelnie i zarabiali mniej, ponieważ opisywane egzaminy miały znaczący wpływ na ich dalszą edukację. "Więc nawet jeśli był to skutek krótkoterminowy zanieczyszczenia powietrza, to jeśli miał on miejsce w kluczowym etapie życia, może nieść za sobą efekty długofalowe - dodał. W 2016 roku przeprowadzono kolejne badanie, które potwierdziło pierwotne odkrycia Rotha.

Spostrzeżenia te zainspirowały go do jego ostatniego przedsięwzięcia. W 2018 roku zespół naukowy pod jego wodzą przeanalizował dane kryminalne z ponad 600 okręgów wyborczych Londynu. Naukowcy odkryli, że więcej drobnych przestępstw miało miejsce podczas najbardziej zanieczyszczonych dni, zarówno w bogatszych, jak i biedniejszych dzielnicach miasta.

Oczywiście powinniśmy być ostrożni przed wyciąganiem pochopnych wniosków co do takich korelacji. Autorzy badania dostrzegli jednak pewne dowody na istnienie związku przyczynowego.

Częścią tego samego badania było porównanie konkretnych regionów w określonym przedziale czasowym, jak również porównanie poziomów zanieczyszczenia powietrza. Chmura zanieczyszczeń może przecież "podróżować" wraz z wiatrem. Ten przenosi ją w różne części miasta losowo, do bogatych i biednych dzielnic. - Po prostu podążaliśmy za tą chmurą każdego dnia i sprawdzaliśmy, co się dzieje z przestępczością w miejscach, do których docierała. Odkryliśmy, że poziom przestępczości wzrastał w miejscach, w których aktualnie przebywała - komentuje Roth.

Co ciekawe - nawet umiarkowany poziom zanieczyszczenia robił różnicę. - Zauważyliśmy, że te pokaźne wpływy na przestępczość pojawiają się podczas także w przypadku poziomu zanieczyszczenia, który nie przekracza przyjętej normy - dodał. Oznacza to, że nawet poziom opisywany przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska jako "dobry" wciąż miał wpływ na rosnący współczynnik przestępczości na danym obszarze.

Co prawda analizy Rotha nie wykazały silnego wpływu zanieczyszczeń na poważniejsze przestępstwa (jak np. morderstwa czy gwałty), ale inne badanie z 2018 roku może sugerować pewne powiązanie i w tym zakresie. Prowadzący je Jackson Lu z MIT przeanalizował dane z dziewięciu lat, które zawierały informacje z ponad 9000 miast w całych Stanach Zjednoczonych. Wykazano, że "zanieczyszczenie powietrza prognozowało sześć głównych rodzajów przestępstwa", wliczając w to: zabójstwa, gwałty, kradzieże, napady, kradzieże aut oraz pobicia. Miasta z największymi poziomami zanieczyszczenia miały też największy poziom przestępczości. To kolejne badanie korelacyjne, ale ujęto w nim czynniki takie jak: populacja, wskaźnik zatrudnienia, wiek oraz płeć - a zanieczyszczenie nadal pozostawało główną zapowiedzią wzrostu poziomu przestępczości.

Kolejne dowody pochodzą z badania "wykroczeń młodocianych delikwentów" (mowa o m.in.: ściąganiu, wagarowaniu, kradzieżach, wandalizmie czy używaniu różnych substancji) na ponad 682 nastolatkach. Diana Younan z Uniwersytetu w Południowej Karolinie i jej współpracownicy przyjrzeli się aerozolom atmosferycznym PM2,5 (pył zawieszony składający się z drobinek 30-krotnie mniejszych od ludzkiego włosa) i badali wpływ narażenia na ich wdychanie przez okres ponad 12 lat. Ponownie złe zachowania były znacznie częściej widywane w obszarach z większym poziomem zanieczyszczenia.

By wykluczyć zwyczajne powiązanie tego faktu jedynie ze statusem społeczno-ekonomicznym, zespół Younan brał również pod uwagę: wykształcenie rodziców, ubóstwo, jakość sąsiedztwa i wiele innych czynników, tak aby oddzielić wpływ mikrocząsteczek od innych znanych czynników wpływających na przestępczość.

Younan utrzymuje, że jej odkrycia są szczególnie alarmujące ponieważ wiadomo, że zachowanie nastolatków jest silną zapowiedzią tego, jak będą się oni zachowywać jako dorośli. Tacy delikwenci częściej gorzej radzą sobie z nauką, pozostają bezrobotni i są bardziej podatni na uzależnienie od różnych substancji. Oznacza to, że interwencja w młodym wieku powinna być dla nas priorytetowa.

Istnieje wiele potencjalnych mechanizmów, które mogą wyjaśnić jak zanieczyszczenie powietrza wpływa na naszą moralność. Przykładowo Lu wykazał, że sama myśl o zanieczyszczeniach może wpływać na naszą psychologię poprzez negatywne skojarzenia.

Oczywiście naukowcy nie mogli fizycznie narazić uczestników badania na zanieczyszczenia, więc podejmowali najlepszy możliwy (z punktu widzenia etyki) krok. Pokazali Amerykanom i Hindusom fotografie ekstremalnie zanieczyszczonych miast i prosili ich o wyobrażenie sobie życia w takich miejscach. - Chcieliśmy sprawić, żeby doświadczyli efektów zanieczyszczenia pod względem psychologicznym - oznajmił Lu. - Poprosiliśmy uczestników, aby ci rzeczywiście wyobrazili sobie życie w takich miastach, jak by się wówczas czuli i jak wyglądałoby wtedy ich życie, tak aby psychologicznie doświadczyli pojedynku zanieczyszczonego powietrza z czystym środowiskiem.

Naukowiec zaobserwował, że niepokój uczestników narastał i stawali się bardziej skoncentrowani na własnych osobach - takie reakcje mogą zwiększać poziom agresji i nieodpowiedzialnego zachowania. - Doskonale wiemy, że kiedy zadziała mechanizm samoobrony, to w przypadku odczuwania niepokoju jesteśmy bardziej skłonni do uderzenia kogoś w twarz, niż kiedy jesteśmy spokojni - dodał Lu. - Tak więc poprzez podnoszenie niepokoju ludzi, zanieczyszczenie powietrza może mieć negatywny wpływ na ich zachowanie.

Poprzez serię kolejnych eksperymentów zespół wykazał, że uczestnicy byli bardziej skłonni do oszukiwania podczas różnych zadań w warunkach "zanieczyszczonych", a także do przeceniania swoich osiągnięć w celu otrzymania nagrody.

Badanie to stanowi zaledwie początek i być może istnieje wiele powodów takich rezultatów poza zwiększonym uczuciem niepokoju i większym skupieniu na sobie - jak chociażby fizjologiczne zmiany w mózgu. Przykładowo kiedy wdychamy zanieczyszczone powietrze, ma to wpływ na ilość dostarczanego tlenu do organizmu w danym momencie - a to z kolei może skończyć się mniejszymi dostawami "dobrego powietrza" do mózgu. Może to również podrażniać nos i gardło, a także powodować bóle głowy - a wszystko to skutkuje zmniejszeniem poziomu koncentracji.

Jasnym jest również, że narażenie na rozmaite zanieczyszczenia może powodować zapalenia w mózgu i prowadzić do uszkodzenia struktury mózgu oraz połączeń nerwowych. - Możliwym jest zatem, że zanieczyszczenia te prowadzą do uszkodzeń w korze przedczołowej - komentuje Younan. To obszar, który kontroluje nasze impulsy, funkcje wykonawcze i samokontrolę.

Poza podnoszeniem poziomu przestępczości, sytuacja ta może doprowadzać do poważnych konsekwencji względem zdrowia psychicznego. W marcu 2019 roku pewne badanie wykazało, że nastolatkowie narażeni na toksyczne powietrze są narażeni na większe ryzyko ataków psychozy, takich jak paranoja czy słyszenie głosów. Prowadząca to badanie Joanne Newbury z londyńskiego King's College twierdzi, że nie może jeszcze jasno określić związku przyczynowego wynikającego z jej badań, ale jej odkrycia pokrywają się z efektami badań innych zespołów. - Faktycznie przynoszą one kolejne dowody łączące zanieczyszczenie powietrza z problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym, a także ukazujące wpływ zanieczyszczeń na demencję. Jeżeli jest to złe dla ciała, będzie to też prawdopodobnie złe dla mózgu - oznajmiła Newbury.

Eksperci twierdzą, że obecnie należy pogłębiać świadomość na temat wpływu zanieczyszczeń, w tym także ich oddziaływania na nasze zdrowie. - Potrzebujemy więcej badań tego typu w innych populacjach i grupach wiekowych - oznajmiła Younan.

Na szczęście posiadamy pewną kontrolę nad ilością zanieczyszczeń, na które narażamy się każdego dnia. Możemy działać proaktywnie i codziennie obserwować jakość powietrza dookoła nas. Specjalne monitory wskazują, w których miejscach na mapie świata mamy do czynienia z największym zagrożeniem pod tym względem. - Jeżeli poziom ten jest niebezpieczny, zalecam unikanie biegania na zewnątrz - dodaje Younan.

Niektóre kraje nadal oczekują na wprowadzenie bardziej rygorystycznej regulacji w zakresie ograniczenia zanieczyszczeń, ale niektóre miejsca na mapie świata podjęły już stosowne kroki. Na przykład w Kalifornii doszło do zmniejszenia poziomu zanieczyszczeń poprzez wprowadzenie odpowiednich regulacji i co ciekawe - doszło tam przy tym do zmniejszenia wskaźnika przestępczości. Mimo to Younan nadal usilnie przekonuje, że nie wiemy jeszcze czy nie jest to czasem czysty przypadek. Tymczasem w Londynie od 8 kwietnia 2019 roku istnieje nowa "strefa ultraniskiej emisji", która posiada bardziej rygorystyczne standardy pod względem emisji - trzeba tam zapłacić dodatkowe 12,5 funta za "większość pojazdów" zamiast standardowej opłaty za wjazd wynoszącej 11,5 funta. Na ulice miasta wyruszyła także większa liczba bardziej ekologicznych autobusów, co jest częścią projektu o nazwie "Cleaner air for London".

- Odwalamy kawał dobrej roboty z obniżaniem poziomu zanieczyszczeń w wielu krajach, ale musimy zrobić jeszcze więcej w tym kierunku - komentuje Roth. - Niekoniecznie chodzi tylko o rząd. Mowa także o mnie czy o tobie. Kiedy myślimy o tym co chcemy kupić czy jak dostać się w dane miejsce, mamy znaczący wpływ na środowisko i musimy mieć tego świadomość, koniecznym jest również podejmowanie przemyślanych decyzji.

Roth wciąż ma nadzieję, że rosnąca ilość zanieczyszczeń może nadal być rozwiązana przez nas samych, ale należy uświadamiać ludzi o tym problemie.

Jeśli wszyscy zaczniemy monitorować poziom zanieczyszczenia dookoła nas, wówczas być może zaczniemy traktować to jako nawyk do unikania danych aktywności, takich jak uprawianie sportu na zewnątrz czy dojazd do pracy w najbardziej zanieczyszczonym okresie. Zyskają na tym nasze ciała, mózgi oraz zachowania.

Źródło: BBC Future

poniedziałek, 15 kwiecień 2019 11:31

5 trików na lepszą pamięć

Zapamiętywanie czegoś to dla ciebie prawdziwa męka? Kilka prostych trików może przynieść zaskakująco dobre efekty.

Większość z nas z pewnością chciałaby mieć lepszą pamięć. Gdybyśmy tak mogli iść do sklepu by zakupić trzy ustalone wcześniej rzeczy i nie zapominać o którejś z nich... Gdybyśmy tak mogli uniknąć chodzenia gdzieś bez zapominania w jakim celu się tam udaliśmy... Gdybyśmy tak mogli czytać jakąś informację i wchłonąć ją bez problemu, zamiast pozwalać jej chwilę później wyparować z naszych umysłów...

Istnieje wiele wypróbowanych i sprawdzonych technik pamięciowych, a część z nich została stworzona dekady temu - jak chociażby mnemoniki czy pałace myśli. Jednak w którym kierunku pod tym względem zmierza dzisiejsza nauka? Potrzeba jeszcze wielu badań, aby ludzkość była w stanie używać takich technik w praktyce, ale jakie rady niosą najnowsze odkrycia w tej dziedzinie?

1. Chodź tyłem

Możemy traktować czas i przestrzeń jako dwie odrębne koncepcje, jednak istnieje między nimi o wiele większe połączenie, niż by się mogło wydawać. Zostawiamy coś „za sobą”. „Patrzymy w przyszłość”, nawet jeżeli chodzi tylko o najbliższy weekend. Oczywiście kwestia postrzegania zależy od danej kultury, ale w krajach zachodnich przyszłość traktuje się jako okres rozciągający się przed nami, a przeszłość - za nami.

Naukowcy z Uniwersytetu w Roehampton postanowili zbadać taką zależność w ludzkim umyśle, aby spróbować odkryć sposób na skuteczniejsze zapamiętywanie.

Pokazywali oni uczestnikom badania listę słów, zestaw zdjęć lub ustawione nagranie, które ukazywało skradnięcie torebki pewnej kobiecie. Dodatkowo poinstruowano ich, że mają chodzić 10 metrów przodem lub tyłem po pokoju w rytm narzucany przez taktomierz. Kiedy testowano później ile byli w stanie zapamiętać z podanego materiału, w każdym przypadku lepsi pod tym względem okazali się ci chodzący tyłem.

Wygląda na to, że chodzenie tyłem w rzeczywistej przestrzeni ułatwiało im umysłom cofanie się w czasie, tak więc ludzie ci byli w stanie łatwiej dotrzeć do zakamarków pamięci.

Trik ten działał nawet wówczas, gdy jedynie wyobrażali sobie chodzenie tyłem, a nie robili tego w rzeczywistości. Rezultaty tego badania z 2018 roku pokrywają się z intrygującym przedsięwzięciem tego rodzaju przeprowadzonym w 2006 roku na szczurach. Kiedy gryzonie próbowały odnaleźć drogę wyjścia z labiryntu, ich neurony powodowały wystrzeliwanie sygnałów przez komórki miejsca w nowo poznanych lokacjach. Naukowcy odkryli, że kiedy szczury przystawały na chwilę w labiryncie, neurony powiązane z daną lokacją poznaną wcześniej powodowały takież wystrzały w odwrotnej kolejności. Tak więc chodzenie tyłem „w głowach” pomagało im zapamiętać poprawną ścieżkę.

Dzisiaj najnowsze badania dowodzą, że kiedy ludzie zapamiętują wydarzenie z przeszłości, odtwarzają je w umyśle w odwrotnej kolejności. Kiedy po raz pierwszy widzimy jakiś obiekt, w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wzory i kolory, a później próbujemy określić co to jest. Natomiast gdy chcemy przypomnieć sobie taki obiekt, to jest na odwrót: najpierw przypominamy sobie obiekt, a dopiero potem, przy odrobinie szczęścia, przywołujemy jego szczegóły.  

2. Rysuj  

Co powiecie na rysowanie listy zakupów, a nie jej spisywanie? W 2018 roku mieszana grupa młodszych i starszych ludzi otrzymała listę słów do zapamiętania. Połowę z nich poproszono o stworzenie rysunków każdego ze słów, a pozostałych o spisanie ich przed próbą zapamiętania. Później przeprowadzono stosowne testy, które ukazywały jak wiele udało się im rzeczywiście zapamiętać. Choć niektóre wyrazy były dość problematyczne do narysowania (np. „izotop”), to i tak w ogólnym rozrachunku rysowanie pomogło tak starszym jak i młodszym osobom lepiej przywołać podsunięte im słowa. Szkicowanie robiło różnicę nawet w przypadku osób cierpiących na demencję.

Kiedy coś rysujemy, jesteśmy zmuszeni analizować to bardziej szczegółowo i to właśnie dlatego zwiększają się szanse na zapamiętanie danego konceptu. Spisywanie listy też jest pomocne - dlatego też jeżeli zapomnimy wziąć listę zakupów z domu, to i tak jesteśmy w stanie przypomnieć sobie więcej produktów w sklepie niż w sytuacji, w której nie stworzyliśmy takiej rozpiski w ogóle. Z kolei tworzenie rysunku to „pójście o krok dalej”.  

Co ciekawe - jeżeli ktoś tworzy naprawdę imponujące rysunki i pomyśli, że taka technika zadziała u niego jeszcze lepiej, to może się rozczarować. Jakość rysunku nie ma bowiem żadnego znaczenia.  

3. Pomogą ćwiczenia fizyczne, ale tylko w odpowiednich ramach czasowych

Od dłuższego czasu wiadomo, że ćwiczenia fizyczne (jak choćby bieganie) korzystnie wpływa na naszą pamięć. Regularne ćwiczenia sukcesywnie usprawniają pamięć, ale przy nauce konkretnego materiału nawet jednorazowy trening może pomóc, przynajmniej w krótkim okresie

Jednak badania sugerują, że jeśli odznaczymy się odpowiednim wyczuciem czasu, możemy poprawić naszą pamięć jeszcze bardziej. Osoby, które wykonały 35-minutowy trening interwałowy cztery godziny po uczeniu się zestawu zdjęć połączonych z opisem danej lokacji, były w stanie lepiej zapamiętać takie połączenia niż ci, którzy odbyli taki sam trening tuż po nauce.

W przyszłości naukowcy z pewnością będą pracować nad określeniem odstępu czasu, w którym ćwiczenia fizyczne będą najbardziej pomocne - kluczowym może też być rodzaj materiału, który chcemy zapamiętać.

4. Nic nie rób

Kiedy ludzie cierpiący na amnezję będącą efektem wylewu otrzymali listę 15 wyrazów do zapamiętania, a później otrzymywali kolejne zadanie - to po upływie 10 minut byli w stanie odtworzyć z pamięci średnio zaledwie 14% podanych słów. Kiedy jednak po otrzymaniu listy odesłano ich do zaciemnionego pokoju i kazano „nic nie robić”, to po 15 minutach potrafili przypomnieć sobie średnio aż 49% wyrazów.  

Podobna technika była później wykorzystywana w rozmaitych badaniach przez Michaelę Dewar z Uniwersytetu Herriot-Watt. Odkryła ona, że w przypadku zdrowych ludzi krótka przerwa tuż po nauce przynosiła korzystne efekty nawet tydzień później. Część czytelników może pomyśleć, że być może uczestnicy eksperymentu spędzali te 10 minut w zaciemnionym pomieszczeniu na ciągłym powtarzaniu słówek. Jednak żeby tego uniknąć, Dewar korzystała z wyrazów z języków obcych, które ciężko było uczestnikom wymówić.

Badanie te pokazują, jak niepewne są nowe zapiski w pamięci - na tyle niepewne, że nawet krótka przerwa może zadecydować o tym, zapiski te będą nam towarzyszyć w pamięci na dłużej.

5. Zdrzemnij się

Jeśli chodzenie tyłem, rysowanie, ćwiczenia fizyczne albo nawet krótka przerwa stanowią zbyt duże wyzwanie - to może chociaż drzemka? Sen pomaga nam skonsolidować naszą pamięć poprzez ponowne odtwarzanie informacji, które właśnie poznaliśmy - a przecież nie musi się on odbywać tylko w nocy. Naukowcy z Niemiec dowiedli, że kiedy poda się ludziom kilka słów do zapamiętania, potrafią je oni przywołać z pamięci lepiej po drzemce (trwającej nie dłużej niż 90 minut) niż po obejrzeniu jakiegoś filmu.

Jednak najnowsze badania sugerują, że technika ta najlepiej funkcjonuje w przypadku osób, które są przyzwyczajone do codziennych popołudniowych drzemek. Zainspirowało to Elizabeth McDevitt i jej zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside do próby określenia, czy możliwym jest „wytrenowanie” u ludzi ucinania drzemki. Tak więc przez cztery tygodnie ci „niedrzemiący” usiłowali ucinać krótkie drzemki za dnia, kiedy tylko było to możliwe.

Niestety w ich przypadku takie rozwiązanie nie wzmocniło im pamięci. Stosownym więc może być dłuższy trening - a może są to po prostu ludzie, u których skuteczniejsze będzie chodzenie tyłem, rysowanie, bieganie lub po prostu „nicnierobienie”?

Źródło: BBC Future

piątek, 12 kwiecień 2019 13:47

Czy picie mleka wzmacnia kości?

Przez wieki mówiono nam, że picie mleka czyni nasze kości silnymi. Czy jednak istnieją naukowe dowody na potwierdzenie tej tezy?

Iluż z nas usłyszało w dzieciństwie teorię, w myśl której mleko miałoby nam pomagać w budowaniu silnych kości?

Pomysł ten wydaje się być całkiem sensowny. Mleko zawiera wapń. Ten zaś jest znany z tego, że wzmacnia strukturę mineralną kości.

Jednak próba zademonstrowania bezpośredniego połączenia pomiędzy spożywaniem mleka a posiadaniem silnych kości może być trudniejsza niż się wydaje. Perfekcyjne badanie wymagałoby zorganizowania dwóch grup eksperymentalnych i poproszenie członków jednej z nich do picia dużej ilości mleka codziennie przez kilkanaście lat - w tym czasie przedstawiciele drugiej grupy spożywaliby jakiś substytut tego napoju. Oczywiście taki eksperyment byłby nadzwyczaj trudny do zorganizowania.  

Można natomiast zapytać kilka tysięcy ludzi o to, jak wiele mleka wypili przez ostatnie lata, a później obserwować ich pod tym względem przez kolejną dekadę by przekonać się, czy osoby regularnie spożywające mleko cierpią na mniej złamań kości w późniejszym życiu.

Tak właśnie było w przypadku badania opublikowanego w 1997 roku przez Uniwersytet Harvarda. Obserwowano aż 77 tys. pielęgniarek przez okres dziesięciu lat.  Naukowcy nie zauważyli znaczących różnic w liczbie złamań rąk lub szyjki kości udowej pomiędzy kobietami, które spożywały jedną szklankę mleka tygodniowo (lub mniej) a tymi, które piły w tym samym czasie dwie szklanki (lub więcej).

Kiedy zespół naukowców zainicjował podobne badanie wśród 330 tys. mężczyzn, po raz kolejny wykazano brak większego stosunku ilości spożywanego mleka do odnotowanych złamań kości. 

Od czasu do czasu organizowano również losowe kontrole diet, w których sprawdzano czy dane osoby dobrowolnie uzupełniają je wapniem - także poprzez picie mleka. W 2015 roku zespół z Nowej Zelandii zrecenzował i ponownie przeanalizował 15 badań tego rodzaju. Badacze odkryli, że przez dwa lata następowało faktyczne wzmocnienie struktury mineralnej kości, ale po tym czasie uległo ono zahamowaniu.  

Alternatywą może być stosowanie suplementów diety zawierających wapń. Biorąc pod uwagę powszechny strach przed długoterminowymi skutkami ubocznymi takiego rozwiązania, ten sam zespół zebrał dane z 51 losowych badań by rozstrzygnąć czy gra jest warta świeczki. Ponownie okazało się, że wzmocnienie kości ustawało po roku lub dwóch, a także że tego typu suplementy mogą jedynie spowolnić (a nie zatrzymać) spadek gęstości kości w podeszłym wieku. Naukowcy skwitowali, że oznacza to jedynie niewielką obniżkę pod względem liczby złamań.  

Kolejne państwa, które przeanalizowały te same dane, doszły do znacznie zróżnicowanych konkluzji związanych z rekomendowanymi dziennymi ilościami spożycia wapnia. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych rekomendowana dawka jest niemal dwukrotnie wyższa od tej polecanej w Wielkiej Brytanii czy Indiach. Tamtejsi eksperci zalecają bowiem spożywać ok. 227 ml mleka dziennie.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej - w 2014 roku szwedzcy naukowcy opublikowali badania, w których wykazali, że picie więcej niż trzech szklanek mleka dziennie (tak więc większej ilości niż przeciętni ludzie) nie pomaga naszym kościom, a może nam wręcz zaszkodzić.

Badacze z Uniwersytetu w Uppsali i Instytutu Karolinska poprosili uczestników eksperymentu o wypełnienie ankiet dotyczących ilości spożywanego przez nich mleka w latach 1987 i 1997. Natomiast w 2010 roku zbadano wskaźnik śmiertelności. Ludzie nie ukrywali zdziwienia gdy usłyszeli, że picie jednej szklanki mleka dziennie może się wiązać z większą liczbą złamań kości, a nawet z przedwczesną śmiercią.  

Nie odrzucajcie jednak radykalnie mleka ze swojej diety - istnieją pewne haczyki.

Szwedzi wymagali od uczestników eksperymentu oszacowania ilości spożywanego mleka w poprzednich latach, co nie należy do łatwych zadań. Ciężko wskazać jak dużo mleka spożywa się wraz z płatkami, dolewa do herbaty czy używa podczas gotowania.

Badanie odzwierciedla również odwieczny problem mylenia korelacji ze związkiem przyczynowym. Być może kobiety, które cierpiały na osteoporozę celowo piły więcej mleka w nadziei na wzmocnienie swoich kości. Badanie nie wykazało jednoznacznie czy picie mleka rzeczywiście przyczynia się do złamań. A żeby nie ułatwiać sprawy, Szwedzi odkryli również, iż spożywanie sera żółtego i jogurtów wiąże się z niższym wskaźnikiem złamań.

Naukowcy sami podkreślili, że ich praca powinna być przeprowadzona ponownie przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Inni zaś twierdzą, że opinia publiczna powinna być ostrożna co do zmieniania diety z uwagi na te badania.  

Tak więc na dzień dzisiejszy nie wiemy na ten temat nic więcej - aktualnie dowody wskazują na to, że jeśli lubimy pić mleko, to nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Prawdopodobnie niesie ono korzyści zdrowotne dla kości, jednak na nieco krótszy okres niż by się wydawało.

Warto też wzmacniać kości poprzez inne metody, takie jak regularne ćwiczenia i dostarczanie organizmowi witaminy D - pochodzącej ze Słońca lub, w okresie zimowym, ze specjalnych suplementów.

Źródło: BBC Future

Pewna kobieta przez lata odczuwała dziwny dyskomfort w prawym oku, ale tłumaczyła to sobie tym, że jej organizm przechodzi po prostu pewne zmiany i nie warto się nad tym głowić.

Szczęśliwą, w przypadku 67-latki, okazała się rutynowa operacja zaćmy, kiedy to lekarze odkryli źródło jej niedogodności i usunęli ją w listopadzie 2017 roku. Okazało się, że oko kobiety stało się domem dla twardej, niebieskawej masy złożonej z prawie 30 soczewek kontaktowych sklejonych ze sobą śluzem.

Zlepek, który odkrył zespół medyczny, opisano początkowo jako składający się z 17 soczewek. Dalsze badania wykazały, że w rzeczywistości liczba ta była o 10 większa.

- Wszyscy byliśmy zszokowani, że pacjentka tego nie zauważyła - oznajmiła doktor Rupal Morjaria, oftalmolog z Wielkiej Brytanii i jeden z trzech autorów raportu dotyczącego tego przypadku.

Nie wiadomo jak długo soczewki znajdowały się w oku kobiety, ale udało się ustalić, że przez 35 lat nosiła ona miesięczne soczewki - twierdzą lekarze. Operacja zaćmy została odroczona z powodu zwiększonego ryzyka infekcji, ale nieco później została ostatecznie przeprowadzona bez długotrwałych powikłań.

Dr Morjaria i jej koledzy po fachu spekulowali, że zły wzrok pacjentki i głęboko osadzone oczy mogły przyczynić się do tego, że nie zauważyła ona gromadzącej się masy.

- Stwierdziła, że ​​czuła pewien dyskomfort w oku, "jakby coś tam było w środku”, ale nie uważała, że ​​ma się czym martwić - opisuje okulistka.

- W Wielkiej Brytanii soczewki można uzyskać tylko po konsultacji ze specjalistą, ale można je też łatwo kupić online - dodaje dr Morjaria. - W przypadku tej pacjentki soczewki zostały umieszczone tak wysoko pod powieką, że nie były od razu dostrzegalne.

Zespół postanowił opublikować sprawę, aby szerzyć świadomość na temat bezpiecznego stosowania soczewek kontaktowych. Oczywiście soczewki mogą być skutecznym sposobem korygowania wzroku, ale eksperci podkreślają, że należy ich używać ze szczególną ostrożnością.

- Pacjentka koniec końców miał szczęście, jednak "nadmierne" zakładanie soczewek kontaktowych może powodować komplikacje wzrokowe - oświadczyła dr Morjaria.

W lecie 2016 roku Centrum Kontroli i Prewencji Chorób poinformowało, że około 41 milionów ludzi w Stanach Zjednoczonych nosi soczewki kontaktowe. Tylko niewielki procent cierpi na poważne infekcje oczu związane z tymi urządzeniami optycznymi.

Aby zmniejszyć ryzyko infekcji, eksperci zalecają unikać spania w soczewkach kontaktowych bez omawiania tego z okulistą, nie mieszać starego i nowego roztworu soczewek kontaktowych oraz wymieniać soczewki zgodnie z zaleceniami.

Zlepek 27 soczewek został odkryty przez anestezjologa Richarda Crombie i została usunięta przez doktora Amita Patela, okulistę. Obaj byli autorami raportu wraz z dr Morjarią.

Źródło: The New York Times

"Żołądek deserowy". Wszyscy doświadczyliśmy tego doznania smakowego. Zdarza się to tylko w tym przeklętym momencie, kiedy akurat jemy posiłek. To w zasadzie część ludzkiego funkcjonowania.

Jesz pyszny i sycący obiad, czujesz się pełny po brzegi, ale kiedy pada piękne pytanie „Może jeszcze deser?” , to zawsze kończy się odpowiedzią twierdzącą - ku rozpaczy naszego żołądka.

To prawda - zawsze znajdziemy miejsce na deser, bez względu na to, czy pobudzamy to uczucie samym deserem, czy nie (słowa uznania, jeśli masz wystarczająco silną wolę). Ale dlaczego tak się dzieje?

Według Russella Keasta - profesora nauk sensorycznych i żywnościowych oraz dyrektora Centrum Zaawansowanej Nauki Sensorycznej na Uniwersytecie Deakin - istnieje naukowe potwierdzenie zjawiska zwanego sensorycznym uczuciem sytości lub tzw. „żołądkiem deserowym”.

- Główną przyczyną jest w tym przypadku zjawisko zwane sensorycznym uczuciem sytości. Zasadniczo jest to to czego doświadczamy, kiedy spożywamy jeden posiłek aż do totalnej sytości. Nasze zmysły podpowiadają nam, że nie chcemy już dłużej jeść tego konkretnego pokarmu, innymi słowy - jesteśmy pełni - powiedział Keast w rozmowie z "Huffington Post Australia".

Częściową odpowiedzią jest tak naprawdę nuda zmysłowa - jedzenie, które nas ekscytuje obiecując pyszne przysmaki, staje się teraz nudne. Jesteśmy zaspokojeni, ale w połączeniu tego z faktem, że nasz system wykrywania smaku jest przeładowany smakiem żywności, co pomaga nam w zaprzestaniu dalszego jedzenia.

- Następnie prezentujesz zmysłom deser, nowe doznania smakowe, inny profil w odniesieniu do tego, czym się już znudziliśmy. Może wyglądać i pachnieć dobrze, a (z doświadczenia) wiemy, że słodkie równa się atrakcyjne. Zażegnanie nudy pokarmowej i oczekiwanie ponownie wyzwalają apetyt - stąd mamy do czynienia z deserowym żołądkiem.

Na chłopski rozum kolacja jest nudna w porównaniu z potrawą, którą są: rozmaite lody, ciasta, ciastka, czekolada czy lizaki. A nasze mózgi natychmiastowo to rozpoznają i nawet nadpisują sygnały przyjemności (tj. deseru) kosztem sygnałów sytości (uczucia "pełności").

- Sygnały sytości są przesłonięte przyjemnym oczekiwaniem na nowe jedzenie - oznajmił Keast. - Jeśli prezentujemy zmysłom to samo jedzenie, pragnienie konsumowania więcej tego samego nie ma prawa mieć miejsca.

Keast rzeczywiście zbadał i przetestował to zjawisko, a wyniki są naprawdę fascynujące.

- Aby ocenić sensoryczną sytość, zapewniamy uczestnikom naszych testów 300 ml truskawkowego koktajlu mlecznego (lub inny smak czy inny rodzaj jedzenia) - wyjaśnił Keast.

- Ogłaszamy im, że muszą zjeść całą porcję w dwie minuty. Po wymuszonym spożyciu dostarczamy te same pożywienie do znudzenia (czyli 700 ml truskawkowego koktajlu mlecznego) i prosimy uczestników, aby skonsumowali go tyle ile chcą. Mierzymy skonsumowaną ilość i czas potrzebny do jej spożycia.

- Podczas następnej wizyty uczestników zapewniamy te same 300 ml mlecznego koktajlu o smaku truskawkowym, który zostanie spożyty w ciągu dwóch minut. Jednak potem podajemy im 700 ml shake'a czekoladowego (a więc inny smak) i ponownie prosimy o spożycie takiej ilości, na jaką uczestnicy mają ochotę.

- Różnica między ilością mlecznego koktajlu czekoladowego a spożywanym mlecznym koktajlem truskawkowym jest miarą SSS (z ang. "sensorycznej sytości" - przyp. red.). Nowy smak jest zawsze konsumowany znacznie bardziej niż jeden i ten sam.

- Ważne jest również, aby pamiętać, że jedzenie musi być atrakcyjne dla konsumenta, aby efekt się pojawił. Jeśli najemy się do uczucia sensorycznej sytości i nowe jedzenie nie jest dla nas atrakcyjne, możemy ostatecznie zdecydować się nie spożywać kolejnego posiłku.

Co więcej, nasze żołądki mogą w rzeczywistości przywyknąć do dalszego spożywania po początkowym uczuciu "pełności", co oznacza, że ​​będziemy potrzebować więcej jedzenia, aby czuć się usatysfakcjonowanymi - co nie jest najlepsze dla naszych figur.

- Tak, nasz żołądek i fizjologia mają zdolność adsorbowania składników odżywczych i energii w nadmiarze. Prawdopodobnie był to świetny mechanizm przetrwania - w czasach, gdy posiłki były nad wyraz obfite, można było jeść, a twoje ciało przechowywało to, co mogło” - dodał Keast.

- Pomagało to w czasach głodu. Mechanizm ten nie jest już tak dobry, jeśli żyjemy w czasach, gdy jedzenie jest łatwo dostępne i często przystępne. Żołądek ma również elastyczność w przyjmowaniu pokarmu - słodkie związki pomagają żołądkowi zrelaksować się i przyjąć w nas więcej jedzenia.

Wszyscy wiemy, że jedzenie po osiągnięciu tego początkowego uczucia "pełności" (ekhem, np. jedzenie ogromnego pączka) nie sprawia, że ​​czujemy się dobrze. Stajemy się rozdęci, mamy uczucie dyskomfortu, a czasem nawet mdłości. Dlaczego więc nigdy się nie nauczymy na tych błędach?

- Wydaje się, że powinniśmy! Czujemy się nieswojo, bo za dużo jedliśmy i nasz system na to pozwala - oznajmił Keast.

- Jako, że słodki deser rozluźnia żołądek i doprowadza do nieco większej jego pojemności, to kiedy ten decyduje się na zwężenie, może powodować to nieprzyjemne odczucia. Organizm pracuje na pełnych obrotach, aby rozpocząć proces trawienia i pobierania składników odżywczych, ale wysyła jednocześnie sygnały do mózgu, aby przestać już jeść.

- Ale jak wiemy, połykanie pokarmu i niekomfortowa "pełność" są nieco opóźnione. Dlaczego się nie nauczymy na bazie tych "błędów"? Prawdopodobnie dlatego, że nie jest to choroba zagrażająca życiu, a zaledwie funkcja w tych obfitych czasach. Biologia, na bazie milionów lat ewolucji, zapewnia, że ​​możemy wchłonąć pokarmy, gdy są obfite.

Niech was szlag trafi, smaczne pączki, za bycie tak obfitymi.

Źródło: Huffington Post Australia

Wyobraź sobie, że właśnie wprowadziłeś się do akademika jako pierwszoroczniak, a uniwersytet sprezentował ci prezerwatywy, abyś mógł je bezpiecznie używać w trakcie "integracyjnego" tygodnia. Wszystko idzie świetnie, a nawet spotkałeś dziewczynę, która pochyla się nad beczką i pokazuje kanadyjskie terytoria podczas zapoznawania terenu uczelnianego. Dochodzi do zbliżenia po nocy obfitej w Molsony i Crown Royale (można założyć, że Kanadyjczycy piją wyłącznie te alkohole), ale trzy tygodnie później dowiadujesz się, że dziewczyna jest w ciąży. To wszystko dlatego, że w twojej prezerwatywie była dziura, którą prawdopodobnie powinieneś był zauważyć z powodu ostrzeżenia o informacji przytwierdzonej do paczki.

czwartek, 24 styczeń 2019 21:16

Odra osłabia układ odpornościowy na lata

Epidemia odry odbiła się szerokim echem i zwróciła uwagę na szczepienia przeciwko tej chorobie. W Wielkiej Brytanii w samym 2015 roku zachorowało na nią ponad 100 osób w okresie od stycznia do marca.

Free Joomla! template by L.THEME